31 lip 2022

haiku lubelskie

na chodniku
gołąb kręci piruety
przed gołębicą


tłum gapiów
od klauna do linoskoczka
kręcą głowami


uliczny pokaz
magik zawiesza kulę
na palcu dziecka


krzyki i śmiechy
otoczony dziećmi klaun
zgubił balonik


tłum faluje
od brzegu do brzegu
na deptaku




7 lip 2022

Ukraińska biografia Josepha Conrada

      Zanim Józef Teodor Konrad Korzeniowski herbu Nałęcz został Josephem Conradem, światowej klasy pisarzem opisującym bezkresne obszary egzotycznych mórz jako dziecko i młodzieniec dorastał na ukraińskich bezkresach wołyńsko-podolskich. Ojciec Conrada, Apollo Nałęcz Korzeniowski, urodził się  Honoratce położonej w rejonie oratowskim obwodu winnickiego, na ziemiach dawniej określanych jako Podole. Matka przyszłego pisarza, Ewa z Bobrowskich pochodziła z zamożnej ziemiańskiej rodziny wołyńskiej, osiadłej w powiecie żytomierskim. Po obojgu rodzicach Józef Conrad miał pochodzenie kresowe, co znalazło też odzwierciedlenie w biografii typowej dla tysięcy polskich kresowych rodzin ziemiańskich. 
       Rodzice Conrada, Apollo i Ewa (Ewelina) pobrali się 10 maja 1856 r. w Oratowie w obwodzie winnickim, majątku rodziców Ewy Bobrowskiej. Początkowo zamieszkali w Berdyczowie i tam 3 grudnia 1857 r. urodził się Józef Teodor Konrad. Od 1859 r. Korzeniowscy zamieszkali w Żytomierzu, historycznym mieście założonym w IX w. gdzie w r. 1860 dopiero mały Józef Konrad został ochrzczony. Stąd, z Żytomierza Apollo Korzeniowski pisze lity do miesięcznika "Biblioteka Warszawska" w sprawie zamieszczenia na łamach jego tłumaczeń z literatury obcojęzycznej.  
        Kiedy na skutek antycarskiej działalności Apollo Korzeniowski 1861 r. zamieszkuje w Warszawie, Ewa Korzeniowska pisze pełne tęsknoty listy do męża, szykując się jednocześnie do opuszczenia rodzinnych stron i przeprowadzki. Wraz z małym Konradkiem przebywa czasowo to w Berdyczowie, to w Żytomierzu, to znów w  Terechowej - majątku Teofili Bobrowskiej, babci Konrada, w rejonie berdyczowskim. Stąd często w zakończeniu listów do męża pojawia się prośba: "telegrafuj do Berdyczowa".  W adresach Ewy pojawia się też Nowofastów w powiecie skwirskim, majątek Lubowidzkich, teściów Tadeusza Bobrowskiego (brata Ewy), gdzie matka Konrada spędza z synkiem kilka tygodni. 
      W liście z maja 1861 r. na końcu listu dopisuje dwa zdania do taty mały czteroletni  Konradek. Ewa Korzeniowska relacjonuje mężowi działania władz zaborczych wymierzone w polskich patriotów, aresztowania wśród znajomych i krewnych, wywózki mieszkańców, nastroje panujące w środowisku, obawy i plany ostatecznego stąd wyjazdu, gdyż powrót Apolla do Żytomierza oznaczałby jego aresztowanie.  Latem 1861 roku w społeczeństwie panują nastroje żałobne, czego wyrazem jest noszona powszechnie czarna odzież.  Ewa Korzeniowska w jednym z listów pisze, że szyła dla Konradka czarne ubranko, gdyż chociaż jest dzieckiem, sam o to prosił widząc, że dookoła wszyscy chodzą ubrani na czarno. 
