w sobotę
senny poranek lipcowy to czas
najlepszy
na początek dalekiej podróży
już nie przytłacza siermięga
tygodnia
a jeszcze niedziela nie
rozleniwia
żółte płatki wysokiego
wiesiołka
tulą się po miłosnych
uściskach z ćmami
ziemia czarna wilgocią
letniego deszczu
na zielonych źdźbłach trawy
świat
w soczewkach każdej kropli
rosy
czekamy na zielone we trójkę
ja i dwóch brodatych
zbieraczy
butelek i puszek ze
śmietników
ulice puste są jakby szersze
niż wczoraj
śpi jeszcze pośpieszne miasto
na ruchomych piaszczystych
wydmach
zanim umilknie ptasia opera
świtu
na końcu drogi drzemie długi
dzień
Długi dzień, prawie bezbronny w natłoku zdarzeń i lęk przed mrokiem nieznanym.
OdpowiedzUsuńIwonko, Tobie, dziękczynnie ...
Pięknie , że jesteś.hf
Kochana, czasem żal doczekać nocy, a czasem strach czekać do świtu, jak to w życiu. Jednak zawsze to raźniej, gdy słońce jednak wzejdzie :-) Pozdrawiam gorąco i ściskam. Iwona
OdpowiedzUsuń