Strona sukcesów ;-)

Moje tomiki poetyckie i książki

31 mar 2026

jeśli umierać

jeśli umierać
to tylko po urodzinach
biografowie łatwo ustalą lata życia
epokę nazwą tytułem 
najbardziej poczytnej powieści
jeśli odchodzić
to tylko stąd gdzie rośnie drzewo
znające wszystkich 
którzy pod nim przechodzili
wystarczy posiedzieć
powspominać 
jeśli opowiadać
to tylko przy okazji
innego pożytecznego zajęcia
na przykład przy łuskaniu fasoli 
jeśli pisać
to tylko wtedy gdy ma się
coś do powiedzenia
prawdę nieprzemijającą
jak życie - fakt niby ulotny
a ciągle żywy 
mimo śmierci 

jeśli umierać
to tylko wtedy gdy przez igielne ucho
objęło się spojrzeniem
cały widnokrąg istnienia 




29 marca zmarł Wiesław Myśliwski, autor "Drzewa", "Widnokręgu", "Traktatu o łuskaniu fasoli", "Ucha igielnego"... 

29 mar 2026

Niedziela Palmowa



Grafika z "Przewodnika Katolickiego" nr 15 z 1938 r.

24 mar 2026

Opolskie czytanie wierszy

      Olga Tokarczuk powiedziała kiedyś, że odczuwa konsternację na pytanie o to, czy napisany przez nią utwór to prawda czy fikcja. Nie da się odpowiedzieć. Podobnie jak na często zadawane poetom pytanie o to, jak się pisze wiersz lub co stanowi inspirację. Gdyby dało się krótko i jednoznacznie odpowiedzieć, pisanie wierszy byłoby zbędne. Takie pytania są koszmarem autorów i powinny być zakazane. Na szczęście wrażliwi n słowo czytelnicy i słuchacze doskonale o tym wiedzą i potrafią dostrzec utworze literackim coś więcej niż proste odniesienia do realiów bytu.
       Na marginesie rozważań o koszmarach pisarzy i poetów zastanowiłam się, co jeszcze może być trudnym wyzwaniem dla autora czy to prozy, czy poezji. Dla mnie jest to czytanie własnych wierszy. Czytanie przed publicznością. Oczywiście z punktu widzenia czytelnika i słuchacza również lubię, gdy autor czy autorka czyta swoje utwory. Sugestywnie czytał swoje wiersze Czesław Miłosz, lubiłam słuchać, gdy czytała Szymborska, przejmująco czytała Urszula Kozioł, w której wierszach dostrzegałam wówczas dodatkowe podteksty, umykające w osobistej, może zbyt powierzchownej lekturze. Jednak ze swojej własnej perspektywy czytanie swoich utworów odczuwam jako ograniczanie czytelnikowi czy słuchaczowi możliwości interpretacji. Każde wykonanie wiersza na głos - poprzez czytanie czy recytację - jest jednocześnie jakąś interpretacją. Jedną z wielu możliwych. Toteż i odczytanie utworu przez samego autora jest tylko jedną z wielu możliwych wersji. Ale ponieważ czyta sam autor, może to zostać odebrane jako wersja jedynie słuszna ograniczająca inwencję odbiorcy. 
       Lubię słuchać jak inni czytają moje utwory. czasami są to bardzo ciekawe propozycje, dzięki którym uświadamiam sobie, jakie skojarzenia, refleksje, odczucia wywołuje mój wiersz w odbiorze. Odczytania bywają czasami zaskakujące. I odkrywcze dla mnie samej. Dlatego na pytanie o największy mój - jako autorki - koszmar, poza wspomnianymi wyżej pytaniami, powiedziałabym, że jest nim czytanie własnych utworów przed publicznością. 
      Podczas Opolskich Spotkań z Poezją autorzy czytają osobiście. 21 marca tego roku zaprezentowały trzy poetki oraz utwory czwartej autorki z powodu jej nieobecności zostały przeczytane przez prowadzącą spotkanie Dorotę Chołody. Swoje zaś wiersze czytały panie reprezentujące trzy poetyckie środowiska literackie: Kamila Szysiak z Lublina, Teresa Syta z Suśca oraz Iwona Danuta Startek, czyli ja, z Biłgorajskiej Plejady Literackiej