       Ostatecznie Ewa Korzeniowska z małym Konradem wyjeżdżają do Apolla Korzeniowskiego do Warszawy, gdzie zamieszkują  na Nowym Świecie nr 45. Zaledwie miesiąc później, w październiku 1861 r. Apollo Korzeniowski zostaje aresztowany, a w wyniku śledztwa w maju następnego roku (1862) zostają oboje zesłani w głąb Rosji. Początkowo miejscem zesłania miał być Perm u podnóża Uralu, ale już  drodze, w Moskwie decyzja zostaje zmieniona i wszyscy troje zostają skierowani do Wołogdy. W ten sposób niespełna pięcioletni przyszły pisarz poznaje w dzieciństwie trudy życia zesłańczego tak charakterystyczne dl polskich rodzin kresowych. W styczniu 1863 r. udało się uzyskać przeniesienie rodziny bliżej rodzinnych stron i zostają skierowani do Czernihowa. Dawne ważne miasto historycznej Rusi Kijowskiej stało się miejscem śmierci Ewy Korzeniowskiej, która zmarła na gruźlicę 18 kwietnia 1865 r. nie uzyskawszy na czas zgody na leczenie w Kijowie. Niespełna ośmioletni Konrad zostaje półsierotą i sam jako dziecko zaczyna ciężko chorować, o czym z troską pisze ojciec w listach do rodziny i przyjaciół. 
         W listopadzie 1866 r. mały Konrad zostaje z babcią Teofilą wysłany na leczenie do Kijowa, a później na dalszą rekonwalescencję do rodziny w Nowofastowie. Rozstanie z ojcem trwało do 1868r. kiedy Apollo Korzeniowski uzyskał zwolnienie i zamieszkuje z synem we Lwowie na ul. Węgieł Szeroki 804. Tutaj, chcąc wysłać syna do lwowskiego gimnazjum, Apollo zaczyna go uczyć języka niemieckiego. Wcześniej bowiem, podczas lat zesłańczych uczył go już francuskiego i angielskiego. Do końca życia Joseph Conrad najpłynniej będzie posługiwał się językiem francuskim, chociaż całą twórczość pisał po angielsku. 
        Opisując społeczeństwo lwowskie i panujące tu stosunki społeczne, Apollo Korzeniowski nie powstrzymuje się od ironicznego określenia Królestwo Głodomerii i Golicji (nawiązując w ten sposób do oficjalnej nazwy Królestwa Galicji i Lodomerii. Jeszcze w połowie 1868 r. Apollo przebywa w Przemyślu i Kruhelu Wielkim, a następnie wyjeżdża do Topolnicy - miejscowości uzdrowiskowej w powicie samborskim, gdzie leczy się na gruźlicę. Głównym zabiegiem leczniczym okazuje się picie żętcy. Do Lwowa powraca w październiku zamieszkując tym razem na ul. Szerokiej. Boże Narodzenie 1868 r. ojciec i syn spędzają jeszcze we Lwowie, lecz już w lutym następnego roku przenoszą się do Krakowa. Tam zaś jedenastoletni Konrad zostaje sierotą, gdy jego ojciec Apollo Korzeniowski, wielki patriota, działacz polityczny, pisarz i zesłaniec, umiera na gruźlicę 23 maja 1869 r. Odtąd opiekę nad Konradem przejmują krewni z rodziny Bobrowskich, a szczególnie brat Ew, Tadeusz Bobrowski, który będzie kierował edukacją Konrada, wspierając i finansując jego plany zostania marynarzem. 
        Początkowo po śmierci ojca Konrad pozostaje w Krakowie, ale wkrótce wuj Tadeusz umieszcza go w gimnazjum we Lwowie. Następuje tutaj niespełna dwuletni (1873-74) drugi pobyt w tym mieście, niestety, nie ma żadnych informacji na temat życia Konrada w tym czasie. Gdy w 1874 r. Konrad udaje się o Marsylii, opuszcza rodzinne ukraińskie strony właściwie już na zawsze. Po wielu latach w 1890 r.  odwiedził jeszcze wuja Tadeusza Bobrowskiego w jego majątku w Kazimierówce.  
        Joseph Conrad nie wrócił już na wołyńskie i podolskie szlaki swojej rodziny, choć tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej w 1914 r. odwiedził Zakopane,  a później to już jego odwiedzano w Anglii. 

