8 wrz 2023

Czuję się zaproszna/wykluczona

            Podobno w tak zwanym sezonie ogórkowym trudno znaleźć ważne tematy na felieton. A jednak uważam, że są i to bardzo istotne.  O ile kiedyś był to czas zamierania życia kulturalnego, wszak kończą się teatralne i filharmoniczne sezony,  tak obecnie w całym kraju mnożą się festiwale, przeglądy, pokazy i dni poświęcone różnym dziedzinom pod patronatem Muz. Atrakcje zaczynają się już w maju i trwają do września. W tym roku na przykład na początku letniego sezonu, a więc jeszcze w maju dostałam zaproszenie. Nie ja osobiście, ale także ja jako mieszkanka regionu. Zaproszenie wypisane zostało na plakatach. A zapraszał nie byle kto, sam Marszałek Województwa Lubelskiego. Dni Otwarte Funduszy Europejskich w Janowie Lubelskim zapowiadały się hucznie: miasteczko europejskie, koncerty, konkursy, laboratoria wiedzy, pokazy, warsztaty. Myślę sobie, pojadę, czemu nie? Zamiast spędzać weekend siedząc przed laptopem, zobaczę co się dzieje w naszym wielkim europejskim domu. Już buty naszykowałam wygodne, już kapelusz od słońca gotowy, już plecaczek turystyczny zapakowany, a tu zonk! Sprawa upadła. To znaczy wyprawa stanęła i wyruszyć nie mogła, ponieważ marszałek, owszem, zaprasza, ale tylko wybranych. Nie, nie, w żadnym wypadku impreza nie była zamknięta, ale miała swoje ograniczenia. Możliwość dojazdu. A właściwie brak takiej możliwości.

         Na sześć gmin wiejskich położonych na terenie janowskiego powiatu aż cztery nie mają w weekendy żadnego połączenia z miastem powiatowym: Batorz, Chrzanów, Dzwola i Godziszów. Gmina Potok Wielki owszem, połączenia posiada, ale z przesiadkami, np. przez Wilkołaz (ok. 75 km)  lub nawet z trzema przesiadkami przez Lublin (ok. 150 km) i cały przejazd trwa… sześć godzin. Rzeczywista odległość między Potokiem Wielkim a Janowem Lubelskim mierzona trzema najkrótszymi połączeniami po drogach asfaltowych to od 21 do 26 km. Widać za krótka trasa, żeby się opłacało komuś ludzi wozić, więc jak ktoś chce, niech sobie przynajmniej województwo pozwiedza. Jedynie z Modliborzyc można bezpośrednio bez przesiadki dostać się także w niedzielę do Janowa Lubelskiego, ale tylko dlatego, że leżą na trasie do Lublina. 

            16 maja 2019 roku uchwalono ustawę o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej. Ustawa miała przeciwdziałać wykluczeniu komunikacyjnemu małych miejscowości. Czy spełniła swoje zadanie? W 2019 roku jako mieszkanka gminy Dzwola miałam w weekendy jeden kurs do Janowa Lubelskiego przed południem i możliwość powrotu w godzinach przedwieczornych. Był to pospieszny dalekobieżny autobus z Biłgoraja do Łodzi. Spotykałam w nim nieraz znajomych z Biłgoraja, którzy przyjeżdżali nim skorzystać z wypoczynku nad janowskim zalewem. Umawiałam się z przyjaciółmi na dojazd tym autobusem na inne janowskie atrakcje, jak coroczne Gryczaki w sierpniu. Po okresie pandemii kurs powrócił na dwa dni w tygodniu, przy czym jednego dnia jechał w jedną stronę, a drugiego w drugą, czyli dojazd i powrót tego samego dnia nie wchodził w grę. Obecnie kurs został całkowicie zlikwidowany. W soboty i niedziele połączenia nie ma żadnego. Na koniec roku 2022 liczba połączeń autobusowych w kraju zmalała o ponad 16%, a długość obsługiwanych tras o 25%. Według Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu do około 20% miejscowości nie docierał żaden transport publiczny. A konkretnie wygląda to tak, że  trasę Biłgoraj – Janów Lubelski, po której przemieszczam się zawodowo, jeszcze kilka lat temu obsługiwało trzech przewoźników, a obecnie został tylko jeden.   