Od lewej: Dorota Chołody - organizatorka spotkania oraz zaproszone poetki: Kamila Szysiak, Teresa Syta oraz autorka tego blogu Iwona Danuta Startek; fot. Wioleta Bucior

        Opolskie Spotkania z Poezją, organizowane już po raz siódmy, powstały z inicjatywy Doroty Chołody, która - jak przyznała - zainspirowała się Nałęczowskimi Spotkaniami z Poezją zainicjowanymi przed kilkunastu laty przez Bogusława Gałęzowskiego i Towarzystwo Przyjaciół Nałęczowa. Miałam przyjemność uczestniczyć w Nałęczowskich Spotkaniach w 2017 roku, a teraz przyszedł czas na Opole Lubelskie, w którym dotąd nie byłam. Oba wydarzenia - poza oczywiście miłością do mowy wiązanej - łączy także prezentowanie poezji w oprawie muzycznej. Nie jest to więc suche odczytywanie wierszy, ale jest czas na osobistą zadumę na wysłuchanym słowem i zanurzenie się w muzyczne inspiracje. Także dla samych czytających poetów przerwy na słuchanie muzyki bywają wskazane, w tym czasie mogą niejako nastroić się odpowiednio do prezentowania kolejnych utworów o innym charakterze, innej wymowie, innej poetyce. Czasami chwila muzyki może wpłynąć na autora w taki sposób, że zmieni wybrane wcześniej wiersze na inne. Tak właśnie było ze mną, gdyż z przygotowanych przed przyjazdem wierszy, w tych chwilach kontaktu z muzyką, kilka zamieniłam na inne, które wydały mi się bardziej pasujące do emocji i nastrojów panujących wśród widowni.

Zasłuchana i zaangażowana publiczność na Opolskich Spotkaniach z Poezją, fot. Wioleta Bucior

     Rozmowy po zakończeniu naszych wystąpień potwierdziły, że zamiana była słuszna a zaprezentowane utwory dostarczyły słuchaczom ciekawych wrażeń i emocji. Tak więc, chociaż czytanie publiczne własnych wierszy uważam za koszmar, samo spotkanie z wielbicielami poezji było przyjemne i inspirujące. Zdecydowałam się na przeczytanie kilku wierszy opublikowanych w tomikach, dołączając do nich utwory najnowsze, jeszcze nigdzie niepublikowane. 

Wiersze z tomików:
I nie wiadomo...
    - rytm
    - pochylam głowę
 Zakola leniwych rzek
    - pokaż mi Paryż
    - śmiech Demokryta
    - bogowie odeszli
    - pora drozda
    - zwykły dzień
    - *** (z kart pocieszenia...)

Utworów najnowszych nie podaję. Nie wiadomo jeszcze, w jakiej formie zostaną opublikowane. 



13 mar 2026

kwitną bazie


Piotr Stachiewicz, Bazie, pocztówka z 1939 r. 

kwitną bazie kwitną leszczyny
sypie się złoty pył
w czarną ziemię wnika ziarno
wczesny marcowy świt
rozbrzmiewa ptasim śpiewem
jeszcze tylko kilka dni
powrócą z daleka bociany
do starych gniazd
czajki zakołują nad łąkami
wiatr poniesie krzyk

kwitną bazie kwitną leszczyny
słychać pszczeli szum
w zręcznych dłoniach czas ucieka
w tyglu topi się wosk
kolorowe wzory na pisankach
zapełniony kosz
bibułowe wstążki falują na wietrze
palmami porasta stół
zielenieje młode zboże
w słoju biały żur

kwitną bazie kwitną leszczyny
jękliwy wzywa dzwon
na krzyżowej drodze w pokorze
klęka hardy lud
cóżem ci uczynił niewdzięczny
żeś mnie wydał na śmierć
płaczą gorzko matki z Maryją
ukradkiem ocierają łzy
czy nam jeszcze na radosne Alleluja
wystarczy dni

