Od czternastu lat Marcin Duda (Stefan Szmidt)
co rano wspina się na drzewo ratując je przed ścięciem. Przez cały
dzień odwiedzają siedzącego różni ludzie ze wsi, Milicjant próbujący
namówić go do zejścia, zdesperowany Inżynier budujący autostradę oraz
postacie z przeszłości, duchy zmarłych: Żona, z której stratą nie może
się pogodzić, stary Partyzant, którego pogrzeb właśnie się odbywa, ale
mu się nudzi podczas nabożeństwa i urwał się z trumny na pewien czas,
Strażak Gabriel, który zginął w pożarze ratując dziecko, orkiestra,
której członkowie zginęli po wejściu na minę, dawni państwo właściciele
majątku wyzuci po wojnie ze swojego majątku i inni. Plejada osób,
charakterów, świadków historii. Stefan Szmidt, dokonując plenerowej adaptacji sztuki Wiesława Myśliwskiego Drzewo, za każdym razem uaktualnia tekst w jednym z monologów głównego bohatera Marcina Dudy
wymieniając nazwiska osób niedawno zmarłych a znaczących w
miejscowości, w której spektakl jest prezentowany. Wczoraj padły nazwiska Zygmunta Dechnika i Jerzego Markiewicza znanych wszystkim biłgorajanom. Jest więc sztuka
zapisem przemian, jakie dokonują się w powojennej rzeczywistości
polskiej prowincji, w polskiej wsi, a z drugiej wciąż aktualnym
komentarzem, refleksją o śmierci, odchodzeniu i ciągłości pokoleń.
Nowoczesność, tak zwany postęp cywilizacyjny bez oglądania się na
przeszłość, tradycyjne wartości, technologiczny wyścig szczurów
reprezentuje narwany Inżynier, który nakazuje ścinać drzewo wraz z siedzącym nań człowiekiem. W tej roli młody Robert Kuraś faktycznie zachowuje się jak opętany manią cywilizowania kraju bezlitosny wizjoner sieci
autostrad łączących góry i morze. Marcin Duda z filozoficznym spokojem
ripostuje jego krzyki: "Ale po co? Przecież góry i tak tą autostradą
tutaj nie przyjdą".
Robotnicy mający ścinać drzewo po pierwszej dość nerwowej reakcji,
usilnych wezwaniach, aby Duda, jeśli chce się wieszać, bo siedzi ze
stryczkiem na szyi, niech się przeniesie na inne drzewo, w końcu godzą
się z sytuacją, nieoczekiwanie mają przestój w pracy i okazję, żeby się
napić. Groteskowa postać Milicjanta, rewelacyjnie zagrana przez Andrzeja Wardejna,
to synteza zdrowego rozsądku, posłuszeństwa władzom i absurdalnej
służbistości. Chyba najbardziej komiczna postać w całej sztuce. Z jednej
strony wszystkich chce spisywać i wlepiać mandaty, wyniośle i z
poczuciem klasowego odwetu traktuje Panią (Alicja Jachiewicz) i Pana (Stanisław Biczysko),
dawnych właścicieli majątku, z drugiej za oczywistość przyjmuje
pojawienie się ducha Strażaka Gabriela a nawet zdarzyło mu się
zaaresztować ducha Puzonisty (Sławomir Pluta), przy czym kajdanki się zacięły i kiedy już chce go uwolnić, zabiera go do kowala, żeby go rozkuł. Między Hrabiostwem a Milicjantem dochodzi do ostrej wymiany zdań na temat zasadności rewolucji. Hrabia rzuca ironiczne pytanie:"I
co? Lepiej wam teraz bez nas?" Kiedy Milicjant zamierza wypisać mu
mandat, Hrabia zaśmiewa się, bo na jaki adres go wysłać, chyba ich
starego dworu, w którym co teraz jest, pyta, przedszkole, przytułek czy
niszczeje bezpański. Groteskową postacią jest też Partyzant (Jerzy Złotnicki),
którego pogrzeb się odbywa. Ale że mu się nudzi podczas nabożeństwa,
wyskoczył odwiedzić Marcina pod drzewem. Utyka na jedną nogę, bo mu nie
do końca dobrze naciągnęli oficerki na jednej nodze. Na polowym mundurze
partyzanckim ma poprzyczepiane medale, które syn jego kolekcjonował, w
tym niemiecki Krzyż Żelazny, pordzewiały, to nikt się nie pozna. Plejadę postaci realnych i zaświatowych - czasami jakby Leśmianowskich - uzupełnia wzruszające spotkanie ze zmarłą Żoną (Magdalena Warzecha),
która wypytuje jak Marcin radził sobie z wychowaniem malutkiej
córeczki, jak ją karmił z butelki, przewijał, dbał o nią. Żona w stroju
ślubnym odwiedza Marcina po raz pierwszy, dlatego ma on pretensje, że
nie pojawiała się wcześniej, chociaż prosił, modlił się o to. Okazuje
się, że zmarli umierając jakby zapominają drogę powrotną.
