9 lip 2023

Jest dyplom i antologia ... i szkło






Przyszedł dyplom i antologia pokonkursowa 8. Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Bursewicza "O Złotą Metaforę" w Szczecinie. W antologii mój wiersz "gdy będziemy uciekali" nagrodzony II miejscem. Wiersz zamieściłam we wcześniejszym wpisie. 

VIII Międzynarodowy Konkurs Poetycki im. Józefa Bursewicza "O Złotą Metaforę". Almanach Poetycki. Szczecińska Wiosna Poezji. Wydawnictwo hogben, Szczecin 2023.


23 cze 2023

"Pobudka" z Siedliszcza

   

 
    Co prawda bez nagrody, ale z dwoma wierszami znalazłam się w Pobudce, antologii  XVI OKP im. Wacława Iwaniuka  Siedliszczu. Towarzystwo w pokłosiu jak najbardziej zacne i z różnych stron kraju. Od Lubelszczyzny, przez Małopolskę, Mazowsze, Wielkopolskę po Pomorskie. Z dużych miast (Warszawa, Wrocław, Gdynia), średnich (Płock, Mielec), po całkiem małe miejscowości i wsie (Lubaczów, Przeworsk, Wieliczka, Mykanów, Stadniki). Uplasowałam się jako mieszkanka Krzemienia Drugiego. 
      Do publikacji wybrano dwa wiersze: wiersz bez początku i śnienie. Dlaczego akurat te dwa, nie mnie sądzić. Jeden  z całego zestawu, który wysłałam, sama bym teraz bezpardonowo wyrzuciła, ale własne oceny bywają mylące. Poczytajmy więc, co spodobało się innym.

wiersz bez początku


                za każdym lustrem 

                jest martwa gwiazda

                               (Federico Garcia Lorca)

 

w ciemności

lustra cichną jak głębokie studnie

ich obolałe oczy

całymi dniami patrzą

na kwiaty łez

wyrywane przez ogrodniczkę

na pustych miejscach

poeci sieją wiersze

krok w krok

godzina po godzinie

przeciw śmierci


śnienie


śniłam twój uśmiech

czas wypełniony obecnością

pachniała kawa w filiżance

zakładka w książce

pozostawiona na moment

z otwartego okna glosy ulicy

wpadały rozbawione grą w echo

trzaśnięcie drzwi i kroki na schodach

to ty jak dawniej przechodzisz

przez kolumny światła w pokoju

i znikasz

znowu nasłuchuję

śniłam twój oddech

i bicie serca

o świcie zapadła cisza


Pobudka. Antologia 2022/2023. Siedliska Biesiada Literacka 2023. Wydawnictwo TAWA. Chełm.




20 cze 2023

Infantylizacja, czyli wiecznie żywy Gombrowicz

Swego czasu prof. Miodek w swoim programie krytycznie wypowiadał się o nagminnym używaniu wyrazów zdrobniałych. Podawał przykłady "pieniążków", "kawusi", "paczusi" i "okieneczka".

Przeglądając polskojęzyczną blogosferę odnosi się wrażenie, że gros użytkowników chodzi jeszcze w krótkich majteczkach. Bo czy osoba dorosła zatytułuje swój blog "Ozdobniczki", "Pieseczki" albo "O moim królisiu"? Okazuje się, że jednak tak, autorami infantylnych wynurzeń o tym, co zjadł na śniadanie "mój króliś" jest trzydziestolatka, a "ozdobniczki", "hafciki", "filmiki" i "foteczki" to hobby osób w bardzo różnym wieku, od lat dwudziestu do zaawansowanej sześćdziesiątki. 

Jestem w stanie zaakceptować "Przypadki szalonej małolatki" jako przejaw okresu dojrzewania, ale pisanie "Pamiętniczka" przez kobietę po trzydziestce, żonę i matkę, wykształconą i aktywną zawodowo, stawia pod znakiem zapytania jej przygotowanie do życia tak rodzinnego, jak i zawodowego. Wątpliwą zachętą jest "ostrzeżenie" w tytule blogu "bajeczki". No bo jeśli "bajeczki", to czy warto czytać? I czy to akurat rzecz dla dorosłych? Może raczej skierowana do dzieci? Zadziwiające jest częste pojawianie się określeń "bloguś" i "blogasek", jakby zwyczajny "blog" był czymś... nie do przyjęcia? za poważnym? Nieautentycznym? Doprawdy, trudno mi zrozumieć powody, dla których pisze się o "blogasku", jak o "bobasku". Czyżby pisanie bloga zastępowało komuś niespełnienie w sferze macierzyńskiej? Z kolei "bloguś" jest zamiast "Boguś", więc znowu nastąpiło tu jakieś przeniesienie uczuć?

