10 sty 2021

w zimowych paprociach

w zimowych paprociach zastygł czas
wspomnienia kruche są jak szkło
w starej serwantce zamkniętej od lat
nawet kurz nie osiada tylko złoty brzeg
filiżanek od pocałunków stracił blask
herbaciany aromat owoców głogu i róż
wypełnia szczeliny przerwanych snów




2 sty 2021

Wykolejeńcy w opłotkach

    Dla poety nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż małe miasteczko. W opłotkach znanego sobie podwórza, w kręgu znajomych i wiernych wielbicieli, łatwo zatracić proporcje. Przy czym opłotki mogą mieć dzisiaj także charakter wirtualny - własna strona, własny blog, własna platforma, własny kawałek podłogi w sieci, gdzie sprawy prywatne i osobiste urazy urastają do rangi problemów egzystencjalnych, jedno zdziwione lub - o, zgrozo - nieprzyjazne słowo odczytywane jest jako atak na suwerenność, a pytanie o sens działań zakrawa na obrazoburcze podważanie autorytetu. Bowiem w opłotkach najbliższego podwórka jeden głos jest wyrazicielem głosu świata. Gdy więc jeden głos, tym bardziej dwa, tym bardziej tych kilka głosów z własnej klatki schodowej, z ulicy,  głosy ludzi spotkanych w dordze do sklepu, do kościoła, do urzędu, do lekarza,  w kurtuazyjnych słowach zawierają pochlebstwo, rośnie złudne przekonanie własnej genialności. "Albowiem nasz wszechświat nie sięga poza grono znanych nam ludzi. Nic dla nas nie istnieje prócz paplaniny pochwalnej lub potępiającej na ustach znajomych, a poza ich kręgiem jest tylko rozległy chaos śmiechu i łez, które nas nic nie obchodzą; śmiechu i łez przykrych, złych, chorobliwych, godnych pogardy - ponieważ słyszymy je niedokładnie uszami opornymi na obce dźwięki".  Chroniąc więc go niektórzy prowincjonalni twórcy wolą z opłotków nie wychodzić, ciesząc się sztucznym światłem pochlebstw lokalnych czytelników. Prawdziwa krytyka - krytyczne podejście do czyjeś twórczości - nie jest w modzie, ba, jest wręcz zakazana jako przejaw niezdrowych emocji. Chwali się wszystko i wszystkich opatrując etykietkami "niezwykłe", "oryginalne", "odkrywcze", "poruszające", "genialne", gdy tymczasem mamy zalew tekstów płytkich, wtórnych, nieprzemyślanych, niedopracowanych i banalnych. Konfrontacja z szerszym światem byłaby straszna. Piramida własnej wartości okazałaby się "kłamliwym pomnikiem na grobie ponurym i prędko zapomnianym".  Słowa Conrada z "Wykolejeńca" okazują się ponadczasowe i bezlitośnie prawdziwe. Czyżby nawet tytuł mógł metaforycznie określać stan twórczego wykolejenia lokalnych wieszczów? 
     