10 mar 2026

Ciekawostki z historii

      Nawet nie wiedziałam, że Dzwola ma takie historyczne zasługi w gospodarce. "Gazeta Polska" z maja 1888 roku zestawia najstarsze zakłady przemysłowe w Guberni Lubelskiej. I tu niespodzianka: browar w Dzwoli założony w 1805 roku był drugim pod względem czasu powstania. Zaraz za nim chronologicznie uplasowała się fabryka papieru  Modliborzycach - data założenia 1808 rok. 


       "Głos Lubelski" z 1923 roku przedstawiał obszerną relację z Pierwszej Wystawy Architektonicznej w Lublinie, która rozpoczęła się 8 kwietnia. Prezentowano na niej zdjęcia budowli z kraju, fotografie pomników z Kresów Wschodnich, akwarele i rysunki. Wśród prac architektów z całej Polski zainteresowanie wzbudziły projekty Kolegium Jezuickiego w Lublinie i kościoła w Dzwoli Ignacego Kędzierskiego. "Kurier Warszawski" oraz "Express Lubelski i Wołyński" z 1935 roku odnotowały konsekrację kościoła parafialnego w Dzwoli przez J.E. Biskupa Adolfa Jełowickiego.  Podkreśla się przy tym, ogromną rolę proboszcza, księdza Piotra Paneckiego. 

       O uruchomieniu agencji pocztowo-telekomunikacyjnej w Dzwoli informował Lubelski Dziennik Wojewódzki z 1 czerwca 1937 roku.  Pieszy posłaniec miał obsługiwać Dzwolę i Frampol. 


Dzisiaj dzwolskiego browaru nie ma, a listonosz na szczęście już nie chodzi piechotą.  

4 mar 2026

O zaproszeniach

Przeglądając różne formy zaproszeń...


(zaproszenie Koła Gospodyń Wiejskich z 1939 r.) 

... można zauważyć określone wymagania w kwestii stroju, opłat, składek lub uściślenie celu, gdy np. jest to zaproszenie na bal charytatywny. Są zaproszenie imienne i ogólne dla wszystkich zainteresowanych:
(zaproszenie na akademię rocznicową z 1938 roku) 

Zaproszenie skierowane do określonej grupy, członków stowarzyszenia lub organizacji:

(zaproszenie z 1931 roku)

Do niecodziennych znalezisk należy zaproszenie na pogrzeb:


Co prawda był to pogrzeb poczytnej i wówczas dobrze znanej pisarki. Niemniej rzadko spotykane.  

     Bywają oryginalne artystyczne zaproszenia, jak do słynnego kabaretu Zielny Balonik:

                            

Autorem grafiki był Witold Wojtkiewicz, rytownik i malarz, jeden z założycieli kabaretu. Pierwsze wystąpienie Zielonego Balonika miało miejsce 7 październik 1905 roku w Jamie Michalikowej. Spotkania odbywały si w soboty. Wstęp był wolny, ale tylko dla zaproszonych gości. Specjalne zaproszenia z niepowtarzalnymi karykaturami przygotowywane były na każdy wieczór. 
      Szczególnie ozdobne zaproszenia na bale i rauty zawierały szczegółowe wymagania np. w kwestii stroju:


(zaproszenie na bal maskowy z 1909 roku, autor grafiki Jan Bukowski)

Niektórzy zaś mogli otrzymać bardzo tajemnicze zaproszenie w tajemniczej sprawie wielkiej wagi:


   Zaproszenia, zwłaszcza na prywatne spotkania, bywały nieraz polem do żartów. Wojciech Dzieduszycki otrzymał kiedyś zaproszenie z adnotacją: O. o. u. s. - co tradycyjnie znaczyło: O odpowiedź uprasza się. Dzieduszycki, skądinąd autor tekstów kabaretowych, nie omieszkał potraktować tego jako wstęp do żartu i odesłał zaproszenie z adnotacją: D.u.p.a. - co miało oznaczać: Dziękuję uprzejmie, przybędę akuratnie. Nie wiem tylko, czy adresaci odpowiedzi właściwie ją zrozumieli. 