Język dziecięcy, język cukierkowy, przesłodzony zdrobnieniami nie wzbudza mojego zaufania. Czyżby aż tylu małolatów pisało "blogaski", czy też społeczeństwo się infantylizuje aż tak bardzo, że wyrażania się normalnego , rzeczowego, konkretnego nie opanowuje coraz większa jego część? Pupa nas opanowała, różowa okrągła pupcia.

3 cze 2023

nagroda w międzynarodowym konkursie poetyckim

        Ukazał się właśnie protokół VIII Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Bursewicza, w którym otrzymałam II nagrodę. W konkursie, organizowanym przez Związek Literatów Polskich oddział w Szczecinie,  wzięło udział 133 autorów z Polski oraz czworo z zagranicy: Niemiec, Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji. Konkurs rozstrzygnięto 8 maja, ale dopiero dzisiaj uroczyście ogłoszono werdykt podczas Śniadania na Trawie w Willi Lentza, czyli jednej z imprez organizowanych w ramach Szczecińskiej Wiosny Poezji. 

nagrodzony mój wiersz

gdy będziemy uciekali


pamiętaj nie oglądać się za siebie

na płonące przedmieścia i oczodoły okien

patrz uważnie pod nogi omijaj wyrwy

po kostkach chodnika potrzebna nauka slalomu

nieznanym rękom  zostaw wszystko

co za ciężkie i przeszkadza biec

torebkę klucze karty do bankomatu puzzle

dla dzieci konsolę do gry kapelusz po babci

album ze zdjęciami pamięć podręczną pliki

w chmurze haseł kodów loginów profili

żadnego bagażu pogrzebanej przeszłości

przodków żadnych sentymentów ani łez

nad gruzami ukradzionych miast

zostaw słownik oswojonego języka

na obcej ziemi wyryjesz nowe skalne rysunki

gdy będziemy uciekali nie zamykaj za sobą drzwi

niech wiatr rozniesie pamięć o nas


28 maj 2023

haiku

ziołowy ogród
każda ścieżka
pachnie inaczej

nowe klepsydry
przy słupie ogłoszeniowym
wieniec głów

wyszczerbiony most
przez dziurę w desce
wygląda księżyc


9 maj 2023

wyróżnienie w konkursie


Taka niespodzianka przyszła dzisiejszą pocztą: pokłosie XIII Konkursu Jednego Wiersza o Puchar Wydawnictwa Św. Macieja Apostoła z wyróżnionym moim wierszem. Utwór bardzo lokalny, leśno-janowski. 
Książeczka ładnie wydana, z pięknymi grafikami Leszka Frey - Witkowskiego.



kapliczki Lasów Janowskich

 

kapliczki na drzewach

nieoczekiwane jak snop światła

w ciemnozielonej gęstwinie boru

 

strażnicy leśnych urodzajów

w koszach pełnych grzybów

czarnym złotem jagód zapełnione wiadra

koraliki cierpkich borówek brusznic

i we mchu zatopione żurawinowe łąki

 

w kapliczkach leśnych

Madonny sosnowe i świerkowi święci

zdają się czekać i nasłuchiwać

jak wtedy gdy lasem niosły się wystrzały

gdy ziemia drżała kanonadą

a rzeka krwią wsiąkała w rozległe bagna

tylko ostatni stuletni partyzant

pamięta jeszcze ile rąk złożonych

ile kolan zgiętych modlitw wysłuchanych

ile łez wylanych podlewało sosny

 

Madonny świerkowe sosnowi święci

drogowskazy cichych przepraw

świadkowie tajnych narad

przewodnicy nocnych ucieczek

z zaciśniętej pętli oblężenia

 

kapliczki leśne

zdobne we wstążki i kwiaty z bibuły

świadkowie dziejów naszych

aniołowie świętych marzeń ojczyźnianych

 

Modlitwa najprostsza. Pokłosie XIII Międzynarodowego Konkursu Jednego Wiersza o Puchar Wydawnictwa św. Macieja Apostoła. Posłowie dr Marek Mariusz Tytko. Lubliniec 2023.