11 cze 2022

Dociekliwość i wrażliwość

       Przed spotkaniem w Bibliotece Publicznej w Dąbrowicy miałam tremę.  Przez ponad miesiąc szukałyśmy z panią Lucyną Bielak dogodnego terminu, w którym mogłabym poznać młodych czytelników i wspólnie z nimi rozkoszować się poetyckim słowem. Udało się to 9 czerwca i do tej pory nie mogę wyjść z podziwu dla młodzieży ze Szkoły Podstawowej w Dąbrowicy, którzy byli obecni na spotkaniu. Nie dość, że zaprezentowali swoje interpretacje moich wierszy, to jeszcze zadawali bardzo ciekawe i dociekliwe pytania. 
      Mimo młodego wieku słuchacze wybrali do przeczytania wiersze wcale nie najłatwiejsze. Przygotowali się do wystąpień rewelacyjnie, nadając utworom rysy własnej osobowości. Potwierdziło się to, co często powtarzam, że słuchając własnych utworów w cudzym wykonaniu, bywam zaskoczona, że można z nich wydobyć wiele ukrytych niuansów.  Wiersze zabrzmiały jak zupełnie nowe nieznane mi utwory. Wspaniale jest posłuchać jak ożywcze bywają odczytania czytelników.  Cieszę się, że uczniowie ze Szkoły Podstawowej w Dąbrowicy tak dojrzale potrafią obcować z poetyckim słowem. Do tego stopnia okazali swoją dojrzałość, że w zasadzie jedyny wiersz, który pisałam z myślą o dziecięcym czytelniku, "tajemnicę pana Kleksa" przeczytałam zebranym sama. Na szczęście pana Kleksa wszyscy znają i wciąż o nim w szkole czytają. 
       Słuchanie wierszy, z których nawet kilka zostało pięknie kaligraficznie przepisanych i umieszczonych na pamiątkowej tablicy,  było czystą przyjemnością.  Trudniejszy egzamin dla mnie nastąpił w drugiej części spotkania, gdy doszło do zadawania pytań. Przyznam, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak dociekliwymi słuchaczami. Pytania dotyczyły inspiracji poetyckich, osobistych poetyckich i czytelniczych wyborów,  nawet  moich zainteresowań filmowych. Niektórzy chcieli konkretnie wiedzieć czy czytałam np. o Ani z Zielonego Wzgórza. Oczywiście, że czytałam. Ze strony starszej grupy padło pytanie, czy spotkałam się z krytyką swoich wierszy. Odważne i bardzo ważne pytanie, bo zmusza mnie do głębszego zastanowienia się nad tym, jak moja twórczość jest odbierana przez czytelników.  Padły też pytania o pierwszy wydrukowany wiersz, a także o ostatni, jaki napisałam oraz kogo najbardziej lubię i cenię spośród innych poetów. Szeroki zestaw pytań świadczy o szerokich horyzontach ich autorów, czego wszystkim obecnym na spotkaniu gratuluję. 
      Czas spotkania szybko minął, zbliżał się koniec, a tu jeszcze wyciągały się ręce osób chcących zadawać pytania. Wspaniale jest widzieć takie zainteresowanie i  brać udział w tak dynamicznej rozmowie, co przełożyło się na sporą kolejkę po autografy. Na żadnym wcześniej spotkaniu nie złożyłam tylu autografów! Dziękuję pięknie pani Lucynie Bielak, pomysłodawczyni i organizatorce spotkania oraz wspaniałym młodym czytelnikom i słuchaczom ze Szkoły Podstawowej w Dąbrowicy. 











Wszystkie zdjęcia wykonała Lucyna Bielak



15 maj 2022

Co nam zostało z romantyzmu?

