4 lis 2023

haiku

zamglona łąka
żurawie odlatują
poza horyzont


początek rzeki
nieprzerwanie bulgocze
źródło w piasku


czerwony arbuz
wszystkie dłonie
lepkie od soku

słoneczna jesień
pszczoły znoszą pyłek
ze słoneczników

30 paź 2023

wiersz odnaleziony w archiwum

album

 

wypełniam kadr

w żabiej perspektywie

zasłaniam motyla i zachód słońca

kładę się cieniem na ziemi

w tej chwili zatrzymanej migawką

na zawsze tutaj jestem

jak puste miejsca

po ciałach pompejan

zarys postaci bez imienia

martwa natura w oku patrzącego

dająca złudzenie wieczności

życie rozpisane na fotografie

pomiędzy nimi amnezja

niefotogeniczne dni

skazane na zapomnienie 

22 paź 2023

Pod patronatem Kraszewskiego

           W XXXIX Ogólnopolskim Konkursie im. Józefa Ignacego Kraszewskiego przyznano mi Nagrodę specjalną za tematykę o Podlasiu. W istocie Podlasie i Polesie oraz Wołyń pojawiają się we  Wspomnieniach Wołynia, Polesia i Litwy Kraszewskiego, która to książka stała się dla mnie inspiracją do napisania własnej kompilacji wspomnień częściowo podróżniczych pt. Z Kraszewskim pod ręką. I chyba właśnie za to wędrowanie z lekturą Kraszewskiego otrzymałam nagrodę. 
              Moje wędrówki niekoniecznie odbywają się w przestrzeni geograficznej, częstokroć zahaczają o tematykę językoznawczą, etnograficzną, prezentują portrety spotykanych ludzi. Formalnie rzecz jest gatunkowo pojemna i może być kontynuowana o kolejne rozdziały. Sam początek mojego tekstu został wydrukowany w pokonkursowej książeczce zwierającej wyimki wszystkich nagrodzonych utworów w kategorii poezji i prozy. Całość jest znacznie dłuższa i nie zmieści się w ograniczonej przestrzeni blogu. Dlatego i tutaj ograniczę się do skromnych fragmentów.

1

[...] Różnice między dawnymi podróżami a dzisiejszymi mogą skłaniać do porównywania ludzi współczesnych z dawniejszymi. Ale tak naprawdę to różnica między przygodą a wygodą.  Dzisiaj samoloty, samochody ze skomplikowaną elektroniką, poduszki bezpieczeństwa, pasy, nawigacja. A ja pamiętam podróż "maluchem" pięcioosobową ekipą nad Morze Czarne! Po drodze gdzieś w stepie Ukrainy, no, nie całkiem w stepie, bo w jakiejś małej mieścinie, ale wśród stepów, reperowaliśmy podwozie naszego wehikułu młotkiem, bo do najbliższego zakładu mechaniki samochodowej było kilkaset kilometrów.  Nocowaliśmy pod namiotem w polu kukurydzy i u gościnnych gospodarzy, którzy przygarnęli nas z drogi. Nie oddałabym tych wspomnień za żadne poduszki, ABS-y, GPS-y i wszystkie satelity. Wyprawy, o których piszą tacy podróżnicy, jak Andrzej Stasiuk czy Dan Kieran to nie tylko przemieszczanie się z punktu A do punktu B. To głębokie zanurzenie w świecie, w jego osobliwości, uważne patrzenie i poznawanie. To podróż w dal, w głąb, w czas przeszły i świat wyobraźni.  

2

Zacznijmy po jarmarku, tej gminnej uroczystości tak wesołej, tak charakterystycznej u nas. Na co mamy cyrklować tę książkę wspomnień? Idźmy tam, gdzie nas oczy poniosą.

[...] I są, nadal są jarmarki. W jeden dzień w tygodniu targowiska zapełniają się budami, koszami, workami, namiotami, wieszakami, skrzynkami, albo na zwykłym tekturowym podłożu rozłożonymi towarami. W porównaniu z opisem Kraszewskiego zmieniło się jedno. Nikt nie jedzie na jarmark drabiniastym wozem, żadnych furmanek już nie ma. Są dostawczaki. Duże samochody z pokaźną przestrzenią na towar. Poniedziałek rano jest czasem zarezerwowanym na jarmark we Frampolu. Jarmarkowe czwartki tętnią w Biłgoraju i Janowie Lubelskim.

