6 gru 2023

Spotkanie w przedszkolu

     W ramach  Narodowego Programu Czytelnictwa przyszło zaproszenie z Przedszkola Integracyjnego "Bambini".  30 listopada zasłuchanym przedszkolakom opowiadałam o pisaniu wierszy, o tomikach poetyckich i odpowiadałam na dociekliwe pytania. Z rozpoznawaniem kolorowych symboli na okładkach tomików i książeczek poradzili sobie świetnie: dwa kapelusze na tęczy, cztery pory roku, zielony świerszcz, rzeka... Można nie umieć czytać i rozpoznać, co jest w środku książeczki.  Dlatego niektórzy nawet tam do środka zaglądali. No i była wierszowana zagadka z nagrodą. 





Zdjęcia Magdalena Góra-Małek
Więcej zdjęć na stronie przedszkola

2 gru 2023

12. konkurs haiku u Eddiego

a) jesienna pełnia księżyca

siwy ogrodnik
jesienna pełnia
prowadzi przez noc

10 pkt


zimowy świt
w karmniku wielka kłótnia
małych ptaszków

5 pkt

28 lis 2023

Wygrało kazanie do narodu

            Gdyby kogokolwiek zapytać, co ceni bardziej, rzetelne informacje i widzę czy piękne słówka, zapewne każdy odpowiedziałby, że to pierwsze. Od dawna logicy i retorzy zastanawiają się, co przekonuje bardziej i co właściwie przekonywać powinno, a nie przekonuje. Można się jednak mocno zdziwić, jak bardzo niepopularne i mało doceniane bywa myślenie logiczne w zestawieniu z budowaniem pozytywnych emocji bez pokrycia w rzeczywistości.

 Marek Tokarz w pracy Dlaczego nie przekonują nas przekonywające argumenty zauważa, że przekleństwem dobrego merytorycznego mówcy są zarówno słuchacze niezmotywowani, jak i zmotywowani aż za bardzo. Niezmotywowani po prostu zamiast słuchać meritum wywodu, skoncentrują na zjawiskach pobocznych, marginalnych, takich jak emocje, tembr głosu czy wyglądzie. Słuchacze wysoko zmotywowani natomiast mogą podejść do mowy z już gotowym własnym założeniem i tym bardziej będą odporni na argumenty logiczne niezgodne z ich poglądami.  Jeszcze większą rolę odgrywa osobista sympatia słuchacza. Niektórzy badacze uważają ten czynnik wręcz za najważniejszy. Tokarz podsumowuje zjawisko subiektywizmu odbioru argumentacji następująco: Sympatia […] zniekształca percepcję w sposób systematyczny — argumenty osoby lubianej wyglądają na bardziej poprawne, niż są w rzeczywistości. I wreszcie najgorsze działanie ma antypatia, która nigdy nie działa na korzyść nadawcy, a u niezaangażowanego adresata może nawet całkowicie zniweczyć wymowę argumentacji merytorycznej i absolutnie nienagannej.

Tymczasem o tym, że bardziej słuchamy tego, co chcemy usłyszeć i jak bardzo nisko cenimy wiedzę, zwłaszcza, że niekoniecznie budującą, świadczy wynik ostatniej debaty oksfordzkiej przeprowadzonej w Biłgorajskim Centrum Kultury.  Dwie drużyny debatowały nad tezą: Ostatnie wydarzenia w kraju i na świecie wyzwoliły w ludziach więcej złego niż dobrego. Już konieczność opowiedzenia się po stronie zła lub dobra zagraża obiektywizmowi oceny, ponieważ oczywiste jest, że wolimy słuchać o tym, że człowiek jest dobry. Sami chcemy się za takich uważać. I mile łechce nasze ego podkreślanie, w jakich to pięknych i dobrych akcjach bierzemy udział.

