27 kwi 2023

Dlaczego człowiek mówi?

     Co jest celem ludzkiej mowy? Rozwój językoznawstwa i nauk o komunikacji wskazuje na różne funkcje mówienia, nieraz są to bardzo mądre i wyszukane teorie. Tymczasem, gdy śledzimy obrazowe wywody Robina Dunbara, sprawa okazuje się bardzo prosta a najgłębsza przyczyna powstania najwspanialszego ludzkiego wynalazku, jakim jest mowa, niemalże trywialna: była nią potrzeba plotkowania. Dunbar szeroko uzasadnia swoje odkrycie sięgając daleko w przeszłość, do samych początków ludzkiego gatunku, a nawet wcześniej, do początku historii świata naczelnych. Początków i stanu obecnego, bowiem to, co istotne, można zaobserwować także dzisiaj w populacjach różnych gatunków małp, które tworząc społeczności, wykształciły sposoby umacniania wzajemnych więzi. Jednym z nich jest  iskanie się, dzięki któremu małpy nie tylko i nie tyle dbają o higienę, ale przede wszystkim umacniają relacje. 
     Taka samą funkcję - funkcję społeczną - pełnią plotki. Nie wymiana ważnych odkrywczych informacji naukowych ani przekazywanie wiedzy, ani kształtowanie poglądów, ani umacnianie cennych wartości, ani tym bardziej rozważanie teoretycznych niuansów filozoficznych jest istotą i ludzkiej mowy. Najważniejszą jej funkcją jest plotkowanie: kto z kim, dlaczego, kto komu podpadł, kto kogo nie lubi, nienawidzi, a kto komu sprzyja; jakie animozje panują w zespole, kto komu nadepnął na odcisk, kto zaspał, np. do pracy, a kto zawsze jest przed czasem i dlaczego; kto ma doła, a kto właśnie wygrał los na loterii, kto ma jaką kieckę, a kto jaki krawat; kto kupił nowy samochód, a kto oszczędza na remont... itd. Sprawy na pozór nieistotne, przecież żadna z nich nie decyduje o losach tego świata. A jednak są najważniejsze, gdyż, jak dowodzi Dunbar, to one tworzą więzi społeczne, to one pozwalają wchodzić w bliskie kontakty, sojusze, budować krąg ludzi zaufanych, na których możemy polegać lub odwrotnie, podejmować rywalizację, walczyć o swoje priorytety, realizować swoje wizje przyszłości. 
      Nie oszukujmy się, dogłębna znajomość teorii względności nie pomoże nam uzdrowić stosunków w zespole w pracy, nie zapewni miłej atmosfery i życzliwości, gotowości do współpracy. Taka rolę pełnią niezobowiązujące rozmowy "o niczym" przy kawie podczas przerw w pracy. Autor przywołuje przykład pewnego nowoczesnego rozwiązania w dużej instytucji, w której zlikwidowano tzw. pokój socjalny, gdzie pracownicy mogli wypić kawę, zjeść kanapkę, w zamian pozwalając, a nawet zmuszając, żeby wszyscy przynosili sobie termosy i pili kawę przy pracy, przy biurku. Chodziło o optymalizację czasu pracy. I co się okazało? Wyniki znacznie się pogorszyły, tak samo atmosfera między pracownikami. Brak możliwości towarzyskiego kontaktu, prowadzenia luźnych rozmów, w których można było podzielić się swoimi trudnościami lub nowymi pomysłami, sprawił, że efektywność spadła. Przy okazji plotkowania bowiem ludzie poznają się i dowiadują, na kim można polegać, na kogo można liczyć w razie kłopotów, a kto nie jest wiarygodny i komu nie można zaufać. Z jednymi łatwiej się współpracuje, z innymi wcale się nie da, ale nie dowiemy się tego z agencji PAP, Reuter`s czy doniesień BBC, tylko z plotek przy ekspresie do kawy. 
     Oczywiście Dunbar omawia różne koncepcje, zestawia teorie, analizuje dowody, prowadzi też swoje obserwacje i badania porównawcze. Wywód, mimo szerokiego zaplecza naukowego, nie jest jednak przeładowany językiem specjalistycznym i całość czyta się niemal jak sensacyjne  śledztwo w poszukiwaniu motywu "zbrodni" - wykształcenia mowy przez pierwszych hominidów. To właśnie Robin Dunbar, w wyniku prac badawczych, ustalił tzw. liczbę Dunbara, czyli liczbę osób, z którymi każda jednostka jest w stanie efektywnie wypracować i podtrzymywać trwałe relacje społeczne. Wynosi ona - w zależności od społeczeństw i kultury - od 150 do 220 osób. Pojemność ludzkiego mózgu oraz możliwości zaangażowania emocjonalnego po prostu uniemożliwiają liczniejsze kontakty. Jesteśmy genetycznie uwarunkowani na określoną liczbę kontaktów, jeśli mają one mieć charakter bardziej osobisty i głębszy niż przejechanie z koszykiem zakupów obok kasjerki w supermarkecie. 
      Dlatego właśnie, gdy ktoś nawiązuje liczniejsze relacje w internetowej sieci społecznościowej, siłą rzeczy redukuje relacje w świecie realnym, ponieważ nie ma na nie już miejsca. Możliwości przetwarzania owych relacji w psychice są zapełnione i nadmiar prowadzi do wyczerpania sił. Nie jest też możliwe, aby utrzymywać jednakowo ważne i głębokie relacje z setkami, powiedzmy - z tysiącem - adresatów poprzez popularne internetowe platformy. To złudzenie, z mamy więcej znajomych, przyjaciół, bo pojawiają się kliknięcia, serduszka, lajki i tym podobne. 
       Liczba Dunbara stała się także podstawą do sformułowania zasady sześciu kontaktów. Teoretycznie rzecz biorąc, dzięki sześciu kontaktom możemy dotrzeć każdej osoby na świecie, ponieważ każda kolejna osoba ma inny krąg 150 osób, wśród których znajdzie się ktoś, kto będzie stanowił kolejne ogniwo w dotarciu do docelowej osoby. Być może dzisiaj, gdy populacja ludzkości przekroczyła 8 mld, zachodzi konieczność zweryfikowania zasady i dodania jeszcze jednego, siódmego kontaktu, ale nadal nic nie wskazuje na to, by można było prawdziwych przyjaciół mieć więcej niż dwóch, trzech, osób bliskich, na których można liczyć - pięć do siedmiu, znajomych, do których możemy się zwrócić o pomoc - dziesięć do dwunastu, osób znajomych, z którymi rozmawiamy, np. w pracy, w sklepie, w urzędzie, na spotkaniach w szerszym gronie społecznym (np. na koncercie, podczas oficjalnych uroczystości, na konferencji itp) około 50 i pozostali, z którymi widujemy się sporadycznie, czyli najdalszy krąg ludzi, których kojarzymy, wiemy, kim są i co nas z nimi łączy. Pozostali to tylko masa twarzy i nazwisk, których nie zapamiętujemy na dłużej. 
      I teraz prosta zagadka: co się dzieje w życiu osoby, która na przykład bohaterów oglądanego serialu traktuje jak członków rodziny, śledzi ich losy, razem z nimi przeżywa życiowe perypetie, angażuje się w filmowe dramaty i zawirowania osobiste? ..... Liczby i biologia są nieubłagane: każda nowa osoba, która zaczyna zajmować coraz więcej miejsca w naszej pamięci i przestrzeni psychiczno-emocjonalnej, siłą rzeczy prowadzi do wyrugowania kogoś innego, kogoś realnego z naszego życia. Rozwój Internetu, sieci społecznościowych, poszerzył, co prawda, zasięg naszych znajomości, ale czy sprawił, że stały się głębsze i bardziej wartościowe? 

