O ile pasjonatów kowalstwa wciąż można spotkać, a kowalstwo artystyczne zdobywa uznanie i podziw, tak inne już z samej nazwy są kompletnie nieznane. Czasami ktoś natknie się na niektóre czytając dzieła naszej literatury. Mamy treserów, behawiorystów i groomerów, a przeciętny czytelnik nie rozumie, kim byli szczwacze w "Panu Tadeuszu". Szczwacz pełnił ważną rolę w obyczajowości myśliwskiej, układając psy do polowań. Krótko mówiąc, szczwacze tresowali ogary i charty, aby wystawiały zwierzynę myśliwym.
Wiele zajęć i ich nazw wywodzi się właśnie z kultury dworskiej, stąd też ich zanik w czasach współczesnych. Nie jeździmy karocami, więc nie ma forysiów. Foryś - to jeździec, konny pachołek, który poprzedzał karetę. Czasami jechał w przedniej parze konnej, gdy zaprzęg był cztero- lub sześciokonny. Z końmi związany był także fornal, który w majątku dworskim zajmował się konnym zaprzęgiem służącym do pracy na roli. Opiekował się końmi, dbał o wóz, przygotowywał je do prac rolniczych. Odpowiadał za dobrą kondycję koni, łączył w swoich zajęciach funkcję stajennego i woźnicy, zarządzał też organizacją prac polowych.
Wśród zaginionych słów szczególne miejsce zajmują nazwy zawodów usługowych, czyli rzemieślników. Całkowicie zapomnianym zawodem był tytułowy pasamonik, czyli producent ozdobnych elementów pasmanteryjnych: frędzli, pomponów, tasiemek, wstążek, galonów. Frędzle wszelkiego rodzaju możemy dzisiaj kupić na metry w każdym sklepie pasmanteryjnym, a kiedyś wyrabiano je ręcznie. Ozdobne guzy, naszycia, taśmy - to był efekt zręczności pasamonika.
W zasadzie nie spotkamy też dzisiaj rymarza, czyli rzemieślnika wytwarzającego skórzane końskie uprzęże i siodła. Rymarz szył uździenice, szory, zajmował się też ich naprawą. Szycie uprzęży nie było łatwe, gdyż rymarz robił to ręcznie, co wymagało specjalistycznych narzędzi i zręczności. Wyrobami ze skór zajmował się też kuśnierz, z tym, że szył ubrania dla ludzi: futra, buty, czapy, rękawice. W zasadzie kuśnierz pracował nad ubiorem od samej podstawy, czyli sam też skóry najpierw wyprawiał. Była to więc kompleksowa działalność, począwszy od przygotowania materiału, wykrojenia go i szycia.
I na koniec jeszcze przypomnijmy folusznika. Bez niego nie byłoby wielu ubrań, zwłaszcza takich, jak kapelusze i palta. Folusznik zajmował się zagęszczaniem materiału. Jednym z efektów pracy folusznika był między innymi filc. Dzisiaj filcowanie stało się działalnością pasjonatów rękodzieła, którzy bawią się w wytwarzanie artystycznych ubrań z elementami filcu. Zakres prac typowego folusznika był jednak znacznie szerszy i o wiele bardziej wymagający.
6 komentarzy:
Technologia nie tylko ułatwia nam życie, ale też zmienia naszą rzeczywistość i kulturę. Rozwój przemysłu oraz zmiany i zanikanie języka są ze sobą blisko powiązane, a postęp techniczny nieustannie zaciera ślady przeszłości.
Trochę żal, że wraz z rozwojem technologii przemija także część świata, który nas kształtował. Kiedyś zmiany trwały wolniej, a dziś jedno pokolenie wystarczy, aby całkowicie zmieniły się warunki życia.
Bardzo ciekawy artykuł, sporo się dowiedziałam! Te zmiany wydają się nieuchronne - jedne zawody powstają, inne zanikają. Tak samo jak np. Felczer. Jeszcze całkiem niedawno był to znany i ceniony zawód, a obecnie jest już reliktem przeszłości.
Zgodzę się z tym, że owe zmiany zachodzą zbyt szybko. Ludzkość gdzieś chwilami próbuje sięgać do korzeni w pewnych dziedzinach, ale nie zmienia to faktu, że postęp technologoczny prze do przodu w zatrważającym tempie...
Do felczera chodziłam w dzieciństwie. Na wsi nie było lekarza, tylko felczer przyjmował. Ostatni felczer, którego znałam, zmarł kilka lat temu.
Czasami warto znać te nazwy, przydają się w krzyżówkach :-)))
Niby wszyscy wiemy, że język się zmienia, ale jak się czyta takie zestawienie zawodów, to aż trochę człowiekowi szkoda tego „starego świata”, który zniknął razem ze swoimi słowami. Zastanawiam się tylko, czy to faktycznie jest tak naturalne, że wszystko musi zniknąć, czy jednak trochę sami przestajemy o tym pamiętać i dlatego te nazwy tak szybko wypadają z użycia?
Najbardziej uderzyło mnie to, jak wiele z tych zawodów było kiedyś czymś kompletnie normalnym, a dziś brzmią jak egzotyka z innej epoki. I tu mam pewną wątpliwość — czy naprawdę nie dałoby się ich części jakoś „przetrzymać” w kulturze, choćby w edukacji czy codziennym języku, czy to już walka z wiatrakami?
Jeśli sam zawód znika, bo nie jest potrzebny, znika też nazwa. rezerwuarem przechowującym je jest literatura, w której jeszcze były używane, jak wspomniany szczwacz w "Panu Tadeuszu". W codziennym języku raczej trudno, skoro nie ma ludzi, którzy te zawody wykonują. W mojej rodzinie występował jeden z omówionych zawodów, wtedy się pamięta.
Ale, uwaga, ciekawa wiadomość, ostatnio widziałam szyld czapnika. Muszę tam kiedyś zajrzeć i zobaczyć, zapytać, co ma do zaoferowania.
Pozdrawiam serdecznie!
Iwona
Prześlij komentarz