31 paź 2022

Z różnych stron do Lwowa

     W okresie międzywojennym we Lwowie działało kilka mniej lub bardziej formalnych grup poetyckich.  Najczęściej skupiały się wokół organów prasowych, w których można było publikować wiersze. Nie były to jednak jakieś długotrwałe grupy, a ich skład często ulegał przeróżnym fluktuacjom. Ostatecznie bowiem środowisko literatów nie było bardzo liczne i wszyscy doskonale się znali, z czego wynikały i wspólne przedsięwzięcia czy też ostre polemiki. 
       Przegląd grup, środowisk i twórczości zawiera antologia poezji międzywojennego Lwowa "Galicja w krainie czarów" w pracowaniu Katarzyny Sadkowskiej. Wśród trzydziestu sześciu autorów znajdziemy nazwiska bardziej znane, jak  Maryla Wolska, Beata Obertyńska, Bruno Jasieński, Józef Wittlin, Marian Hemar, Stanisław Jerzy Lec oraz mniej znanych, jak Karol Dresdner, Henryk Balk, Anda Eker, Jerzy Hordyński czy Leonard Hanin. Ten ostatni zresztą to rodzony starszy brat znanej aktorki Ryszardy Hanin. 
        Śledząc losy poszczególnych twórców można zauważyć, że obok tych, którzy urodzili się we Lwowie lub pochodzili z jego okolic, sporą grupę stanowili poeci z terenów bardziej na zachód, z Podkarpacia, skąd edukacja, praca zawodowa lub inne przyczyny zaprowadziły ich do dawnej stolicy Królestwa Galicji  i Lodomerii. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Lwów nie był już tak prężnym ośrodkiem administracyjnym i kulturalnym, jak w poprzednim stuleciu, a Tadeusz Hollender, jedne z bardziej aktywnych ówczesnych poetów opisywał miasto jako "skrzyżowanie Południa ze Wschodem, zarażone wiedeńską Europą", którego największą wartością nie jest bynajmniej środowisko kulturalno-literackie, a lwowska szkoła matematyczna.
       Niemniej we Lwowie skrzyżowały się twórcze drogi urodzonego w Buczaczu Stanisława Rossowskiego, pochodzącego ze Streptowa Zbigniewa Paygerta czy przybyłego z Podola Stanisława Pomera. Natomiast podkarpackie korzenie wśród lwowskich poetów mieli: wspomniany wyżej Tadeusz Hollender pochodzący z Leżajska,  urodzony w Łańcucie Zdzisław Kunstman, urodzony w Nisku Mieczysław Żuławski. Z Krakowa na studia w Lwowie przybyli Włodzimierz Lewik i Aleksander Baumgardten. 
        Jedną z ciekawszych lwowskich grup poetyckich byli Rybałci, którzy swą nazwę zapożyczyli z powieści Wacława Berenta "Żywe kamienie". Początkowo hasła grupy oscylowały wokół podobnych u Skamandrytów idei radości życia, dystansowania się wobec polityki, a zarazem miłości do ojczyzny, czego dali dowód postawą, gdy pod 1939 r. żaden z członków tej grupy nie podjął współpracy z sowiecką komunistyczną prasą i nie zapisał się do Sowieckiego Związku Pisarzy. Twórczość Rybałtów ujawnia też refleksje metafizyczne, poczucie osamotnienia, kryzysu kulturowego a także obrazy miasta nawet w przejawach jego brzydoty.  
       Do Rybałtów należeli między innymi Emil Tenenbaum (z zawodu farmaceuta), Zdzisław Kunstman, Mirosłw Żuławski czy Aleksander Baumgardten. Zbliżoną ideowo grupą byli Sygnaliści, do której należał Tadeusz Hollender, jedna z bardziej aktywnych pisarzy lwowskiego środowiska. Lwów miał także swoich "poetów przeklętych", zmarłego na gruźlicę w wieku dwudziestu pięciu lat Jana Zahradnika czy nazywanego bardem Lwowa Henryka Zbierzchowskiego, niemal ostatniego przedstawiciela młodopolskiej cyganerii artystycznej. Zgodnie z nimbem artystycznej sławy pisał wiersze na poczekaniu, siedząc w literackiej knajpie Atlas, a wśród jego utworów znajduje się i taki fragment:
Być, albo nie być, Hamleta to rzecz,
Naszą dewizą jest pić!

