24 paź 2021

haiku

   ogień na niebie
   jesienny zachód słońca
   w dymie z kartoflisk

14 paź 2021

rzecz o oświacie

Oświata nie jest rzeczą prostą ani małą,

Nie tak łatwo jest rządzić, jakby się zdawało,

Gdy drugich wiek, doświadczenie, cnoty, obyczaje,

W pogoni za sukcesem nikt już nie uznaje;

Jak na szalach się ważą losy przyszłe szkoły,

Gdy polityka z ekonomią zysku siadają za stoły:

Komu dać, komu zabrać, budować czy zamykać?

Nim się zadecyduje, wpierw warto poczytać

Jak to dawniej w Rzeczpospolitej bywało,

Kiedy Komisję Edukacji Narodowej budowało

Polskie społeczeństwo zwane oświeconym,

Pisanie podręczników zlecając uczonym,

O język ojczysty zadbano obyczajem nowym:

Stał się obowiązkowy jako język wykładowy.

Dziś znowu wypada jak przed ponad dwustu laty

Wnikliwie się pochylić nad kształtem oświaty.

W ten dzień Świętem Edukacji nazwanym

Przez szacunek dla wiedzy, wszystkich tu zebranych

Zapraszamy na radosne uczczenie Oświaty:

Bowiem naród na tyle tylko będzie bogaty,

Na ile otwartych umysły obywateli

Gotowe doświadczeniem i wiedzą się dzielić.

9 wrz 2021

haiku wrześniowe

stuk orzechów
jesień coraz bliżej
domu


żółcieje
spóźniony kwiat dyni
w ogrodzie


poranna rosa
stawiam przy piecu
przemoczone buty

25 sie 2021

Aforyzmy 21

Wyobraźnia jest protezą ułomnej rzeczywistości. 

Im mniej zaufania do ludzkiego rozumu, tym więcej przepisów i paragrafów.

Niektórzy najbardziej się boją spotkania oko w oko z samym sobą.

We mgle wszystkie koty są białe. 

Czasami lenistwo może uchronić przed popełnieniem życiowego głupstwa.

Światełko w lodówce wymyślono dla nocnych łasuchów.

W trosce o chleb powszedni zapominamy o nakarmieniu duszy.

Pełne plaże przypominają, że miliony lat temu wyszliśmy z wody.

Kto uważa, że posiadł wszystkie rozumy, najpewniej zgubił swój własny.

Wielcy ludzie są wielcy dzięki wielkości swoich dokonań. 




 




13 sie 2021

Prosto z Sopotu


Dyplom wyróżnienia za wiersz:

między nami

 

między nami mówiąc

nic już nie zostanie dopowiedziane

kran zakręcony lanie wody

ucichnie falą niedomówień

między słowami

w alergicznym pyleniu mowy trawy

takie tam półsłówka

od niechcenia wypowiadane na stronie

tajemnicze dla niewtajemniczonych

szemrane prawdy potoczne poliszynela

od słowa do słowa

jak po nitce do kłębka podróże bez wyjścia

kilka słów na poboczu

jak śmiecie w przydrożnych rowach

dalej tylko cisza

jak makiem siał

 

Publikacja  w almanachu pokonkursowym "Miejsce Obecności. Antologia Poetów Sopotu", Sopot 2021.

 



12 sie 2021

wiersz ciechociński

trotuary bulwary dywanowe arterie
splątana mapa spacerowych szlaków
łączy parki i dywanowe Partery Hellwiga
w alei sław nad każdą gwiazdą ktoś się pochyla
pstrykają zdjęcia z czarnej płyty patefonu
głos Carusa niesie się pomiędzy drzewa
srebrne krople spływają z tarniny tężniowej
sznur kuracjuszy rozwija się nieustannie
stuka koń podkowami śmiechy w dorożce
bokiem przemyka cicha zielona ryksza
od rana płoty wzdłuż ulicy Zdrojowej
ubierają się w kolorowe letnie sukienki
zakładają kapelusze wabiąc do zakupów
z otwartych drzwi kawiarni gwar rozmów
miesza się z odgłosem mielenia kawy
i pluskiem fontanny na Skwerze Ekscentryków
pora solankowych inhalacji pod Grzybkiem 
i uśmiechu satyrycznych kossaków w parku
kufer wrażeń zapełnia się bliskim spotkaniem
z dostojnym Konstantym i cichym miłorzębem
czarne łabędzie podejrzliwie podnoszą jedno oko 
na mostek obwieszony kłódkami zakochanych
coraz niżej dzień się chyli w długich cieniach
drży powietrze od cygańskich pieśni
gwar z chodników przenosi się do bankietowej sali
cowieczorna potańcówka obok pijalni czekolady
w Zdrojowym Parku amatorzy arii oklaskują
niestrudzonego uwodziciela który od stu lat
chciałby całować brunetki blondynki 
uzdrowiskowa noc kończy się późno 
gdy świetlne fontanny odtańczą swoje spektakle
a w gałęziach parkowych drzew zasną ptaki

1 sie 2021

Literaccy patroni roku 2021 - Stanisław Lem

Stanisław Lem - krakowski lwowianin

W kolejnej odsłonie cyklu o literackich patronach bieżącego roku warto przypomnieć sobie o twórczości Stanisława Lema. Urodzony w sto lat temu we Lwowie najpoczytniejszy polski twórca science fiction był nie tylko pisarzem. Jego powieści łączą bowiem atrakcyjną fabułę z tematyką filozoficzną, której ważnym nurtem są rozważania o ludzkiej kondycji i przyszłości cywilizacji w perspektywie humanistycznej.  Znamienne, że ostatnia powieść „Fiasko”, wydana w 1987 roku, kończy twórczość beletrystyczną (w późniejszym czasie pojawiło się tylko kilka opowiadań) pisarza, który odtąd koncentruje się na innych gatunkach, jak esej, felietonistyka i krytyka literacka.

Zarówno w powieściach, jak i twórczości eseistycznej i futurologicznej oraz kilku obszernych wywiadach Lem przewidział wiele cywilizacyjnych rozwiązań, które na stałe przeobraziły naszą rzeczywistość. Przewidział na przykład powstanie globalnej sieci informacyjnej, czyli Internet, opisywał wirtualną rzeczywistość (nazywa ja fantomatyką), a mechanerystyka w „Obłoku Magellana” to nic innego jak cybernetyka.  Wielokrotnie negatywnie oceniał upowszechniające się postawy społecznego konsumpcjonizmu prowadzące do nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych. Wiele jego obserwacji i przewidujących konstatacji okazało się proroczych, jak np. przekształcanie według upodobań ludzkiego ciała, które dzisiaj stało się codziennością pod nazwą medycyny estetycznej i coraz bardziej rozwijającej się cyborgizacji człowieka.

Stanisław Lem należy do tych polskich pisarzy, którzy zdobyli niekwestionowaną sławę w świecie. Jego książki zostały przetłumaczone na ponad czterdzieści języków i wydane w łącznym nakładzie ponad trzydziestu milionów egzemplarzy. On sam zresztą był poliglotą, znał język niemiecki, angielski, francuski, rosyjski, ukraiński, a będąc z wykształcenia lekarzem, znał także łacinę. Największą popularnością jego książki cieszyły się w Niemczech (ok. 7,5 mln sprzedanych egzemplarzy) oraz Rosji (ok. 6 mln egzemplarzy). Kiedy jednak Andriej Tarkowski zekranizował w 1972 roku „Solaris”, Lemowi niezbyt się film podobał i ocenił reżysera krótko: „Wy durak!”

Różnorodność jego twórczości, mnogość podejmowanych tematów i wielość stosowanej stylistyki skłoniła słynnego amerykańskiego twórcy Philipa K. Dicka do wysunięcia hipotezy, że pisarz o nazwisku „Lem” nie istnieje, a „L.E.M.” to kryptonim tajnej wywiadowczej komórki komunistycznej. Napisał nawet donos w tej sprawie do FBI. Lem wiedział o insynuacjach Dicka, a właściwie jego chorobliwej manii wzmożonej przez problemy pisarza z narkomanią, toteż jako lekarz wybaczał mu uważając, że to objaw choroby.

W krótkim tekście na potrzeby „Listów z Daleka” nie da się nawet zasygnalizować wszystkich ciekawych wątków związanych z postacią Stanisława Lema. Lista pierwszych wydań jego książek liczy ponad sześćdziesiąt pozycji oraz cztery obszerne wywiady książkowe. Prac na temat twórczości Lema powstało i nadal powstaje tyle, że Jerzy Jarzębski pod nazwą „lemologia” nadał jej status nowej humanistycznej dyscypliny naukowej.  