29 gru 2020

poetyka lasu - haiga


stare i nowe
ku śmierci ku życiu
równocześnie



dopasowani
bieleje huba na brzozie
tylko śniegu brak

25 gru 2020

Czarne ołtarze

          Dwa czarne ołtarze - w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze oraz w archikatedrze św. św. Jana Ewangelisty i Jana  Chrzciciela w Lublinie - już na pierwszy rzut oka są tak podobne, że myśl automatycznie szuka wspólnego mianownika. Identyczna kolorystyka wynika z zastosowania zewnętrznej warstwy drewnianej konstrukcji. Ołtarz jasnogórski obłożony został czarnym hebanem, natomiast lubelski czarną gruszką libańską. O ile jednak znalezienie drzewa hebanowego nie nastręcza trudności, jego zdjęcia i opisy otwierają się na pęczki, o tyle gruszka libańska, a do tego czarna, pozostaje w sferze wyobraźni. W każdym razie mnie nie udało się znaleźć żadnego zdjęciowego źródła. Zresztą sama okładzina z gruszki jest zdaje się tylko konserwatorską hipotezą. 
         Zbieżność kolorystyczna  ołtarzy być może jest więc przypadkowy, choć wrażenie wywiera potężne, co jednak począć z podobieństwem figur, nisz wypełnionych pióropuszowymi  nimbami okalającymi głowy świętych? Co z aniołami ukośnie siedzącymi na ołtarzowym daszku nad głównym obrazem? Na razie zarejestrujmy podobieństwa. Górna para aniołów (w ołtarzu jasnogórskim jest ich aż pięć, bez wątpienia jest to ołtarz większy i bogatszy w ornamentyce, chociaż lubelski jest wyższy) w pozycji siedzącej po lewej i prawej stronie ukazane zostały w symbolicznych pozach. Anioły jasnogórskie trzymają w dłoniach królewskie insygnia: jeden koronę i berło, drugi jabłko i pióro. Anioły lubelskie w wyciągniętych ku niżej usytuowanemu obrazowi Chrzest Chrystusa trzymają jeden koronę, drugi jakiś podłużny przedmiot, który może być mieczem lub także berłem jako atrybutem królewskim. Obie pary spełniają podobną funkcję w całości ołtarzy. 
        Zadziwiający detal wspólny to wnęki z figurami świętych po bokach ołtarza. Głowy świętych są bowiem uwieńczone aureolą przypominającą pióropusz. Oczywiście są to różne postacie, pasujące do odrębnych ideowych założeń obu świątyń. W Kaplicy są to - gdy patrzymy na wprost - po lewej św. Paweł Pierwszy Pustelnik, patron zakonu paulinów, po prawej stronie św. Kazimierz Jagiellończyk (zgodnie z ikonografią z lilią w dłoni). Święci w ołtarzu lubelskim to patroni  Polski: św. Wojciech po lewej i św.  Stanisław po prawej stronie, obaj w biskupich mitrach i  pastorałami, przy czym św. Wojciech jako misjonarz i męczennik ma pastorał zwieńczony krzyżem. 
       W przypadku ołtarza jasnogórskiego wiele elementów było dodawanych przez wieki trwania kultu. Katedra zaś lubelska  przez ponad dwadzieścia lat poddawana była sukcesywnej renowacji, w tym zabytkowe polichromie iluzjonistyczne wykonane przez Józefa Meyera oraz oczywiście ołtarz. Podobnie jak na Jasnej Górze zdobienia i figury są srebrne, stąd na tle kontrastowego czarnego ołtarza przyciągają uwagę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pomijając zbieżności wynikające obowiązującej barokowej stylistyki, w obu przypadkach projektantowi przyświecała ta sama idea. Być może był nim, nawet jeśli nie osobiście zaangażowany przez fundatorów, Giovanni Battista Gisleni (1600 - 1672), włoski muzyk, projektant i architekt, działający w Polsce w latach 1630 - 1655. 
        Gisleni, syn zamożnego rzymskiego kupca wykształcenie zdobył wszechstronne, od nauk humanistycznych, przez geometrię i matematykę, po malarstwo, rzeźbę i architekturę. Z dokumentów wynika, że grał na teorbię i pełnił funkcję królewskiego muzyka,, musiał więc mieć także wykształcenie muzyczne. Mimo to o szczegółach jego działalności niewiele wiadomo. Pozostało po nim niewiele zrealizowanych projektów, jak retabulum ołtarza głównego w katedrze wawelskiej. Gisleni pozostawił jednak sporo szkiców, dzisiaj przechowywanych w kilku europejskich i bibliotekach i muzeach (Mediolanie, Londynie, Dreźnie). Zadziwiające, że autorstwo Gisleniego projektu ołtarza w kaplicy jasnogórskiej podają źródła angielskie, natomiast pomijają polskie (przynajmniej te, do których dotarłam). Z kolei powiązanie ołtarza lubelskiego z Gislenim uzasadniał prof. Mariusz Karpowicz, wybitny historyk sztuki, specjalista stylu manierystycznego, baroku i  rokoka. A ponieważ moje odczucia zupełnie niespecjalistyczne są takie same, przychylam się do tej opinii. 