        Klasyczne wojenne i powojenne losy stały się udziałem rówieśnika pokolenia Kolumbów, Jerzego Hordyńskiego. Jerzy Witold Maria Antonowicz Hordyński urodził się w 1919 r. w Jarosławiu jako syn hrabiego Hordyńskiego i Heleny ze Steinbachów. Studiował prawo i polonistykę u Juliusza Kleinera na Uniwersytecie Jana Kazimierza, a po wojnie kontynuował je na Uniwersytecie Jagiellońskim i na Sorbonie. Zadebiutował jeszcze jako uczeń, ale za właściwy debiut uznawał swoje wystąpienie na wieczorze Młodej Poezji Lwowskiej w maju 1939 r.  Po wybuchu wojny publikował w prasie podziemnej, a na podziemnym uniwersytecie rozpoczął studia orientalistyczne. Walczył w Armii Krajowej, za co był więziony w latach 1945 - 1948 w Donbasie. Po zwolnieniu i powrocie do Polski przez jakiś czas mieszkał w Krakowie, następnie wyjechał za granicę, mieszkał w Wiedniu, Paryżu, ostatecznie zaś osiadł w  Rzymie.  Po latach tak wspominał miasto swojej młodości: ... to miasto zawsze we mnie było. [...] ... cała moja młodość literacka, to, co mnie uformowało jako człowieka, było związane ze Lwowem. To było miasto o bardzo specyficznym charakterze. Dopiero gdy się poznaje inne miasta, to wtedy docenia się w pełni Lwów. To nie jest zachwyt nad słynnym dialektem lwowskim, nad dowcipami w tylu Szczepcia i Tońcia, nawet nie nad pejzażem i nie ad architekturą [...] Ale nad wspaniałym jednolitym klimatem ludzkim

      Dwudziestoletni Hordyński uwiecznił w wierszach z początku wojny cały dramat wojennego pokolenia, mieszkańców, miasta i ginącego świata.

Fragment epopei (fragm.)

Czas prószył nas popiołem i szliśmy jak starcy
Ulica całowała nasze chore nogi
Każdy z ans był rycerzem bez zbroi i tarczy
I choć szliśmy nie było dla stóp naszych drogi.

Nie liczyliśmy godzin, choć czas nam wydzwaniał
Przemijanie powolne i nieubłagane
Ciężkie są słowa skrzepłe - niewypowiedziane
Cięższa śmierć bez nadziei, skon bez zmartwychwstania.
(...)



Wersja nieco skrócona i zmieniona opublikowana w "Listach z Daleka", nr 137, listopad - grudzień 2022 r. 

16 paź 2022

Walka z absurdalnymi przecinkami

     Przecinek nie jest sprawą marginalną; przecinek jest wyznacznikiem składni i... logiki. Sto lat temu Tadeusz Żeleński Boy tak się zżymał na pewien tekst w prasie:

      "W ustępie, który wylicza kochanków księżnej Radziwiłłowej, czytamy: "Kolejno względami jej cieszyli się między innymi car Aleksander, Orłow, Czernyszew, piękny jak młody bóg pogański, Artur Potocki, wreszcie głośny z sukcesów miłosnych adiutant". Zapytuję, jak przy tym sposobie przecinkowania zgadnąć, k t o   b y ł  p i ę k n y  j a k  m ł o d y  b ó g  p o g a ń s k i: Czernyszew czy Artur Potocki?"

Przyznaję, że ja też tego nie wiem. 

8 paź 2022

wreszcie złota polska jesień

babie lato
pajęczynowe mosty
nad ścieżką


kwietna ściana
uczepione płotu
nasturcje


trzask pod butem
pośród włoskich orzechów
nie ma gdzie stanąć


parapet w słońcu
nabierają mocy
soki w słojach

1 paź 2022

na progu jesieni

w alejach drzewa płoną wielobarwnym ogniem jeszcze
na parapecie w pękatych słojach przekwita lato
gdy moja kuchnia nabrzmiewa malinową herbatą
a na progu jesieni dni otulają się deszczem

w coraz dłuższych wieczorach zaprzyjaźniam się z Boyem
podpatruję listy sekretne pisane nie do mnie 
anegdot czar i wyznań obietnice wiarołomne
lekkość dowcipu kiedy słowa łączą serc dwoje 

18 wrz 2022

ab solutus

wolny od więzów i przyzwyczajeń
od niczego nie zależy a istnieje
nosi własną przyczynę i uzasadnienie bycia
tu i teraz
zawsze
gdzieś poza nami
i głęboko w nas
obcy światu zajmuje cały kosmos
którego środek jest wszędzie
jak mawiał Mikołaj z Kuzy
istnieje dziś 
bo tylko tyle 
możemy objąć myślą
jako istoty przypadkowe
z wnętrza Układu Słonecznego
jutro nas nie będzie