[...] Gdy powstawało miasto, wyznaczenie terminu jarmarku było oznaką przywileju. Dwa, trzy jarmarki w roku oznaczały większe przywileje. Dzisiaj, kiedy na rogatkach nie pobiera się myta, jarmarki mogą odbywać się co tydzień. Ale i jarmarki się zindywidualizowały i każde miasto chce mieć własny, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju, ściągający rzesze turystów.  Włodarze sięgają po historię, po tradycyjne nazewnictwo. W Biłgoraju jest Jarmark Kresowy, w Janowie Lubelskim dwudniowy festiwal kaszy Gryczaki, w Zamościu Jarmark Hetmański, w Lublinie ogromny wielokulturowy i międzynarodowy Jarmark Jagielloński. Byłam na każdym z nich.

[...] I zawsze jest muzyka. Z jednej strony dymią kowalskie stoiska, dźwięczą blachy, syczą hartowane żelaza,  z drugiej opoczyński zespół ludowy śpiewa starodawne pieśni, a z daleka dobiegają wysokie tony drewnianych i glinianych fujarek, piszczałek i okaryn. Zatrzymałam się przy duecie lirnika i skrzypka z Ukrainy. Dziadek z pomarszczoną twarzą kręcił korbową lirą, młody czarnobrody zawodził nostalgicznie na skrzypeczkach. Do futerału wpadały drobne monety. Na drugim krańcu jarmarku młody, lecz również brodaty muzyk i garncarz z Białorusi uczył grać na glinianych świstawkach i okarynach. "Zagra pan na baranku?" I słychać tony wysokie jak z górskich hal. "A żabka jak śpiewa?" "To okaryna"- pada wyjaśnienie i leci tęskna melodia wzdłuż deptaku. Każda gliniana figurka miała dziurkę, przez którą sprzedawca przewlekał rzemyczek i zawieszał na szyi kupującego. A na Grodzkiej usadowiła się rodzinna kapela, najmniejszy chłopiec wystukiwał rytm na bębenku. Wokół przystawał wielojęzyczny tłum. Na wprost Trybunału dwaj lutniści grają na biłgorajskich sukach. Zbigniew Butryn, lutnik i rekonstruktor suki twierdzi, że właściwie powinna się nazywać suką kocudzką, bo tam powstał wzór instrumentu. Mniejsza o nazwę, podziwiam technikę gry paznokciowej. Kiedyś sobie taką kupię, tylko kto mnie nauczy grać?

20 paź 2023

Aforyzmy 24

Wiara w zwycięstwo rozsądku nad głupotą jest przejawem braku rozsądku. 

Wybierając się w drogę, warto mieć nić do zaznaczenia drogi powrotnej. 

Po wyborach: emocje opadły, banery spadły, teraz inni będą kradli.

Miłość do książek kosztuje podwójnie: cena zakupu plus większy czynsz za metraż na ich gromadzenie. 

Im droższa władza, tym tańszy obywatel: budżet się zgadza. 

Pierwszy objaw paranoi człowieka na stanowisku: myśleć, że inni wciąż myślą o nim. 

Martwiąc się o przyszłość, zapominamy zadbać o siebie dzisiaj.

W życiu spotyka nas wiele doświadczeń, które wykraczały poza granicę naszej wyobraźni.  

Lokalna sitwa przesiewa: kto nasz - dostaje granty, kto nie nasz - wylatuje jak plewy. 

Piękne słowa to kamuflaż dla brudnych myśli i nieczystych intencji. 

16 paź 2023

koniec sezonu - haiku

koniec sezonu

ostatni kurs taczką

z chwastami



jesienny alchemik

grzechocą kasztany

w kieszeni



malarska jesień

zielone, żółte, brązowe

na przemian



ostatni trzask

drwal odkłada siekierę

na pniaku


5 paź 2023

Czad na czacie ze sztuczną inteligencją

Gawędziłam ze sztuczną inteligencją. Od pewnego czasu to temat na topie, więc sprawdzam jak to wygląda. Algorytmów sztucznej inteligencji już w  tej chwili dostępnych jest kilkanaście. Zapoznałam się z trzema, prosząc o wykonanie tego samego zadania: napisanie sonetu włoskiego. Oto efekty.