4 maj 2023

Co polszczyzna zawdzięcza pisarzom?

       Oczywiście mnóstwo neologizmów, ale tylko niektóre z nich weszły do ogólnej polszczyzny. Kiedyś użyte po raz pierwszy przez konkretnego autora, weszły do ogólnego zasobu leksykalnego, a ich autorstwo zostało zapomniane. Na przykład sowo istnieć, bez którego dzisiaj trudno wypowiadać się o tym, co nas otacza w rzeczywistości. Słowo wprowadził oświeceniowy reformator szkolnictwa Stanisław Staszic, a w zasadzie zostało ono utworzone od rzeczownika istność lub przymiotnika istny, czyli prawdziwy, rzeczywisty. Słowo istność już dzisiaj uważa się za przestarzałe, książkowe, ale u Szymborskiej w wierszu Sto pociech znajdziemy określenie istny w znaczeniu żartobliwym, ironicznym: Niebożę/ Istny człowiek.
       Powszechnie używamy dzisiaj słowa powszechny, ale i ono zostało świadomie zastosowane dopiero w XVI wieku przez Marcina Kromera, renesansowego humanistę i historyka. Przez pewien czas funkcjonował także utworzony przez Czesława Przybylskiego wyraz pokrewny wszechnica na określenie szkoły, uczelni wyższej, dzisiaj już uważany za przestarzały i książkowy, chociaż jeszcze w połowie XX wieku można było słuchać w radiu wykładów popularnonaukowych pod nazwą Wszechnica radiowa.
      Oryginalny tytuł zbioru poetyckiego Zygmunta Krasińskiego Przedświt wszedł do polszczyzny jako określenie zapowiedzi czegoś, czasu, chwili tuż przed wschodem słońca. Podobnie Przedwiośnie  Stefana Żeromskiego weszło i do polszczyzny ogólnej i do terminologii fenologiczne, czyli kalendarza botanicznego, według którego czas wiosny dzieli się na kilka pomniejszych okresów o charakterystycznych cechach, w tym przedwiośnie poprzedzające wiosnę właściwą. Bogatym indywidualnym słownictwem odznaczaj się teksty Melchiora Wańkowicza i dzisiaj rzadko kto pamięta, że potoczne chciejstwo jest jego pomysłem. 
      Dzięki pisarzom my też kilka imion: Grażynę  wymyślił Mickiewicz, Balladynę i Kordiana Słowacki. Co prawda nie w formie imienia, ale jako określenie postawy poświęcenia, zwłaszcza z poczucia spełniania obowiązku wobec dobra ogółu społeczeństwa, mamy siłaczkę wprowadzoną przez Żeromskiego w tytule noweli. Podobnie spopularyzowało się słowo banialuka pochodzące od imienia bohaterki Banialuki z poematu Hieronima Morsztyna. Bohaterka stała się synonimem głupoty i absurdalnych bredni, stąd utworzone od jej imienia określenie oznaczać zaczęło wierutne bzdury.
      Na koniec zaś wspomnijmy o Pipidówce - miejscowości w powieści Michała Bałuckiego Pan Burmistrz z Pipidówki. Miejscowość była synonimem nędznej miejscowości gdzieś na peryferiach cywilizacji, w której mieszkańcy są zacofani. Nazwa własna weszła już jako pospolite określenie każdej zapadłej dziury jako pipidówka.

27 kwi 2023

Dlaczego człowiek mówi?

