10 maj 2020

Czas odzyskany

Nie, nie odkryłam eliksiru młodości i nie odwróciłam procesu powstawania zmarszczek. Nie odjęłam sobie lat w dowodzie ani nie wmawiam sobie, że co roku obchodzę osiemnaste urodziny. Nie wróciłam do gry w klasy ani skakania przez gumę. Nie zapuściłam też warkoczyków! Po prostu nastąpiła globalna awaria życia i jak wszyscy wokół utknęłam w czterech ścianach.  Zyskałam w zamian mnóstwo czasu! Odkryłam, że dzień jest bardzo, bardzo długi. Po porannych porządkach, kucharzeniu, myciu naczyń, praniu, wymianie pościeli i przesadzaniu kwiatków okazało się, że NADAL jest ranek!! I co z tym czasem zrobić? Zwłaszcza, gdy się siedzi samotnie w domu? Odkryłam  scrable. Nauczyłam się dzięki temu wielu nowych słówek. Różnych gier planszowych i karcianych znalazłam w szafce znacznie więcej. A kiedy mi się znudziło i nadal było przedpołudnie, przejrzałam swoje zasoby biblioteczne i też niespodzianka: mam wiele książek, których jeszcze nie przeczytałam. No to czas to zmienić. W wyniku roszady te nieprzeczytane ustawiłam na widoku i codziennie je przeliczam od nowa. Ileż tam wspaniałych rzeczy!
Przymusowa izolacja oznacza oficjalny i legalny czas na lenistwo. Wreszcie! Bo ja od dawna uważam, że lenistwo nie jest wcale wadą ani grzechem głównym. Ba, właściwie należałoby rzec, że lenistwo po prostu nie istnieje. Wszystko zależy jak definiuje się aktywność. Dla jednego działanie i aktywność jest wtedy prawdziwa, gdy pada z jęzorem na brodzie i świstem w płucach nie mogąc złapać oddechu, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Dla drugiego leżenie nieruchome z ledwie widocznymi falującymi płucami będzie ciężką pracą, gdyż wtedy obmyśla sposoby zrewolucjonizowania świata, a przynajmniej usprawnienia sobie życia. Bywają jednak czynności, których przy określonym splocie okoliczności nie chce się nam wykonać. I nie wykonujemy. I żyjemy dalej.
Gdyby człowiek uzależnił swoje myśli i odczucia od tego, co usłyszy w telewizji, zobaczy w doniesieniach medialnych i przeczyta w prasie czy na portalach, mógłby dojść do wniosku, że istotą życia jest permanentny stan gotowości bojowej. Najlepiej zbudować schron i zabarykadować się, żeby żaden wróg nas nie dostał w swoje łapska. A wrogów otacza nas cała masa, właściwie wszyscy. Począwszy od polityków, którzy wojują między sobą, przez zwolenników i przeciwników politycznych partii, którzy wykopali topór wojenny między sobą i naparzają się inwektywami gdzie tylko się da, po rzesze sfrustrowanych szarych ludzi, których całe życie to jedna wielka trauma (uwaga - ważne słowo, dzisiaj bez traumy nie można zaistnieć, a już na pewno nie zrobi się kariery;-) Jedni przeżywają po raz kolejny traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, inni zostali straumatyzowani perspektywą, a raczej brakiem perspektywy na planowany wyjazd urlopowy. Zbliża się tragedia wielu osób pozbawionych możliwości ruszenia w podróż dookoła świata. Ktoś na forum rozpacza, że po to pracuje cały czas, żeby WYJECHAĆ! Jak tak można? Muszą posiedzieć dłużej w domu: z własnymi dziećmi, z mężem, żoną, rodzicami, teściami. Inni odwrotnie: nie mając z kim się codziennie kłócić, siedzą samotni też straumatyzowani.  Zewsząd trauma: polityczna, telewizyjna, propagandowa, medialna, maseczkowa. Trauma nagłego nadmiaru czasu dla siebie.