10 wrz 2022

Po jednym zdaniu o polskich noblistach

     Życie znanych postaci zawsze stanowi pożywkę dla dociekliwych. O polskich laureatach Nagrody Nobla również napisano już wiele książek. Może nawet tak wiele, że nie da się ich wszystkich przeczytać. W nadmiarze szczegółów odgrzebanych, wyświetlonych i prześwietlonych życiorysach można się zgubić. Wiele też z rzekomych skandali związanych z ich osobami z czasem stało się wiedzą powszechną, a często były znane od lat, tylko nie zawsze o nich pisano.  Może więc dla odmiany warto zrobić coś na przekór: zamiast encyklopedycznie odtwarzać  ich życie dzień po dniu zamknąć biografię każdego w jednym zdaniu, jednym wybranym szczególe, jednym wydarzeniu. Wielkie osobowości mają to do siebie, że widoczne są nawet w na pozór drobnym szczególe. 

1. Maria Skłodowska-Curie i Piotr Curie w podróż poślubna udali się na rowerową przejażdżkę po Francji. Dwa rowery były ich pierwszym wspólnym małżeńskim zakupem.

2. Henryk Sienkiewicz pisywał do wielu redakcji o odmiennych postawach i poglądach politycznych, krytykowano go więc za merkantylizm i wyrachowanie, na co szczerze w jednym z listów napisał: "Żeby oni wiedzieli, ci, z którymi się kłócę o "Słowo", jak ja głęboko mam w dupie te wszystkie rzeczy, które oni za wielkie uważają, a z nimi - jak głęboko mam w dupie i "Słowo", i "Wiek", i "Niwę", i całą tę prasę."

3. Władysław Stanisław Reymont w początkowym okresie zdobywania literackich salonów w Warszawie mieszkał na ulicy Świętojańskiej w jednym pokoju z szewcem, krawcem i murarzem. Chcąc mieć spokój i warunki do pisania, spędzał wiele godzin w katedrze św. Jana.

4. Czesław Miłosz w pierwszym okresie po decyzji o emigracji zamieszkał w siedzibie paryskiej "Kultury", gdzie potrafił pukaniem o drugiej w nocy obudzić również tam mieszkających Zofię i Zygmunta Hertzów, żeby przeczytać im swój najnowszy wiersz akurat przed chwilą napisany.

5. Wisława Szymborska zawsze zabierała w podróże wysłużony chiński termos w żółtą kratkę; wzięła go nawet jadąc do Szwecji na uroczystość noblowską. 

6. Józef Rotblat, uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla jako współzałożyciel organizacji Pugwash działającej na rzecz rozbrojenia atomowego, podczas ceremonii wręczenia nagrody zażyczył sobie, aby zagrano Poloneza As-dur Chopina: "Chciałem w ten sposób oddać hołd mojemu pochodzeniu"- wyjaśnił.


3 wrz 2022

"Ballady i romanse" nowoczesnym wierszem pisane

       


         Romantyczna ballada ma swoje rozpoznawalne cechy budowy: regularność, przewaga zwrotki czterowersowej, rymy, prosty język, obecność dialogu. W treści każdy utwór ze zbioru "Ballad i romansów" Mickiewicza zawiera wprost wyrażony lub ukryty morał. I chociaż w momencie opublikowania było to dzieło nowatorskie, dziś nie można wyobrazić sobie niczego bardziej tradycyjnego. A jednak nawet iw tym, wydawałoby się, tradycyjnym, wierszu ukryte są niezwykłe możliwości modnej dziś w humanistyce rekonstrukcji, która pozwala spojrzeć świeżym okiem na romantyczną balladę.
       Czy można bowiem zapisać zapisać regularny wiersz sylabotoniczny stosując rygory wiersza wolnego i nie tylko nie zatracić sensu, ale wręcz go uwypuklić. Otóż można. Weźmy taki bowiem fragment z ballady Świteź:

Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
10
I zwrócisz ku wodom lice:
Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą
I dwa obaczysz księżyce.

Spróbujmy zapisać zgodnie z rozkładem akcentów przestrzennych, nie zważając na liczbę sylab, rymy i podziały składniowe:

Jeżeli nocną
przybliżysz się dobą
i zwrócisz
ku wodom lice:
gwiazdy nad
tobą i gwiazdy pod
tobą i dwa
obaczysz księżyce.

Sprawa staje się oczywista: jeżeli w nocy staniesz nad jeziorem, zarówno nad głową jak i pod nogami zobaczysz dwa księżyce, jeden na niebie, drugi odbity w wodzie.  Coś, co było pozornie poetyckim konceptem, staje się wnikliwą obserwacją zjawiska natury.  
       Polecam tę zabawę wszystkim dzisiejszym czytelnikom "Ballad i romansów" z okazji Narodowego Czytania.  Efekty mogą być zaskakujące.