        Jako niezmotoryzowana mieszkanka wiejskiej gminy powiatu janowskiego, pracująca zawodowo w powiecie sąsiednim, biłgorajskim, mogę miedzy tymi miejscowościami poruszać się tylko w dni tak zwanej nauki szkolnej od poniedziałku do piątku. Całe szczęście, że istnieją szkoły średnie, obowiązek szkolny do lat osiemnastu i część młodzieży nie osiągnęła wieku uprawniającego do uzyskania prawa jazdy. Oni muszą dojeżdżać do szkół, a ja przy okazji jeżdżę z nimi.  I kilka jeszcze osób wraz ze mną. Sprzątaczka, wychowawczyni przedszkola, kasjerka w markecie oraz starsze osoby bez samochodu. Pojeździmy sobie w ciągu tygodnia, a w weekendy mamy siedzieć w chałupach i się nigdzie nie ruszać. Bo na co nam jakieś imprezy? Na co nam koncerty? Na co biesiady? Na co jarmarki i letnie festiwale? A siedzieć w domu i zbierać siły na pójście do pracy w poniedziałek.

           Na weekendy lipca i sierpnia w Janowie Lubelskim zaplanowano co najmniej dziesięć wydarzeń o charakterze regionalno-kulturalnym, w Biłgoraju zaś drugie tyle, nie licząc mniejszych, w gminach. Na wszystkie mnie zapraszają. I na żadnym nie mogę być, ponieważ nie mam czym dojechać. Niestety, młodzież szkolna wypoczywa po całotygodniowych dniach nauki i do szkół w soboty i niedziele nie dojeżdża. Doprawdy, indolencja samorządów, które nie potrafią zorganizować choćby dwóch połączeń dziennie pomiędzy miejscowościami gminy, jest zdumiewająca. A już połączenia miedzy sąsiednimi powiatami to mrzonka. Rozumiem, że powiaty i ich władze mogą rywalizować w sferze atrakcyjności, ale żeby do tego stopnia nie móc się porozumieć, żeby mieszkańcom żadnej komunikacji nie zapewnić?

Samotna matka z nastolatkiem, emerytowana dziennikarka, dwie emerytowane nauczycielki, bibliotekarka, osoba bezrobotna na zasiłku, pracownik fizyczny w firmie, młoda rolniczka to osoby, które znam osobiście, wykluczone z możliwości korzystania z zaproszeń władz wojewódzkich, powiatowych, gminnych oraz instytucji kultury, organizatorów wszelakiego rodzaju imprez dla – ponoć – wszystkich mieszkańców.  A co jeszcze bardziej ciekawe, na wspomnianych na początku Dniach Otwartych Funduszy Europejskich organizatorzy mocno kładli nacisk na problem dostępności i równości, czego wyrazicielem miał być zaproszony Tomasz Jacyków. Czego dotyczyła owa dostępność i równość, niestety, nie wiem, bo mnie tam nie było. Wydarzenie było dla mnie komunikacyjnie niedostępne.