     Co jest celem ludzkiej mowy? Rozwój językoznawstwa i nauk o komunikacji wskazuje na różne funkcje mówienia, nieraz są to bardzo mądre i wyszukane teorie. Tymczasem, gdy śledzimy obrazowe wywody Robina Dunbara, sprawa okazuje się bardzo prosta a najgłębsza przyczyna powstania najwspanialszego ludzkiego wynalazku, jakim jest mowa, niemalże trywialna: była nią potrzeba plotkowania. Dunbar szeroko uzasadnia swoje odkrycie sięgając daleko w przeszłość, do samych początków ludzkiego gatunku, a nawet wcześniej, do początku historii świata naczelnych. Początków i stanu obecnego, bowiem to, co istotne, można zaobserwować także dzisiaj w populacjach różnych gatunków małp, które tworząc społeczności, wykształciły sposoby umacniania wzajemnych więzi. Jednym z nich jest  iskanie się, dzięki któremu małpy nie tylko i nie tyle dbają o higienę, ale przede wszystkim umacniają relacje. 
     Taka samą funkcję - funkcję społeczną - pełnią plotki. Nie wymiana ważnych odkrywczych informacji naukowych ani przekazywanie wiedzy, ani kształtowanie poglądów, ani umacnianie cennych wartości, ani tym bardziej rozważanie teoretycznych niuansów filozoficznych jest istotą i ludzkiej mowy. Najważniejszą jej funkcją jest plotkowanie: kto z kim, dlaczego, kto komu podpadł, kto kogo nie lubi, nienawidzi, a kto komu sprzyja; jakie animozje panują w zespole, kto komu nadepnął na odcisk, kto zaspał, np. do pracy, a kto zawsze jest przed czasem i dlaczego; kto ma doła, a kto właśnie wygrał los na loterii, kto ma jaką kieckę, a kto jaki krawat; kto kupił nowy samochód, a kto oszczędza na remont... itd. Sprawy na pozór nieistotne, przecież żadna z nich nie decyduje o losach tego świata. A jednak są najważniejsze, gdyż, jak dowodzi Dunbar, to one tworzą więzi społeczne, to one pozwalają wchodzić w bliskie kontakty, sojusze, budować krąg ludzi zaufanych, na których możemy polegać lub odwrotnie, podejmować rywalizację, walczyć o swoje priorytety, realizować swoje wizje przyszłości. 
      Nie oszukujmy się, dogłębna znajomość teorii względności nie pomoże nam uzdrowić stosunków w zespole w pracy, nie zapewni miłej atmosfery i życzliwości, gotowości do współpracy. Taka rolę pełnią niezobowiązujące rozmowy "o niczym" przy kawie podczas przerw w pracy. Autor przywołuje przykład pewnego nowoczesnego rozwiązania w dużej instytucji, w której zlikwidowano tzw. pokój socjalny, gdzie pracownicy mogli wypić kawę, zjeść kanapkę, w zamian pozwalając, a nawet zmuszając, żeby wszyscy przynosili sobie termosy i pili kawę przy pracy, przy biurku. Chodziło o optymalizację czasu pracy. I co się okazało? Wyniki znacznie się pogorszyły, tak samo atmosfera między pracownikami. Brak możliwości towarzyskiego kontaktu, prowadzenia luźnych rozmów, w których można było podzielić się swoimi trudnościami lub nowymi pomysłami, sprawił, że efektywność spadła. Przy okazji plotkowania bowiem ludzie poznają się i dowiadują, na kim można polegać, na kogo można liczyć w razie kłopotów, a kto nie jest wiarygodny i komu nie można zaufać. Z jednymi łatwiej się współpracuje, z innymi wcale się nie da, ale nie dowiemy się tego z agencji PAP, Reuter`s czy doniesień BBC, tylko z plotek przy ekspresie do kawy. 
     Oczywiście Dunbar omawia różne koncepcje, zestawia teorie, analizuje dowody, prowadzi też swoje obserwacje i badania porównawcze. Wywód, mimo szerokiego zaplecza naukowego, nie jest jednak przeładowany językiem specjalistycznym i całość czyta się niemal jak sensacyjne  śledztwo w poszukiwaniu motywu "zbrodni" - wykształcenia mowy przez pierwszych hominidów. To właśnie Robin Dunbar, w wyniku prac badawczych, ustalił tzw. liczbę Dunbara, czyli liczbę osób, z którymi każda jednostka jest w stanie efektywnie wypracować i podtrzymywać trwałe relacje społeczne. Wynosi ona - w zależności od społeczeństw i kultury - od 150 do 220 osób. Pojemność ludzkiego mózgu oraz możliwości zaangażowania emocjonalnego po prostu uniemożliwiają liczniejsze kontakty. Jesteśmy genetycznie uwarunkowani na określoną liczbę kontaktów, jeśli mają one mieć charakter bardziej osobisty i głębszy niż przejechanie z koszykiem zakupów obok kasjerki w supermarkecie. 
      Dlatego właśnie, gdy ktoś nawiązuje liczniejsze relacje w internetowej sieci społecznościowej, siłą rzeczy redukuje relacje w świecie realnym, ponieważ nie ma na nie już miejsca. Możliwości przetwarzania owych relacji w psychice są zapełnione i nadmiar prowadzi do wyczerpania sił. Nie jest też możliwe, aby utrzymywać jednakowo ważne i głębokie relacje z setkami, powiedzmy - z tysiącem - adresatów poprzez popularne internetowe platformy. To złudzenie, z mamy więcej znajomych, przyjaciół, bo pojawiają się kliknięcia, serduszka, lajki i tym podobne. 
       Liczba Dunbara stała się także podstawą do sformułowania zasady sześciu kontaktów. Teoretycznie rzecz biorąc, dzięki sześciu kontaktom możemy dotrzeć każdej osoby na świecie, ponieważ każda kolejna osoba ma inny krąg 150 osób, wśród których znajdzie się ktoś, kto będzie stanowił kolejne ogniwo w dotarciu do docelowej osoby. Być może dzisiaj, gdy populacja ludzkości przekroczyła 8 mld, zachodzi konieczność zweryfikowania zasady i dodania jeszcze jednego, siódmego kontaktu, ale nadal nic nie wskazuje na to, by można było prawdziwych przyjaciół mieć więcej niż dwóch, trzech, osób bliskich, na których można liczyć - pięć do siedmiu, znajomych, do których możemy się zwrócić o pomoc - dziesięć do dwunastu, osób znajomych, z którymi rozmawiamy, np. w pracy, w sklepie, w urzędzie, na spotkaniach w szerszym gronie społecznym (np. na koncercie, podczas oficjalnych uroczystości, na konferencji itp) około 50 i pozostali, z którymi widujemy się sporadycznie, czyli najdalszy krąg ludzi, których kojarzymy, wiemy, kim są i co nas z nimi łączy. Pozostali to tylko masa twarzy i nazwisk, których nie zapamiętujemy na dłużej. 
      I teraz prosta zagadka: co się dzieje w życiu osoby, która na przykład bohaterów oglądanego serialu traktuje jak członków rodziny, śledzi ich losy, razem z nimi przeżywa życiowe perypetie, angażuje się w filmowe dramaty i zawirowania osobiste? ..... Liczby i biologia są nieubłagane: każda nowa osoba, która zaczyna zajmować coraz więcej miejsca w naszej pamięci i przestrzeni psychiczno-emocjonalnej, siłą rzeczy prowadzi do wyrugowania kogoś innego, kogoś realnego z naszego życia. Rozwój Internetu, sieci społecznościowych, poszerzył, co prawda, zasięg naszych znajomości, ale czy sprawił, że stały się głębsze i bardziej wartościowe? 