24 sie 2022

Aforyzmy 22

Nie znasz dnia ani godziny, kiedy sąsiadka przyjdzie w odwiedziny. 

Podróże kształcą. Poszerzają wiedzę o dworcach i lotniskach.

Im bardziej przybywa człowiekowi lat, tym mniej potrzebuje rzeczy i gadżetów.

Troszcząc się o zwierzęta człowiek nabiera cech ludzkich.

W drodze do nieba przechodzimy przez codzienne ziemskie piekło.

Kto chętnie rozwiązuje cudze problemy, najczęściej nie umie rozwiązać własnych.

Najcenniejsze wartości nie mają ceny.

Czas jest miarą względną: tęsknota z jednego dnia rozłąki robi wieczność.

Życie jest jak jeżyna: zanim zerwiesz owoce, musisz się pokłuć o kolce.

Cudze demony zawsze wydają się łatwiejsze do okiełznania niż własne.

31 lip 2022

haiku lubelskie

na chodniku
gołąb kręci piruety
przed gołębicą


tłum gapiów
od klauna do linoskoczka
kręcą głowami


uliczny pokaz
magik zawiesza kulę
na palcu dziecka


krzyki i śmiechy
otoczony dziećmi klaun
zgubił balonik


tłum faluje
od brzegu do brzegu
na deptaku




7 lip 2022

Ukraińska biografia Josepha Conrada

      Zanim Józef Teodor Konrad Korzeniowski herbu Nałęcz został Josephem Conradem, światowej klasy pisarzem opisującym bezkresne obszary egzotycznych mórz jako dziecko i młodzieniec dorastał na ukraińskich bezkresach wołyńsko-podolskich. Ojciec Conrada, Apollo Nałęcz Korzeniowski, urodził się  Honoratce położonej w rejonie oratowskim obwodu winnickiego, na ziemiach dawniej określanych jako Podole. Matka przyszłego pisarza, Ewa z Bobrowskich pochodziła z zamożnej ziemiańskiej rodziny wołyńskiej, osiadłej w powiecie żytomierskim. Po obojgu rodzicach Józef Conrad miał pochodzenie kresowe, co znalazło też odzwierciedlenie w biografii typowej dla tysięcy polskich kresowych rodzin ziemiańskich. 
       Rodzice Conrada, Apollo i Ewa (Ewelina) pobrali się 10 maja 1856 r. w Oratowie w obwodzie winnickim, majątku rodziców Ewy Bobrowskiej. Początkowo zamieszkali w Berdyczowie i tam 3 grudnia 1857 r. urodził się Józef Teodor Konrad. Od 1859 r. Korzeniowscy zamieszkali w Żytomierzu, historycznym mieście założonym w IX w. gdzie w r. 1860 dopiero mały Józef Konrad został ochrzczony. Stąd, z Żytomierza Apollo Korzeniowski pisze lity do miesięcznika "Biblioteka Warszawska" w sprawie zamieszczenia na łamach jego tłumaczeń z literatury obcojęzycznej.  
        Kiedy na skutek antycarskiej działalności Apollo Korzeniowski 1861 r. zamieszkuje w Warszawie, Ewa Korzeniowska pisze pełne tęsknoty listy do męża, szykując się jednocześnie do opuszczenia rodzinnych stron i przeprowadzki. Wraz z małym Konradkiem przebywa czasowo to w Berdyczowie, to w Żytomierzu, to znów w  Terechowej - majątku Teofili Bobrowskiej, babci Konrada, w rejonie berdyczowskim. Stąd często w zakończeniu listów do męża pojawia się prośba: "telegrafuj do Berdyczowa".  W adresach Ewy pojawia się też Nowofastów w powiecie skwirskim, majątek Lubowidzkich, teściów Tadeusza Bobrowskiego (brata Ewy), gdzie matka Konrada spędza z synkiem kilka tygodni. 
      W liście z maja 1861 r. na końcu listu dopisuje dwa zdania do taty mały czteroletni  Konradek. Ewa Korzeniowska relacjonuje mężowi działania władz zaborczych wymierzone w polskich patriotów, aresztowania wśród znajomych i krewnych, wywózki mieszkańców, nastroje panujące w środowisku, obawy i plany ostatecznego stąd wyjazdu, gdyż powrót Apolla do Żytomierza oznaczałby jego aresztowanie.  Latem 1861 roku w społeczeństwie panują nastroje żałobne, czego wyrazem jest noszona powszechnie czarna odzież.  Ewa Korzeniowska w jednym z listów pisze, że szyła dla Konradka czarne ubranko, gdyż chociaż jest dzieckiem, sam o to prosił widząc, że dookoła wszyscy chodzą ubrani na czarno. 