Robin Dunbar: Pchły, plotki a ewolucja języka. Dlaczego człowiek zaczął mówić? Tłumaczenie Tomasz Pańkowski, Copernicus Center Press, Kraków 2019.

14 kwi 2023

Dwa wiersze w antologii

    W pokonkursowej "Antologii Białego Kruka 2022" zamieszczone zostały dwa moje wiersze w klasycznym systemie wersyfikacyjnym. Rzadko takie piszę, ale zdarza się. Zawsze są sprawdzianem poetyckiego warsztatu, zwłaszcza gdy chce się utrzymać metrum i inne wyznaczniki takich gatunków klasycznych, jak sonet czy oda. 
     Biały Kruk patronuje Ogólnopolskiemu Konkursowi Poetyckiemu im.  Mariana Janusza Kawałki organizowanym przez Wydawnictwo TAWA. Odbyło się już pięć edycji konkursu, którego patron zmarł w 2017 roku. Jak pisze Henryk Radej we wstępie do antologii, poza nagrodzonymi zestawami utworów laureatów do publikacji wybrano pojedyncze wiersze jeszcze trzydziestu autorów. Znalazły się w nich moje wiersze: "List z raju" i "Polszczyzna". 

List z raju

Jest sobota, do okna deszcz
pcha się jak strun pizzicato.
To posępnego czasu miecz
zatrzymał się pod fermatą.

Za oknem życiodajny plusk
pęczniejący niczym drożdże;
na mnie osiądzie pył i kurz
jeśli nazwać się nie zdążę.

Milczą zegary pustych chwil,
białe kartki w kalendarzach.
Bóg stworzył wszechświat w siedem dni,
mnie ten jeden dzień przeraża,

gdy bezimienna rozpacz trwa,
dopóki słowem nie nadam
budzącemu się światu praw
istnienia, ja - pierwszy Adam.