15 gru 2020

Boskie aspiracje

     Między małomiasteczkowym poetą z aspiracjami a wielkomiejskim grafomanem z przerośniętym ego nie ma wielkiej różnicy. Pierwszy uważa, że zdobędzie kiedyś cały świat i czytelnicy będą go prosić o autograf, a drugi jest przekonany, że cały świat już go zna, więc dumnie może odmawiać dawania autografów chociaż nikt go o nie nie prosi. Ta sama prawidłowość dotyczy rzecz jasna także rodzaju żeńskiego. Polski język jest jednak w dużej mierze zmaskulinizowany i stwórca to brzmi dumnie, a stwórczyni jeszcze  nie weszła do słownika. Ograniczę się więc do tego, co jest w słowniku. 
     Kiedy duch Boży unosił się nad wodami, mógł odczuwać (czy w ogóle cokolwiek odczuwał?) swoją wielkość i niepowtarzalność nad pustkowiem. Poczucie wyjątkowości najłatwiej wyrobić sobie w samotności. Skoro niczego dookoła nie ma, jestem tylko Ja. Kartezjusz by dodał, że nawet myślę, więc tym bardziej jestem. Ale kto może i chciałby potwierdzić nasze istnienie i naszą wyjatkowość, skoro dookoła pustka? Idąc chodnikiem poeta prowincjonalny z wyższościa spogląda na mizerię otoczenia. Jako się rzekło, dotyczy to też rodzaju żeńskiego, czyli poetka prowincjonalna  też potrafi spoglądać z wyższością. Równouprawnienie w tej materii jest bezsporne. Aspirujący poeta z wielkiego miasta spoglądać z wyższością nie za bardzo może, bo a nuż wstępując do księgarni w daremnym poszukiwaniu swojego nazwiska na półkach natknie się akurat na Ryszarda Krynickiego rozdającego autografy. Pozostaje mu zatem duchowa bezsilność wobec faktów. 
      W tym momencie dochodzimy do rozróżnienia między poetą, pisarzem aspirującym a pisarzem/ poetą rokującym. Autor aspirujący - bez różnicy małomiasteczkowy czy wielkomiejski - ducha swojego posyła, by kreował otoczenie, rzeczywistość zewnętrzną: zawiera znajomości (tylko opłacalne), opracowuje strategie autoreklamy, zabiega o popularność, ceni się i swój nieczytelny podpis. Autor rokujący, który z czasem okaże się prawdziwie niepowtarzalny, również nie próżnuje. Jednakże przestrzenią jego aktywności są puste wody z początku istnienia świata, czyli chaos przedstworzenia, gdy rodzi się dzieło literackie. Wtedy naprawdę zasługuje na miano stwórcy: "Pozwoliłem memu duchowi bezsilnie unosić się nad tym chaosem" - pisał Conrad w trakcie pracy nad drugą powieścią. I czasem z tego chaosu powstaje cały świat.  

10 gru 2020

grudniowe kwitnienie

sypnęło białymi płatkami 
zaścieliło przemarznięte trawniki
żółte sikorki patrzą z gałęzi 
jak wrony wydeptują hieroglify 
tajemna wiadomość dla nieba
dzisiaj zakwitły świąteczne marzenia
jeszcze tylko garść zapachów
kosz ze świeżym chlebem
i życzenia wysypane z kartek
zanim zabłyśnie Gwiazda 
krótkotrwała doskonałość hibiskusa
olśniewa pod sufitem 
szczęśliwi nie liczą czasu
nie rozmieniają radości na drobne
pełnia w każdej porze roku
spełnia się do dna kielicha






5 gru 2020

Urosło

Zielona "rozgwiazda" w moim ogrodzie



Drzewo w lesie szukające słońca

 


Zdjęcie "dolne" 



Coś też nie za bardzo... ale jest.