     2022 - Rok Romantyzmu Polskiego. Dwieście lat temu romantyczna literatura znalazła swój pełnowymiarowy literacki wyraz w "Balladach i romansach" Adama Mickiewicza. A to był zaledwie początek. Wkrótce następne utwory wyniosły Mickiewicza na pozycję wieszcza, a kolejni twórcy musieli się mierzyć z jego oddziaływaniem. Podziwiali i kontestowali. 
      Z okazji Roku Romantyzmu Polskiego w Bibliotece Pedagogicznej w Biłgoraju o tym, co pozostało dzisiaj z romantyzmu dyskutowali poeci: Ewa Bordzań, Piotr Kupczak, Piotr Sawczuk i ja. Zaocznie, poprzez przesłane refleksje i wiersze uczestniczyła Halina Olszewska. Spotkanie prowadził Piotr Polowy, inaugurując dyskusję pytaniem o pierwsze spotkanie każdego z nas z romantyzmem. 
     Uczciwie przyznam,  że nie pamiętam. Z racji wykonywanego zawodu mam za to z romantyzmem do czynienia na co dzień. Tak bardzo na co dzień, że aby odpowiedzieć na pytanie kolejne o to, co z tamtej epoki pozostało do dzisiaj i czy znajdujemy postawy romantyczne  w poezji współczesnej, trzeba się porządni zastanowić.  Zależy bowiem, jak zdefiniujemy sam romantyzm. Już Norwid pisał, że z jednej strony był on reakcja na klasycyzm, a z drugiej, ze swojej perspektywy uważał tę epokę za zamkniętą. Jej kontynuowanie, podtrzymywanie romantycznych mitów i idei "grozi epigonizmem". "Norwid nie dopuszczał możliwości pogrobowego panowania wielkich poetów romantycznych" - pisała Zofia Trojanowiczowa. W takim razie i dzisiaj ich panowanie nad współczesnymi formami poetyckiej ekspresji nie powinno w ogóle się pojawiać, a już tym bardziej dominować. Nie można dziś napisać wiersza romantycznego. Można napisać parodię, pastisz.
      Jeżeli literaturę w ogóle traktować jako rodzaj samowiedzy narodu - jak to rozumiał Norwid - to romantyzm byłby też pewnym określonym sposobem  docierania do tej samowiedzy, sposobem odkrywania prawdy o narodzie. Być może romantyzm dzisiejszy to nie forma poetycka, nie emocjonalność, lecz np. sposób odbierania poety przez społeczeństwo, traktowanie go albo jako wariata, albo jako geniusza, półboga, jak traktowano samego Mickiewicza. W takim razie o ile takie postawy dzisiaj funkcjonują, w co jednak wątpię, romantyzm byłby cechą społeczeństwa, a nie samego poety. Ostatecznie Norwid dochodzi przecież do wniosku, że co prawda Mickiewicza wszyscy czytają, ale nikt go nie rozumie. Jest łatwy w odbiorze, dlatego trafia "pod strzechy", dziś powiedzielibyśmy do masowego odbiorcy. Trafia w gust powszechny, spełnia oczekiwania, czego ilustracją może być anegdota o zecerze, który składając do druku wers z "Pana Tadeusza": "Zrazu cię zapał porywa. A potem - smutki" zamienił na: "Zrazów cię zapach porywa, a potem - wódki".
      W ocenie romantyzmu, w tym największego wieszcza Adama, łatwo popaść w banalizację i trywialność. Łatwo za romantyczne uznać to, co nam osobiście odpowiada: porywy serca, emocjonalizm, balladowość, ludową prostotę. Czy jednak nasze osobiste upodobania są miarodajnym kryterium? Emocjonalność, patriotyzm, doświadczenie samotności, skrajny subiektywizm nie są wyznacznikami tylko postawy romantycznej.  Gdyby szukać czegoś, co rzeczywiście silnie kształtuje postawę romantyczną, byłoby przezwyciężanie materii przez ducha. Ducha różnie rozumianego: ducha narodu, ducha człowieka, ducha artysty, ducha sztuki, ducha ludu czy ducha historii. Od Mickiewicza po Norwida obecny jest wątek duchowego zmagania się z ograniczeniami świata materii, rzeczy, przyziemności. Ostatecznie nawet Norwid, nazywany przez Stefanowską "pisarzem wieku kupieckiego i przemysłowego", pisząc o najbardziej powszechnej ludzkiej czynności, jaką jest praca, wszelka praca, uważał, że pozwala ona człowiekowi uczestniczyć w obu porządkach istnienia: ziemskim i boskim.
      Praca jaka łącznik między materialnym i metafizycznym jako wyznacznik romantycznej postawy. A zatem romantykami są i dzisiaj wszyscy ci poeci, którzy poprzez twórczość kierują człowieka, jego uwagę, na duchowy wymiar życia. Czyli niemal wszyscy. 
      Gdyby zestawić niektóre fragmenty poetów romantycznych i współczesnych, niełatwo byłoby właściwie przypisać je do epoki. Pisał bowiem Norwid:

Jak niewiele jest ludzi i jak nie ma prawie
Pragnących się objawić! - Przechodzą - przechodzą -
Odpychają się, tańcząc ze sobą lub w zabawie
Poufnej, kłamią płynnie, serdecznie się zwodzą:
Ni współcześni, ni bliscy, ani sobie znani,
Ręce imając, śliniąc się szczelnym uściskiem
                            (Kółko)

Anna Pogonowska zaś tak:

Wszechświat zdobyczą naszą - to ciało
Co będzie niby my stygło - 
Prujmy przestrzenie, zwijajmy czas, 
A zawsze prochem będzie proch nasz.