Polszczyzna

Szeleszcząca jesienią pod stopami jak liście,
W wieczornym poszumie drzew zawieszona,
Nad łąkami w gasnącym słońcu ogniście
Skąpana, pełna blasku piastowska korona.

W mazurkach Chopina i wieszczych wierszach
Znajdziesz ją zawsze wierzbowo rozwianą,
W jęku dzwonów i siekących deszczach,
W cichym płaczu strumienia i mgle nad polaną.

- Jak trzeszczące szkło między zębami - 
Mówią obcy o naszego języka dźwiękach,
Raz toczą się samogłoski wielkimi kołami,

To znowu echo ogromnieje w brzękach.
Gdziekolwiek jesteś, rozpoznasz bezbłędnie
jej błękitem powietrze przesycone podniebnie:

Polszczyzna!

V Ogólnopolski Konkurs Poetycki na Zestaw Wierszy Klasycznych im. Mariana Janusza Kawałki o Statuetkę Biłego kruka. Antologia Białego Kruka 2022. Wydawnictwo TAWA w Chełmie








4 kwi 2023

Z życia pszczół

Życie pszczoły trwa trzydzieści osiem dni. W tym czasie przechodzi przez kolejne stadia w służbie pszczelej rodzinie. Najpierw po wygryzieniu się z komórki przez trzy dni pełni funkcję sprzątaczki. Przygotowuje komórki w plastrze do złożenia jaja przez matę. Następnie staje się karmicielką larw, a gdy gruczoły mleczne osiągną maksymalną wydajność, może dostąpić zaszczytu karmienia królowej matki. W dziewiątym dniu życia uaktywniają się gruczoły woskowe, pszczoła zostaje woszczarką.  Produkuje wosk, którym rozbudowują i odbudowują plastry, zasklepiają komórki. W kolejnym stadium zajmuje się przerabianiem nektaru na miód. Nektar trzeba bowiem odparować,  zanim komórki plastra zostaną zasklepione z miodem, musi on przyjąć odpowiednią konsystencję. Na tym etapie rozwoju pszczoły wachlując skrzydełkami utrzymują w ulu odpowiednią temperaturę. W kolejnym etapie pszczoła zostaje strażniczką ula. Jej żądło jest twarde a woreczek jadowy pełny. Może bronić rodziny przed atakami rabusiów. Gdy dochodzi do rabunku, strażniczki żądlą wrogów, którzy setkami padają przed ulem u wylotka. Same też giną, ale silna rodzina ma dostatecznie dużą armię strażniczek, żeby się obronić. Ostatni dwutygodniowy etap życia zwykłej pszczoły to funkcja zbieraczki. Znosi nektar lub pyłek kwiatowy do ula. Tak naprawdę dopiero wtedy pszczoła poznaje świat poza ulem, poznaje kierunek i trasę lotu, uczy się rozpoznawać kwiaty i znajdować najlepszy pożytek. A kiedy już znajdzie, codziennie niezmordowanie pokonuje tę samą trasę aż do dnia, w którym wystrzępione skrzydełka nie pozwolą jej wrócić do ula. Po pokonaniu  od pięciuset do siedmiuset kilometrów tam i z powrotem  pszczoła umiera w locie. Całe życie poświęciła, nie wiedząc, że jej praca ratuje ten świat przed zagładą. Trzydzieści osiem dni życia każdej pszczoły to kolejny most ku przyszłości cywilizacji. Naszej ludzkiej cywilizacji.

            Nieustanny ruch pszczelich skrzydeł oznacza życie, istnienie i trwanie we wzajemnym dopasowaniu się, dostrojeniu. Jak w śpiewie  sutartines  litewskiego żeńskiego zespołu ludowego Trys Keturiose. Starodawna technika śpiewu polegająca na wzajemnym dostrajaniu się, dopasowywaniu tempa, głosu, rytmu. Dlatego śpiewaczki w trakcie koncertu stoją w kręgu i patrzą na siebie. Wyraźnie widać jak jedna drugiej podaje niejako na oddechu głos, melodię, rytm, słowa. Rzecz istotna to tematyka - zespół występuje z koncertem rytualnych pieśni pszczół. W trakcie koncertu śpiewaczki stoją w kręgu wokół jednej z nich, jakby królowej matki, w innej pieśni tańczą po dwie chwytając się na przemian pod ręce, co również może się kojarzyć i z tańcem pszczół i ich nieustanną współpracą. Piękne głębokie głosy nastrajają medytacyjnie, rytualnie.

