Strona sukcesów ;-)

Moje tomiki poetyckie i książki

14 lis 2010

Muzyka i Śmierć

     Kończy się Rok Chopinowski.  Jednym z najważniejszych wydarzeń przewidzianych w związku z jego obchodami był balet Chopin, artysta romantyczny w Operze Narodowej. I chociaż muzyka Chopina będzie mi towarzyszyć zawsze, obejrzeniem baletu zakończyłam moje osobiste obchody 200. rocznicy urodzin kompozytora. W listopadowy wieczór obejrzałam wersję jedną z co najmniej trzech. Wersję, ponieważ w obsadzie głownych postaci: Fryderyka Chopina, Damy (czyli George Sand), Matki, Siostry, Śmierci, Muzyki - przewidziano po dwoje, a nawet i troje solistów. Stąd, mieszkając jak ja, 300 km od Warszawy, nie wiadomo, na jaką trafi się konfigurację. Chyba mi się udało, ponieważ z kilku różnych recenzji zamieszczonych tu i ówdzie można wywnioskować, że Sergey Popov jako Fryderyk, Dominika Krysztoforska jako Dama (George Sand) i Sergey Basalaev jako Śmierć stworzyli kreacje najlepsze, a właśnie oni wystapili 6 listopada.
     Dwuczęściowy balet ułożony przez  Patrice`a Barta do muzyki różnych kompozytorów, oprócz Chopina oczywiście, także Berlioza, Liszta, Schumanna,  de Falli czy Lapunowa przedstawia w zarysie skrótową biografię Fryderyka  z wyraźnie zaznaczonymi momentami zwrotnymi, jak dzieciństwo, koncert w Pałacu Namiestnikowskim, powstanie listopadowe, przyjazd do Paryża i poznanie Schumanna, poznanie George Sand, romas, Majorka, choroba, samotna śmierć. Cała historia bardzo czytelna, wyrazista, jednoznaczna. Może przerysowana, jak scena śmierci powstańców - mimo wszystko szereg rosyjskich żołnierzy z karabinami wycelowanymi najpierw  w widownię, a potem w umierających powstańców skojarzył mi się w pierwszym momencie z Armią Sowiecką i Katyniem, co na pewno nie było zamierzeniem choreografa.
     Całość jednak pięknie ułożona pod względem muzycznym, z bardzo emocjonalnym librettem Antoniego Libery, wyraźnie podporządkowana została nadrzędnemu motywowi: rozdarciu Chopina między powołaniem do poświęcenia się Muzyce, a fatalną siłą przyciągania Śmierci. Można powiedzieć, że Chopin całe swe krótkie życie tańczył z nimi obiema, jak symbolicznie zostało to pokazane w jednej ze scen, kiedy Fryderyk-Popov porwany zostaje w taneczny wir przez Muzykę i Śmierć, jakby chciały go sobie nawzajem wydrzeć i zawłaszczyć. Ten potrójny, somnambuliczny taniec wywarł na mnie największe wrażenie.
     Inna przejmująca scena to pieśń żałobna Na lagunach (Sur les lagunes Hectora Berlioza) w wykonaniu Agnieszki Rehlis (mezzosopran). Od tego momentu staje się jasne, że w życiowym zmaganiu kompozytora śmierć będzie górą. Chociaż, czy rzeczywiście? Kiedy chory Fryderyk w ostatnim tanecznym pas pada martwy, a jego ciało wraz z całą niemal sceną przykrywa opadający z wolna olbrzymi kir, na chwilę pojawia się zwiewna Muzyka (Ewa Nowak) tańcząc nad zmarłym - na pożegnanie? A może na powitanie duszy kompozytora, któremu już nic nie przeszkodzi tańczyć tylko z nią?
     Jeśli kiedyś zastanawiałam się, czym dla mnie, laika, jest balet, to po tym spektaklu znalazłam odpowiedź. Jest to taniec życia. Dlatego wyżej cenię choreografię ułożoną do muzyki w zamierzeniu niescenicznej, nie komponowanej pod tancerza. Bo co innego, gdy kompozytor pisze balet, od razu nie tylko słysząc, ale i wyobrażając sobie jej wykonanie choreograficzne. Gdy zaś jest tylko muzyka, a trzeba do niej stworzyć  układ taneczny całkowicie nowy, nieprzewidziany, oglądanie efektów może być zaskakujące i inspirujące. Mnie taki rodzaj tańca odpowiada najbardziej.
    
    

5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja, Iwono, przepięknie napisana. Sama chciałabym być na tym balecie. No i obejrzeć symboliczny taniec Chopina z Muzyką i ze Śmiercią.

    Pozdrawiam ciepło,
    Emilia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, Emilio. Faktycznie, balet wywarł na mnie ogromne wrażenie. Skoro Opera ma to teraz w repertuarze, to przypuszczam, że będą powtórki w przyszłym roku. Zwykle jeden spektakl gra się przez kilka sezonów, to może zdążysz jeszcze obejrzeć. Na stronie Opery narodowej i na YouTube można zobaczyć zdjęcia i krótki filmik.

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, może mi się jeszcze uda obejrzeć... Może za rok. Zobaczymy. Jedno jest pewne, na pewno WARTO.
    E.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy11/1/11 23:39

    Ludzie kochają się,ludzie rozumieją się poprzez Chopina.Nie ma równego mu ..w świecie. Chopinowski akord na blogu, godny geniuszu , nie cichnie-ku mojejej radości.Dziękuję.hf

    OdpowiedzUsuń
  5. Haniu, na temat Chopina i jego muzyki wiesz więcej niż ja i na pewno lepiej potrafiłabyś napisać. Ja patrzę na muzykę tylko jak zakochana słuchaczka :) Bardzo prywatne mam podejście. Ale wiesz już, że odkrycie baletu i opery dla mnie samej jest sporym zaskoczeniem i całkiem świeżą fascynacją.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń