12 sie 2026

Jej noce coraz krótsze - cz. 1

           Chodzi. Chodzi po ścianach. Chodzi przez całe noce. Nogi chodzą, ona stara się na łóżku zasnąć. Trudne do wykonania. Albo się chodzi, albo śpi. Jak chodzić i spać jednocześnie? Częściej chodzi, więc nie śpi całą noc. Aż do rana. Wtedy nogi na chwilę się uspokajają i może zasnąć. Ale co to za spanie, gdy lipcowe słońce praży nawet przez żaluzje. Wtedy wstaje i chodzi już normalnie - po podłodze, nogami na dół.

            Chodzenie po ścianach odbywa się inaczej. Leży się tułowiem i głową na łóżku, nogi oparte o ścianę. Zaczyna się gimnastyka. Najpierw nogi na boki, w rozkroku jak przy pajacyku. Na zewnątrz i do wewnątrz. Na zewnątrz i do wewnątrz. Cały czas stopami po ścianie. Potem obie razem złączone i raz w lewo, raz w prawo. Następnie może być szuranie w dół i w górę na zmianę: raz lewa, raz prawa. W dół lewa i wyprost, w dół prawa i wyprost. Stopami po ścianie. Nie za długo, bo boli lewe kolano. Wtedy próbuje innego układu: stopy oparte o ścianę, kolana zgięte i kolebie nimi w lewo i w prawo, w lewo i w prawo. Tu już idzie lepiej, ale też nie za długo, bo odzywa się biodro. Co jemu jest - nie wiadomo, ale boli. Najlepiej, gdy nogi są wyprostowane, ale jakie figury są jeszcze możliwe? Kółeczka. A więc na zmianę kółeczko prawą nogą, kółeczko lewą nogą. Najpierw w jedną stronę, potem w drugą. Tym razem to nie jest raczej chodzenie po ścianach. Ale jednak w ramach tej samej podróży. Podróży przez noc.

            Najgorzej koło pierwszej. Głowa zamierza spać, mózg się wyłącza, oczy zamykają, oddech uspokaja, a nogi ciągle chodzą. Chodzą, kręcą kółeczka, kolebią się, szurają po ścianie. Czasami idzie na ustępstwo i wstaje pochodzić normalnie, po podłodze. Okrąża fotel, idzie przez dwa pokoje: od ściany jednego do ściany drugiego i z powrotem. I tak przez jakiś czas. Mózg na chwilę łapie równowagę, pilnuje kierunku, odległości. Powieki opadają, ale nie całkiem i jeszcze w półmroku dostrzega kontury mebli, żeby omijać. Z czasem krótkie odcinki pokonuje po omacku: z łóżka do łazienki, od stołu do fotela. Po kolejnych nocach trasa z łóżka w jednym pokoju do kuchni opanowana perfekcyjnie. Może iść z zamkniętymi oczami i w ciemności nocy. Nie zahacza o żaden mebel ani ścianę. Tam i z powrotem. Sukces. Chwilowy.        

          Zmęczenie kolejnych nieprzespanych nocy kumuluje się i mózg przestaje działać, a właściwe jego orientacja przestrzenna. Kilka razy przytomnieje w nieoczekiwanym miejscu. Raz uderzyła w ścianę obok drzwi łazienki. Innym razem wlazła w kredens. Głową uderzyła o kant, nabijając sobie guza. To było w lipcu. Cały lipiec na nogach. Wszystkie noce. W dzień próbowała odespać. Bez rezultatu. Koło szóstej nad ranem była już całkowicie trzeźwa, mimo nocnych wędrówek. Zdarzały się chwile zamroczenia, gdy leciała w bety, nie mogąc powstrzymać opadających powiek - ale zaledwie na kwadrans, pół godziny. Co to jest pół godziny snu zamiast nieprzespanych przez cały miesiąc nocy?

Powinna mierzyć odległość. Może doszła do czegoś ważnego, do jakiegoś celu w przestrzeni. Do Kopca Kościuszki ani na Wysoki Zamek raczej jeszcze nie, ale kto wie, może chociaż do najbliższego miasteczka. Tymczasem nie wie, dokąd droga prowadzi. Dotąd nie ustaliła celu, a chodzenie odbywa się regularnie co noc. Piechurem była zawsze dobrym. Od dzieciństwa lubiła chodzić. Pierwszą daleką wyprawę odbyła z ojcem, gdy miała niecałe cztery lata. Wybierał się do lasu na naszą łąkę, a ona uparła się iść razem z nim. Jej mama mówiła: Nie bierz jej, nie dojdzie. Będziesz musiał ją nieść. Nie miała racji. Nie doceniła uporu czteroletnich nóżek. Przeszła tam i z powrotem na własnych nogach. Patrzyła na drzewa. Pamięta kapliczkę z Matką Boską na sośnie. Pamięta łąkę z wysokimi trawami, przez które nie mogła nic zobaczyć. W drodze powrotnej szła za tatą, który niósł worek. Powiedział: Idź za mną i patrz, czy z worka nic nie wypada. I szła zajęta pilnowaniem, żeby nic nie wypadło. Worek wisiał na plecach taty i szła za nim jak za drogowskazem. I tak aż do samego domu. Jej debiut piechura.

Ciąg dalszy wędrówek to już lata szkolne na wsi gdzieś pod Zamościem. Majowe chrabąszcze spadające na ścieżkę, sad z orzechami włoskimi, jabłoniami i białą morwą, której smak owoców do dziś pielęgnuje na języku. Tajemniczy park z pałacem w typie entre cour et jardin, który ostatni jego właściciel hrabia Aleksander Szeptycki przekazał siostrom Misjonarkom Maryi. Siostry prowadziły lekcje religii, na które chodziło się polną ścieżką. Powroty do domu zwykle się przeciągały. Jak tego dnia, gdy jeden z chłopców, w za dużych butach, został wessany przez błoto i nie mógł ruszyć nogami. Małe głowy radziły, jak mu pomóc. Małe ramiona z wyciągniętymi rękami utworzyły łańcuch, na którego początku najsilniejszy z chłopców złapał za dłoń topielca. Łańcuch naprężył się, sapiąc i stękając, milimetr po milimetrze wyciągnął nieszczęśnika z błota. Wyciągnął bez butów. Zostały w błocie. Chłopiec szczęśliwie, choć boso wrócił do domu. Dziś nie potrafi policzyć, ile razy tamtędy przechodziła, ale pamięta dzieci z sierocińca, prowadzonego przez zakonnice. Podczas ładnej pogody stawały przy siatce i patrzyły. Dzieci stawały, nie zakonnice. 

Wszystkie polne drogi prowadzą do lasu. To już inna wieś i inne okolice, ale drogi wychodzone osobiście przez dzieciarnię wciąż tkwią w mapie pamięci. Kilometry spędzone w lesie dzieliły się na dwie pory roku: zimową i resztę. Zimą chodziło się trudniej. Zaspy, zasypane ścieżki. Pola gładkie jak białe prześcieradła. W zimie noc nastaje szybko i często podróż dzienna zamieniała się w nocną. I znowu zapamiętana jedna wyprawa z ojcem. Nocna. Siedzi z nim pod lasem na złamanej sośnie, w świetle księżyca patrzy na własne ślady w śniegu. Nagle jakiś kształt zbliża się, podążając wydeptanym tropem. Krok w krok po śladach. Kształt robi się podłużny, skręca omijając jakąś zaspę. Lis. Bądź cicho – szepnął ojciec. I nagle zaczął się śmiać: To pies, nasz Puszek. Rzeczywiście. Wydostał się przez ogrodzenie i poszedł szukać. Puszek był kundlem o znakomitym węchu. Odszukał swoje domowe stado szczęśliwy, że mu się nie zgubiło.

Później zimowe długie noce skracało się najczęściej grą w brydża. Ona grała raczej zachowawczo i rzadko ryzykowała, ale jak się udało wylicytować cztery piki, albo szlemika w bez atu, to sen jeszcze długo nie nadchodził. Potem następował rober. Jeden, drugi. Jedna strona wygrała, druga się odgrywała i tak na przemian do samego rana. Brydżowy dziadek robił kanapki i herbatę. Kawę nauczyła się pić dopiero na studiach. Była potrzebna, żeby w nocy czytać książki. Ile było tych nieprzespanych, spędzonych nad książkami? Nie pamięta. Ale pamięta pierwszą. Zaczęła czytać wieczorem, potem jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden, kolejny… i tak, aż do rana, a na ósmą trzeba było iść na uczelnię. Ale doczytała do końca, do ostatniej strony. Był to Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że popełnił samobójstwo. Tego nie da się przerwać w żadnym momencie. Szkatułkowa narracja wciąga do samego końca. Gdyby więc zapragnęła stworzyć swój osobisty ranking - choć nienawidzi rankingów - książek, dla których warto zarwać noc, na pierwszym miejscu byłby Rękopis. Później już z górki. Kolejne noce i kolejne książki. Czytanie Śmierci Wergilego to dwie noce. Siedem tomów Prousta przerwała, żeby nie okazało się to jednak czasem straconym. Na drugim ex aequo Umberto Eco Imię róży i Bułhakowa Mistrz i Małgorzata. Dalej Brocha Śmierć Wergilego. Wszystkie pozostałe miejsca w rankingu to Teodor Parnicki. Począwszy od Sam wyjdę bezbronny... oraz kolejne. Parnicki  w nieskończoność. 

8 sie 2026

Aforyzmy 28

Ludzie są równi wobec prawa, ale nie wobec dobrobytu.

Ziemia jest kulista, więc kto goni wciąż do przodu, dochodzi do punktu wyjścia. 

Wymarłe języki są jak zamki w drzwiach, do których nikt nie ma klucza. 

Głupota jest największą sierotą: nikt nie chce się przyznać do rodzicielstwa ani przygarnąć w pieczy zastępczej.

Kto za wszelką cenę dąży do realizowania swoich  pragnień, jest więźniem swoich zachcianek. 

Prawdziwą wolność wewnętrzną osiągnął ten, kto zamienił "muszę" na "chcę". 

Wielu potrafi za niewielkie pieniądze przeżyć cały miesiąc, gdy innym wystarczy miesiąc, żeby stracić fortunę.

Mądrego można poznać po tym, kiedy i o czym milczy. 

Pamięć jest jak worek w odkurzaczu: trzeba go regularnie wymieniać. 

Niektórym pełnia szczęścia myli się z pełnym sejfem. 

6 sie 2026

sierpień

południe
milczą drzewa wykute z kamienia 
ciemny kształt bociana jak błysk
przeciął podwórze i znikł
kura złotym okiem spogląda w niebo
nic
nie mąci błękitu
żar powietrza broni dostępu
do chłodnych zaułków cienia
cisza
narasta z daleka pochłania
wyschnięte wodopoje 
przepaść dalekiej drogi rozpala
podeszwy stóp 
ten dzień spłonął
drzazgą 
w popiele wieczoru

28 lip 2026

Słuchać i rozumieć

        Zanim spróbujemy wyrażać siebie, chcąc zaprezentować swoje poglądy, ujawnić emocje, ocenić rzeczywistość, warto najpierw nauczyć się słuchać innych i rozumieć, co chcą nam zakomunikować poprzez słowa i zachowania. W życiu codziennym umiejętność słuchania/rozumienia oraz wypowiadania się najczęściej odbywa się równolegle i naprzemiennie, np. w trakcie rozmowy nasza rola jako słuchającego (odbiorcy) i komunikującego (nadawcy) wielokrotnie się zmienia. Ale i w sytuacji, gdy naszym zadaniem jest choćby wygłoszenie dłuższej mowy, warto uświadomić sobie, z jakim audytorium będziemy mieli do czynienia, na jaki odbiór możemy liczyć. Prelegent, mając na uwadze skuteczność wypowiedzi, musi być także uważnym obserwatorem rozumiejącym znaczenie niewerbalnego zachowania słuchaczy, którzy sygnalizują np. znudzenie (dyskretne ziewanie), zniecierpliwienie (spoglądanie na zegarek), zainteresowanie (skupione spojrzenia, namysł, notowanie).