Microsoft Bing Chat, który sam przedstawił się jako kreatywny program do pisania wierszy, opowiadań, piosenek i naśladowania znanych osób wygenerował coś takiego:
Włoski sonet, to poezji klejnot,
Cztery rymy, albo pięć w sobie mieści,
Dwie czwórki i dwie trójki, wiersze w sznurze,
Wzór okalający, abba abba, w czwórkach.

W trójce rymy inne, cde cde,
Lub cdc dcd, podwójna tercyna,
Wiersze zgrabne, pełne uroku i wdzięku,
Petrarka tworzył je, aż do dziś zachwycają.

Tak oto powstał włoski sonet,
Klasyczna odmiana sonetu europejskiego,
Zapraszam Cię do tworzenia własnych wersów,
Niech poezja zawsze będzie z Tobą.    
      Nikomu, kto ma jakiekolwiek pojęcie o wersyfikacji nie muzę wyjaśniać, że powyższe trzy zwrotki sonetem nie są. Poniżej kolejny pseudosonet wygenerowany przez Google Bard:

Wiosna

Wiosna wróciła, słońce świeci, Ptaki śpiewają, kwiaty kwitną. Wszystko budzi się do życia, Świat staje się piękniejszy.

Ale ja wciąż jestem smutny, Bo nie mam ciebie przy sobie. Tylko twoje wspomnienia Mają moc, by mnie rozbawić.

Mam nadzieję, że pewnego dnia Znów się zobaczymy. Wtedy będę mógł znów się uśmiechnąć, I cieszyć się życiem.

I na koniec dzieło Chat GPT. Ponieważ miał napisać sonet włoski, napisał po włosku.

Sotto il cielo stellato, sogni d'oro brillano, Nella notte silenziosa, il mondo s'addormenta, Le stelle danzano, la Luna ci illumina, In questo mondo magico, l'amore ci incanta.

I cuori battono all'unisono, in dolce armonia, Le mani si cercano, si intrecciano con passione, Nelle notti d'estate, sotto la Via Lattea, Ci perdiamo nell'amore, senza alcuna ragione.

Ma il tempo vola, e l'alba si avvicina, Le stelle si dissolvono, il giorno sta per arrivare, Ma nel mio cuore, il tuo amore resta vicino, E nei tuoi occhi, trovo un cielo da ammirare.

Così, sotto il cielo stellato, ti prometto amore eterno, Nel mio cuore, sei la luce, il mio desiderio interno.

Jest postęp! Ma przynajmniej 14 wersów. Bo dwa poprzednie "produkty" nie umiały wymaganej w sonecie liczby wersów, jakby nie umiały liczyć do czternastu. Ale i ten ostatni nie jest sonetem włoskim. Układ rymów ma bowiem francuski. Polskie tłumaczenie zaś, tak samo jak w przykładach na początku, w ogóle jest bezrymowa. Są też ewidentne błędy językowe (zagubiamy się).

 Pod gwiaździstym niebem, złote marzenia świecą,

W ciszy nocy, świat zasypia spokojnie, Gwiazdy tańczą, Księżyc nas rozświetla, W tym magicznym świecie, miłość nas zaurocza.

Serce bije jednocześnie, w słodkiej harmonii, Dłonie szukają się, splecione w namiętności płomieniach, W letnie noce, pod Drogą Mleczną, Zagubiamy się w miłości, bez żadnego powodu.

Ale czas ucieka, a świt się zbliża, Gwiazdy rozpływają się, dzień nadchodzi, Ale w moim sercu, twoja miłość jest blisko, A w twoich oczach, znajduję niebo do podziwiania.

Tak więc, pod gwiaździstym niebem, obiecuję ci wieczną miłość, W moim sercu jesteś światłem, moim wewnętrznym pragnieniem.

To tak a`propo pytania, czy można wykorzystać AI do zadań z języka polskiego w szkole. No raczej tego nie widzę i nie polecam. Więcej tu nieścisłości, całkiem błędnych rozwiązań i fałszywych tropów. Tak więc bawcie się dobrze! Ale uczyć się proponuję z bardziej rzetelnych źródeł.