24 lut 2026

El...y i lutowe rocznice

   Niby człowiek wie, że Adam Asnyk posługiwał się różnymi pseudonimami, w tym El...y. Jednak wiedzieć, a zobaczyć, jak wyglądało to w prasie II połowy XIX wieku, to zupełnie różne sprawy. Doprawdy, jest w tym jakaś atmosfera radosnej tajemnicy, gdy czytam wiersz w gazecie z 1876 roku podpisany "El...y" i wiem, że za kilka lat ten autor napisze cykl "Nad głębiami". 



Z lutym datami urodzin i śmierci związany jest Zygmunt Krasiński. Urodził się 19 lutego 1812 roku,  zmarł 23 lutego w 1859. Znalazłam ciekawostkę z roku jubileuszu stulecia urodzin poety, czyli 1912. 


Stulecie urodzin uczczono także nabożeństwem żałobnym. Piękne! Ciekawe czy dzisiaj gdzieś organizując rocznicowe uroczystości naszych wieszczów czy innych artystów, pamięta się o wymiarze religijnym? 

  

19 lut 2026

trochę popiołu

Popiół są nasze słowa Szarzyński, Morsztynie
I co z popiołu wyjmę, to w popiele ginie.

                                           Jarosław Marek Rymkiewicz



Fragment wiersza Urbana Michała Szostowicza  z 1788 roku






13 lut 2026

wiosenne roztopy


Tak to mniej więcej wygląda... 

11 lut 2026

Rocznica i doniesienia z przedwojenne prasy

    W 1920 roku miały miejsce symboliczne zaślubiny Polski z morzem. 10 i 11 lutego zaślubiny celebrowano w Pucku i Wielkiej Wsi. Wielu malarzy uwieczniło ten moment  na obrazach. Jednym z nich był Wojciech Kossak, którego obraz zaślubin z 11 lutego z centralną postacią generała Hallera wydano w formie pocztówki.


"Ziemia Lubelska" z 11 lutego 1931 roku - kiedy to tak samo jak w roku obecnym 11 lutego wypadał w środę - donosiła o następujących wydarzeniach:
- w kinie "Corso" "wielka uczta Miłośników X Muzy" - film "Janko Muzykant" na podstawie noweli Henryka Sienkiewicza w reżyserii Ryszarda Ordyńskiego; był to jeden z pierwszych polskich filmów dźwiękowych, aczkolwiek dialogi bohaterów pokazywane są na planszach jak filmie niemym, ale film miał zsynchronizowaną ścieżkę dźwiękową z piosenkami, gdyż był to film muzyczny; poza tym losy bohatera nie kończ się tragiczni jak w noweli Sienkiewicza - Janko po okresie pobytu w poprawczaku zrobił karierę skrzypka; w roli starszego Janka - Witold Conti, a w innej roli występuje także Adolf Dymsza;
- w kinie "Apollo" film z Gretą Garbo - "Pokusa"
- we czwartek 12 lutego w państwowym Gimnazjum im. Stanisława Staszica Wieczór Wergiliański - dla uczczenia 2000. rocznicy śmierci wielkiego poety; w programie przewidziane przemówienia, deklamacje i inscenizacje;
- zapowiedź występu Hanki Ordonówny - w Teatrze Miejskim w piątek 13 lutego;
- ogłoszenie o ostatnim balu karnawału w niedzielę 15 lutego oraz tzw. śledziku - 17 lutego, we wtorek w klubie urzędników SUP - wstęp 3 zł, dla członków klubu - 2 zł; SUP to Stowarzyszenie Urzędników Państwowych - organizacja powołana 14 października 1919 roku
zapowiedź koncertu Ignacego Jana Paderewskiego w Rzymie w Augusteum, brak dokładnej daty;
- doniesienie o łobuzerskich bandach i lubelskich awanturnikach, którzy w czasie karnawału nocą wszczynają pijackie burdy i zakłócają spokój obywatelom.