3 wrz 2023

Ważna rola recenzji

      Nie jestem łatwą czytelniczką recenzji. Najczęściej mnie nie zachwycają. A już na pewno nie zachęcają do sięgnięcia po recenzowaną książkę. Nie pamiętam już kiedy ktokolwiek umiał tak zrecenzować cokolwiek (książkę, film, spektakl, koncert, słuchowisko...), żebym chciała to zobaczyć lub usłyszeć. Nie chcę wnikać w powody tego stanu rzeczy, choć zapewne ważną rolę pełni tu zaufanie. A raczej jego brak. Mojego zaufania do autora recenzji. Lubię sama decydować, co przeczytam, kierując się osobistym wyczuciem. Rzadko kiedy się mylę i rozczarowuję. I tutaj można by napisać całą rozprawę na temat jak ważną rolę pełni edytorstwo, aby pełniło właściwą funkcję w zachęcaniu czytelnika do sięgnięcia po książkę. Temat na inną wypowiedź, a teraz wróćmy do meritum, czyli recenzji. 
      Jak wspomniałam, nie pamiętam jak dawno już jakaś recenzja mnie zainteresowała i zachęciła. I oto pojawiła się taka dzisiaj. No może nie dzisiaj, ale dzisiaj przeczytałam. W Stonerze Polskim nr 8 pojawiła się recenzja Dagmary Rybak Czy ocalenie jest możliwe? "Ocalałe 2030" Jana Rojewskiego. Dawno już żadna recenzja tak mnie nie zaintrygowała. Po pierwsze, widać przemyślaną i spójną konstrukcję. Logika wywodu bez zarzutu. Po drugie, widać erudycję, aczkolwiek nienachalną, bez epatowania nadmiarem. Po trzecie, autorka nie spoileruje, recenzja zawiera tylko jeden kilkuwersowy cytat z wierszy Rojewskiego. No właśnie, bo rzecz dotyczy poezji, poezji współczesnej, jak wynika z recenzji, dosyć oryginalnej, w której podmiot mówiący patrzy na nasz świat z perspektywy przyszłości. Raczej spodziewalibyśmy się takiego zabiegu w powieści science fiction niż w poezji. Nie pamiętam, abym się z czymś takim spotkała.             
        Ba, przyznaję ze wstydem, o Janie Rojewskim w ogóle słyszę (czytam) po raz pierwszy. Nie znam jego twórczości. Tym bardziej recenzja ma tu wiele do spełnienia: sięgnąć czy nie sięgnąć po twórczość Rojewskiego? Zanim doczytałam do końca, wiedziałam, po Rojewskiego na pewno sięgnę, a będzie to zasługa Dagmary Rybak i jej recenzji. Autorka cytuje w niej jeden z tytułów wierszy: "Gdzie jesteś, śniegu?" i pojawiło się w mojej pamięci natychmiastowe skojarzenie z Villonem: "Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi?" Czy Rojewski nawiązuje do Villona, do jego ballad? Do "Wielkiego testamentu"? Muszę to sprawdzić. Dziękuję, Dagmaro! 

28 sie 2023

Aforyzmy 23

Gorący temat jak kartofel parzy w usta.

Koszmar turysty w miejscu turystycznym: inni turyści.

Czekając na szczęście możesz przegapić wszystkie szczęśliwe chwile swojego życia.

Niektórzy ciągle są na kursie kolizyjnym. Z innymi ludźmi. 

Największą pożywką plotki jest niewiedza.

Najwyższy stopień samowiedzy: wiedzieć, czego się nie wie.

Gdy poranne wstawanie z łóżka staje się problemem, nawet humanista przyswaja prawo powszechnego ciążenia.

Niektórzy całe życie czekają na okazję, żeby zacząć żyć.

Jedni nudzą się twórczo, inni bezproduktywnie. Pierwsi to artyści, drudzy to statyści. 

Charakter człowieka to suma nawyków i upodobań.