29 wrz 2023

Stefan Knapp wraca do Biłgoraja

      Zdjęcia, obrazy, pamiątki.... Stefan Knapp znalazł stałe miejsce w przestrzeni wystawowej Muzeum Ziemi Biłgorajskiej. Teraz każdy odwiedzający Biłgoraj będzie mógł zapoznać się z wybitną osobowością malarza, poznając jego biografię i reprezentatywne dzieła. Wernisaż nowej stałej wystawy zgromadził we wtorek 26 września przedstawicieli kultury i sporą grupę młodzieży. Niewątpliwą atrakcją było zaprezentowanie nagrania ze spotkania Stefana Knappa z młodzieżą w roku 1989, gdy odwiedził Biłgoraj. Opowiadał o swojej technice malowania emalią na stalowych płytach, o polskim tłumaczeniu "Kwadratowego słońca", zdradził swój pogląd na architekturę, odpowiadał na pytania. Stefan Knapp poza tym, że był wybitnym artystą, miał konkretne wyobrażenia na temat propagowania sztuki, zwłaszcza współczesnej, W celu ich realizacji podejmował konkretne rozmowy z osobami ze świata polityki, jak np. Margaret Thatcher, ówczesną premier Wielkiej Brytanii. Ogromne dzieła w różnych krajach oraz wiele mniejszych obrazów, jak i pozostałe pamiątki jeszcze długo będą inspiracją dla badaczy jego twórczości. 


Fotograficzny portret Knappa


Artysta przy pracy



Obrazy z serii z krzyżem


Gablota z pamiątkami i publikacjami

16 wrz 2023

sonet wrześniowy



nadchodzi jesień z grzechotką maków
dłonią otwiera ostatnie nasturcje w ogrodzie
rękawem zaczepia pajęczyny na drodze
nad kobiercami kwitnących widłaków

bocian samotnik króluje na łące
zapomniawszy kierunku odlotu
wrzaskiem w gęstwinie żywopłotu
wróble witają poranne słońce

jeszcze się lato uparcie trzyma
mamiąc i łudząc obfitością smaków
torebki miechunki czerwienią nadyma

ale już podmuchem chłodu zaciąga od lasu
i ranek z wieczorem dreszcz zimny spina
i orzechy stukają jak wyrocznia czasu






8 wrz 2023

Czuję się zaproszna/wykluczona

            Podobno w tak zwanym sezonie ogórkowym trudno znaleźć ważne tematy na felieton. A jednak uważam, że są i to bardzo istotne.  O ile kiedyś był to czas zamierania życia kulturalnego, wszak kończą się teatralne i filharmoniczne sezony,  tak obecnie w całym kraju mnożą się festiwale, przeglądy, pokazy i dni poświęcone różnym dziedzinom pod patronatem Muz. Atrakcje zaczynają się już w maju i trwają do września. W tym roku na przykład na początku letniego sezonu, a więc jeszcze w maju dostałam zaproszenie. Nie ja osobiście, ale także ja jako mieszkanka regionu. Zaproszenie wypisane zostało na plakatach. A zapraszał nie byle kto, sam Marszałek Województwa Lubelskiego. Dni Otwarte Funduszy Europejskich w Janowie Lubelskim zapowiadały się hucznie: miasteczko europejskie, koncerty, konkursy, laboratoria wiedzy, pokazy, warsztaty. Myślę sobie, pojadę, czemu nie? Zamiast spędzać weekend siedząc przed laptopem, zobaczę co się dzieje w naszym wielkim europejskim domu. Już buty naszykowałam wygodne, już kapelusz od słońca gotowy, już plecaczek turystyczny zapakowany, a tu zonk! Sprawa upadła. To znaczy wyprawa stanęła i wyruszyć nie mogła, ponieważ marszałek, owszem, zaprasza, ale tylko wybranych. Nie, nie, w żadnym wypadku impreza nie była zamknięta, ale miała swoje ograniczenia. Możliwość dojazdu. A właściwie brak takiej możliwości.

