pogłębia się wrześniowa szarość pól
dymy znad kartoflisk rozpuściły warkocze
w ostatnich ogrodach do zebrania już tylko
kulista doskonałość dyń i arbuzów
rola pęcznieje gdzie przeszedł pług
w koronach leszczyn wiewiórki skaczą
jesienne zbiory wypełniają spiżarnie
od świtu do zmierzchu coraz krótszych dni
na mokrą trawę wychodzę za próg
w sadzie jabłonie mgłą otulone jak wełną
cicho drzemią gotowe na owocobranie
kwiczołów chmara obsiadła gałęzie
w gasnących kwiatach brzęczenie pszczół
tuli do snu jak długie pożegnanie
Pożegnanie - wyciszanie znoju i majestat odpoczynku: Twojego, mojego... ,,Kiedy kwitnie wrzos i płonie jarzębina, jesień się zaczyna,, Nie wiem kto tę zgrabną rymowankę, wpadającą w ucho, wymyślił.h
OdpowiedzUsuńO, do wyciszenia jeszcze czas daleki... chociaż nie, raczej do końca znoju, na razie pełno roboty
OdpowiedzUsuńIwona
wiersz piękny, ale na jesień mogłabym poczekać do października:))
OdpowiedzUsuńOj tam, oj, tam, uwielbiam jesień, taką wczesną, radosną, kolorową, z nadmiarem plonów, a już w wolniejszym tempie niż lato - to najpiękniejsza pora roku; październik bywa przepiękny
OdpowiedzUsuńIwona