3 lut 2026

diamentowy pył

iskrzy w powietrzu pył diamentowy
zima rozściela białe prześcieradła
w świetle księżyca śnieżne widziadła
bezszelestnie wyruszają na nocne łowy

pod śniegiem bruzdy kruszą się na połowy
z zastygłego zimową wiecznością mokradła
w głodne szczeliny ziemi ciemność opadła
i zamknąwszy oczy na firn złożyła głowę

czas nieustannie obraca się w przeszłość
pomiędzy niebem a ziemią wschodem i zachodem
spełnia się nieuchronna konieczność

spadamy jak pył diamentowy skuty mrozem
łudząc się jeszcze że przed ostatnim tchnieniem
odnajdziemy własne przeznaczenie 



Publikacja na portalu Poeci w sieci

28 sty 2026

Ekspansywny formant

      Automat - z greckiego: automotos -samoczynny; łac. automaton - poruszający się samodzielnie, a właściwie ona - poruszająca się samodzielnie maszyna. Może być też człowiek automat, poruszający się jak automat: bezrefleksyjnie, mechanicznie, w stałej sekwencji określonych ruchów, gestów. Odkąd człowiek zaczął konstruować roboty przypominające ludzi, granica między zachowaniem mechanizmu i człowieka się zaciera. Stąd właśnie połączenia typu: człowiek jak automat oraz robot naśladujący człowieka jako automat czasami nie dają się językowo odróżnić. W roboty, czyli urządzenia automatyczne, wyposażona jest dzisiaj każda kuchnia, automatyczne pralki maj coraz bardziej wyspecjalizowane programy. Ekspansja formantu -mat połączonym wrostkowym -o- łączy się z coraz większą liczbą tematów słowotwórczych. 
      Co prawda, niektóre automaty nabrały cech indywidualnych i zyskały odrębne nazewnictwo. Automat do kawy to ekspres. Chociaż nie, nie jest to nowa nazwa, tylko zapożyczona. Broń automatyczna określana jest jako karabin, albo zwyczajnie - automat. Automatyczna skrzynia biegów nie zdobyła jeszcze odrębnej nazwy. Jednak automaty się usamodzielniają, nabierają indywidualności, gdy okazuje się, że bilet można kupić w biletomacie, paczkę odebrać w paczkomacie. Prekursorami były chyba bankomaty - banki zawsze przodują w wymyślaniu sposobów przyciągania klientów. Bankomat, czyli bank automatyczny: klient bez wchodzenia do budynku o każdej porze dnia i nocy może wpłacić lub wypłacić gotówkę. Chyba bardziej adekwatna byłaby nazwa gotówkomat
       Czasami bowiem proste skojarzenia znaczeniowe zawodzą. Bo cóż takiego oferują zainstalowane w kilku miastach kaczkomaty? Wydawałoby się, że kaczki. Hm, upieczone czy na surowo?  Tymczasem to automaty z karmą dla kaczek. Może i dla innych ptaków.  A teraz w Lublinie został uruchomiony urzędomat.  Można nim nadać lub odebrać urzędnika?  Nieco karkołomne zadanie. Raczej urzędowe dokumenty. Dosłownie byłby to więc dokumentomat, ale kto by się bawił w takie długie słowa? Dzisiaj, gdy tak bardzo wszystkim się spieszy. Dlatego jest urzędomat - zawsze to jedna sylaba mniej do wymówienia i zapisania. Podobnie jak kwiatomat działający na takiej samej zasadzie jak automaty z napojami: wrzucasz pieniądze i wybierasz bukiet. Taki kwiatomat pojawił się w  Janowie Lubelskim już rok czy dwa lata temu. I wiem, że jest wykorzystywany. 
        Bardzo łatwo słowem "automat" zastąpić inne nazwy, określające jakąkolwiek zachowanie lub istotę (np. zwierzę), w kontekście czynności systematycznie powtarzanej. Współczesne dążenie do ekonomizacji językowej, zdecydowanie przesadnej, moim zdaniem, może doprowadzić do jeszcze większej ekspansji automatyzmów w nazewnictwie. Kiedy lenistwo pokona kolejne pokolenia, wszystko zostanie zautomatyzowane. I może nawet to, co dzisiaj ma swoją nazwę odrębną, indywidualną, stanie się tylko automatem. W moim wiejskim kurniku nie będą się niosły kury, lecz jajomaty, mleko będziemy zaś mieli od mlekomatów, zamiast krów. Chociaż tu może być problem, bo jak wtedy nazwać matkę karmiącą? Mlekomatką
         Jeszcze tak nieco wybiegając w przyszłość, właściwie niezbyt wiele nas dzieli od sytuacji, gdy zamiast powszechnych wyborów z lokalami wyborczymi, urnami, komisjami, będziemy po prostu korzystać z posłomatów. Witryny internetowe będą umożliwiać kliknięcie w określone nazwisko bądź twarz z wystawionej publicznie puli kandydatów. Cała reszta to teatr i zbędne marnowanie energii. 
       