Bo i po co to wszystko było? Ten pośpiech, te robótki, to ganianie, zapieprzanie w pracy, w domu, w ogrodzie i nie wiedzieć gdzie jeszcze kogo poniesie? Po co i dlaczego, skoro od dawna wiadomo, że wszystko zmierza do spoczynku: absolutnie WSZYSTKO. Kamień się toczy z góry, aby gdzieś na dole w odpowiednim miejscu się zatrzymać. Rzeka płynie sobie z górki, aby ostatecznie utonąć w morzu i zniknąć. Roślinki sobie rosną, kwitną, owocują, a końcem jest suchy badylek lub próchniejący w leśnej głuszy pień toczny przez robaki. I cały Kosmos kręci się, kręci, Ziemia wokół Słońca kręci się, kręci, aby kiedyś za miliardy lat zatrzymać się na amen. I wszystko zapadnie się znowu w czarną dziurę. Albowiem CELEM istnienia WSZYSTKIEGO jest SPOCZYNEK. A człowiek podejmuje się miliona drobnych i większych zajęć z myślą, że kiedyś wreszcie to wszystko się skończy i ODPOCZNIE. Albowiem celem dążeń człowieka jest błogi stan NICNIEROBIENIA. Wszelka aktywność jest wymuszona okolicznościami i wbrew naszej naturze. Po co bowiem wstajemy rano i zapierdalamy od samego rana? Aby wreszcie w nocy zalec jak kłoda i pogrążyć się w nicnierobieniu. No, chyba że sen nas zmorzy, wtedy śnimy, czyli też pracujemy. Może nieświadomie, ale jednak. Dlatego nienawidzę wiosny,  lata, wegetacji i przestawiania zegarków. Bo zmuszają mnie do jeszcze większego wysiłku niż mam na to ochotę. Dzień się robi dłuższy, więc i dłuższa moja aktywność się robi. Przymusowo. A ja nie cierpię przymusu. Albowiem, jako się rzekło, celem istnienia jest odpoczynek, a nie wyścig z czasem. Ranek mam znowu wcześniej o godzinę, bo znowu przestawiono zegarki, a czas przecież nie zmienił się na jotę. Wmawia się tylko ludziom, że dzień trwa dłużej. On i tak by trwał tyle, ile ma trwać: do wschodu do zachodu słońca, ale mogłabym wstawać godzinę później. A tak, ledwie zajaśnieje brzask na zasłonach, już wskazówki zegarka są godzinę do przodu. Już budzik mnie zrywa i każe zbierać dupsko z pościeli, łapać równowagę i pchać bezwładne ciało jak taczkę na budowie. A ciało jest fizyczne, fizykalne, materialne, czyli ma swoją siłę bezwładności, jak kamień, a kamień... patrz wyżej - celem istnienia kamienia jest stoczyć się i zatrzymać w stanie spoczynku. Nieruchomo. Z brzuchem do góry. Może patrzeć na niebo. Dopóki ono jeszcze jest. Zanim być przestanie. Gdy Ziemia przestanie się kręcić i Kosmos znowu zapadnie się w czarną dziurę. Albowiem sensem istnienia jest przestać istnieć. Patrzmy więc w sufit, póki można. Voila!