 

29 mar 2023

Powieść końca

     Różnica między powieścią młodego autora a pisaną w jesieni życia, nawet gdy to ten sam autor, a może  nawet właśnie dlatego, że ten sam, polega na tym, że powieść młodości mnoży wątki i niemal żadnego nie kończy, a powieść starości kończy wszystko: każde jej zdanie jest jak pointa, podsumowanie, jak epitafium. Tak było zawsze, od samego początku, czyli od Homera. W "Iliadzie", mimo wszechobecnej śmierci, wre życie, a bogowie i ludzie działają, jakby mieli przed sobą wieczność, a przynajmniej te trzy tysiące lat aż do dzisiaj. W "Odysei" bogowie są zmęczeni, dlatego podróż tak się dłuży przez dziesięć lat, a bohater co rusz żegna się z życiem. Po drodze zaś z życiem rozstają się jego towarzysze. Odyseusz dociera do swojej Itaki, ale z przepowiednią, z nadejdzie dzień, w którym wyruszy znowu i już nigdy nie wróci. To pożegnanie. Pożegnanie bohatera i pożegnanie samego Homera - z tej literackiej podróży już nie wrócił. Przynajmniej niczego na ten temat nie wiadomo. 
      "Ucho igielne" opublikował Myśliwski (ur. w 1932) w wieku osiemdziesięciu sześciu lat. To właściwy wiek, aby mieć coś do powiedzenia, do napisania tak, aby można było zawrzeć w tym podsumowanie życia. Wątki się przeplatają i jak klamrą spina je doświadczenie i perspektywa powtarzalności. Akcja indywidualnych losów schodzi na dalszy plan. To w młodości człowiek sobie wyobraża, że jego los jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Dopiero w odpowiednim późnym wieku, przeżywszy tyle, ile nam dano, dochodzimy do prawdy zapisanej w Księdze Koheleta: Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy.  Fizycy współcześni co prawda twierdzą, że Ziemia też trwać wiecznie nie będzie, ale dopóki trwa, wydaje się nam, że jest wieczna. Na pewno perspektywa jej trwania jest znacznie dłuższa niż nasze życie, możemy więc sądzić, że oszczędzone nam zostanie jej zniknięcie. Tymczasem perspektywa ludzkiego życia musi nam wystarczyć. 
      Wiesław Myśliwski wykorzystuje perspektywę ponadosiemdziesięcioletniego życia do syntetycznego ujęcia życiowych wątków - w sensie wątków, jakie mogą przydarzyć się każdemu, mimo że w powieści przydarzyły się tylko bohaterowi - do zbudowania olbrzymiej sentencji na temat życia w ogóle. Życia, pamięci, miłości, języka... Utwór jest naszpikowany sentencjami. Można by ułożyć antologię. 

Pustka to coś najgorszego, co nas może spotkać. A zaradzić jej tylko można, żyjąc w czyimś życiu.

Nie powinno się odwiedzać dawnych miejsc, bo to nie są już te same miejsca.

Prawdę trzeba wiedzieć , komu mówić i kiedy. Za prawdę już niejeden poszedł za kratki. 

Wiedza to nie tylko zyski, lecz i straty.

Współczesność to nie historia, to walka o historię, gdyż każdy chciałby wznieść się na jej szczyt.

Na wojnie nie ma sumień, są tylko rozkazy.

Życie człowieka obliczone jest najwyżej na dwie, trzy wojny, a to i tak za wiele jak na jego pamięć, toteż nieraz mu się mieszają, która była którą.

Poza młodością cała reszta jest przymuszaniem się do życia, w najlepszym razie przyzwyczajeniem.

Cóż, nikt nie żyje tylko własnym życiem. Można by nawet powiedzieć, że powtarzamy to, co inni już przeżyli, począwszy od swojego urodzenia aż po śmierć. Może dzięki tej powtarzalności udaje nam się przetrwać. Bo trudno sobie wyobrazić, że to od nas zaczynałby się świat.

Ślady są ważniejsze od wszelkich kierunków.