20 sie 2023

haiku

nie prześpij nocy

między gwiazdami znajdziesz

życiową drogę

17 sie 2023

Susza

Upały. Trwa susza. W czasie suszy szosa sucha... Łamaniec językowy. I drugi: Sasza szedł szosą w czasie suszy. Jak po szosie, to iść sobie można. I jechać. Na polnych drogach za to tumany kurzu. Pył i kurz - efekty suszy. "Upał i kurz" - był taki film, którego akcja dzieje się w Indiach. Bardzo dobry film. No, ale w Indiach, a u nas? Jest upał, jest kurz, a dobrego filmu ani na lekarstwo. Jest za to susza. Posucha. W każdym calu. W kulturze i obyczajach. Nic się nie dzieje. Poza żniwami, bo te odbyć się muszą. Poza tym nic, czego można by się uczepić jako tematu. Wakacyjno-urlopowy tłok turystyczny - jak zwykle. Rosnąca drożyzna - jak zwykle. Rozgrywki polityczne - jak zwykle. Zdziczenie obyczajów, czyli brak obyczajów dotąd uznawanych za normę - jak zwykle. Ot, jakaś turystka nabierała wodę do butelki w Fontannie di Trevi. Zdziwiona, że ją nagrano, przyłapano i strażniczka się przyczepia. A nie jakaś nastolatka, całkiem stateczna kobieta. Stateczna wiekiem, bo umysłowo raczej nie. Kiedyś rozsądkiem i rozeznaniem nie grzeszyli młodzi, dzisiaj wiek nie ma znaczenia. Głupota także nabiera lat. Staje się coraz starsza. Jak całe społeczeństwo. Starzejemy się z własną głupotą, bezmyślnością, szaleństwami. Głupota rośnie, a rozsądku nie przybywa. Regres w rozwoju ludzkości. Mózg wysycha i staje się mniejszy? Lżejszy? Susza i upał nie sprzyjają inteligencji. Posucha w myśleniu zatacza coraz szersze kręgi. Jak koła w zbożu uważane za dzieło kosmitów. A to zboże samo się kładzie. Tak samo szare komórki - przestają iskrzyć, gasną, rozleniwiają się. Kładą uszy po sobie. Nie ma życia, nie ma iskry. Susza. Posucha istnienia. Wielka czarna dziura, która wszystko zasysa, nie oddaje niczego. Ale jest czarna, nasza ziemska susza na razie jest oślepiająco jasna. Niebo błyszczy jak dno aluminiowej patelni. Na ziemi kurz. Upał i kurz. Z kurzu ulepieni. Czekamy na tchnienie życia. Czekamy na deszcz.

7 sie 2023

sierpniowe wróżby

na zachodnim brzegu nieba
chmury były pomarańczowe
odbitym blaskiem pozłociły się drzewa 
miedziany chodnik zadźwięczał 
jak trzos pełen grosiwa 
sierpniowe wróżby z chmur i kopru
święconego w dniu Przemienienia
pękate kłosy chylą się pod żniwa
jeszcze kładą się cieniem skrzydła 
bocianów ćwiczących dalekie dystanse
a wieczorny klekot z bocianiego gniazda
odmierza już czas odlotu
w sadach jabłka i gruszki
spadają w trawę przetykaną 
czarnymi kopcami kretów
pod starym stebnikiem krzątanina
ostatnie plastry pełne lepkiego miodu
dzikie róże wciąż w sezonie kwitnienia
wabią pachnąco między różowe płatki
nad ugorami chwieją się żółte kwiaty
nawłoci przetykane koszyczkami wrotyczu
pęki ziół pod drewnianą belką w chacie
rozsiewają zapachy mijającego lata



 

31 lip 2023

Pod niebem chmur

Co może wyniknąć z chmur? Co w nich takiego fascynującego, że lubimy na nie patrzeć? Aż chciałoby się chwycić za pędzel. Ula twierdzi, że nie maluje chmur, bo na obrazach wychodzą kiczowato. Na zdjęciach pewnie też. Ale czasem nie można się powstrzymać.


Na przykład taki fioletowy zachód słońca gdzieś na Roztoczu Wschodnim. Co zwiastuje? Czym grozi? A może tylko zachwyca?


Chmury mogą być nad nami... aż do samego końca nad lasem...