7 maj 2020

Szukając spokoju, wymyśl sobie problem

     Pożądanie spokoju ciągnie się za człowiekiem jak dym z ognisk na polach. I jakkolwiek wszędzie go pełno, wciska się na podwórza, przenika przez nieszczelne okna do snów i marzeń, posiąść go nie można. Tak samo jak wiatr rozwiewa dym, tak spokój burzą codzienne troski. Prawdziwe czy urojone. Bo jeśli nie ma trosk prawdziwych, istotnych, to je sobie człowiek wymyśla. Czy masz pracę? A jak masz, czy ją stracisz? I kiedy? A może poszukać lepszej? Masz dom, mieszkanie, cokolwiek swojego? A czemu by nie mieć więcej? Większego domu? Mieszkania? Jachtu? Samolotu? Droższego samochodu? A jak nie masz, to czy kupić? Czy wybudować? Masz płot drewniany? A czemu nie murowany? A może żelazny? Brama na skobel? A czemu nie na pilota? Dzieci w szkole? A jakie stopnie? Czemu nie lepsze? Wakacje, urlop:  gdzie pojechać? Razem czy osobno? I jaki wybrać kierunek świata? Do licha, podobno Ziemia jest okrągła, co za sens pytać o kierunek?!
      Ale zanim wyjedziemy robot kuchenny potrzebny bardziej czy wyciskarka? A czemu nie jedno i drugie? Kto na to zarobi? Mąż czy żona? On ładuje w samochód, traktor, konsolę, komputer, ona w kuchnię, pralkę, samobieżne odkurzacze i dzieci. Może się zamienimy? Jak? W jakich proporcjach? Tysiące nierozstrzygalnych dylematów. Zadzwoniła? Nie zadzwoniła? Powiedziała? Co ppowiedziała? Dlaczego to? Dlaczego teraz? Co miała na myśli? Pójść czy nie pójść? Zaproszą czy nie zaproszą? I w co się ubrać jak zaproszą? Jak uczesać?A jeśli nie zaproszą? To co, obrazić się? Udać, że nic się nie stało? Pojechać czy nie pojechać?  Znosić te same twarze, dowcipy i nudę?  Robić dobrą minę? W ogóle coś robić? A może dać sobie spokój?! Wyjechać? Ogłosić inne plany? Zadzwonić? Uprzedzić? A może nie? Nie uprzedzać? Rozmawiać? Nie rozmawiać? Pożyczyć? Wziąc kredyt? Czy zacisnąć pasa? 
       Jak i czym omamić otoczenie? Czym rzucić przed ślepia jak Jaśko z "Wesela"? Samochodem? (Czwartm na podwórzu?) Samrtfonem? Nieprzemakalnym i-Phonem zwijanym w trąbkę? Malediwami! (Na Majorce i Kanarach wszyscy już byli). Nie, lepiej Bahamy. Wrócić z plaży z radosnym uśmiechem, choć nudno było jak cholera! Nic się nie działo i nie było z kim gadać. (Bo nikt nie znał poskiego!) A gadać w ogóle o czym? O plaży? O słońcu? O klapkach? O niepełnym all-inclusive? Wszystkiego za mało. Na zdjęciach i filmach tego nie widać. O, tu siedzimy. Tu jemy. Tu przy barze. Tu na ulicy. Tu przy Tadż Mahal.. .A nie, to nie w tym kraju było. Tam nie byliśmy. To świątynia ze Złotym Buddą. Siedział śpiący, jak nie przymierzając, śpiący rycerze Tatr. I po co było jechać śpiącego oglądać?... Zaraz, to nie tak mówisz, Śpiącego Buddy nie było na Bahamach! No to gdzie my byliśmy?!
      Ale przynajmniej tam cieplej niż u nas. Byliście w Chianch? W Pekinie w styczniu? Lutym? Nie? Wtedy też tam temperatura spada. Nie, nie wybieramy się. Teraz kierunek Tasmania. Dalej nas jeszcze nie było. Tasman był Holendrem. O, doprawdy? Nie wiedzieliśmy. To może nie pojedziemy? No, skoro już to wiemy, po co jechac? Jeszcze zjedzą nas te wielkie jaszczurki... warany? Warany są roślinożerne. No, coś ty?! Takie ogromne jak krokodyle, a krokodyle sa mięsożerne! Nawet bawołu upolują! Warany rzecz jasna. Podobno atakowały człowieka.  Ale warany żyją na Komodo.  A to nie to samo, co Tasmania. Kilka tysięcy kilometrów, a między nimi jeszcze Australia. A jednak co Ocania, to oceania, całkiem blisko.
      Współczense podróże niszczą odległości. Wsiada się w samolot i nie odczuwa drogi. Co najwyżej niestrawność po samolotowym jedzeniu. Czasami odbija się czkawką od turbulencji. Zamiast odległości jest szok termiczny. Wsiadasz w Warszawie w trzysiestodwustopniowym upale w klapkach (tych, co obcierają) i lądujesz w śniegu po kostki w Tromsø.  Szczękasz zębami. Zastanawiasz się, ile minęło pór roku.  I odwrotnie. Uciekasz z mroźnego lotniska, po którym chadzają białe niedźwiedzie (w wyobraźni)  i lądujesz w tropikalnej dżungli witany rykiem lwów  (w wyobraźni). Zrzucasz kożuch, futro, swetry, wełniane spodnie, najdroższe uggy. Pakujesz wszystko do bagażu, który pęka w szwach. Okulary! Najważniejsze są okulary a`la Matrix. Wyglądasz jak Neo lub Trinity - we własny mniemaniu. W rzeczywistości nadal jesteś małym ludzikiem w za dużym kapeluszu z zadartym nosem niepewności. Wciąż nie wiesz, czy jesteś na właściwym miejscu, gdzie znajdziesz spokój. 