               Ale co zrobić z prawdą ujawnioną przez eksperymenty Milgrama i Zimbardo, którzy dowiedli, że gdy tylko pojawią się specyficzne okoliczności, każdy z nas może stać się katem dla drugiego człowieka? Wolimy udawać, że nas to nie dotyczy. Wolimy słuchać pochwał mówców motywacyjnych głoszących zwycięstwo dobra. Tylko kiedy to zwycięstwo miałoby nastąpić? Zresztą, możemy w to wierzyć, nikt nam nie zabroni. Jednak teza stawiała pytanie nie o przyszłość, a o teraźniejszość. Prowokowała do przyjrzenia człowiekowi tu i teraz, w naszej rzeczywistości, w realiach współczesności.

W tym miejscu perspektywy drużyn biorących udział w debacie znacząco się rozjechały. Gdy jedna - broniąca tezy o wyzwoleniu się w ludziach zła, podawała dane statystyczne na temat przemocy  w rodzinach, przejawach nienawiści w języku i działaniach określonych grup społecznych, druga - większość czasu poświęciła na zachęcanie słuchaczy do czynienia dobra w myśl znanego hasła "zło dobrem zwyciężaj".  Wezwanie skądinąd słuszne, tylko czy zgodne z tematem debaty? Ostatecznie chyba jurorzy nie zauważyli, że tematem debaty nie było szukane sposobów zwalczania zła, lecz analiza przejawów zła i dobra we współczesnym świecie.

               Gdy jedna drużyna - broniąca postawionej tezy - podawała liczne przykłady i dane, druga głosiła kazanie motywacyjne zachęcające do zaangażowania w działalność charytatywną. Gdy jedna dowodziła zatrważającej przewagi okrutnych zachowań we współczesnym społeczeństwie, druga kreśliła piękną wizję przyszłości, w której ostatecznie suma dobra przewyższy obecne zło. Tylko czy przewyższa dzisiaj?

Po jednej stronie mieliśmy merytoryczne omówienie zjawiska, po drugiej retoryczną homiletykę. Ostatecznie w wyniku decyzji jurorów zwyciężyło kazanie zachęcające do czynienia dobra, co potwierdza, że wolimy słuchać raczej pięknych marzeń niż prawdy o sobie. Zwyciężyło kazanie do narodu zamiast rzetelności, wiedzy i logicznego myślenia. Trochę też dziwne, że odbieganie od tematu nie stanowiło - jak z tego wynika - problemu dla jury, które z zachwytem słuchało peanów na cześć człowieczeństwa. 

A wydawać by się mogło, że debata oksfordzka w założeniu to nie konkurs homiletyczny. Zwłaszcza, że o zwycięstwie nie decyduje głosowanie publiczności, jak zakłada klasyczna debata oksfordzka, lecz loża ekspercka. Jak wynika jednak z ostatniej i kilku poprzednich debat zdystansowanie się jurorów wobec własnych przekonań bywa trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie tak delikatne jak dobro i zło w człowieku. 

16 lis 2023

Przysłowia nowe 1

Kto nie pracuje, ten nie je. A kto nie je?... Nie żyje.

Uczciwością i pracą ludzie zdrowie tracą. 

Ten się śmieje, kto ma czyste sumienie.

Gdyby kózka nie skakała, to by osła udawała.

Apetyt rośnie, gdy sąsiad ma więcej.

Broda mędrcem nie czyni, a jej zgolenie nie uczyni głupcem.

Jak cię widzą, tak nagrają.

Robota nie zając, nie chowa się pod miedzą. 

Ciekawość nie czyni mędrcem.

Czas to jedyne bogactwo nędzarzy.



4 lis 2023

haiku

zamglona łąka
żurawie odlatują
poza horyzont


początek rzeki
nieprzerwanie bulgocze
źródło w piasku


czerwony arbuz
wszystkie dłonie
lepkie od soku

słoneczna jesień
pszczoły znoszą pyłek
ze słoneczników

30 paź 2023

wiersz odnaleziony w archiwum

album

 