Robin Dunbar: Pchły, plotki a ewolucja języka. Dlaczego człowiek zaczął mówić? Tłumaczenie Tomasz Pańkowski, Copernicus Center Press, Kraków 2019.

14 kwi 2023

Dwa wiersze w antologii

    W pokonkursowej "Antologii Białego Kruka 2022" zamieszczone zostały dwa moje wiersze w klasycznym systemie wersyfikacyjnym. Rzadko takie piszę, ale zdarza się. Zawsze są sprawdzianem poetyckiego warsztatu, zwłaszcza gdy chce się utrzymać metrum i inne wyznaczniki takich gatunków klasycznych, jak sonet czy oda. 
     Biały Kruk patronuje Ogólnopolskiemu Konkursowi Poetyckiemu im.  Mariana Janusza Kawałki organizowanym przez Wydawnictwo TAWA. Odbyło się już pięć edycji konkursu, którego patron zmarł w 2017 roku. Jak pisze Henryk Radej we wstępie do antologii, poza nagrodzonymi zestawami utworów laureatów do publikacji wybrano pojedyncze wiersze jeszcze trzydziestu autorów. Znalazły się w nich moje wiersze: "List z raju" i "Polszczyzna". 

List z raju

Jest sobota, do okna deszcz
pcha się jak strun pizzicato.
To posępnego czasu miecz
zatrzymał się pod fermatą.

Za oknem życiodajny plusk
pęczniejący niczym drożdże;
na mnie osiądzie pył i kurz
jeśli nazwać się nie zdążę.

Milczą zegary pustych chwil,
białe kartki w kalendarzach.
Bóg stworzył wszechświat w siedem dni,
mnie ten jeden dzień przeraża,

gdy bezimienna rozpacz trwa,
dopóki słowem nie nadam
budzącemu się światu praw
istnienia, ja - pierwszy Adam.