23 mar 2023

Świadectwo poezji



Centrum Kultury Powiatu Słupskiego wydało antologię poezji wiejskiej "Słowa bezsilne".  Jest to inicjatywa o tyle ważna, że znaleźli w niej swoje miejsce nie tylko lokalni poeci z powiatu słupskiego, ale i z innych miejsc w kraju, z zagranicy oraz autorzy ukraińscy, którzy jak wielu innych uchodźców znaleźli się w Polsce po wybuchu wojny w lutym ubiegłego roku. Siedemdziesięcioro zamieszczonych w antologii autorów z powodzeniem można uznać za reprezentatywny przegląd współczesnych tematów i emocji budujących poetycki ogląd świata. Zostałam poproszona do napisania wstępu do antologii, co poczytuję za zaszczyt, mając na dzieję, że będzie on zachętą i inspiracją do sięgnięcia po wiersze zebranych w niej poetów. Pozwolę sobie zacytować fragmenty mojego wstępu:
    "Słupska antologia jest przedsięwzięciem ogromnym. Siedemdziesięcioro autorów na prawie czterystu stronach prezentuje twórczość poetycką pisaną sercem, wyobraźnią, wspomnieniami i poruszającą obserwacją historii. Na pozór jest to antologia regionalna, jej trzon stanowią wiersze poetów działających w słupskiej grupie Wtorkowe Spotkania Literackie. Jednakże słupskie antologie już w poprzednich edycjach przekraczały granice geograficzne, a obecna 18. już w dorobku dobitnie pokazuje, że poezja łączy autorów w ponadregionalnej przestrzeni słowa. Nowoczesne zaś technologie łączności pozwalają na obecność w słupskim gronie nawet twórców zza oceanu. Znajdziemy więc w antologii wiersze poetów powiatu słupskiego, ale też z Kielc, Poznania, Gdańska, , Koszalina, Szczecina oraz amerykańskiej Polonii z Chicago. Na szczególną uwagę zasługują poeci z Wileńszczyzny oraz Lwowa. Ich obecność z jednej strony jest wynikiem historycznych związków mieszkańców Pomorza z kresowym rodowodem, a z drugiej poeci ukraińscy to znak naszych czasów i wojny trwającej za naszą wschodnią granicą od 24 lutego 2022 r.
    Podtytuł antologii wprowadza kulturę ludową jako kontekst interpretacyjny zamieszczonych w niej utworów. Niewątpliwie w wielu wierszach obrazy życia na wsi, czy to współczesnego, czy przywołanego we wspomnieniach, są istotnym elementem postawy życiowej ich autorów. U wielu z nich wiejskie korzenie ukształtowały system wartości i wrażliwość na naturę. Spektrum tematów zawartych w utworach mieści się w wyodrębnionych przez Stanisława Pigonia kryteriach ludowego piśmiennictwa: specyficzne elementy wiejskiej kultury, mentalność człowieka związanego ściśle z pracą na roli, światopogląd ukształtowany mocnymi religijnymi wartościami i język wskazujący na związek piszącego ze swoim wiejskim środowiskiem.
    Należy zauważyć, że pojęcie poezji ludowej nie jest tożsame z poezją wiejską. Do poezji ludowej bowiem przynależą, zgodnie z przyjętą w literaturoznawstwie klasyfikacją, testy o charakterze obrzędowym,  magiczno-rytualne czy utwory funkcjonujące w sferze przekazu ustnego, jak dożynkowe, pogrzebowe,  weselne.  Poezja ludowa pierwotnie był z natury „antyziemiańska”, rozwijała się w opozycji do literatury pierwszego obiegu, literatury wysokiej. Z drugiej strony podniesienie przez romantyków kultury ludowej do wartości narodowotwórczych sprawiło, że wyszła ona poza lokalność i tymczasowość. Stąd coraz szerzej obecna tematyka wiejska i postawy refleksyjne weszły do uniwersalnego obiegu. Pozwoliło to na późniejsze, już dwudziestowieczne chociażby wyodrębnienie wątków ludowych w twórczości takich poetów,  jak Ernest Bryll czy Tadeusz Nowak, autorów bezsprzecznie należących do głównego, tzw. wysokiego nurtu polskiej poezji.
    Uniwersalizacja poezji tradycyjnie kojarzonej z wiejskością i ludowością stała się faktem. Na przyczyny tego zjawiska zwraca uwagę Halina Kurek: „na przełomie wieków na kulturę współczesnej polskiej wsi zaczęły oddziaływać dwie przeciwstawne, ale wzajemnie uzupełniające się tendencje: globalizacyjna i regionalizacyjna. Proces globalizacji sprawia, że do tradycyjnego, wiejskiego systemu kulturowego przenika wiele obcych elementów i stopniowo staje się jego częścią, ale powoduje też, że pewne wyznaczniki tego systemu ulegają uwspólnieniu na poziomie ponadregionalnym, a nawet międzynarodowym, tracąc swój lokalny charakter. Regionalizacja z kolei skierowana jest na lokalność kultury, czyli na wydobycie i pokazanie światu własnych znaków tożsamości” (Kurek, Kultura ludowa przełomu wieków XX i XXI. Tradycja i zmiana). 
    Ludowość czy też inaczej, wiejskość nie jest już powodem zażenowania, lecz dumy, świadomości własnych korzeni i poczucia wspólnoty w znacznie szerszym zakresie niż ściśle rozumiana lokalność, co potwierdzają w słupskiej antologii poeci pochodzący nie tylko z różnych regionów, także miast Polski, ale i obecnie zamieszkujący za granicą. [...]
    Silnie obecny temat wojny w Ukrainie w wierszach zebranych w antologii realizowany jest z jednej strony poprzez analogie biblijno-apokaliptyczne, a z drugiej w formie nawiązań do toposów romantycznych. Jedną z plag egipskich przywołuje choćby skojarzenie ze śmiercionośną szarańczą, a nazywanie rosyjskiego przywódcy szatanem, „królem piekieł” i „panem samozwańczym” przypomina „Redutę Ordona”,  gdzie car, „samowładnik świata połowicy” „jak szatan złośliwy” wyprawia na rzeź swoich żołnierzy.  Wojna przybiera postać groźnego zwierzęcia, apokaliptycznej bestii, „szaleńczego potwora”,  który szczeka metalicznie i groźnie”.  Wszechobecna śmierć „szczerzy żelazne zęby,/ warczy dysząc ogniem” podobnie jak w wierszu Mickiewicza kula armatnia „ryczy jak byk przed bitwą”, ”pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija”. [...]
    Do tradycyjnych toposów wojennych należą także postacie wygnańca, tułacza, uciekiniera, a współcześnie także uchodźcy. Autorzy ukraińscy stan wygnania opisują od wewnątrz, przez pryzmat doświadczeń własnych lub bliskich. W utworach poetów polskich akcent jest położony na poczucie solidarności z narodem ukraińskim, współczucie i gościnność wobec tych, którzy stracili bądź opuścili swoje domy. Tułaczka na obczyźnie, tak silnie obecna w polskiej tradycji romantycznej i powojennej, powraca do polskiej poezji jako doświadczenie naszych bliskich sąsiadów. Mit kresowy obecny w polskiej poezji  zyskuje w obecnej sytuacji ponownie walor konfrontacji ze wschodnią „barbarią”: „wyje wschodnia bestia”, „obrońcie nas przed barbarzyństwem”, „albo świat w ciemności zginie,/ albo złamiemy wschodnie zło”.