wypełniam kadr

w żabiej perspektywie

zasłaniam motyla i zachód słońca

kładę się cieniem na ziemi

w tej chwili zatrzymanej migawką

na zawsze tutaj jestem

jak puste miejsca

po ciałach pompejan

zarys postaci bez imienia

martwa natura w oku patrzącego

dająca złudzenie wieczności

życie rozpisane na fotografie

pomiędzy nimi amnezja

niefotogeniczne dni

skazane na zapomnienie 

22 paź 2023

Pod patronatem Kraszewskiego

           W XXXIX Ogólnopolskim Konkursie im. Józefa Ignacego Kraszewskiego przyznano mi Nagrodę specjalną za tematykę o Podlasiu. W istocie Podlasie i Polesie oraz Wołyń pojawiają się we  Wspomnieniach Wołynia, Polesia i Litwy Kraszewskiego, która to książka stała się dla mnie inspiracją do napisania własnej kompilacji wspomnień częściowo podróżniczych pt. Z Kraszewskim pod ręką. I chyba właśnie za to wędrowanie z lekturą Kraszewskiego otrzymałam nagrodę. 
              Moje wędrówki niekoniecznie odbywają się w przestrzeni geograficznej, częstokroć zahaczają o tematykę językoznawczą, etnograficzną, prezentują portrety spotykanych ludzi. Formalnie rzecz jest gatunkowo pojemna i może być kontynuowana o kolejne rozdziały. Sam początek mojego tekstu został wydrukowany w pokonkursowej książeczce zwierającej wyimki wszystkich nagrodzonych utworów w kategorii poezji i prozy. Całość jest znacznie dłuższa i nie zmieści się w ograniczonej przestrzeni blogu. Dlatego i tutaj ograniczę się do skromnych fragmentów.

1

[...] Różnice między dawnymi podróżami a dzisiejszymi mogą skłaniać do porównywania ludzi współczesnych z dawniejszymi. Ale tak naprawdę to różnica między przygodą a wygodą.  Dzisiaj samoloty, samochody ze skomplikowaną elektroniką, poduszki bezpieczeństwa, pasy, nawigacja. A ja pamiętam podróż "maluchem" pięcioosobową ekipą nad Morze Czarne! Po drodze gdzieś w stepie Ukrainy, no, nie całkiem w stepie, bo w jakiejś małej mieścinie, ale wśród stepów, reperowaliśmy podwozie naszego wehikułu młotkiem, bo do najbliższego zakładu mechaniki samochodowej było kilkaset kilometrów.  Nocowaliśmy pod namiotem w polu kukurydzy i u gościnnych gospodarzy, którzy przygarnęli nas z drogi. Nie oddałabym tych wspomnień za żadne poduszki, ABS-y, GPS-y i wszystkie satelity. Wyprawy, o których piszą tacy podróżnicy, jak Andrzej Stasiuk czy Dan Kieran to nie tylko przemieszczanie się z punktu A do punktu B. To głębokie zanurzenie w świecie, w jego osobliwości, uważne patrzenie i poznawanie. To podróż w dal, w głąb, w czas przeszły i świat wyobraźni.  

2

Zacznijmy po jarmarku, tej gminnej uroczystości tak wesołej, tak charakterystycznej u nas. Na co mamy cyrklować tę książkę wspomnień? Idźmy tam, gdzie nas oczy poniosą.

[...] I są, nadal są jarmarki. W jeden dzień w tygodniu targowiska zapełniają się budami, koszami, workami, namiotami, wieszakami, skrzynkami, albo na zwykłym tekturowym podłożu rozłożonymi towarami. W porównaniu z opisem Kraszewskiego zmieniło się jedno. Nikt nie jedzie na jarmark drabiniastym wozem, żadnych furmanek już nie ma. Są dostawczaki. Duże samochody z pokaźną przestrzenią na towar. Poniedziałek rano jest czasem zarezerwowanym na jarmark we Frampolu. Jarmarkowe czwartki tętnią w Biłgoraju i Janowie Lubelskim.

