20 sty 2026

na śniegu


Panowie w kapeluszach na lodowisku, grafika z broszury Antoniego Stefańskiego, 1900 r.


Zabawy zimowe w Tatrach, pocztówka 1906 r.


"Ślady na śniegu. Troki", grafika z 1943 r., Walenty Romanowicz

15 sty 2026

15 stycznia 1899 roku ...

... w Warszawie wystąpił Ignacy Jan Paderewski. Był już wtedy po wielkim koncercie w Paryżu oraz pierwszym tournée w Stanach Zjednoczonych, gdzie zdobył uznanie i sławę. Tak się ułożyło w jego biografii, ze najpierw stał się sławny w świecie, a później dopiero koncertował w ojczyźnie. Zresztą, ojczyzny wtedy jeszcze nie było, można powiedzieć, że wiózł ją ze sobą na światowe estrady. Za występy w kraju nie brał też honorarium lub przekazywał na cele społeczne. Zabiegając o uznanie prawa Polaków do własnego państwa, co wkrótce zaprowadzi go do gabinetów największych polityków początku XX wieku, wspierał ojczyznę także materialnie. Ale to za kilka, kilkanaście lat... Tymczasem 15 stycznia 1899 roku w Sali Aleksandryjskiej warszawskiego ratusza, dawnego pałacu Jabłonowskich, Paderewski zagrał pierwszy koncert po trzynastu latach od wyjazdu z Warszawy. Dochód z tego koncertu i dwóch następnych przekazał na cele charytatywne: Towarzystwu ociemniałych, ubogim literatom, studentom i uczniom szkół średnich. 
      Informacje o koncercie podawała ówczesna prasa:


"Kurjer Polski" z 15 stycznia 1899 roku


Wycinek z pierwszej strony "Kurjera Polskiego"

10 sty 2026

wyśniła się zima


w ornych skibach wyśniła się zima 
zasypało zawiało suchych traw badyle
starte w proch całe gwiazdozbiory
cicho dzwoni anielska kolęda  
pastuszkowie zabłądzili na polach


dróg nie widać spod sennych pejzaży
wyjdzie z lasu noc zimowa w bieli
będzie grzać się w ciepłych kominach
aż odtają w jej płaszczu zmrożone ptaki


sanie przetrą drogi płozami
srebrem sypną ośnieżone gałęzie
trzask spod butów obudzi gołębie
gdzieś daleko już woda się budzi
para kaczek przypłynie środkiem rzeki

jeszcze cicho jeszcze zima 
rozwiesza na drzewach mroźne noce
jeszcze biało jeszcze iskrzą
gwiazdozbiory strącone lodowym oddechem

6 sty 2026

Sprzed wojny

    Ilustracja do Święta Trzech Króli z przedwojennej gazety: "Express Lubelski i Wołyński" z 6 stycznia 1938 roku.

1 sty 2026

Serce krwawi, ręka drży...

       Dla kogo te uproszczenia? Chyba dla tych, którym i tak nie chciało się zaglądać do słownika. O świadomym poznawaniu zasad ortograficznych nie wspominając. Tylko dlaczego lenistwo populacji współczesnych użytkowników języka ma być normą dla wszystkich? 
       Jeszcze zrozumiem zamianę biłgorajanina na Biłgorajanina, warszawiaka na Warszawiaka. Może faktycznie będzie to ułatwienie, ujednolicenie, skoro nazwy mieszkańców regionów i krajów pisało się wielką literą. Teraz skoro mieszkaniec (kraju, regionu, miasta, wsi, dzielnicy...), to zawsze wielka litera. 
        Ale małego fiata pisanego jako Fiat nie rozumiem. Czyli pojadę do sklepu na przykład Rometem? Jak to dumnie brzmi, chociaż to tylko rower. Jakbym co najmniej z całym zakładem produkcyjnym się poruszała. O, chyba w poprzednim zdaniu według nowych norm będzie błąd: nie jakbym, tylko jak bym
        A już całkowitą akceptacją lenistwa i bylejakości jest dopuszczenie rozdzielnej pisowni cząstek eko, super, mini, ponieważ "obserwujemy powszechną pisownie rozdzielną" - jak powiedziała prof. Monika KresaA co to za argument, skoro wychodzi bezsens?! Czy istnieje samodzielne słowo eko,  żeby pisać eko żywność? Albo super oferta? Na szczęście w tych przypadkach pozostawiono możliwość pisowni łącznej i ja przy niej pozostaję. 
        Nie akceptuję uzasadnienia, które padło z ust pani profesor, że "nie będziemy musieli się zastanawiać nad stopniem przymiotnika". Chodzi o pisownię łączną nie z przymiotnikami w stopniu wyższym i najwyższym. Do tej pory obowiązywała pisownia rozdzielna, a teraz jest łączna. Mam pytanie zasadnicze: dlaczego mamy się nie zastanawiać? Dlaczego w ogóle mamy się nie zastanawiać nad tym, jak piszemy? Jak używamy języka? Może całkowicie zrezygnujmy z myślenia i niech każdy pisze tak, jak słyszy, jak postulowali futuryści w Mańifeście w sprawie ortografji fonetycznej. A ponieważ każdy słyszeć może po swojemu, to będziemy mieli formy całkiem osobiste. Co za przestrzeń dla wolności! Raj dla umysłów leniwych, bałaganiarskich i ortograficznych dyletantów. 
       No i kuriozalne zrównanie nazw odimiennych: wiersz Miłoszowski, czyli Miłosza i wiersz miłoszowski, czyli w stylu Miłosza. Będzie wszystko jedno - zawsze małą literą. Całe szczęście, że nazwy od imion zakończone na -owy pozostawiono bez zmian, bo Olga Tokarczuk musiałaby zmienić tytuł swojej książki Księgi Jakubowe, a cały nakład poszedłby na przemiał jako niepoprawny.
         Pisownia łączna cząstki niby nie będzie wyglądać dobrze, bo kto to jest nibyprzyjaciel, nibywróg? Dostaję oczopląsu, widząc coś takiego. Teraz to dopiero język ojczysty będzie wyglądał jak zupełnie obcy.