 
Słowa bezsilne. Antologia poezji wiejskiej. Wybór Zbigniew Babiarz-Zych. Centrum Kultury Powiatu Słupskiego. Słupsk 2022. 

PS. Swoją drogą, szkoda, że w powiecie biłgorajskim nie ma podobnej inicjatywy wspierania poetów poprzez publikowanie ich w regularnie wydawanych antologiach. Ciekawe, że niektórzy z naszych lokalnych autorów znajdują uznanie w różnych miejscach w Polsce, za to lokalne instytucje i komórki odpowiedzialne za kulturę raczej nas nie widzą. 

15 mar 2023

Historia do rozbiórki

    Jakiś czas temu toczyła się batalia o słynny biłgorajski punkt gastronomiczny z zapiekankami, który przeszkadzał w nowym projekcie zagospodarowania placu przy dworcu. "Buda" przeszkadzała, nie pasowała, były plany rozbiórki. Obrońcy się oburzyli, ze to kultowy lokal i słynny także poza miastem, nawet dalej niż najbliższa okolica. Fakt, pamiętam i ja swoje wizyty po zapiekankę - dawno temu to było, a już kolejne pokolenia tam się stołowały. Ostatecznie budynek został ocalony, tylko zmienił miejsce. Przy użyciu specjalistycznego sprzętu przewieziono go w inną lokalizację. Cała operacja odbiła się echem nawet w lokalnych mediach. Zrobiono to nocą, żeby za bardzo nie zatrzymywać ruchu na ulicach. 
     Teraz czytam o kolejnej planowanej rozbiórce - drewniany kiosk handlowy, który jeszcze w moich czasach licealnych nazywano "u Banachowej". W sklepiku było wszystko, artykuły konfekcyjne, ciuchy,  trochę dodatków do ubrań. Potem wielokrotnie zmieniało się przeznaczenie. Był sklepik spożywczy, był lokal firmowy jakiejś piekarni. Nie wiem, czy kiedyś i lodziarnia?...Teraz jest zamknięty. Stoi na rogu dwóch ulic i widok kierowcom zasłania. Kiedy go mijam, wracają wspomnienia z liceum. I pewnie dwie trzecie mieszkańców ma z tym miejscem swoje wspomnienia. 
     Trochę byłoby smutno widzieć tu pustkę, gdy wspomnienia zostaną razem z budką rozebrane. Czy unowocześnianie miasta zawsze musi pociągać za sobą niszczenie wspomnień? Coraz mniej miejsc w tym mieście rodzi wspomnienia, coraz więcej miejsc jest nie do rozpoznania. Taka konieczność rozwoju, czy raczej taka niewrażliwość na przeszłość i wspólne korzenie? Czy patrzenie w przyszłość musi łączyć się z dekonstrukcją historii i usuwaniem z przestrzeni jej materialnej obecności? 

3 mar 2023

Tak się spotkaliśmy

     Biłgorajska bohema artystyczna wróciła do kawiarnianego życia. Po oficjalnych uroczystościach podsumowania roku 2022 w kulturze, sporcie i działalności społecznej dwie laureatki uhonorowane nagrodą w dziedzinie literackiej zaprosiły przyjaciół do kawiarni "Jak w domu...".  Biłgorajska Plejada Literacka i przyjaciele aż do zamknięcia lokalu okupowali największy stolik, rozkoszując się wspaniałą herbatką z rokitnika.  Świętując nagrodę Ewy Bordzań i moją, planowaliśmy już następne kroki na niwie literackiej i kulturalnej. Cieszy, że czujemy się dobrze w swoim towarzystwie i mamy mnóstwo pomysłów na przyszłość. 
    W relacjach z południowej uroczystości w BCK podsumowującej rok 2022 nie zabrakło akcentów satyry i humoru, chociaż Biłgorajska Plejada Literacka jest dumna, że aż dwie osoby z jej grona otrzymały nagrody, co jest zasługą Haliny Ewy Olszewskiej silnie lobbującej w środowisku na rzecz naszego nieformalnego stowarzyszenia i będącej ambasadorką naszych literackich osiągnięć. 
     Grono sympatyków Plejady skupia nie tylko poetów. Są wśród nas aktorzy amatorskiej sceny teatralnej (UWAGA! W przyszłym tygodniu premiera "Moralności pani Dulskiej"),  organizatorzy spotkań literackich, recytatorzy, czytacze i opowiadacze, jednym słowem, miłośnicy słowa. A że także poeci, nawet najbardziej uduchowieni, potrzebują czasami coś zjeść, całe spotkanie zakończyło się wizytą w... piekarni.  
        A tu nasze sympatyczne grono:

                                  Biłgorajska bohema artystyczna
                                  w kawiarni "Jak w domu..."

24 lut 2023

Poezja i wojna

      


       Na rocznicę rozpoczęcia wojny w Ukrainie Polskie Stowarzyszenie Haiku wydało trójjęzyczną antologię utworów, w których poeci poetyckim słowem zamkniętym w trzech wersach haiku dają świadectwo wrażliwości i solidarności z narodem ukraińskim. W niewielkim tomiku "Ciężar pyłu" znalazły się utwory trzydziestu autorów z całej Polski. Wielu z nich znanych jest już z dotychczasowych antologii haiku, wydawanych w ubiegłych latach. Biłgorajską Plejadę Literacką reprezentowały w nich dwie poetki: Halina Ewa Olszewska i autorka tego blogu. W obecnej antologii znalazło się moje haiku napisane pod wpływem medialnych doniesień i relacji o tym, jak cywile, matki z dziećmi uciekały w zaciemnionych pociągach w stronę granicy z Polską.

nocny pociąg
odliczanie przystanków
do granicy

нічний поїзд

вона рахує зупинки

до кордону

        tłum. Nadzieja Jaruchowska

      Na niespełna pięćdziesięciu stronach, w czterdziestu siedmiu utworach zapisane zostały pierwsze emocje zdziwienia, niedowierzania, współczucia, rozpaczy i nadziei uchwycone w prostych obrazach poetyckiego oglądu wojennej tragedii. Ciężar pyłu wyniesiony z pozostawionych miast, miasteczek i wsi będzie może nieco lżejszy, gdy będzie się go niosło razem. 


Ciężar pyłu. Haiku dla Ukrainy. The weight of the dust. Haiku for Ukraine. Важка вага пилу. Хайку для України. Wydawnictwo Kontekst. Poznań - Warszawa 2023.


16 lut 2023

Biłgorajscy poeci z humorem przy pączku

      Po raz trzeci poetów z Biłgorajskiej Plejady Literackiej i sympatyków zgromadziła Ludwika Dolina w siedzibie PCK. Tłusty Czwartek zaowocował pączkami i satyryczną weną twórczą. Czytaliśmy fraszki, aforyzmy, anegdoty, satyryczne wiersze, zabawne anegdoty nie tylko własne, także autorów, których lubimy i cenimy, jak Mirona Białoszewskiego czy Edwarda Marszałka, leśnika z zawodu, zdobywcy tytułu Mistrz Mowy Polskiej w 2014 r. 
       W kameralnym i przyjaznym gronie swój dowcip i celność aforyzmów i fraszek prezentowali Ewa Bordzań, Maria Gęborys, Feliks Kuna, Barbara Malczenko, Halina Ewa Olszewska, Iwona Startek i Jan Szulc. Humor dopisywał, pączki i ciasta znikały, a domowa wiśniówka dodawała pikanterii. Poeci znani z całkiem poważnej twórczości pokazali tym razem inne oblicze swojej twórczości. 

Była krytyka polityczna:

Politycy przemawiają do tłumów. Nigdy do człowieka.

krzywe zwierciadło ludzkich przywar:

Ludzie dzielą się a dwie kategorie: tych, którzy chcą władzy i na tych, którzy chcą mieć święty spokój.
Wielu żyje tylko po to, żeby mieć nagrobek piękniejszy niż sąsiedzi.

i damsko-męskie dylematy:

Zdradzony mężczyzna z zemsty żąda krwi, zdradzona kobieta - duszy.






Zdjęcia dzięki uprzejmości redakcji "Gazety Biłgorajskiej. Nowa".



5 lut 2023

Czy można poprawić legendę?

      Czy jest rzeczywiście konieczne, aby młodsze pokolenia powtarzały i poprawiały - według swojego mniemania - osiągniecia poprzedników? Nie da się po jednej, dwóch, trzech czy więcej dekadach zrozumieć, "co autor miał na myśli", jeśli nie 'przetłumaczy" się na współczesny slang? Chodzi mi szczególnie o filmy, a temat się pojawił z powodu przygotowywanej nowej ekranizacji "Znachora" na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (to informacja dla tych, którzy nie czytają książek).  
      Akurat w przypadku ekranizacji co jakiś czas pojawiają się nowe, weźmy takie "Quo vadis": nie potrafię policzyć, ile miało ekranizacji. Nie da się jednak ukryć, że pewne ekranizacje są tak doskonałe, że upływ lat im nie szkodzi. Wszelka próba unowocześniania będzie, owszem, w jaki sposób technicznie lepsza, ale... to już nie to samo. Można na nowo zekranizować "Potop", no można, ale.... No właśnie: ale! Wołodyjowski zawsze już będzie miał twarz Łomnickiego i obsadzenie w tej roli Zamachowskiego w ekranizacji "Ogniem i mieczem" było raczej groteskowe. Choć tu akurat Hoffman nie miał za bardzo wyboru, na kogoś zdecydować się musiał, skoro Łomnickiego już nie miał pod ręką. 
       Tyle się mówi o kultowości wytworów kultury: książek, filmów, nawet seriali. Jeśli "kultowy" ma znaczyć to, co znaczy,  nie da się przedmiotu kultu wymienić na inny, nowocześniejszy. Straci wówczas swoją kultowość, stanie się produktem masowym. Czy ktoś wyobraża sobie nową ekranizację "Przeminęło z wiatrem"? Można, czemu nie? I kto będzie którą bardziej wspominał? Ze "Znachorem" rzecz ma się podobnie. Ekranizacja z Bińczyckim i Dymną z 1982 r. nie jest oczywiście pierwszą i jedyną, ale kto jej nie zna? I kto nie płakał, gdy w sądzie Fronczewski ogłasza: "Wysoki Sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur"?
        Na czym mogłaby polegać nowoczesność nowej ekranizacji, której dokonać ma Michał Gazda? Nie można unowocześnić plenerów, miasta, urzędów, młyna, strojów, bo rzecz dzieje się w latach międzywojennych.  Co się zmieni? Bardziej spektakularnie przedstawią wypadek? Nie on decyduje o atmosferze i legendarności tamtej ekranizacji. Podobnej rangi obsady aktorskiej odtworzyć się nie da. Ja już nie będę się pastwić nad wyborem aktorki do roli Marii Wilczurówny, która ma być piękna, a Dymna była piękna, ani młodego Czyńskiego, w którym zakochać się trudno, a w Stockingerze można było się zakochać od pierwszego wejrzenia, ani o innych pomniejszych rolach, których obsady nie znam, a nawet pośród wymienionych połowy aktorów kompletnie nie kojarzę. No bo kto zagra arystokratę tak jak Igor Śmiałowski? To już mniejsza, jednakże czy reżyser, producenci i inni decydenci zdają sobie sprawę, że młynarza w filmie Hoffmana grał Bernard Ładysz?! I kogo oni chcą w to miejsce? Może Tomasza Koniecznego poproszą? Śpiewak Wagnerowskiego Wotana w sam raz by pasował. Tylko wątpię, żeby się zgodził. 
        Może tylko Leszek Lichota jako tytułowy znachor nie wzbudza wątpliwości. To bardzo dobry aktor i tutaj jestem spokojna. Aktorsko poradzi sobie na pewno. Co nie znaczy, że film będzie dobry, bo przecież jest cała reszta, włącznie z pomysłami reżyserskimi. W ekranizacji Hoffmana każda scena jest doskonała i chce się oglądać. Scena kradzieży dokumentów Antoniego Kosiby przez Wilczura cierpiącego na amnezję w wykonaniu Bińczyckiego jest po prostu bezbłędna. A rozmowa Czyńskiego z lokajem o ścięciu róż? A później rozmowa hrabiostwa o synu? Genialny każdy niuans. 
        Są zjawiska, których nie powinno się tykać. No bo czy można wyobrazić sobie remake "Rejsu" albo "Misia"? Ktokolwiek by się na to poważył, miałby zapewne wiele odwagi, ale niezbyt rozwinięte wyczucie stosowności i stylu.