[...] Gdy powstawało miasto, wyznaczenie terminu jarmarku było oznaką przywileju. Dwa, trzy jarmarki w roku oznaczały większe przywileje. Dzisiaj, kiedy na rogatkach nie pobiera się myta, jarmarki mogą odbywać się co tydzień. Ale i jarmarki się zindywidualizowały i każde miasto chce mieć własny, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju, ściągający rzesze turystów.  Włodarze sięgają po historię, po tradycyjne nazewnictwo. W Biłgoraju jest Jarmark Kresowy, w Janowie Lubelskim dwudniowy festiwal kaszy Gryczaki, w Zamościu Jarmark Hetmański, w Lublinie ogromny wielokulturowy i międzynarodowy Jarmark Jagielloński. Byłam na każdym z nich.

[...] I zawsze jest muzyka. Z jednej strony dymią kowalskie stoiska, dźwięczą blachy, syczą hartowane żelaza,  z drugiej opoczyński zespół ludowy śpiewa starodawne pieśni, a z daleka dobiegają wysokie tony drewnianych i glinianych fujarek, piszczałek i okaryn. Zatrzymałam się przy duecie lirnika i skrzypka z Ukrainy. Dziadek z pomarszczoną twarzą kręcił korbową lirą, młody czarnobrody zawodził nostalgicznie na skrzypeczkach. Do futerału wpadały drobne monety. Na drugim krańcu jarmarku młody, lecz również brodaty muzyk i garncarz z Białorusi uczył grać na glinianych świstawkach i okarynach. "Zagra pan na baranku?" I słychać tony wysokie jak z górskich hal. "A żabka jak śpiewa?" "To okaryna"- pada wyjaśnienie i leci tęskna melodia wzdłuż deptaku. Każda gliniana figurka miała dziurkę, przez którą sprzedawca przewlekał rzemyczek i zawieszał na szyi kupującego. A na Grodzkiej usadowiła się rodzinna kapela, najmniejszy chłopiec wystukiwał rytm na bębenku. Wokół przystawał wielojęzyczny tłum. Na wprost Trybunału dwaj lutniści grają na biłgorajskich sukach. Zbigniew Butryn, lutnik i rekonstruktor suki twierdzi, że właściwie powinna się nazywać suką kocudzką, bo tam powstał wzór instrumentu. Mniejsza o nazwę, podziwiam technikę gry paznokciowej. Kiedyś sobie taką kupię, tylko kto mnie nauczy grać?

20 paź 2023

Aforyzmy 24

Wiara w zwycięstwo rozsądku nad głupotą jest przejawem braku rozsądku. 

Wybierając się w drogę, warto mieć nić do zaznaczenia drogi powrotnej. 

Po wyborach: emocje opadły, banery spadły, teraz inni będą kradli.

Miłość do książek kosztuje podwójnie: cena zakupu plus większy czynsz za metraż na ich gromadzenie. 

Im droższa władza, tym tańszy obywatel: budżet się zgadza. 

Pierwszy objaw paranoi człowieka na stanowisku: myśleć, że inni wciąż myślą o nim. 

Martwiąc się o przyszłość, zapominamy zadbać o siebie dzisiaj.

W życiu spotyka nas wiele doświadczeń, które wykraczały poza granicę naszej wyobraźni.  

Lokalna sitwa przesiewa: kto nasz - dostaje granty, kto nie nasz - wylatuje jak plewy. 

Piękne słowa to kamuflaż dla brudnych myśli i nieczystych intencji. 

16 paź 2023

koniec sezonu - haiku

koniec sezonu

ostatni kurs taczką

z chwastami



jesienny alchemik

grzechocą kasztany

w kieszeni



malarska jesień

zielone, żółte, brązowe

na przemian



ostatni trzask

drwal odkłada siekierę

na pniaku


5 paź 2023

Czad na czacie ze sztuczną inteligencją

Gawędziłam ze sztuczną inteligencją. Od pewnego czasu to temat na topie, więc sprawdzam jak to wygląda. Algorytmów sztucznej inteligencji już w  tej chwili dostępnych jest kilkanaście. Zapoznałam się z trzema, prosząc o wykonanie tego samego zadania: napisanie sonetu włoskiego. Oto efekty.