Dla polskiego odbiorcy szczególne znaczenie, poza czystą twórczością literacką, mają lwowskie wspomnienia zapisane w „Wysokim Zamku”, dzięki którym Lem wpisuje się w krąg kultury kresowego mitu. Podobnie jak wielu innych lwowiaków, jak choćby Wojciech Kilar, od czasu opuszczenia rodzinnego miasta Lem nigdy już nie chciał, mimo możliwości i zaproszeń, Lwowa odwiedzić. W obszernym książkowym wywiadzie „Świat na krawędzi” powracając jeszcze raz wspomnieniami do czasów lwowskiego dzieciństwa i młodości (to we Lwowie bowiem młody Lem zaczynał studia medyczne przerwane przez wojnę), gdy pisarz komentuje powojenne zdjęcia Lwowa,  mówi: „Asfalt położono na placu Mariackim, który się teraz inaczej nazywa – nie wiem i nie chcę wiedzieć jak”.  Na pytanie, czym dla niego jest Lwów, odpowiadał krótko: „Ojczyzną”, a proszony o wypowiedź o Krakowie, gdzie po wojnie – z kilkuletnim okresem emigracyjnym po wprowadzeniu stanu wojennego – mieszkał aż do śmierci, odmówił argumentując: „Jestem lwowianinem i lwowianinem do śmierci pozostanę”. Zmarł 27 marca 2006 roku w Krakowie.


Tekst przygotowany na łamy "Listów z Daleka"

15 lip 2021

ślady

ślady

 

uciekłeś gdzieś w bezpieczne miejsce

ale wiesz była zima zostawiłeś ślady

na pościeli

stygnę

 

moje nogi od lewa do prawa

od brzegu do brzegu jak mewy

oddech kołysze ciemnością

ciszej

 

dla rąk tyle kształtów do zapomnienia

sensoryczna miękkość i szorstkość

pod palcami

zanika

 

słone smaki odpłynęły w rzece Heraklita

może kiedyś sprawdzę dokąd zmierza

strumień

wspomnień

 

dzisiaj nie czekam na twój powrót

łóżko za ciasne dla dwojga

trzymam w kącie wolny materac

jednoosobowy

 

10 lip 2021

Sztuka lektorów filmowych

       Nie ulega wątpliwości, że polscy lektorzy filmowi prezentują najwyższy poziom mistrzostwa językowego. Do tej pory wspominając niektóre filmy, mam w uszach głos lektora, a już filmy przyrodnicze na zawsze zespoliły się z fenomenalnym głosem Krystyny Czubówny. Pamiętam gdy filmy kończyły się formułką "Czytał Lucjan Szołajski", "Czytał Tomasz Knapik", "Czytał Stanisław Olejniczak" i "Czytał Maciej Gudowski". Lektorzy filmowi to elita, do której trudno się dostać z ulicy. Trzeba lat pracy i językowego wyczucia. Oczywiście przede wszystkim potrzebny jest odpowiedni tembr, bez tego ani rusz, ale poza  tym dobra znajomość  niuansów wymowy nazwisk, wyrazów zwłaszcza obcojęzycznych. I teraz się zastanawiam, czy elitarna szkoła polskich lektorów upada, czy  natrafiłam ostatnio na niewypały. Pierwszy poślizg usłyszałam w nazwisku - Derek Jacobi przeczytany jako "jakobi" zachwiał moją estymą wobec sztuki lektorskiej. A drugi dotyczył być może braku tłumaczenia, czyli niewiedzy tłumacza raczej niż lektora. W filmie chodziło o szpital dla trędowatych pod wezwaniem świętego Gillesa, czyli po polsku powinno być świętego Idziego. Lektor przeczytał "gajlsa" - no kuriozum całkowite. Jeżeli już w oryginale, to chyba po francusku Gilles czyta się jako "żil". Niemniej chodziło w tym wypadku o postać świętego, jako patrona trędowatych, więc jak najbardziej ma on polski odpowiednik - jest to właśnie święty Idzi. Za przyczyną świętego Idziego według Galla Anonima doszło do narodzin Bolesława Krzywoustego, jak pisze w swojej "Kronice".  Gdyby chodziło o słynny kościół Saint-Gilles, oczywiście należałoby przeczytać coś w rodzaju "są żil", ale nie, to nie o ten kościół chodziło, lecz o leprozorium pod wezwaniem, więc prawidłowa forma to pod wezwaniem świętego Idziego.  No cóż, czy zawinił tutaj tłumacz? A skoro tak, jak oderwana od historii języka byłaby jego wiedza? Co sądzić o współczesnej sztuce przekładu i jak wyobrazić sobie w związku z tym wartość tłumaczeń tekstów znacznie trudniejszych niż prosty film, np. poezji? Można się obawiać, że gdy pojawi się jakieś cudaczne nowe tłumaczenie "Hac festa die",  zamiast świętego Wojciecha będzie tam tylko łacińska wersja jego imienia - Adalbert. I konia z rzędem temu, kto się wówczas z młodego pokolenia domyśli, że chodzi o pierwszego patrona Polski. 