Nie da się nie zauważyć, że na szerszy horyzont, poza granice świata dostrzegalnego, pozwoliła sobie poetka XX-wieczna, gdy Norwid dał gorzką diagnozę XIX-wiecznych kabotynów. No cóż, nie ma chyba jednoznacznego wyróżnika romantyczności.  Aczkolwiek to dzięki romantyzmowi dzisiaj poeci prowincjonalni nie mają, nie powinni mieć żadnych kompleksów, że nie urodzili się i nie działają w stolicy. Romantyzm cały powstał i rozwijał się na prowincji, na Kresach, w oddaleniu od centrów. I tego się trzymajmy także dziś. 
                   

Biblioteka Pedagogiczna w Zamościu. Filia w Biłgoraju. Romantyczność. Potyczki poetów. 12 maja 2022 r. Godz. 16:00.
      

12 maj 2022

co zdarzyło się w Buczy

nad Buczą w mieście gdzie w majątku dziadków 
młody Bułhakow rwał jabłka w sadzie 
śmierć zamieszkała przez trzydzieści dni i nocy 
ulice puste przestrzelone na wylot 
obok zatrzymanego roweru ciało z dłońmi na kierownicy 
rowerzysta wciąż jechał wzdłuż ulicy 
do domu? do sąsiada? do sklepu? gdy nadeszła śmierć 
inni nie zdążyli dobiec do chodnika 
zatrzymani w biegu na brzegu szosy 
jeszcze krok do bramy na podwórko do piwnicy 
nie zdążyli wśród desek i potrzaskanych cegieł 
podcięci strzałem ogłuszeni świstem 
chłopak z głową na krawężniku jak na poduszce 
śni mu się wielka łąka pełna kwiatów 
albo miasto tętnice śmiechem dzieci 
jeszcze niedawno na brzegu jaru pod skarpą ukryci 
przed wzrokiem ciekawskich spotykali się zakochani 
teraz z piasku do połowy zagrzebani 
w niebo zamordowani patrzą ślepymi twarzami 
matka ojciec i dzieci na rodzinnym spotkaniu 
na zawsze tutaj zostali 
z gryzącymi ziarnami piasku pod powiekami


Publikacja w Listach z Daleka, nr 134, kwiecień - maj 2022.

23 kwi 2022

Kresowe wątki w poezji Polkowskiego

     Czytając tomik Jana Polkowskiego "Gorzka godzina",  przyznać trzeba, wszechstronnie rozgałęziony tematycznie, wątkowo, a z innej strony hermetycznie uniwersalny, bogaty skojarzeniowo i erudycyjny, natrafiłam na wiersz z wieloma odniesieniami kresowymi, nawet szerzej, bo stepowo-azjatycko-uralskimi. Zaskakujące u poety pochodzącego ze Śląska. I chociaż Stanisław Barańczak wyodrębniając trzy wymiary poezji Polkowskiego, jako drugi wskazał temat Wschodniej Europy i jej dwudziestowiecznej historii, idea obecności kulturowej Kresów nie jest w niej jakoś szczególnie obecna. Można powiedzieć, że poetyckie spojrzenie Polkowskiego jest spojrzeniem z dużej wysokości, obejmującym szerokie obszary kuli ziemskiej, co nie przeszkadza jednakże przywoływać obrazów konkretnych i sensualistycznie doświadczanych. Wiodącym jednakże problemem jego poezji są zagadnienia moralne, a w "Gorzkiej godzinie" zostały one wielokrotnie wpisane w zagadnienia języka i słowa. Dewaluacja języka jest synonimem upadku wartości, zwłaszcza gdy w erozji międzyludzkich relacji słowa tracą swoją wartość jako nośnik emocji: "Możesz [...] /samotnie czcić spalone słowa?"
     W wierszu bez tytułu, nazwijmy go umownie "kresowym",  pojawia się cały wachlarz symbolicznych miejsc i toposów: Ural, Łubianka, litewskie lasy, nieczytana Prawda, obozowe druty, których czytelność jest oczywista dla kogoś, kto zna polską historię i literaturę. Kryptocytaty z Baczyńskiego ("słyszę śpiew i rżenie koni"), Norwida ("Cóż powiedzieć Ci mogę późny wnuku") odsyłają czytelnika do indywidualnej historiozofii poetyckiej wielkich poprzedników, których Jan Polkowski w sposób naturalny staje się kontynuatorem. Wiersz bowiem zaczyna się od wspomnienia przodków od wschodnich rubieży po londyńskie deszcze i mgły: 

