6 gru 2023
Spotkanie w przedszkolu
2 gru 2023
12. konkurs haiku u Eddiego
28 lis 2023
Wygrało kazanie do narodu
Marek Tokarz w pracy Dlaczego nie przekonują nas
przekonywające argumenty zauważa, że przekleństwem dobrego
merytorycznego mówcy są zarówno słuchacze niezmotywowani, jak i zmotywowani aż
za bardzo. Niezmotywowani po prostu zamiast słuchać meritum wywodu,
skoncentrują na zjawiskach pobocznych, marginalnych, takich jak emocje, tembr
głosu czy wyglądzie. Słuchacze wysoko zmotywowani natomiast mogą podejść do
mowy z już gotowym własnym założeniem i tym bardziej będą odporni na argumenty
logiczne niezgodne z ich poglądami.
Jeszcze większą rolę odgrywa osobista sympatia słuchacza. Niektórzy
badacze uważają ten czynnik wręcz za najważniejszy. Tokarz podsumowuje zjawisko
subiektywizmu odbioru argumentacji następująco: Sympatia […] zniekształca percepcję w sposób systematyczny — argumenty
osoby lubianej wyglądają na bardziej poprawne, niż są w rzeczywistości. I
wreszcie najgorsze działanie ma antypatia, która nigdy nie działa na korzyść
nadawcy, a u niezaangażowanego adresata może nawet całkowicie zniweczyć wymowę
argumentacji merytorycznej i absolutnie nienagannej.
Tymczasem o tym, że bardziej
słuchamy tego, co chcemy usłyszeć i jak bardzo nisko cenimy wiedzę, zwłaszcza,
że niekoniecznie budującą, świadczy wynik ostatniej debaty oksfordzkiej
przeprowadzonej w Biłgorajskim Centrum Kultury.
Dwie drużyny debatowały nad tezą: Ostatnie wydarzenia w kraju i na świecie
wyzwoliły w ludziach więcej złego niż dobrego. Już konieczność
opowiedzenia się po stronie zła lub dobra zagraża obiektywizmowi oceny,
ponieważ oczywiste jest, że wolimy słuchać o tym, że człowiek jest dobry. Sami
chcemy się za takich uważać. I mile łechce nasze ego podkreślanie, w jakich to pięknych i dobrych akcjach bierzemy
udział.
Ale co zrobić z prawdą ujawnioną
przez eksperymenty Milgrama i Zimbardo, którzy dowiedli, że gdy tylko pojawią
się specyficzne okoliczności, każdy z nas może stać się katem dla drugiego
człowieka? Wolimy udawać, że nas to nie dotyczy. Wolimy słuchać pochwał mówców
motywacyjnych głoszących zwycięstwo dobra. Tylko kiedy to zwycięstwo miałoby
nastąpić? Zresztą, możemy w to wierzyć, nikt nam nie zabroni. Jednak teza
stawiała pytanie nie o przyszłość, a o teraźniejszość. Prowokowała do
przyjrzenia człowiekowi tu i teraz, w naszej rzeczywistości, w realiach
współczesności.
W tym miejscu perspektywy drużyn
biorących udział w debacie znacząco się rozjechały. Gdy jedna - broniąca tezy o
wyzwoleniu się w ludziach zła, podawała dane statystyczne na temat
przemocy w rodzinach, przejawach
nienawiści w języku i działaniach określonych grup społecznych, druga -
większość czasu poświęciła na zachęcanie słuchaczy do czynienia dobra w myśl
znanego hasła "zło dobrem zwyciężaj".
Wezwanie skądinąd słuszne, tylko czy zgodne z tematem debaty?
Ostatecznie chyba jurorzy nie zauważyli, że tematem debaty nie było szukane
sposobów zwalczania zła, lecz analiza przejawów zła i dobra we współczesnym
świecie.
Gdy jedna drużyna - broniąca
postawionej tezy - podawała liczne przykłady i dane, druga głosiła kazanie
motywacyjne zachęcające do zaangażowania w działalność charytatywną. Gdy jedna
dowodziła zatrważającej przewagi okrutnych zachowań we współczesnym społeczeństwie,
druga kreśliła piękną wizję przyszłości, w której ostatecznie suma dobra
przewyższy obecne zło. Tylko czy przewyższa dzisiaj?
Po jednej stronie mieliśmy merytoryczne omówienie zjawiska, po drugiej retoryczną homiletykę. Ostatecznie w wyniku decyzji jurorów zwyciężyło kazanie zachęcające do czynienia dobra, co potwierdza, że wolimy słuchać raczej pięknych marzeń niż prawdy o sobie. Zwyciężyło kazanie do narodu zamiast rzetelności, wiedzy i logicznego myślenia. Trochę też dziwne, że odbieganie od tematu nie stanowiło - jak z tego wynika - problemu dla jury, które z zachwytem słuchało peanów na cześć człowieczeństwa.
A wydawać by się mogło, że debata oksfordzka w założeniu to nie konkurs homiletyczny. Zwłaszcza, że o zwycięstwie nie decyduje głosowanie publiczności, jak zakłada klasyczna debata oksfordzka, lecz loża ekspercka. Jak wynika jednak z ostatniej i kilku poprzednich debat zdystansowanie się jurorów wobec własnych przekonań bywa trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe, zwłaszcza gdy chodzi o kwestie tak delikatne jak dobro i zło w człowieku.
16 lis 2023
Przysłowia nowe 1
4 lis 2023
haiku
30 paź 2023
wiersz odnaleziony w archiwum
album
wypełniam kadr
w żabiej perspektywie
zasłaniam motyla i zachód słońca
kładę się cieniem na ziemi
w tej chwili zatrzymanej migawką
na zawsze tutaj jestem
jak puste miejsca
po ciałach pompejan
zarys postaci bez imienia
martwa natura w oku patrzącego
dająca złudzenie wieczności
życie rozpisane na fotografie
pomiędzy nimi amnezja
niefotogeniczne dni
skazane na zapomnienie
22 paź 2023
Pod patronatem Kraszewskiego
1
[...] Różnice między dawnymi
podróżami a dzisiejszymi mogą skłaniać do porównywania ludzi współczesnych z
dawniejszymi. Ale tak naprawdę to różnica między przygodą a wygodą. Dzisiaj
samoloty, samochody ze skomplikowaną elektroniką, poduszki bezpieczeństwa,
pasy, nawigacja. A ja pamiętam podróż "maluchem" pięcioosobową ekipą
nad Morze Czarne! Po drodze gdzieś w stepie Ukrainy, no, nie całkiem w stepie,
bo w jakiejś małej mieścinie, ale wśród stepów, reperowaliśmy podwozie naszego
wehikułu młotkiem, bo do najbliższego zakładu mechaniki samochodowej było
kilkaset kilometrów. Nocowaliśmy pod
namiotem w polu kukurydzy i u gościnnych gospodarzy, którzy przygarnęli nas z
drogi. Nie oddałabym tych wspomnień za żadne poduszki, ABS-y, GPS-y i wszystkie
satelity. Wyprawy, o których piszą tacy podróżnicy, jak Andrzej Stasiuk czy Dan
Kieran to nie tylko przemieszczanie się z punktu A do punktu B. To głębokie
zanurzenie w świecie, w jego osobliwości, uważne patrzenie i poznawanie. To
podróż w dal, w głąb, w czas przeszły i świat wyobraźni.
2
Zacznijmy
po jarmarku, tej gminnej uroczystości tak wesołej, tak charakterystycznej u
nas. Na co mamy cyrklować tę książkę wspomnień? Idźmy tam, gdzie nas oczy
poniosą.
[...] I są, nadal są jarmarki. W jeden dzień w tygodniu targowiska zapełniają się budami, koszami, workami, namiotami, wieszakami, skrzynkami, albo na zwykłym tekturowym podłożu rozłożonymi towarami. W porównaniu z opisem Kraszewskiego zmieniło się jedno. Nikt nie jedzie na jarmark drabiniastym wozem, żadnych furmanek już nie ma. Są dostawczaki. Duże samochody z pokaźną przestrzenią na towar. Poniedziałek rano jest czasem zarezerwowanym na jarmark we Frampolu. Jarmarkowe czwartki tętnią w Biłgoraju i Janowie Lubelskim.
[...] Gdy powstawało miasto, wyznaczenie terminu jarmarku było oznaką przywileju. Dwa, trzy jarmarki w roku oznaczały większe przywileje. Dzisiaj, kiedy na rogatkach nie pobiera się myta, jarmarki mogą odbywać się co tydzień. Ale i jarmarki się zindywidualizowały i każde miasto chce mieć własny, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju, ściągający rzesze turystów. Włodarze sięgają po historię, po tradycyjne nazewnictwo. W Biłgoraju jest Jarmark Kresowy, w Janowie Lubelskim dwudniowy festiwal kaszy Gryczaki, w Zamościu Jarmark Hetmański, w Lublinie ogromny wielokulturowy i międzynarodowy Jarmark Jagielloński. Byłam na każdym z nich.
[...] I zawsze jest muzyka. Z jednej strony dymią kowalskie stoiska, dźwięczą blachy, syczą hartowane żelaza, z drugiej opoczyński zespół ludowy śpiewa starodawne pieśni, a z daleka dobiegają wysokie tony drewnianych i glinianych fujarek, piszczałek i okaryn. Zatrzymałam się przy duecie lirnika i skrzypka z Ukrainy. Dziadek z pomarszczoną twarzą kręcił korbową lirą, młody czarnobrody zawodził nostalgicznie na skrzypeczkach. Do futerału wpadały drobne monety. Na drugim krańcu jarmarku młody, lecz również brodaty muzyk i garncarz z Białorusi uczył grać na glinianych świstawkach i okarynach. "Zagra pan na baranku?" I słychać tony wysokie jak z górskich hal. "A żabka jak śpiewa?" "To okaryna"- pada wyjaśnienie i leci tęskna melodia wzdłuż deptaku. Każda gliniana figurka miała dziurkę, przez którą sprzedawca przewlekał rzemyczek i zawieszał na szyi kupującego. A na Grodzkiej usadowiła się rodzinna kapela, najmniejszy chłopiec wystukiwał rytm na bębenku. Wokół przystawał wielojęzyczny tłum. Na wprost Trybunału dwaj lutniści grają na biłgorajskich sukach. Zbigniew Butryn, lutnik i rekonstruktor suki twierdzi, że właściwie powinna się nazywać suką kocudzką, bo tam powstał wzór instrumentu. Mniejsza o nazwę, podziwiam technikę gry paznokciowej. Kiedyś sobie taką kupię, tylko kto mnie nauczy grać?