29 kwi 2020

List do Bizonów

Pomyłka, ktoś powiada? Bizony nie czytają przecie?
Być może, za to piszą jak nikt w tym powiecie
i ćwiczą naszą cierpliwość na słów spiętrzone fale
jakby w jakimś amoku, jak twórczym zapale
niepowstrzymane Dajmoniona natchnienia,
nie dojdziesz, ze znużenia czy ze wzburzenia.
W metrażu ściśnięci uzbrojeni w klawiaturę,
od rana do wieczora tworzą chałturę.
Siedzi taka Bizonica jedna, na półki patrzy
zakurzone, w lot chwyta myśli i ani zatrzy-
mać potoku czy raczej słowotoku marzeń
o sławie, nagrodach, eventach i wrażeń
składanych z pietyzmem obok autografu.
Dziś, o paradoksie edukacji, trzeba trafu,
żeby trafić na prawdziwą literaturę do czytania.
Wydać każdą wypocinę nikt nie zabrania.
Bizony piszą, Żubry wydają, kto czyta? Nie wiem.
Tematy z dziupli, to znaczy z własnej głowy
pustej, a wieje w niej jak na stacji kolejowej, 
wszystko, co wleciało, wylatuje SŁOWEM
drukowanym. Czytajcie, kto może! Ja nie mogę.
Setki porad pań domu o wieszaniu firanek,
o tym, jaki dla gości na stole postawić dzbanek, 
(ja bym radziła pełny, ale się nie znam)
żeby zadowolić dookoła zebrany slam
performerów, artystów podwórkowych, 
poetyckich zapaśników wagi piórkowej.
Bizony piszą - natchnione życiorysem
własnym, innych nie znają, że niby kulisy
tajemne czasów minionych odsłonić gotowi.
Przyjaciele odeszli, wrogowie zmarli, nabrali odwagi
powiedzieć prawdę. Niestety, zapomnieli
jaka ona była, tu dopisali, tam coś ucięli
i kolejna cegła wspomnień nudnych jak flaki
unieszczęśliwiła obdarowanych, dla niepoznaki
w kolorowym papierze, prezentem od babci
w zamian za wyszywaną parę kapci. 
To jedni, a Bizonki warkoczami wierszy
osuszają łez wyżłobione ślady coraz szersze
po nieudanych romansach i połowach
na Rekiny biznesu. Wieczna poetycka żałoba
i elegijne westchnienia do wzrastającej ciżby
followersów na monitorze: liczy się Liczba!
Bizony piszą: na rynek, na popyt, na gust i bezguście.
Jak się rozeznać w nadmiarze? Wywróżcie
przyszłość z nie z fusów kawy czy patyczków, 
ale z bełkotu rzesz niewstrzymanych
pełnych zapału i dostępu do słowa grafomanów.
Współczuję szczerze. Zalecam ostrożność
w rozpoczynaniu zdania na nowej kartce
czy nawet na pulsującym białym ekranie,
nie piszcie więcej, niech pusty zostanie. 

 

14 kwi 2020

Aforyzmy 16

Lenistwo jest najskuteczniejszą ochroną przed robieniem głupstw.

Bystry nurt rzeki tworzą opierające się swoim ciężarem kamienie, a  nie płynące na powierzchni bezwładne i lekkie śmiecie.