       Po pierwsze więc, nauczyć się słuchać, co mówią inni, i rozumieć, co chcą nam powiedzieć nie tylko poprzez słowa, ale też gestami, mimiką, nawet poprzez ubiór czy inne zachowania. Od tego zależy udany kontakt z odbiorcą (czy odbiorcami). Słuchać to znaczy słyszeć, co naprawdę ktoś mówi, a nie ulegać złudzeniu, że nam się wydaje, co do nas jest mówione. Typowy przykład niesłuchania polega na przerywaniu rozmówcy w przekonaniu, że my już dobrze wiemy, co rozmówca chce nam powiedzieć. Ponadto dla upewnienia się, czy dobrze rozumiemy, warto stosować parafrazy wypowiedzi nadawcy. Parafrazy dokonujemy głośno, pytając rozmówcę, czy o to właśnie mu chodziło. Upewniamy się też w ten sposób co do intencji mówiącego. 

      Po drugie, istotną sprawą są towarzyszące wypowiedzi emocje, które nie muszą być i najczęściej nie są zwerbalizowane wprost, ale ujawniają się poprzez dobór słownictwa, gesty, ton głosu. Anna, szefowa zespołu wydaje polecenie Dorocie: „Napisz raport z ostatniego zadania”. Dorota wzrusza ramionami i odpowiada: „Znowu ja? Daj komuś innemu to zadanie, niech się też wykaże”.  Anna może zignorować  zachowanie i powtórzyć polecenie, ale może też próbować właściwie zrozumieć usłyszany komunikat. Czy Dorota odmawia wykonania zadania? Najlepiej wprost zapytać: „Czy to oznacza, że nie zrobisz tego raportu?” I tu może się okazać, że wcale nie o to chodziło Dorocie, gdyż wyjaśnia: „Napiszę, jestem w stanie to zrobić, ale nie od razu. Jestem w trakcie pisania innego projektu, który muszę skończyć we właściwym terminie”. Okazuje się, że Dorota jest rozdrażniona nałożeniem się terminów obu zadań i dlatego tak zareagowała.  Anna, rozumiejąc sytuację znajdzie lepsze rozwiązanie: może zlecić zadanie komuś innemu,  może też ustalić dłuższy termin na wykonanie zadania albo dać Dorocie kogoś do pomocy.

        Każda wypowiedź bowiem jednocześnie może pełnić kilka funkcji. Jeśli nadawca informuje nas o otaczającej nas rzeczywistości posługując się językiem obiektywnym, nienacechowanym emocjonalnie, mamy do czynienia z funkcją informacyjną (informatywną) czy inaczej poznawczą. Jeśli informacja wyposażona jest dodatkowo w aspekt emocjonalny, mówiący o stanie ducha nadawcy, mamy do czynienia z funkcją ekspresywną (emotywną).  Z kolei gdy nadawca stara się wpłynąć na odbiorcę, wywołując określoną reakcję, mówimy o funkcji impresywnej (konatywnej).

       W powyższym przykładzie wypowiedzi Doroty wystąpiły te trzy funkcje jednocześnie. Dorota poinformowała bowiem, że nie jest w stanie teraz wykonać zadania (funkcja informacyjna), ujawniła swoje emocje, rozdrażnienie (funkcja ekspresywna), zasugerowała inne rozwiązanie, aby zlecić zadanie komuś innemu (funkcja impresywna). Anna mogła odczytać tylko funkcję pierwszą, interpretując ją jako odmowę wykonania polecenia i wówczas Dorotę czekałyby konsekwencje służbowe. Jednak prawdziwe rozumienie polega na umiejętności uważnego słuchania, pozwalające komunikować się skutecznie, a nie tylko powierzchownie.

23 lip 2026

Skuteczność komunikacji

       W podstawowym rozróżnieniu podaje się dwie odmiany komunikacji międzyludzkiej: werbalną i niewerbalną. 

a) werbalna

- mowa

- pismo

b) niewerbalna

- mowa ciała (mimowolna)

- język symboli (np. kolor kwiatów itp.)