      

23 sty 2026

Na starym zdjęciu

    Na starym zdjęciu w "Expressie Lubelskim i Wołyńskim" z 23 stycznia 1933 roku na pierwszym planie patrząc od lewej strony obok Józefa Piłsudskiego siedzi starsza kobieta. Zdjęcie ilustruje upamiętnienie  bohaterów i weteranów z okazji 70. rocznicy powstania styczniowego. Kobieta jest najstarszą córką Romualda Traugutta - Anna Innocenta Korwin-Juszkiewicz, z d. Traugutt. Urodzona w 1853 roku zmarła kilka lat później po wykonaniu tego zdjęcia, w roku 1938.  


     Z dziećmi Romualda Traugutta nie jest sprawa jasna. Napotkać można różne wersje i wręcz sprzeczne informacje. Z pierwszą żoną, Anną z d. Pikel, córką warszawskiego jubilera, miał czworo dzieci: najstarszą Annę Innocentę (ur. 1853), młodszą Alojzę Stefanię (ur. 1857) oraz bliźniaki urodzone w 1859 roku - prawdopodobnie mieli na imiona Justyna i Konrad. Najmłodsze dzieci, bliźniaki zmarły bardzo wcześnie: Justyna jeszcze w roku urodzenia 1859, natomiast Roman w maju 1860. Bliźnięta urodziły się i zmarły w Petersburgu, gdzie Traugutt był wykładowcą w szkole wojskowej. Tam też zostały pochowane.  Wcześniej zmarła tez zona Anna. Czy śmierć nastąpiła na skutek trudnego połogu? Na to wskazywałaby śmierć także matki dzieci - Anny. Źródła podają, że Justyna zmarła w październiku 1859, matka dzieci - Anna - w grudniu tego samego roku, a Roman, jako kilkumiesięczne dziecko w maju roku następnego, czyli 1860. 
      W każdym razie Traugutt został wdowcem z dwiema córeczkami. Po raz drugi ożenił się w 1860 roku z Antoniną z d. Kościuszko - natrafiłam na informację, że była to wnuczka brata Tadeusza Kościuszki. Z druga żoną Traugutt miał syna Romana (ur. 1861),  który jednak zmarł w wieku dwóch lat w 1863 roku i został pochowany w Kobryniu. W Ostrowiu pod Kobryniem na Białorusi Traugutt zamieszkał u siostry po powrocie z Petersburga z córkami. W Kobryniu wziął ślub ze wspomnianą wyżej Antoniną. 
      O wiele łatwiej znaleźć informacje o młodszej córce - Alojzie, która poświęciła się pracy pedagogicznej i zyskała duży szacunek w warszawie jako nauczycielka dykcji. Zmarła w 1907 roku i została pochowana na Cmentarzu Powązkowskim. O edukację obu sióstr Trauguttówien zadbała macocha, Antonia, druga żona Traugutta. Najpierw obie uczyły się na pensji w Warszawie, a następnie zostały wysłane do Paryża, gdzie Hotel Lambert finansował edukację córek emigrantów i weteranów powstań. 
        Obie powróciły do Warszawy, gdzie zostały po śmierci pochowane na Cmentarzu Powązkowskim. Alojza przeżyła zaledwie  47 lat. Starsza siostra Anna zmarła w wieku 84 lat w w928 roku i została pochowana w tym samym grobie. O ile jednak wyszukiwarka cmentarna podaje lokalizację grobu Alojzy, to nazwiska Anny ani lokalizacji nie podaje. Niemniej wiele źródeł wskazuje, że siostry zostały pochowane razem. 
       Na zdjęciu z "Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego" z obchodów w 1933 roku Anna ma już 80 lat.  Do końca życia czciła pamięć ojca i uczestniczyła w rocznicach upamiętniających bohaterów powstania. 
       Na koniec chyba ostatnie zdjęcie Anny - z 1938 roku - w towarzystwie wnuka i prawnuka.