Microsoft Bing Chat, który sam przedstawił się jako kreatywny program do pisania wierszy, opowiadań, piosenek i naśladowania znanych osób wygenerował coś takiego:
Włoski sonet, to poezji klejnot,
Cztery rymy, albo pięć w sobie mieści,
Dwie czwórki i dwie trójki, wiersze w sznurze,
Wzór okalający, abba abba, w czwórkach.

W trójce rymy inne, cde cde,
Lub cdc dcd, podwójna tercyna,
Wiersze zgrabne, pełne uroku i wdzięku,
Petrarka tworzył je, aż do dziś zachwycają.

Tak oto powstał włoski sonet,
Klasyczna odmiana sonetu europejskiego,
Zapraszam Cię do tworzenia własnych wersów,
Niech poezja zawsze będzie z Tobą.    
      Nikomu, kto ma jakiekolwiek pojęcie o wersyfikacji nie muzę wyjaśniać, że powyższe trzy zwrotki sonetem nie są. Poniżej kolejny pseudosonet wygenerowany przez Google Bard:

Wiosna

Wiosna wróciła, słońce świeci, Ptaki śpiewają, kwiaty kwitną. Wszystko budzi się do życia, Świat staje się piękniejszy.

Ale ja wciąż jestem smutny, Bo nie mam ciebie przy sobie. Tylko twoje wspomnienia Mają moc, by mnie rozbawić.

Mam nadzieję, że pewnego dnia Znów się zobaczymy. Wtedy będę mógł znów się uśmiechnąć, I cieszyć się życiem.

I na koniec dzieło Chat GPT. Ponieważ miał napisać sonet włoski, napisał po włosku.

Sotto il cielo stellato, sogni d'oro brillano, Nella notte silenziosa, il mondo s'addormenta, Le stelle danzano, la Luna ci illumina, In questo mondo magico, l'amore ci incanta.

I cuori battono all'unisono, in dolce armonia, Le mani si cercano, si intrecciano con passione, Nelle notti d'estate, sotto la Via Lattea, Ci perdiamo nell'amore, senza alcuna ragione.

Ma il tempo vola, e l'alba si avvicina, Le stelle si dissolvono, il giorno sta per arrivare, Ma nel mio cuore, il tuo amore resta vicino, E nei tuoi occhi, trovo un cielo da ammirare.

Così, sotto il cielo stellato, ti prometto amore eterno, Nel mio cuore, sei la luce, il mio desiderio interno.

Jest postęp! Ma przynajmniej 14 wersów. Bo dwa poprzednie "produkty" nie umiały wymaganej w sonecie liczby wersów, jakby nie umiały liczyć do czternastu. Ale i ten ostatni nie jest sonetem włoskim. Układ rymów ma bowiem francuski. Polskie tłumaczenie zaś, tak samo jak w przykładach na początku, w ogóle jest bezrymowa. Są też ewidentne błędy językowe (zagubiamy się).

 Pod gwiaździstym niebem, złote marzenia świecą,

W ciszy nocy, świat zasypia spokojnie, Gwiazdy tańczą, Księżyc nas rozświetla, W tym magicznym świecie, miłość nas zaurocza.

Serce bije jednocześnie, w słodkiej harmonii, Dłonie szukają się, splecione w namiętności płomieniach, W letnie noce, pod Drogą Mleczną, Zagubiamy się w miłości, bez żadnego powodu.

Ale czas ucieka, a świt się zbliża, Gwiazdy rozpływają się, dzień nadchodzi, Ale w moim sercu, twoja miłość jest blisko, A w twoich oczach, znajduję niebo do podziwiania.

Tak więc, pod gwiaździstym niebem, obiecuję ci wieczną miłość, W moim sercu jesteś światłem, moim wewnętrznym pragnieniem.

To tak a`propo pytania, czy można wykorzystać AI do zadań z języka polskiego w szkole. No raczej tego nie widzę i nie polecam. Więcej tu nieścisłości, całkiem błędnych rozwiązań i fałszywych tropów. Tak więc bawcie się dobrze! Ale uczyć się proponuję z bardziej rzetelnych źródeł.