...albo dokąd sięga wzrok po płaskiej Równinie Biłgorajskiej


... albo tak daleko, że chmury i woda zlewają się w jedno... gdzieś nad Morzem Śródziemnym


I chmury mogą być pod nami, gdy zawędrujemy wysoko w góry, jak tutaj na Montserrat



24 lip 2023

Wieś czy miasto

       Najwcześniejsza polska poezja opiewała życie na wsi. Kochanowski wysławiał jej uroki, poczucie bezpieczeństwa, samowystarczalność. Przez wieki polskie społeczeństwo było wiejskie. Wzorzec ziemianina nierozerwalnie związany był z życiem na wsi, kontaktem z naturą, swobodą i przestrzenią. Prowadzenie życia towarzyskiego wymagało pokonywania sporych odległości od majątku do majątku. Może dlatego sąsiedzkie wizyty trwały nieraz tygodniami, co kończyło się opróżnianiem zasobów piwniczki gospodarza. W XVIII wieku Stanisław Staszic pisał, ze 80% ludności polskiej to pańszczyźniani chłopi lub bezrolni najbiedniejsi mieszkańcy nędznych wiosek. A jeśli doliczymy do tego te 5 - 6 % szlachty jako także mieszkańców si, wyjdzie, że właściwie Polacy nie mieszkali w miastach. W miastach mieszkali potomkowie osadników niemieckich, holenderskich czy żydowskich. Masowy exodus  mieszkańców wsi  do miast nastąpił w zasadzie dopiero w XX wieku i to po II wojnie światowej. Obecnie na przykład czterech na dziesięciu mieszkańców Warszawy to mieszkańcy napływowi z małych miejscowości, a większość jest "miastowa" dopiero od dwóch lub trzech tylko pokoleń i nadal ma związki z krewnymi na wsi. 
       Są ludzie, dla których życie w mieście wiąże się z prestiżem i wygodą. Nie da się jednak zaprzeczyć, że genetycznie Polacy przez stulecia byli społeczeństwem agrarno-wiejskim. Tradycyjne polskie wichrzycielstwo też ma raczej korzenie wiejskie, ziemiańskie, gdzie "szlachcic na zagrodzie był równy wojewodzie".  Brak podziału na chłopów i ziemian nie oznacza, że dzisiaj na wsi upadł duch sprzeciwu. Przeciwnie, stał si bardziej powszechny, gdyż każdy gospodarz na własnym podwórku czuje się panem samego siebie i swoich włości. Widuję gospodarzy, często w podeszłym wieku, którzy co niedzielę, nie mając nic innego do roboty, obchodzą dookoła swoje miedze. No bo skoro pańskie oko konia tuczy, to i rzut okiem gospodarza sprawi, że zboże będzie lepiej rosło. 
       Jak to się ma do poezji? Coraz więcej jest tak zwanej poezji miejskiej, ale - powiedzmy sobie szczerze - ja jej nie czuję.  Przybosiowe zachwyty urbanizacją były chwilowe i nie przetrwały - w sensie emocjonalnym - jako poezja porywająca. Do wyrażania ducha nadal potrzebna jest przestrzeń, dalekie horyzonty, bezkres. Miasto pod tym względem zawsze będzie klaustrofobiczne. A im wyższe budowle, wieżowce, bloki, tym bardziej robi się ciasno. Dlatego nadal szeroki poetyckie oddech będzie mi się kojarzył z przestrzeniami wsi. Takiej prawdziwej, a  nie letniskowej podmiejskiej z willowymi działkami nowobogackich. Mogę próbować pisać wiersze inspirowane miastem, może raczej miasteczkiem, bo w sumie Biłgoraj to nie jest wielka aglomeracja, ale i tak będą one podszyte pozamiejską wrażliwością. To, co w mieście najbardziej lubię, jest podobne bardziej do wiejskiej zagrody niż urban poetry.