     Romuald Traugutt urodził się 16 stycznia 1826 roku. Kilka dni temu minęła 200. rocznica jego urodzin. Zastanawiające, że ani Sejm ani Senat nie uznały za stosowne ogłosić go jednym z patronów roku 2026. Wśród patronów znajdują się zaś osoby, których rocznice nie są aż tak mocno okrągłe i symboliczne. Jakieś niedopatrzenie czy brak porządnego historycznego rozeznania wśród wnioskodawców?  

20 sty 2026

na śniegu


Panowie w kapeluszach na lodowisku, grafika z broszury Antoniego Stefańskiego, 1900 r.


Zabawy zimowe w Tatrach, pocztówka 1906 r.


"Ślady na śniegu. Troki", grafika z 1943 r., Walenty Romanowicz

15 sty 2026

15 stycznia 1899 roku ...

... w Warszawie wystąpił Ignacy Jan Paderewski. Był już wtedy po wielkim koncercie w Paryżu oraz pierwszym tournée w Stanach Zjednoczonych, gdzie zdobył uznanie i sławę. Tak się ułożyło w jego biografii, ze najpierw stał się sławny w świecie, a później dopiero koncertował w ojczyźnie. Zresztą, ojczyzny wtedy jeszcze nie było, można powiedzieć, że wiózł ją ze sobą na światowe estrady. Za występy w kraju nie brał też honorarium lub przekazywał na cele społeczne. Zabiegając o uznanie prawa Polaków do własnego państwa, co wkrótce zaprowadzi go do gabinetów największych polityków początku XX wieku, wspierał ojczyznę także materialnie. Ale to za kilka, kilkanaście lat... Tymczasem 15 stycznia 1899 roku w Sali Aleksandryjskiej warszawskiego ratusza, dawnego pałacu Jabłonowskich, Paderewski zagrał pierwszy koncert po trzynastu latach od wyjazdu z Warszawy. Dochód z tego koncertu i dwóch następnych przekazał na cele charytatywne: Towarzystwu ociemniałych, ubogim literatom, studentom i uczniom szkół średnich. 
      Informacje o koncercie podawała ówczesna prasa:


"Kurjer Polski" z 15 stycznia 1899 roku


Wycinek z pierwszej strony "Kurjera Polskiego"