Aby wygrać w zderzeniu z kanalią, człowiek musi przestać być człowiekiem.

Słowa podziwu ludzi głupich przynoszą ujmę; krytyka z ust mądrych przynosi zaszczyt.

Przekonanie o równości jest sposobem dowartościowania się ludzi małostkowych.

Komuś, to uważa, że zjadł wszystkie rozumy i za nieomylnego się uważa, życzyć można tylko zdrowia. Psychicznego.

Czyny wielkich bohaterów częściej są skutkiem braku wyobraźni niż odwagi.

Między morzem słów a morzem piasku nie ma żadnej różnicy: po obu człowiek ma ochotę się napić.

Człowiek taktowny w gronie przyjaciół nie opowiada o sobie, a w gronie osób obcych nie mówi o innych.

Najkosztowniejszą wadą jest gadulstwo: kradnie cenny czas.




5 kwi 2020

Opowiadanie absurdalne

Ludzie jak pociągi

          Jazda dosyć wyboistą i dziurawą drogą nie sprzyjała rozmowie. Toteż nie uśmiechało mi się wcale odbierać telefonu, gdy zadzwoniła Luiza. Odebrałam z musu pamiętając, że coś niecoś jej zawdzięczam.
- Halo! Słucham!
- Przepraszam cię bardzo, ale mam prośbę, mają mi przywieźć pustaki, materiał budowlany. Ty jedziesz tam teraz, a ja tu jeszcze muszę coś załatwić. Może odbierzesz i zajmiesz się wyładunkiem?
- Yyyy ???!!!! Eeeee…???? – zatkało mnie. – No…ale jak?...
- Zwyczajnie, ja dam znać, że na parkingu będzie ktoś w moim imieniu i się spotkacie.
- Czy wiesz, że  ja mam grupę na karku? I może mam to wyładowywać??!!
-Nie, nie, tam będzie ich dwóch, poproś, żeby pomogli, a może twoja grupa ci pomoże?
- Zwariowałaś, tak? – ostrożnie próbowałam zweryfikować jej ogląd mojej sytuacji. – Jestem tutaj z jedną dorosłą osobą i mamy rozładować dostawę pustaków, dobrze rozumiem? Grupa szczyli idzie na wesołe miasteczko – O, ale cyrk to będą mieli za darmo – pomyślałam usiłując powstrzymać się przed wrzaskiem na kogoś, kto akurat rozdzierająco skarżył się na czyjąś podłość: ”On mi zaabraaał cziipsyyy!!!”
- Moja droga  – zaczęłam dyplomatycznie – wszystko jestem w stanie ogarnąć, ale jak ja mam znaleźć ten nieszczęsny parking i właściwego dostawcę???
- Ależ bardzo łatwo, jak do jedziecie do skrzyżowania, pojawi się tam zielona ciężarówa, powiedz kierowcy, żeby jechał za nią.
- Jesteś pewna?
- Jak najbardziej, oni już wiedzą, że jedziecie. Poprowadzą was. Ja dojadę później.
- Baśka – szepnęłam do koleżanki – uszczypnij mnie, bo chyba śnię…
-… no dobra, nie wiem, jak to zrobimy, ale może po prostu poczekamy na ciebie tam na miejscu.
- Dobrze, do  zobaczenia!
Tyle co skończyłyśmy,  przed nami wyskoczyła z  bocznej drogi  zielona ciężarówa.
- Pan jedzie za nią! – wrzasnęłam do kierowcy.
- A to nie jedziemy do wesołego miasteczka?
- A jedziemy, jak najbardziej, jeszcze jak będzie wesoło!
Ktoś zatrąbił ostro, samochody ścisnęły się w korku, a zielona plandeka oddaliła się, ale stanęła jak wszyscy. Metr po metrze posuwaliśmy się za nią aż do jakiegoś błotnistego placu na przedmieściach, gdzie zatoczyła koło i stanęła przy szarym baraku. My za nią.