 


20 lip 2023

Nazewnictwo z pogranicza

     Etymologia nazw miejscowych z pogranicza bywa złożona. Często wywodzą się z języków ruskich a przez wieki ulegały przemianom, które zaciemniają pierwowzór. Język jest tworem żywym i ciągle się zmienia, a w nazwach pozostały formy pierwotne, dzisiaj nieraz niezrozumiałe. 
      Władysław Makarski omawia na przykład ślady staroruskie w nazwach miejscowych Zamojszczyzny. Fonetyczne cechy staroruskie wykazują toponimy takie, jak Hrubieszów czy Horodło (rus. horod, pol. gród). Charakterystycznym zjawiskiem nomenklatury dawnej Rusi Kijowskiej była miękka końcówka sufiksalna -n` widoczna w takich nazwach, jak rzeka Horyń czy grodu Kobryń no i oczywiście słynny Czerwień jako stolica Grodów Czerwieńskich. Znajdujemy ją choćby we współczesnej miejscowości Smoryń. 
        Przykładem staroruskich w obecnie można powiedzieć, ukraińskich nazw będzie Horyniec, co do którego toczy się językoznawcza polemika. Z jednej strony mamy w nazwie temat hor- od horod, czyli polskie gród, a z drugiej niektórzy dopatrują się w niej nawiązania do pagórkowatego terenu, czyli ruskiego gora/ góra. Jeszcze inni wywodzą nazwę od ruskiego nazwiska Horniec. Są też sugestie, że sufiks -yniec jest spolszczoną wersją ukraińskiego - yneć, co wymawiane jest jako - inieć, cała zaś nazwa powinna brzmieć Horiniec analogicznie do nazwy rzeczki Glinianiec oraz miejscowości Lubliniec.
        Ukraińską genezę językową ma Werchrata, której pierwszy człon "werch" oznacza górny bieg rzeki, w drugim członie mamy zaś nazwę rzeki Rata, co w efekcie daje "werch-rata". Znaczeniowo więc jest to miejscowość położona w górnym biegu rzeki Raty. 

Wybrana bibliografia:

Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Linguistica. 14 ∙ 2019.

Mariusz Koper: O etymologii ludowej i naukowej kilku nazw miejscowych powiatu tomaszowskiego. Facta Simonidis, 2008 nr 1. Str. 327 -339.

Mariusz Koper: O nazwie miejscowości Wierszczyca w powiecie tomaszowskim. Roczniki Humanistyczne. Tom LIX, zeszyt 6 – 2011. Str. 51 -56.

Włądysław Makarski:  Z metodologii badań toponomastycznych. W poszukiwaniu staroruskich nazw miejscowości na terenie dzisiejszej Zamojszczyzny. Roczniki Humanistyczne. Tom LXII, zeszyt 6 – 2014.Str. 85 -100.

Teresa Pluskota: Zestawienia w nazwach miejscowych ziem ruskich Rzeczpospolitej XVI- XVIII wieku. Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy. Studia Filologiczne. Z. 45. Str.79 - 93.

Paweł Rydzewski: Ziemia Lubaczowska. Lublin 2015.

W³odzimierz Wysoczański: Odniesienia międzyjęzykowe w świetle nazw miejscowych pogranicza polsko-ruskiego. UWM w Olsztynie. Acta Polono-Ruthenica XI, 2006. Str. 307 -329.


9 lip 2023

Jest dyplom i antologia ... i szkło






Przyszedł dyplom i antologia pokonkursowa 8. Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Bursewicza "O Złotą Metaforę" w Szczecinie. W antologii mój wiersz "gdy będziemy uciekali" nagrodzony II miejscem. Wiersz zamieściłam we wcześniejszym wpisie. 

VIII Międzynarodowy Konkurs Poetycki im. Józefa Bursewicza "O Złotą Metaforę". Almanach Poetycki. Szczecińska Wiosna Poezji. Wydawnictwo hogben, Szczecin 2023.