20 paź 2023
Aforyzmy 24
16 paź 2023
koniec sezonu - haiku
koniec sezonu
ostatni kurs taczką
jesienny alchemik
grzechocą kasztany
malarska jesień
zielone, żółte, brązowe
na przemian
ostatni trzask
drwal odkłada siekierę
na pniaku
5 paź 2023
Czad na czacie ze sztuczną inteligencją
Włoski sonet, to poezji klejnot,
Cztery rymy, albo pięć w sobie mieści,
Dwie czwórki i dwie trójki, wiersze w sznurze,
Wzór okalający, abba abba, w czwórkach.
W trójce rymy inne, cde cde,
Lub cdc dcd, podwójna tercyna,
Wiersze zgrabne, pełne uroku i wdzięku,
Petrarka tworzył je, aż do dziś zachwycają.
Tak oto powstał włoski sonet,
Klasyczna odmiana sonetu europejskiego,
Zapraszam Cię do tworzenia własnych wersów,
Niech poezja zawsze będzie z Tobą. Nikomu, kto ma jakiekolwiek pojęcie o wersyfikacji nie muzę wyjaśniać, że powyższe trzy zwrotki sonetem nie są. Poniżej kolejny pseudosonet wygenerowany przez Google Bard:Wiosna
Wiosna wróciła, słońce świeci, Ptaki śpiewają, kwiaty kwitną. Wszystko budzi się do życia, Świat staje się piękniejszy.
Ale ja wciąż jestem smutny, Bo nie mam ciebie przy sobie. Tylko twoje wspomnienia Mają moc, by mnie rozbawić.
Mam nadzieję, że pewnego dnia Znów się zobaczymy. Wtedy będę mógł znów się uśmiechnąć, I cieszyć się życiem.
I na koniec dzieło Chat GPT. Ponieważ miał napisać sonet włoski, napisał po włosku.
Sotto il cielo stellato, sogni d'oro brillano, Nella notte silenziosa, il mondo s'addormenta, Le stelle danzano, la Luna ci illumina, In questo mondo magico, l'amore ci incanta.
I cuori battono all'unisono, in dolce armonia, Le mani si cercano, si intrecciano con passione, Nelle notti d'estate, sotto la Via Lattea, Ci perdiamo nell'amore, senza alcuna ragione.
Ma il tempo vola, e l'alba si avvicina, Le stelle si dissolvono, il giorno sta per arrivare, Ma nel mio cuore, il tuo amore resta vicino, E nei tuoi occhi, trovo un cielo da ammirare.
Così, sotto il cielo stellato, ti prometto amore eterno, Nel mio cuore, sei la luce, il mio desiderio interno.
Jest postęp! Ma przynajmniej 14 wersów. Bo dwa poprzednie "produkty" nie umiały wymaganej w sonecie liczby wersów, jakby nie umiały liczyć do czternastu. Ale i ten ostatni nie jest sonetem włoskim. Układ rymów ma bowiem francuski. Polskie tłumaczenie zaś, tak samo jak w przykładach na początku, w ogóle jest bezrymowa. Są też ewidentne błędy językowe (zagubiamy się).
Pod gwiaździstym niebem, złote marzenia świecą,
W ciszy nocy, świat zasypia spokojnie, Gwiazdy tańczą, Księżyc nas rozświetla, W tym magicznym świecie, miłość nas zaurocza.
Serce bije jednocześnie, w słodkiej harmonii, Dłonie szukają się, splecione w namiętności płomieniach, W letnie noce, pod Drogą Mleczną, Zagubiamy się w miłości, bez żadnego powodu.
Ale czas ucieka, a świt się zbliża, Gwiazdy rozpływają się, dzień nadchodzi, Ale w moim sercu, twoja miłość jest blisko, A w twoich oczach, znajduję niebo do podziwiania.
Tak więc, pod gwiaździstym niebem, obiecuję ci wieczną miłość, W moim sercu jesteś światłem, moim wewnętrznym pragnieniem.
To tak a`propo pytania, czy można wykorzystać AI do zadań z języka polskiego w szkole. No raczej tego nie widzę i nie polecam. Więcej tu nieścisłości, całkiem błędnych rozwiązań i fałszywych tropów. Tak więc bawcie się dobrze! Ale uczyć się proponuję z bardziej rzetelnych źródeł.