Moi przodkowie moczą nogi w obłokach Kazachstanu
w cerkwi Uralu liczą wrzody odmawiając różaniec
w imperium londyńskiego deszczu gniją ich włosy i sny
w zakolu Wilii patrzą jak spławik zanurza się w pamięć
z bochnem domu piosnkami i wszystkim co było

Losem człowieka jest bowiem wygnanie, wieczna tułaczka powtarzana w każdym kolejnym pokoleniu. Dlatego ważna jest pamięć i wierność, chociaż "groby dziadów nie jest łatwo znaleźć". Bohater wiersza jest nomadą, wiecznym wędrowcem z ruchomym domem za pazuchą:

Bo zbyt krótkie są dni krótkie noce lata i godziny
krótki krok krótki równik zbyt zawiła mleczna droga
bym Ci we krwi wyrył czuły szyfr
i do niego klucz wręczył
szlachetny niestety

Myślałem że wybieram lecz tylko uległem
Na początku początków wybrał mnie psalm matki
jej śpiewu dom ruchomy wsunął mi za pazuchę
przeznaczenia węzeł
wieczny wiatr


Jan Polkowski: Gorzka godzina. Wydawnictwo Sic! Warszawa 2015.

16 kwi 2022

zaczyna się wiosna - haiku

wiosenne ścieżki
przez kałuże przeskakujemy
pies i ja


ziołowy ogród
na każdej ścieżce
inny zapach


wyroki losu
entliczek pentliczek
szczęśliwy traf


długi spacer
z otwartego okna dźwięki
czterech pór roku



6 kwi 2022

Z Kijowa do literatury

           Ukraińska szkoła literacka to przede wszystkim romantyzm, ale nie tylko w wieku XIX Kresy rodziły wielkich pisarzy, pomniejszych literatów i ludzi pióra związanych niejednokrotnie z innymi zawodami. Do mniej znanych twórców wywodzących się z Kijowszczyzny należy Aleksander Groza, urodzony w 1807 r. w Zahraniczach (Zakrenicze), obecnie w obwodzie winnickim, zmarł w 1875 r. w Chałaimgródku (Horodkówka) w obwodzie żytomierskim. Po ukończeniu studiów w Wilnie powrócił na Ukrainę, gdzie osiadł w odziedziczonym majątku, lecz jego pasją i głównym zajęciem stała się literatura. Pisał wiersze, poematy, dumki ludowe w stylu ukraińskim, dramaty. Opublikował też "Mozaikę kontraktową - pamiętnik z roku 1851".  W Berdyczowie pracował jako nauczyciel i opracowywał elementarze, które publikowało założone przez niego Stowarzyszenie Księgarsko-Wydawnicze. Najsłynniejszym chyba utworem Grozy jest "Starosta kaniowski", powieść poetycka opowiadająca o zbrodniach Mikołaja Potockiego, którego mroczna postać inspirowała wielu autorów, w tym Seweryna Goszczyńskiego, autora "Zamku kaniowskiego". 
             Zebrane w dwutomowym wydaniu  z 1843 r. "Poezye Aleksandra Grozy" obok owej najsłynniejszej opowieści grozy zawierają liczne wiersze nawiązujące do ukraińskiej, stepowo-kozackiej kultury ludowej, dumki i pieśni. Typowe ludowe piosenki przedstawiają dole i niedole, także miłosne,  wiejskich bohaterów na tle przyrody:

Pszczółka na zawsze opuszcza kalinę,
Chłopiec na zawsze opuszcza dziewczynę.

I w ostatniej zwrotce:

Burza porwała uwiędłą kalinę,
A śmierć porwała uwiędłą dziewczynę. 