       Ostatecznie Ewa Korzeniowska z małym Konradem wyjeżdżają do Apolla Korzeniowskiego do Warszawy, gdzie zamieszkują  na Nowym Świecie nr 45. Zaledwie miesiąc później, w październiku 1861 r. Apollo Korzeniowski zostaje aresztowany, a w wyniku śledztwa w maju następnego roku (1862) zostają oboje zesłani w głąb Rosji. Początkowo miejscem zesłania miał być Perm u podnóża Uralu, ale już  drodze, w Moskwie decyzja zostaje zmieniona i wszyscy troje zostają skierowani do Wołogdy. W ten sposób niespełna pięcioletni przyszły pisarz poznaje w dzieciństwie trudy życia zesłańczego tak charakterystyczne dl polskich rodzin kresowych. W styczniu 1863 r. udało się uzyskać przeniesienie rodziny bliżej rodzinnych stron i zostają skierowani do Czernihowa. Dawne ważne miasto historycznej Rusi Kijowskiej stało się miejscem śmierci Ewy Korzeniowskiej, która zmarła na gruźlicę 18 kwietnia 1865 r. nie uzyskawszy na czas zgody na leczenie w Kijowie. Niespełna ośmioletni Konrad zostaje półsierotą i sam jako dziecko zaczyna ciężko chorować, o czym z troską pisze ojciec w listach do rodziny i przyjaciół. 
         W listopadzie 1866 r. mały Konrad zostaje z babcią Teofilą wysłany na leczenie do Kijowa, a później na dalszą rekonwalescencję do rodziny w Nowofastowie. Rozstanie z ojcem trwało do 1868r. kiedy Apollo Korzeniowski uzyskał zwolnienie i zamieszkuje z synem we Lwowie na ul. Węgieł Szeroki 804. Tutaj, chcąc wysłać syna do lwowskiego gimnazjum, Apollo zaczyna go uczyć języka niemieckiego. Wcześniej bowiem, podczas lat zesłańczych uczył go już francuskiego i angielskiego. Do końca życia Joseph Conrad najpłynniej będzie posługiwał się językiem francuskim, chociaż całą twórczość pisał po angielsku. 
        Opisując społeczeństwo lwowskie i panujące tu stosunki społeczne, Apollo Korzeniowski nie powstrzymuje się od ironicznego określenia Królestwo Głodomerii i Golicji (nawiązując w ten sposób do oficjalnej nazwy Królestwa Galicji i Lodomerii. Jeszcze w połowie 1868 r. Apollo przebywa w Przemyślu i Kruhelu Wielkim, a następnie wyjeżdża do Topolnicy - miejscowości uzdrowiskowej w powicie samborskim, gdzie leczy się na gruźlicę. Głównym zabiegiem leczniczym okazuje się picie żętcy. Do Lwowa powraca w październiku zamieszkując tym razem na ul. Szerokiej. Boże Narodzenie 1868 r. ojciec i syn spędzają jeszcze we Lwowie, lecz już w lutym następnego roku przenoszą się do Krakowa. Tam zaś jedenastoletni Konrad zostaje sierotą, gdy jego ojciec Apollo Korzeniowski, wielki patriota, działacz polityczny, pisarz i zesłaniec, umiera na gruźlicę 23 maja 1869 r. Odtąd opiekę nad Konradem przejmują krewni z rodziny Bobrowskich, a szczególnie brat Ew, Tadeusz Bobrowski, który będzie kierował edukacją Konrada, wspierając i finansując jego plany zostania marynarzem. 
        Początkowo po śmierci ojca Konrad pozostaje w Krakowie, ale wkrótce wuj Tadeusz umieszcza go w gimnazjum we Lwowie. Następuje tutaj niespełna dwuletni (1873-74) drugi pobyt w tym mieście, niestety, nie ma żadnych informacji na temat życia Konrada w tym czasie. Gdy w 1874 r. Konrad udaje się o Marsylii, opuszcza rodzinne ukraińskie strony właściwie już na zawsze. Po wielu latach w 1890 r.  odwiedził jeszcze wuja Tadeusza Bobrowskiego w jego majątku w Kazimierówce.  
        Joseph Conrad nie wrócił już na wołyńskie i podolskie szlaki swojej rodziny, choć tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej w 1914 r. odwiedził Zakopane,  a później to już jego odwiedzano w Anglii.