27 lis 2020

Jak działa Black Friday?

     Można zapytać czy w ogóle działa? Na klienta oczywiście. Czy przyciga? Zachęca? Kusi? Prowokuje? I czy skutecznie? Potwierdzam: działa. Od dwóch tygodni albo i więcej tak natrętnie wybrzuszały mi się na monitorze zapowiedzi Czarnego Piątku, że nie sposób było przeoczyć. Odpalam rano laptop: "Kiedy Black Friday. Sprawdź" i nie czekając podaje mi datę. Otwieram pocztę a tu zamiast odebranych wiadomości na wysokości oczu szeroki pasek "Wielkie obniżki na Black Friday!".  Loguję się na takie i owe strony związane z pracą: "Okazje na Black Friday!" I tak dzień w dzień. We wszystkich kolorach, a to na żółtym tle, a to na czerwonym. Zawsze bijącym po oczach. - 40%, - 60 %, - 80%. Ja tam w te procenty lecące w dół raczej nie wierzę, co innego gdy rosną, gdy nalewka wiśniowa nabiera mocy, ale co tam, sprawdzić można, co mi szkodzi. Nadszedł ten Wielki Dzień i czytam sobie zachęcająco brzmiącą reklamę pewnego - nazwy nie wymienię - giganta handlowego: "Ten jeden raz klienci widzą ceny jakich nie ujrzą przez cały rok". Wchodzę, patrzę, nawet prawdę piszą. Takich WYSOKICH cen naprawdę przez cały rok w ich sklepie nie widziałam. Czyli prawda. Reklama nie kłamie. Przeglądam dalej, to tu, to tam, coś z elektroniki, coś z domowego ozdobnego dizajnu, jakieś torebki, jakieś kredki, jakieś furgonetki... a nie, to nie furgonetki, to rakiety do tenisa. Nieważne, chodzi o to, czy się opłaca. Znaczy, czy ceny są rewelacyjne ten jedyny raz w roku. Jakoś tak utartym zwyczajem klawiatura sama mi wystukała empiki: książki, czasopisma i płyty. Młode pokolenie nie wie, co to empik, więc wyjaśniam. KMPiK w skrócie eMPeKa - Klub Międzynarodowej Prasy i Książki, czyli komunistyczne lokale publiczne, gdzie można było zachodnioeuropejską prasę poczytać. No więc wchodzę na te dzisiejsze empiki, gdzie mydło i powidło, a książek najmniej, ale trafiam na interesujący tytuł: "Jak nie dać sobą manipulować", bestseller ponoć. "Walcz o swoją niezależność" nawołuje zajawka reklamowa. Całkiem słusznie, nie będzie mi tu ktoś narzucał, kiedy i co mam kupować. Co racja, to racja. Zamykam wszystkie strony i znikam. Moja niezależność nieuchronnie prowadzi mnie w objęcia snu, więc pa, pa. Potwierdzam, Black Friday działa skutecznie. Wystarczyło tylko przeczytać tytuł książki i się człowiek zreflektował. Ale skoro tak, to po co kupować całą książkę? 