Bohaterami wielu dumek, ballad i opowieści są stali mieszkańcy całej romantycznej literatury kresowej: Kozak, Zaporożec, Tatarzyn, Kniaź Rusin. Podobnie jak w balladach Mickiewicza pod tytułami utworów pojawiają się adnotacje: z pieśni gminnej, duma (dumka), z podań ukraińskich. Autor określa nawet miejsce wydarzeń w krótkich wprowadzeniach, np. W guberni Kijowskiej, w powiecie Lipowieckim, przy drodze idącej z Ilina do Daszowa, leży mogiła zwana Soroka, a lubo do połowy rozkopana, jest jednak jedną z najwyższych mogił na Ukrainie".  Poetycki tekst inspirowany miejscowymi legendami i podaniami zostaje mocno osadzony w topografii, mimo typowych dla tej poezji stałych akcesoriów, takich jak: tętent koni po stepie,  stepowe kobierce trawy, kurhany, atamański buńczuk, lotne czajki płynące do morza, tatarska dzicz. Podobnie jak w cytowanej wyżej ludowej pieśni, dumki mają tragiczne zakończenie:

Na tłumie trupów w kupę zwalonych,
Na tumie trupów zbitych, sieczonych, 
Leży oparty martwy Soroka,
Pierś jego - jedna rana głęboka (...)

               Mimo upływu stu lat z górą podobne obrazy, choć innym już stylem, innym językiem napisane, znajdujemy w twórczości kijowianki Ireny Bączkowskiej, ur. w 1902 r. Pisarka wraz z rodziną mieszkała na Ukrainie do 1920 r., następnie przeprowadziła się o Polski, a po wybuchu II wojny światowej wyemigrowała najpierw do Francji, później do Anglii, gdzie zmarła w Londynie w 2006 r. Jej powieść "Wróble noce" wydana w Londynie w 1963 r. przypomina tamte kresowe lata, czasy jeszcze przedwojennej kresowej ojczyzny. Bohaterami są ludzie mieszkający w małych ukraińskich, podkijowskich miejscowości, Polacy, Żydzi, Ukraińcy, których losy się splatają lub rozwijają równolegle. Nowe londyńskie wydanie powieści z 2005 r. nosi tytuł "Letnie noce" i chyba straciło nieco ze swego poetyckiego polotu. Niemniej obrazy dawnego życia na Ukrainie nadal wzbudzają nostalgię:

Wieki my tu już siedzimy, rżną nas, od czasu do czasu, palą, grabią, w jasyr gonią, uciekamy, po lasach się chowamy , wyjeżdżamy do Polski, znów wracamy, i tak trwa już parę wieków ... 
          

27 mar 2022

Stepowy klasycyzm Łobodowskiego

   Nie tylko w poezji Małaniuka, jak zostało napisane w poprzednim poście, znajdujemy nawiązania do antycznego zasobu klasycznych toposów i archetypów. Odmienne rozumienie i wykorzystanie antycznej tradycji występuje  w twórczości Józefa Łobodowskiego, dla którego każdy poeta jest kontynuatorem i następcą Homera. 

"Tobie śpiewam, o, Ukraino, ciebie pochwalam
W pieśniach, co szumią urocznie, morskim podobne falom"

       Poezja rozumiana jako pieśń, wywodzi się z antycznej meliki, toteż i wędrowni śpiewacy, lirnicy są spadkobiercami Homerowej tradycji. Ukraina w poezji Łobodowskiego jest przestrzenią muzyczną:

"jeszcze dziewka spóźniona przebiegnie, stepowa Gracja:
czym wtedy jesteś? - Melodią".

 Wędrówka po niezmierzonych obszarach stepu przypomina błąkanie się Orfeusza w drodze do piekła: 

"Tak ja dziś wracam pieśnią ku siwym porohom,
w sęki trumien zbutwiałych strwożony uderzam".

     Katastroficzne pejzaże nasycone apokaliptycznym obrazowaniem w naturalny i logiczny sposób łączą się z epicką pieśnią bohaterską, mając za wzór "bolesny lament,/ ten niespokojny i rytmem krwi wykołysany heksametr".  Wiersze wydane w tomiku z 1932 r. "W przeddzień" jakże profetycznie zapowiadają nadciągającą wojenną katastrofę, a dzisiaj, po dziewięćdziesięciu latach znowu okazują się prorocze, a niektóre wręcz można by czytać jak napisane w ciągu ostatniego miesiąca. W antycypacyjnej strofie poeta przewiduje przyszły los swoich wierszy:

"Ale tym Ukraino, me serdeczne karty,
co chciały być odezwą i uniwersałem, 
a ulatują z wiatrem, jak gołębie białe,
jeszcze kiedyś w szczęśliwszych dniach przyszłości twojej
odczytasz, jak się czyta modlitwę przed bojem".