        Moja hałaśliwa ferajna wyległa z busa i dalej penetrować ni to skład, ni to plac budowy.
- Ja chcę siku!
- On mnie kopnął!
- A gdzie miasteczko?
- … i karuzela?
- Idziemy na pizzę?
- …a kino będzie?
- Cisza! Tam są toi-toie, nauczcie się z nich korzystać, karuzela będzie później.
         Dwaj osobnicy wygramolili się z ciężarówy niepewnie.
- Panowie z pustakami?
- Tak jakby… - zaczął młodszy.
- Dużo tego jest?
- …ale my nie z panią ustalaliśmy dowóz – zauważył starszy.
- No nie, ale mam odebrać. Koleżanka dzwoniła.
Starszy parsknął czymś rozbawiony.
- Pani sobie zobaczy.. – obszedł plandekę i odwinął z tyłu. Wnętrze wypełniały szczelnie białe graniastosłupowe kloce daleko większe niż moje pustaki zarastające w trawie.
- Jeden waży 25 kilo – poinformował nadal rozbawiony. - Pani ma odebrać, czyli rozładować? Chętnie popatrzymy.
- No a panowie nie mogliby?...
- Nie, my tylko wozimy.
- W takim razie idę po pomoc.
- Baśka! – wrzasnęłam na koleżankę, której było wszystko jedno i  oglądała obłoki. – Idziemy sprowadzić pomoc do rozładunku.
- Gdzie tę pomoc chcesz znaleźć – widziałam jak dusiła wściekłość – i co z naszym przedszkolem? – machnęła ręką na rozłażących się we wszystkich kierunkach poszukiwaczy przygód.
- Ach, panowie się nimi zajmą – uśmiechnęłam się przymilnie – o, tu na mapie panowie mają zaznaczone wesołe miasteczko, niech jeden z was je tam zaprowadzi. – Wcisnęłam młodszemu w ręce złożoną mapę miasta. – A my idziemy! Wrócimy za godzinę. No, chyba, że chcecie sami targać te klocki.
- Ależ my nie…. – zaoponował młodszy.
- …nie możemy zostawić ładunku. – dokończył starszy.
-  No to jeden zostanie, a drugi poczeka – wyjaśniłam szybko.
- Pani nie może…
-…nam nie wolno…
- Panowie – przerwałam szybko zapinając plecak – wy nie rozładowujecie a ja choćbym chciała, nie udźwignę. Nie po to starałam się  dwa lata o sanatorium, żeby teraz w Pudziana się bawić. Przepraszam bardzo, ale to coś nie jest moje. Jak wolicie postać zamiast wziąć się do rozładunku, to przynajmniej zróbcie coś pożytecznego i wesołego. Jeden zapełni wesołe miasteczko klientami –wskazałam na twarze, które otoczyły nas z pełnym napięcia oczekiwaniem – drugi poczeka na pomoc. Nie zabraniam dzwonić do sprawczyni całego zamieszania – rzuciłam na odchodne i pociągnęłam Baskę za rękaw. – Idziemy! – syknęłam – to nasza jedyna szansa, żeby rzucić tę robotę. Nareszcie wolność! Żadnego wrzasku, żadnego planu, żadnego trzymania za rączkę. Wreszcie swoboda i wolność dla starych kobiet.
- Naprawdę będziesz szukać kogoś do rozładunku? - spytała niepewnie. 
- Zwariowałaś?!  Może w tym  hotelu? – wskazałam na wieżowiec z napisem Holiday Inn majaczący za kurtyną kurzu i słońca. – Nie mam najmniejszego zamiaru. Owszem, zamiar mam, ale nie wracam do pracy, nie wracam do domu, nie wracam do przeszłości! Wybieram przyszłość, niespodziankę i nieoczekiwane. Ufff! A ty jak chcesz. Idziesz ze mną czy wracasz?