Polszczyzna

Szeleszcząca jesienią pod stopami jak liście,
W wieczornym poszumie drzew zawieszona,
Nad łąkami w gasnącym słońcu ogniście
Skąpana, pełna blasku piastowska korona.

W mazurkach Chopina i wieszczych wierszach
Znajdziesz ją zawsze wierzbowo rozwianą,
W jęku dzwonów i siekących deszczach,
W cichym płaczu strumienia i mgle nad polaną.

- Jak trzeszczące szkło między zębami - 
Mówią obcy o naszego języka dźwiękach,
Raz toczą się samogłoski wielkimi kołami,

To znowu echo ogromnieje w brzękach.
Gdziekolwiek jesteś, rozpoznasz bezbłędnie
jej błękitem powietrze przesycone podniebnie:

Polszczyzna!

V Ogólnopolski Konkurs Poetycki na Zestaw Wierszy Klasycznych im. Mariana Janusza Kawałki o Statuetkę Biłego kruka. Antologia Białego Kruka 2022. Wydawnictwo TAWA w Chełmie








4 kwi 2023

Z życia pszczół

Życie pszczoły trwa trzydzieści osiem dni. W tym czasie przechodzi przez kolejne stadia w służbie pszczelej rodzinie. Najpierw po wygryzieniu się z komórki przez trzy dni pełni funkcję sprzątaczki. Przygotowuje komórki w plastrze do złożenia jaja przez matę. Następnie staje się karmicielką larw, a gdy gruczoły mleczne osiągną maksymalną wydajność, może dostąpić zaszczytu karmienia królowej matki. W dziewiątym dniu życia uaktywniają się gruczoły woskowe, pszczoła zostaje woszczarką.  Produkuje wosk, którym rozbudowują i odbudowują plastry, zasklepiają komórki. W kolejnym stadium zajmuje się przerabianiem nektaru na miód. Nektar trzeba bowiem odparować,  zanim komórki plastra zostaną zasklepione z miodem, musi on przyjąć odpowiednią konsystencję. Na tym etapie rozwoju pszczoły wachlując skrzydełkami utrzymują w ulu odpowiednią temperaturę. W kolejnym etapie pszczoła zostaje strażniczką ula. Jej żądło jest twarde a woreczek jadowy pełny. Może bronić rodziny przed atakami rabusiów. Gdy dochodzi do rabunku, strażniczki żądlą wrogów, którzy setkami padają przed ulem u wylotka. Same też giną, ale silna rodzina ma dostatecznie dużą armię strażniczek, żeby się obronić. Ostatni dwutygodniowy etap życia zwykłej pszczoły to funkcja zbieraczki. Znosi nektar lub pyłek kwiatowy do ula. Tak naprawdę dopiero wtedy pszczoła poznaje świat poza ulem, poznaje kierunek i trasę lotu, uczy się rozpoznawać kwiaty i znajdować najlepszy pożytek. A kiedy już znajdzie, codziennie niezmordowanie pokonuje tę samą trasę aż do dnia, w którym wystrzępione skrzydełka nie pozwolą jej wrócić do ula. Po pokonaniu  od pięciuset do siedmiuset kilometrów tam i z powrotem  pszczoła umiera w locie. Całe życie poświęciła, nie wiedząc, że jej praca ratuje ten świat przed zagładą. Trzydzieści osiem dni życia każdej pszczoły to kolejny most ku przyszłości cywilizacji. Naszej ludzkiej cywilizacji.

            Nieustanny ruch pszczelich skrzydeł oznacza życie, istnienie i trwanie we wzajemnym dopasowaniu się, dostrojeniu. Jak w śpiewie  sutartines  litewskiego żeńskiego zespołu ludowego Trys Keturiose. Starodawna technika śpiewu polegająca na wzajemnym dostrajaniu się, dopasowywaniu tempa, głosu, rytmu. Dlatego śpiewaczki w trakcie koncertu stoją w kręgu i patrzą na siebie. Wyraźnie widać jak jedna drugiej podaje niejako na oddechu głos, melodię, rytm, słowa. Rzecz istotna to tematyka - zespół występuje z koncertem rytualnych pieśni pszczół. W trakcie koncertu śpiewaczki stoją w kręgu wokół jednej z nich, jakby królowej matki, w innej pieśni tańczą po dwie chwytając się na przemian pod ręce, co również może się kojarzyć i z tańcem pszczół i ich nieustanną współpracą. Piękne głębokie głosy nastrajają medytacyjnie, rytualnie.