- gesty intencyjne (zachowania, np. ukłon)

W odniesieniu do codziennego bezpośredniego kontaktów interpersonalnych  Elliot Aronson mówi  o komunikowaniu się efektywnym, którego warunkami są:

·       bezpośrednie sprzężenie zwrotne, czyli otwartość wyrażania się w sytuacji, która tego wymaga, zwłaszcza w odniesieniu do naszych uczuć;

·       nastawienie na ekspresywność, czyli ujawnianie własnych uczuć zamiast oceniania drugiego człowieka;

·       budowanie relacji opartych na zaufaniu, w których szczerość nie będzie wykorzystywana przeciwko drugiej osobie.

I właśnie w odniesieniu do komunikacji werbalnej za podstawowy jej warunek uznaje się skuteczność. Warunkami skutecznej komunikacji są:  wiarygodność, kompetencja, atrakcyjność formy.


komunikacja międzyludzka

wiarygodność + kompetencja + atrakcyjność         = skuteczność


            Jak osiągnąć trzy wymienione warunki skutecznej komunikacji? Najpierw trzeba sobie uświadomić, co one oznaczają i jakiego wymagają od nas zaangażowania.

Wiarygodność jest wypadkową posiadanej przez nas wiedzy, czyli orientacji w zakresie przekazywanej w akcie komunikacji informacji. Oczywiście źródła owej wiedzy mogą być różne: profesjonalne studia, życiowe doświadczenie bądź oparcie się na wiedzy innych w postaci poznanych źródeł naukowych, badań itp.

Kompetencja może być  mylona z wiedzą, ale oznacza coś innego. Jest ona związana z umiejętnością nadawcy do przekazywania posiadanej wiedzy. Ważną rolę odgrywają tutaj kompetencje językowe, czyli zdolność precyzyjnego i jasnego formułowania myśli, przy czym w zależności od formy komunikatu (pismo lub mowa) owe umiejętności mogą być wykorzystywane kompleksowo lub tylko niektóre. Oczywistą jest rzeczą, że w przypadku wygłaszania mowy przed audytorium (czy nawet w zwykłej rozmowie) w ramach kompetencji językowych pojawi się także umiejętność stosowania mowy ciała, gestów, spojrzenia, a nawet odpowiedniego stroju.

Atrakcyjność formy przekazu, czyli kształtu komunikatu to szereg czynników dostosowanych do rodzaju informacji, założonego celu wypowiedzi, adresata oraz okoliczności. W przypadku dłuższej wypowiedzi ważną rolę odgrywają środki retoryczne, językowe środki perswazyjne, uatrakcyjnienie przekazu różnego rodzaju nowoczesnymi środkami wizualizacyjnymi, np. prezentacja multimedialna, pokaz.   

      Skuteczność nie jest prostą sumą powyższych trzech elementów, lecz ich harmonijnym współistnieniem zależnym od wielu czynników. Zaburzenie owej harmonii może zniweczyć każdą wypowiedź sprawiając, że stanie się nieskuteczna, a nawet bezużyteczna. Nadmierna koncentracja na retorycznych zabiegach językowych, naszpikowanie tekstu retorycznymi konstrukcjami zasłoni właściwy temat, rozmydli go niwecząc tym samym cel wypowiedzi. Z kolei przesadne uatrakcyjnienie formami graficznymi, wizualizacjami lub - w przypadku wystąpienia ustnego - środkami multimedialnymi - rozproszy uwagę odbiorców. Zachowanie właściwych proporcji tworzących harmonijną całość na każdym poziomie komunikacji dodałabym jako czwarty warunek jej skuteczności:


skuteczność komunikacji to:

                    wiarygodność i kompetencja nadawcy

                    atrakcyjność przekazu

                    harmonijna proporcja użytych środków

15 lip 2026

piernaty, ornaty i inne

jakoś - jakość
      
         Czasem jedna litera robi wielką różnicę. Jedną z dewiz przypisywaną nam, Polakom, jest hasło "jakoś to będzie". Jakoś, czyli i tak wyjdziemy na swoje, nie ma co robić dramatu, liczymy, że sprawa rozejdzie się po kościach. Może też być, że jakoś tam wybrniemy, jakoś sklecimy ten biznes, aby dalej szło. O ileż inaczej by to brzmiało, gdy dodać jedną literkę. Zamiast "jakoś" postawmy na "jakość".  Ot, choćby w Internecie nawet na blogach. Niektórzy jakoś tam piszą, czasem byle jak, czasem bez sensu, aby były zasięgi. Wyszukują tematy sensacyjne, wrzucają hasło i czekają na odzew. Inni, raczej nieliczni, dbają o jakość wpisów, o jakość języka. Piszą rzadziej, ale teksty są przemyślane, dopracowane językowo i kompozycyjnie. Bo pisać dużo nie znaczy pisać dobrze. 

szlak - szlag

         Spotkałam się już wiele razy, gdy ktoś pisał, że z jakiegoś powodu trafił go szlak. Ciekawe jaki? I gdzie ten szlak? Szlag w związku frazeologicznym "niech to szlag trafi" oznacza cios, uderzenie. Słowo pochodzi z języka niemieckiego: Schlag. W pomyłkowym użyciu "szlak" zamiast "szlag" kłania się niewiedza na temat zaniku dźwięczności w wygłosie. Dźwięczne "g" traci w wymowie dźwięczność i staje się bezdźwięcznym "k", o czym wiedzą, a przynajmniej widzieć powinny dzieci w podstawówce. Dobrze by było czasami też staranniej wymawiać nawet takie wygłosowe dźwięczności, które może są słabsze, ale można je podkreślić lekkim udźwięcznieniem, żeby nie było wątpliwości, o co nam chodzi.

adaptować - adoptować

        Naprawdę ta jedna literka robi wielką różnicę. Adoptować można dziecko. Dziecko może zostać oddane do adopcji. Kandydaci na rodziców przechodzą adopcyjne procedury. Adaptować można natomiast choćby strych, poddasze na pokój mieszkalny, na sypialnię. No i oczywiście na potrzeby filmowe adaptuje się dzieło literackie. Ale żaden reżyser raczej takiego dzieła nie adoptuje jako swoje dziecko, choć może mówić metaforycznie, że jest ojcem danego filmu. "Ojciec" oznacza tutaj relację emocjonalną, a nie prawne skutki adopcji jako takiej w stosunku do filmu czy innego wytworu kultury.  Rozumiem pośpiech dzisiejszego życia, ale doprawdy tak trudno zauważyć, że te dwa wyrazy różnią się jedną samogłoską? Ta jedna samogłoska sprawia, że z poziomu międzyludzkiego (adopcja) przechodzimy na poziom przedmiotów (strych zaadaptowany na sypialnię, pracownię, szopa zaadaptowana na garaż). A rozróżnienie jest takie proste, wystarczy od tych czasowników utworzyć rzeczowniki, a one zdecydowanie się różnią: adoptować - adopcja; adaptować - adaptacja. No ale trzeba wiedzieć, co to są rzeczowniki odczasownikowe. Również szkoła podstawowa się kłania. 

dziatki - dziadki

      Najlepiej byłoby nie używać formy potocznej, gdy się nie bardzo wie, jak. "Dziadki" w znaczeniu "dziadkowie" to forma zdecydowanie potoczna, można powiedzieć, kolokwialna. Jednakże znajomość prawidłowego wyrazu "dziadkowie" powinna dać do myślenia tym, którzy chcą użyć potocznej, bo przecież jest tam "d", które musi pojawić się także w tej krótszej "dziadki". Ale jak ktoś nie myśli, nie porównuje, nie dostrzega, to pisze, że "dziatki siedzą na wsi i nie znają współczesnej technologii".  Rzeczywistość zaś dowodzi, że nawet dzisiejsze dziatki, czyli dzieci świetnie się znają na współczesnej technologii. Bo dziatki - pisane przez "t" - to dzieci. Można co najwyżej z początkiem wakacji zawieźć dziatki na wieś i zostawić dziadkom pod opieką. Kto jak kto, ale rodzice nie powinni tych dwóch wyrazów mylić. 