         Na sześć gmin wiejskich położonych na terenie janowskiego powiatu aż cztery nie mają w weekendy żadnego połączenia z miastem powiatowym: Batorz, Chrzanów, Dzwola i Godziszów. Gmina Potok Wielki owszem, połączenia posiada, ale z przesiadkami, np. przez Wilkołaz (ok. 75 km)  lub nawet z trzema przesiadkami przez Lublin (ok. 150 km) i cały przejazd trwa… sześć godzin. Rzeczywista odległość między Potokiem Wielkim a Janowem Lubelskim mierzona trzema najkrótszymi połączeniami po drogach asfaltowych to od 21 do 26 km. Widać za krótka trasa, żeby się opłacało komuś ludzi wozić, więc jak ktoś chce, niech sobie przynajmniej województwo pozwiedza. Jedynie z Modliborzyc można bezpośrednio bez przesiadki dostać się także w niedzielę do Janowa Lubelskiego, ale tylko dlatego, że leżą na trasie do Lublina. 

            16 maja 2019 roku uchwalono ustawę o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej. Ustawa miała przeciwdziałać wykluczeniu komunikacyjnemu małych miejscowości. Czy spełniła swoje zadanie? W 2019 roku jako mieszkanka gminy Dzwola miałam w weekendy jeden kurs do Janowa Lubelskiego przed południem i możliwość powrotu w godzinach przedwieczornych. Był to pospieszny dalekobieżny autobus z Biłgoraja do Łodzi. Spotykałam w nim nieraz znajomych z Biłgoraja, którzy przyjeżdżali nim skorzystać z wypoczynku nad janowskim zalewem. Umawiałam się z przyjaciółmi na dojazd tym autobusem na inne janowskie atrakcje, jak coroczne Gryczaki w sierpniu. Po okresie pandemii kurs powrócił na dwa dni w tygodniu, przy czym jednego dnia jechał w jedną stronę, a drugiego w drugą, czyli dojazd i powrót tego samego dnia nie wchodził w grę. Obecnie kurs został całkowicie zlikwidowany. W soboty i niedziele połączenia nie ma żadnego. Na koniec roku 2022 liczba połączeń autobusowych w kraju zmalała o ponad 16%, a długość obsługiwanych tras o 25%. Według Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu do około 20% miejscowości nie docierał żaden transport publiczny. A konkretnie wygląda to tak, że  trasę Biłgoraj – Janów Lubelski, po której przemieszczam się zawodowo, jeszcze kilka lat temu obsługiwało trzech przewoźników, a obecnie został tylko jeden.   

        Jako niezmotoryzowana mieszkanka wiejskiej gminy powiatu janowskiego, pracująca zawodowo w powiecie sąsiednim, biłgorajskim, mogę miedzy tymi miejscowościami poruszać się tylko w dni tak zwanej nauki szkolnej od poniedziałku do piątku. Całe szczęście, że istnieją szkoły średnie, obowiązek szkolny do lat osiemnastu i część młodzieży nie osiągnęła wieku uprawniającego do uzyskania prawa jazdy. Oni muszą dojeżdżać do szkół, a ja przy okazji jeżdżę z nimi.  I kilka jeszcze osób wraz ze mną. Sprzątaczka, wychowawczyni przedszkola, kasjerka w markecie oraz starsze osoby bez samochodu. Pojeździmy sobie w ciągu tygodnia, a w weekendy mamy siedzieć w chałupach i się nigdzie nie ruszać. Bo na co nam jakieś imprezy? Na co nam koncerty? Na co biesiady? Na co jarmarki i letnie festiwale? A siedzieć w domu i zbierać siły na pójście do pracy w poniedziałek.

           Na weekendy lipca i sierpnia w Janowie Lubelskim zaplanowano co najmniej dziesięć wydarzeń o charakterze regionalno-kulturalnym, w Biłgoraju zaś drugie tyle, nie licząc mniejszych, w gminach. Na wszystkie mnie zapraszają. I na żadnym nie mogę być, ponieważ nie mam czym dojechać. Niestety, młodzież szkolna wypoczywa po całotygodniowych dniach nauki i do szkół w soboty i niedziele nie dojeżdża. Doprawdy, indolencja samorządów, które nie potrafią zorganizować choćby dwóch połączeń dziennie pomiędzy miejscowościami gminy, jest zdumiewająca. A już połączenia miedzy sąsiednimi powiatami to mrzonka. Rozumiem, że powiaty i ich władze mogą rywalizować w sferze atrakcyjności, ale żeby do tego stopnia nie móc się porozumieć, żeby mieszkańcom żadnej komunikacji nie zapewnić?