6 mar 2022

Stepowa Hellada

     Na ogół pierwsze skojarzenia z Ukrainą to step, kurhany, kozaczyzna i hajdamaczyzna. Step, zwłaszcza romantyczny, utrwalony w twórczości Malczewskiego, Goszczyńskiego, Zaleskiego, Słowackiego i innych, to kraina na poły mityczna, troch z przeszłości, a trochę ze snu i wizji. Wołając: "Ej! Ty na szybkim koniu gdzie pędzisz, kozacze", raczej nie przyszłoby nam do głowy, że pędzi on do Hellady. 
      Jeden z najwybitniejszych dwudziestowiecznych poetów ukraińskich, Jewhen Małaniuk (1897 - 1968), pochodził z Chersońszczyzny nad Dnieprem, u ujścia rzeki do Morza Czarnego. Skomplikowane losy życia sprawiły, że czas II wojny światowej spędził w Polsce, walczył w obronie Warszawy, a po wojnie w 1949 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie spędził resztę życia. "Hellada Stepowa" to zbiór wierszy Małaniuka wydany w  Polsce w1936 r. w tłumaczeniu Jastrzębca-Kozłowskiego. Tytułową Helladą jest dla poety Ukraina, której obszar jest rzeczywistym miejscem ścierania się wpływów kultury Wschodu i Zachodu. Hellenizm Ukrainy widział Małaniuk jako najbardziej pierwotny jej charakter, czego potwierdzeniem była jego chersońska ojczyzna pełna greckich pozostałości, potwierdzonych przez wykopaliska  archeologiczne. Przeciwieństwem klasycznej helleńskiej kultury, określanej przez ideę harmonii, był chaos dzikiego stepu i barbarzyńcy ze wschodu: "Step pogrąża się cały w przedwiecznym chaosie".
      Z drugiej strony stepowa Ukraina stanowi dla poety jedność tradycji helleńskiej, stepowej przestrzeni i sadu nasyconego wielowymiarową symboliką:

Powieje z Pontu wiatr. A wtedy westchnie głośniej
Budząc się Scytów step i burzan znów na wietrze
Zielonym morzem krzów ogromny step porośnie
I potoczą się fale zielone

      Wiersze Jewhena Małaniuka drukowane były w Polsce od początku lat trzydziestych XX wieku. Kontakty zawiązane w Warszawie ze środowiskiem literackim zaowocowały przekładami i wzajemnymi inspiracjami. Tłumaczyli go Józef Czechowicz, Andrzej Jaworski, Julian Tuwim, wspomniany wyżej Jastrzębiec-Kozłowski i inni. Małaniuka zresztą z Tuwimem łączyła bliższa przyjaźń, wysoko cenił jego twórczość i artyzm, poświęcił mu wiersz "Ars poetica".  Z kolei Tuwim zamieścił na łamach Wiadomości Literackich tłumaczenie wiersza Małaniuka "Warszawa":

(fragm.)
Wpatrujesz się chmurnie, spiżowo,
Ponad piętra i ludzi, i twarze, 
Grzmi pod tobą, dygocąc miarowo, 
Stolica w burzliwym rozgwarze. 

W dali mewy wiślane krzyczą, 
Fala brzegi piaszczyste liże, 
Czarne miasto twoje, Mickiewiczu, 
Eurazyjskim jest dla mnie Paryżem. 

Szumią głuche preludia jesieni, 
Dyryguje Chopin Listopadem, 
Ludzie tutaj - tacy spóźnieni, 
Władza tutaj z legendarnym czadem. 

W mgłach wyspiańskich Belweder, owiany 
 Petersburskim tumanem mrocznym. 
W sennych oknach - czy to płomień, czy plamy? 
Szare widmo - uroczyste czy uroczne? 
(.................)

        Związki z Polską, z polską literaturą okazały się trwalsze, ponieważ po wyjeździe na stałe na emigrację, pierwszym i jedynym miejscem, gdzie Jewhen Malaniuk mógł publikować, była paryska Kultura pod redakcją Giedroycia. Już w numerze 8. (1948)  ukazał się wiersz „To nie w Judei... To nad Ukrainą...” w przekładzie Józefa Łobodowskiego

To nie w Judei... To nad Ukrainą 
 proroka głos w struchlałej 
 grzmiał przestrzeni 
 i rudy dym nad stepem snuł się sinym 
 i dzwon alarmu strachem serca mamił,

a rok później, w numerze 15. esej "Naród w wędrówce", napisany zresztą przez autora po polsku.