piątka - piętka; piątka - piąstka

        Ogromne pole do popisu dla elokwentnych. Można gonić w piętkę z powodu braku piątej klepki. Przybić piątkę to nie to samo jednak, co dostać piątkę  w szkole. Z kolei goniąc w piętkę można jednocześnie lubić piętki chleba i trzymać nawet jedną w pięści, czyli w garści. Jednak gdy nie chcemy z kimś rozmawiać, wystarczy obrócić się na pięcie i odejść zaciskając pięści. Mała piąstka dziecka idzie w parze z małą jego piętką, bo całe nóżki ma wciąż małe. Z tego wynika, że piętka piętce nierówna: jedną można zjeść, a drugą wymachiwać pod nosem rodziców. Szybka piątka pytań na rozgrzewką natomiast z piąstką ma tyle wspólnego, że pytań jest pięć i palców w piąstce też pięć. 

          Czas na tytułowe piernaty. Jak nazwa wskazuje, piernaty mają pierze - dawniejszy materac wypełniony pierzem. Tak samo jak pierzyna. Pierzyna służy do przykrycia się, a na piernatach się leżało. Z czasem piernaty się rozmnożyły i określano nimi w ogóle to, co służyło do spania, na czym się spało i pod czym się spało. Wszystko, co znalazło się na łóżku awansowało na piernaty. Oczywiście z ornatami nie miało nic wspólnego poza podobieństwem brzmieniowym tworzącym rym. 

         
          

      

9 lip 2026

zapomnij

zapomnij o deszczu o mokrym ubraniu
zostaw parasolkę kalosze zbędne
zapomnij o płaszczu nie ochroni cię wcale 
gdy w strugach utoną zielone liście
deszczowi bracia drzewa skąpane
rozwieszą w powietrzu wodne woale
zapomnij o zwiędłych kwiatów agonii
w deszczowy dzień rozwiną się nowe
z pąków uśpionych na czas przetrwania
pokorne trawy w pas przygięte
pod biczem strumieni spod chmur granatu
powstaną z klęczek na nowe modlitwy
przez ścieżki polne rozwiane oddechy 
zapomnij tak wiele z dawnej niepewności
z mrocznych przeczuć utkane trwogi
po każdym deszczu błyszczą ukojeniem
krople diamentów w pajęczynach

1 lip 2026

bezimienny

czy będzie wspaniały
ten dzień nienazwany jeszcze 
żadnym imieniem

nie, nie, wspaniały nie będzie
będzie zwyczajny
nastaw w czajniku wodę na herbatę
ciastem poczęstuj wróble
i popatrz jak żar słoneczny
pochyla zwiędnięte łodygi żółtlicy

niech będzie wspaniały
ten dzień nienazwany jeszcze
żadnym imieniem

tymianek rozsiewa aromat
fioletowym się kładzie kobiercem
obok mięta dumna rozkwita
wprasza się do dzbanka 
piołunem się wzbija ogród do nieba
modlitwą pszczół 
w pachnącej katedrze oregano

jakże wspaniały ten dzień
w lipcowym upale
nienazwany jeszcze 
żadnym imieniem

czy ktoś nazwie go później
tego lata rocznikiem 
lub chmur ciemniejących granitem
gdy zza horyzontu powieje
wiatr ojciec deszczu i burzy

i będzie wspaniały
na zawsze
bezimienny

26 cze 2026

haiku na lato

jasny poranek
skąd przybywasz żabko
prosto do drzwi?

południe
kolorowe płatki
w pełnym rozkwicie

drżą liście
w głośnym świergocie
coś się dzieje

płyną chmury
w skwarne południe
szukam cienia

odpoczynek
między grzędami
piórko bażanta

powrót z ogrodu
przez zielone łany
przemyka sarna

po ulewie
ścieżka za domem biała
od płatków jaśminu

owocowe lato
czerwone soki w słojach
na parapecie