10 sty 2026

wyśniła się zima


w ornych skibach wyśniła się zima 
zasypało zawiało suchych traw badyle
starte w proch całe gwiazdozbiory
cicho dzwoni anielska kolęda  
pastuszkowie zabłądzili na polach


dróg nie widać spod sennych pejzaży
wyjdzie z lasu noc zimowa w bieli
będzie grzać się w ciepłych kominach
aż odtają w jej płaszczu zmrożone ptaki


sanie przetrą drogi płozami
srebrem sypną ośnieżone gałęzie
trzask spod butów obudzi gołębie
gdzieś daleko już woda się budzi
para kaczek przypłynie środkiem rzeki

jeszcze cicho jeszcze zima 
rozwiesza na drzewach mroźne noce
jeszcze biało jeszcze iskrzą
gwiazdozbiory strącone lodowym oddechem

6 sty 2026

Sprzed wojny

    Ilustracja do Święta Trzech Króli z przedwojennej gazety: "Express Lubelski i Wołyński" z 6 stycznia 1938 roku.

1 sty 2026

Serce krwawi, ręka drży...

       Dla kogo te uproszczenia? Chyba dla tych, którym i tak nie chciało się zaglądać do słownika. O świadomym poznawaniu zasad ortograficznych nie wspominając. Tylko dlaczego lenistwo populacji współczesnych użytkowników języka ma być normą dla wszystkich? 
       Jeszcze zrozumiem zamianę biłgorajanina na Biłgorajanina, warszawiaka na Warszawiaka. Może faktycznie będzie to ułatwienie, ujednolicenie, skoro nazwy mieszkańców regionów i krajów pisało się wielką literą. Teraz skoro mieszkaniec (kraju, regionu, miasta, wsi, dzielnicy...), to zawsze wielka litera. 
        Ale małego fiata pisanego jako Fiat nie rozumiem. Czyli pojadę do sklepu na przykład Rometem? Jak to dumnie brzmi, chociaż to tylko rower. Jakbym co najmniej z całym zakładem produkcyjnym się poruszała. O, chyba w poprzednim zdaniu według nowych norm będzie błąd: nie jakbym, tylko jak bym
        A już całkowitą akceptacją lenistwa i bylejakości jest dopuszczenie rozdzielnej pisowni cząstek eko, super, mini, ponieważ "obserwujemy powszechną pisownie rozdzielną" - jak powiedziała prof. Monika KresaA co to za argument, skoro wychodzi bezsens?! Czy istnieje samodzielne słowo eko,  żeby pisać eko żywność? Albo super oferta? Na szczęście w tych przypadkach pozostawiono możliwość pisowni łącznej i ja przy niej pozostaję. 
        Nie akceptuję uzasadnienia, które padło z ust pani profesor, że "nie będziemy musieli się zastanawiać nad stopniem przymiotnika". Chodzi o pisownię łączną nie z przymiotnikami w stopniu wyższym i najwyższym. Do tej pory obowiązywała pisownia rozdzielna, a teraz jest łączna. Mam pytanie zasadnicze: dlaczego mamy się nie zastanawiać? Dlaczego w ogóle mamy się nie zastanawiać nad tym, jak piszemy? Jak używamy języka? Może całkowicie zrezygnujmy z myślenia i niech każdy pisze tak, jak słyszy, jak postulowali futuryści w Mańifeście w sprawie ortografji fonetycznej. A ponieważ każdy słyszeć może po swojemu, to będziemy mieli formy całkiem osobiste. Co za przestrzeń dla wolności! Raj dla umysłów leniwych, bałaganiarskich i ortograficznych dyletantów. 
       No i kuriozalne zrównanie nazw odimiennych: wiersz Miłoszowski, czyli Miłosza i wiersz miłoszowski, czyli w stylu Miłosza. Będzie wszystko jedno - zawsze małą literą. Całe szczęście, że nazwy od imion zakończone na -owy pozostawiono bez zmian, bo Olga Tokarczuk musiałaby zmienić tytuł swojej książki Księgi Jakubowe, a cały nakład poszedłby na przemiał jako niepoprawny.
         Pisownia łączna cząstki niby nie będzie wyglądać dobrze, bo kto to jest nibyprzyjaciel, nibywróg? Dostaję oczopląsu, widząc coś takiego. Teraz to dopiero język ojczysty będzie wyglądał jak zupełnie obcy.