1 lip 2021

Miasta, miasteczka, spotkania

      Czyżby zwiastun powrotu do normalności? Stęsknieni żywego słowa twórcy i słuchacze z Biłgoraja po długim czasie kontaktów tylko wirtualnych 30 czerwca zostali zaproszeni na Poetyckie Spotkanie z Seniorami w siedzibie PCK. Inicjatorką i pomysłodawczynią akcji, która w planach ma się przekształcić w imprezę cykliczną, jest wielka miłośniczka poezji i niestrudzona organizatorka p. Ludwika Dolina. 
       Salka mała, więc była pełna chata. Każdy przyszedł z tym, co mu w duszy gra: z piosenką, gitarą, śpiewem, wierszem, wspomnieniami i opowieściami. Były nawet krótkie scenki kabaretowe: o "niewiernej" małżonce zdradzającej męża z  "Panem Tadeuszem" oraz o Ignasiu, który poszedł na pokaz striptizu.  Od razu radośniej się zrobiło.  Cykl prezentowanych wierszy otwierała i zamykała melancholijna nuta autorskiej piosenki gitarowej w wykonaniu Ewy Lembryk i Marka Króla. A my, skromni poeci, czytaliśmy wiersze o przeszłości i teraźniejszości, o miastach i miłościach naszego życia.
      Biłgorajski koloryt lokalny zdominował całość, chociaż pojawiały się Siedliska,, Lwów, Brodziaki i leśne ostępy.  Z wierszy Jacka Żybury można uczyć się mapy biłgorajskich ulic. Biorąc pod uwagę, że siły historyczne często ujawniają swoje wpływy w zmienności nazewnictwa, może się okazać, że poetycki przewodnik po mieście stanie się z czasem wręcz dokumentem pewnej epoki. 
       A tymczasem w  tej dzisiejszej "epoce bez nazwy" usiedliśmy przy wspólnym stole: piszący i słuchający,  czytający i deklamujący, śpiewający i grający. Byli grający na gitarze, byli też grający w teatrze członkowie amatorskiej grupy teatralnej (Dorota Balicka, Jan Szulc). Niektórzy w kilku wcieleniach, jak Ewa Bordzań jako poetka, aktorka i z zasługami organizacyjnymi. To ona wydzwaniała do nas zapraszając na spotkanie Biłgorajską Plejadę Literacką: Halinę Olszewską,  Piotra Kupczaka, Jacka Żyburę i mnie. 
      Lubię różnorodność, więc gdy ze środka sali snuła się ulicami biłgorajska nuta, dla kontrastu, a może symetrii postanowiłam wkroczyć z jednym ze swoich wierszy lwowskich. A mam ich kilka, ostatecznie przyznana przed laty I nagroda w OKP "U progu Kresów" do czegoś zobowiązuje.

stryjna ze Lwowa

I

ja ci mówi tak było
ucieczka przez łubin
za domy i w las
oni w  hełmach stalowych
a bali się lasu
tylko serią przez pola
wzniecali kurzawę
ja ci mówi jak było
step za sobą zostawiłam
płonący pod powieką do dziś
nie wróciłam do Lwowa
uciekłam z Tyszowiec
nigdzie nie było bezpiecznie
przepadł tamten świat
ja ci mówi

II

w dzień deszczowy i ponury
o dwunasty godzinie
słońce wysączyło się zza chmur
padły promienie na regał i stół
ponad stołem opowieść się snuła
z zapachu herbaty wypłynął czar Lwowa
ta joj jedyny na świeci 
lwy pud ratuszym i geniusz Mickiewicza
pod okiem Madonny Łaskawej
pamiętam ja ci powim jak tęskni
serce dziś do Lwowa za daleko