Ratowanie drzewa przed ścięciem ma wymiar mistyczny, bowiem jest ono
drogowskazem, punktem rozpoznawczym, dzięki któremu zmarli mogą wrócić
do swojej wioski. Jak mówi Marcin Duda: "Na Sądzie Ostatecznym każdy
będzie sądzony w swojej wsi". Mistycznych przeżyć dostarcza postać zięcia Dudy, Franka ( w tej roli Zbigniew Dziduch),
który w trakcie rozwoju akcji z prostego czy nawet prostackiego chłopa,
chcącego teścia strącić drągiem z drzewa, przeobraża się w Kosiarza
koszącego niebieskie łany ludzkich dusz. Anegdotyczne opowiadanie o desperacji pewnego chłopa zamienia się w uniwersalną przypowieść o Przeznaczeniu. W zadaniach pojedynczych osób odzwierciedlają się archetypiczne postawy. Kosiarz wpisuje się w kulturową tradycję oswajania śmierci, podobnie jak Dzwonnik (Adam Kozera) ze sznurem szukający swojego dzwonu. Kiedy go znajduje i przynosi pod drzewo, zawiesza na grubym konarze. Chciałoby się za Hemingwayem zapytać "komu bije dzwon".
Atmosfera i egzystencjalny, filozoficzny wymiar spektaklu rozgrywanego
zawsze po zachodzie słońca, w naturalnej przestrzeni, mają w sobie coś ze Stu lat samotności Marqueza.
Akcja rozgrywa się tu i teraz a zarazem wszędzie i wykracza poza czysto
biologiczną, materialną granicę między życiem a śmiercią. Drzewo
obrasta w symboliczne znaczenia, jako Drzewo Życia, Drzewo Poznania,
Drzewo Proroków (mistyczny wątek śpiewania w gałęziach chóru zmarłych
dusz ludzi ze wsi), Drzewo Drogowskaz, Drzewo Kosmos.
Od czternastu lat plenerowa inscenizacja grana jest w różnych
miejscowościach, dużych i małych. Drzewo było wystawiane w Parku w
Wilanowie i Krasnymstawie, w Nisku i Lublinie, w Mielcu i Lubartowie, w
Radzyniu Podlaskim i Maćkowej Rudzie na Suwalszczyźnie, dzisiaj będzie w
Chorzowie.
Część obsady postaci głównych: Marcin Duda - Stefan Szmidt Jego żona zmarła przed laty - Magdalena Warzecha Zofia, córka Dudy - Ewa Gorzelak Milicjant - Zdzisław Wardejn Pani, Hrabina - Alicja Jachiewicz Pan, Hrabia - Stanisław Biczysko Franek, mąż Zofii, zięć Dudy - Zbigniew Dziduch Inżynier - Robert Kuraś Partyzant - Jerzy Złotnicki Puzonista - Sławomir Pluta Dzwonnik - Adam Kozera Drwal, robotnik I - Arkadiusz Głogowski