30 mar 2020

człowiek który sadził drzewa

człowiek który sadził drzewa

                             Pamięci K.P.

o czym myślał gdy się zamyślał
nad jedną z siedmiu bram
jak objąć miasto
rozświetlone sierpniowym błyskiem 
słuchając siebie
usłyszeć śpiew cherubinów 
zapisać głosy
szelest sekund w godzinie niepojętej
powiew wiatru
umiejętność stawiania pauz
rodzi się ze słuchania
drzewa bowiem nigdy nie milczą
gdy klaszczą liśćmi na wietrze
lub soki ciągną wzwyż
na przekór przemijaniu

24 mar 2020

poeta jest jak prorok?

gdy będziemy uciekali

pamiętaj nie oglądać się za siebie
na płonące przedmieścia europejskich miast
patrz uważnie pod nogi omijaj wyrwy
między kostkami chodnika potrzebna nauka slalomu
w wyciągniętych zewsząd nachalnych dłoniach
zostaw wszystko co za ciężkie i przeszkadza biec
torebkę klucze karty do bankomatu puzzle
dla dzieci konsolę do gry kapelusz po babci
album ze zdjęciami pamięć podręczną pliki
w chmurze haseł kodów loginów profili
zostaw słownik zapomnianego języka praw
gonioną gazelę ratuje rączość nóg i czujność
na grzbiecie nie może dźwigać niczego
żadnego bagażu pogrzebanej przeszłości
przodków żadnych sentymentów ani łez
nad gruzami ukradzionych miast
gdy będziemy uciekali zamknij za sobą drzwi
niech puste powietrze przechowa pamięć
o nas

6 stycznia 2016 r. 

12 mar 2020

Dekalog podejrzanego o nosicielstwo koronawirusa

1. Nie będziesz słuchał żadnych zaleceń służb medycznych ani instytucji państwowych
2. Nie dasz się zamknąć na kwarantannie, a ze szpitala dasz nogę przy pierwszej okazji
3. Pamiętaj, żeby nie siedzieć w domu, świętuj wolne od pracy w towarzystwie podobnych sobie
4. Koniecznie odwiedź fryzjera i salon kosmetyczny (przecież musisz ładnie wyglądać podczas randki z koronowanym wirusem, jakby co)
5. Idź do aquaparku, relaksuj się w na pływalni, w saunie i na siłowni, otwórz się na nowe znajomości
6. Odwiedź wszystkich ze swojej książki telefonicznej, może to ostatnia szansa, kto wie, którzy przeżyją
7. I koniecznie wyściskaj babcię, dziadka i wnuki
8. Żyj w przekonaniu o swojej niezniszczalności i nadludzkich mocach zdrowotnych
9. Pożądaj wszystkich miejsc, gdzie jeszcze cię nie było i najlepiej odwiedź je wszystkie po kolei, póki masz czas (i pieniądze)
10. I nie zapomnij zrobić zakupów na co najmniej trzy miesiące, okażesz miłość bliźniego, zostawiając je swoim spadkobiercom

6 mar 2020

konkurs Eddiego

temat: Dzień Babci/Dzień Dziadka

Dzień Dziadka
w starej blaszanej misce
ostatnie jabłko

(8 punktów)



gdzie jesteś słowiku?
cały ogród
śpiewa

(3 punkty)


Jak zwodnicze bywają własne odczucia. Byłam przekonana, że haiku o słowiku jest lepsze niż o dziadku, tymczasem punktacja wskazuje na odwrót.  Interesujące. 

1 mar 2020

210 lat temu

   
rękopis

tańczą figury w cieniach
gdy nad pięciolinią pękają
mydlane bańki czasu
suchy szelest kartki
zapachniał Szafarnią
i toruńskim piernikiem
wibrują nuty mazurków
w sękatych dłoniach grajków
z Oborowej karczmy
za oknami głuchną basy
a pod drzwiami mazowiecka mgła
w czarnej sukni stoi
głów korowody płynące
w pochodach lento sostenuto
gwałtowne wiosny kwietniowe
deszczowe milknące pejzaże
jesienie w drzewach kolorowych liści
szemrzą perdendo perdendo
w błotnistych koleinach koła powozu
legato drogi znanej na pamięć
pod opuszkami palców
klucze żurawi
na styku
nocy i świtu
diminuendo

210 lat temu urodził się Chopin. Jego muzyka jest dla wszystkich. Gra dr nauk matematycznych Nicolas Franco z Uniwersytetu w Namur w Belgii.