Samotna matka z nastolatkiem, emerytowana dziennikarka, dwie emerytowane nauczycielki, bibliotekarka, osoba bezrobotna na zasiłku, pracownik fizyczny w firmie, młoda rolniczka to osoby, które znam osobiście, wykluczone z możliwości korzystania z zaproszeń władz wojewódzkich, powiatowych, gminnych oraz instytucji kultury, organizatorów wszelakiego rodzaju imprez dla – ponoć – wszystkich mieszkańców.  A co jeszcze bardziej ciekawe, na wspomnianych na początku Dniach Otwartych Funduszy Europejskich organizatorzy mocno kładli nacisk na problem dostępności i równości, czego wyrazicielem miał być zaproszony Tomasz Jacyków. Czego dotyczyła owa dostępność i równość, niestety, nie wiem, bo mnie tam nie było. Wydarzenie było dla mnie komunikacyjnie niedostępne.

3 wrz 2023

Ważna rola recenzji

      Nie jestem łatwą czytelniczką recenzji. Najczęściej mnie nie zachwycają. A już na pewno nie zachęcają do sięgnięcia po recenzowaną książkę. Nie pamiętam już kiedy ktokolwiek umiał tak zrecenzować cokolwiek (książkę, film, spektakl, koncert, słuchowisko...), żebym chciała to zobaczyć lub usłyszeć. Nie chcę wnikać w powody tego stanu rzeczy, choć zapewne ważną rolę pełni tu zaufanie. A raczej jego brak. Mojego zaufania do autora recenzji. Lubię sama decydować, co przeczytam, kierując się osobistym wyczuciem. Rzadko kiedy się mylę i rozczarowuję. I tutaj można by napisać całą rozprawę na temat jak ważną rolę pełni edytorstwo, aby pełniło właściwą funkcję w zachęcaniu czytelnika do sięgnięcia po książkę. Temat na inną wypowiedź, a teraz wróćmy do meritum, czyli recenzji. 
      Jak wspomniałam, nie pamiętam jak dawno już jakaś recenzja mnie zainteresowała i zachęciła. I oto pojawiła się taka dzisiaj. No może nie dzisiaj, ale dzisiaj przeczytałam. W Stonerze Polskim nr 8 pojawiła się recenzja Dagmary Rybak Czy ocalenie jest możliwe? "Ocalałe 2030" Jana Rojewskiego. Dawno już żadna recenzja tak mnie nie zaintrygowała. Po pierwsze, widać przemyślaną i spójną konstrukcję. Logika wywodu bez zarzutu. Po drugie, widać erudycję, aczkolwiek nienachalną, bez epatowania nadmiarem. Po trzecie, autorka nie spoileruje, recenzja zawiera tylko jeden kilkuwersowy cytat z wierszy Rojewskiego. No właśnie, bo rzecz dotyczy poezji, poezji współczesnej, jak wynika z recenzji, dosyć oryginalnej, w której podmiot mówiący patrzy na nasz świat z perspektywy przyszłości. Raczej spodziewalibyśmy się takiego zabiegu w powieści science fiction niż w poezji. Nie pamiętam, abym się z czymś takim spotkała.             
        Ba, przyznaję ze wstydem, o Janie Rojewskim w ogóle słyszę (czytam) po raz pierwszy. Nie znam jego twórczości. Tym bardziej recenzja ma tu wiele do spełnienia: sięgnąć czy nie sięgnąć po twórczość Rojewskiego? Zanim doczytałam do końca, wiedziałam, po Rojewskiego na pewno sięgnę, a będzie to zasługa Dagmary Rybak i jej recenzji. Autorka cytuje w niej jeden z tytułów wierszy: "Gdzie jesteś, śniegu?" i pojawiło się w mojej pamięci natychmiastowe skojarzenie z Villonem: "Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi?" Czy Rojewski nawiązuje do Villona, do jego ballad? Do "Wielkiego testamentu"? Muszę to sprawdzić. Dziękuję, Dagmaro!