23 lis 2020

kamieniołom

ziarna piasku i kurz
pod powiekami
eonami obrotów 
wygładzona chropawość
rzeczy
kiedy przedmioty już nie ranią
kamienie ścierają  przędzę 
czy cienka nić 
utrzyma czas 

11 lis 2020

Słownik Jerzego Stempowskiego - wybór subiektywny

barokowe kazanie - wielosłowna i retoryczna współczesna literatura, zwłaszcza w odniesieniu do prozy ("Po powodzi", 1959)

barwa młodego skorpiona - kolor firanek w mieszkaniu w dzielnicy robotniczej na Woli; kolor ten był skutkiem kilkudniowego wciskania się do mieszkania dymu z fabrycznych kominów ("Wronia i Sienna", 1951)

barwa skorpiona w średnim wieku - kolor powyższych firanek po dodatkowych kilku dniach (j.w.)

czernienie papieru - no cóż, chyba jasne, bynajmniej nie o chińską sztukę kaligrafii chodzi; sam Stempowski zawodowe czernienie papieru rozpoczął późno, bo w trzydziestym szóstym roku życia ("O czernieniu papieru", 1953)

de Jowiałówka Juppiter-Jowialski herbu Puste Pioruny - nieistniejący domniemany literacki spadkobierca Jowialskiego, dziedzic jego dowcipu i zabawowej koncepcji świata; dziedzic śmiechu jako systematycznego gestu wobec świata pozbawioengo sensu ("Pan Jowialski i jego spadkobiercy", 1929)

kacenjamer antynaturalistyczny - rekacja (negatywna) modernizmu na naturalizm i odbijająca się czkawką przez ponad ćwierć wieku ("Graniczne punkty sztuki u naturalistów", 1937)

kryptorealiści - pisarze na pozór opisujący prawdziwe realia życia, gdy w istocie rzeczy zostały one stworzone na użytek tylko tej jednej akurat książki, np cały Balzak ("Klimat życia i klimat liteartury", 1957)

memoriarysta - pamiętnikarz; Stempowski dzieli zapisy historyczne na te pisane przez zawodowych historyków i pisane przez memoriarystów, uwieczniających najczęściej swój udział w wydarzeniach, choć często okraszających go refleksją ogólną; do tych drugich zalicza Tukidydesa ("Czytając Tukidydesa", 1957)

miara innych książek - książka mogąca stanowić probierz wartościowania wszystkich pozostałych lektur; dla utora w pewnym okresie były nią dramaty Szekspira ("Granice literatury", 1958) 

niepowrotność - stan, od którego nie ma odwrotu; niemożnośc zawróćenia z raz obranej drogi - w odniesieniu do Jowialskiego, którego wybór postawy śmiechu zamyka mu drzwi do przeszłości i postawy serio ("Pan Jowialski i jego spadkobiercy", 1929)

nieumiar - pokusa przekroczenia - pod wpływem pychy - dopuszczalnej granicy w działaniu właściwym dla upadłego anioła - szatana; groźna dla ludzi próbujących rywalizować w swojej pysze z diabłem ("Portret młodego panurga", 1956); ale też brak wyczucia granicy, za którą pojawia się przesada, np. brak proporcji między reakcją a wywołującą ją przyczyną ("Nad wodospadem w Szafuzie", 1957)

patrzenie w własny pępek - literackie światy wyobraźni ograniczonej do analizy własnego wnętrza, introspekcji, która coraz bardziej oddala pisarza od świata zewnętrznego, czego skutkiem jest "skomlenie i wycie" współczesnej literatury ("Po powodzi", 1959)

różowa próżnia - rzeczywistość stoworzna,wykreowana przez pana Jowialskiego, którego śmiech i zabawa stanowią jedyną rację istnienia, jedyną odpowiedź na komediowość rzeczywistości, komediowość świata jako teatru ("Pan Jowialski i jego spadkobiercy", 1929)

wielkopostne i popielcowe lata - stan powszechnego odwrotu społeczeństwa od czytelnictwa i poszukwiania w książkach głębszych wzruszeń (autor naiwnie uważał, że czas ten minie, a po ponad dziewięćdziesięciu latach widać, że czytelniczy wielki post trwa nadal i się pogłębia), ("Chimera jako zwierzę pociągowe", 1933)

wirtuozizm - "uporczywe poszukiwanie doskonałości formy" ("Nad wodospadem w Szafuzie", 1957)