20 paź 2019

październik

dywany leszczynowe
pod stopami szeleszczące 
i nad głową żółte szczygły
oleistych ziaren pełne
pracowicie wydziobanych
z ostów i wiesiołków
ogrody niedzielne
pulsujące sikorkami
w oliwkowo-żółty deseń
przestrzenie jesienne
w płaszczu mgły
porannej i wieczornego dymu
czas odmierzany
sekundami spadających liści
pszczół powrotem 
znad łąk przekwitłych
krzykiem pożegnalnym
żurawi w kluczach 
łopianowe królestwa
zadziornych rzepów
paździerzowe kaprysy 
bóstwa w złotej masce












8 paź 2019

tempus fugit

ściemnia się
niebo czerwone zamyka chmur powieki
złoty liść spada powoli z drzewa 
nad koronami przepływa klucz żurawi
klangor cichnie w oddali 
w szarości ziemi pośród dymów
ogród wykrwawia się nasturcją i szałwią
ostatnie pąki róży budzą się jeszcze
już jutro szron je zahibernuje
w srebrnych urnach 

3 paź 2019

O pewnych nazwach własnych w środku lasów

      Historia nazw własnych bywa świadectwem historii i dziejów języka. Wiele nazw, dzisiaj niezrozumiałych, ma swoje historyczne, kulturowe lub językoznawcze uzasadnienie. Być może najstarsi mieszkańcy jeszcze niektóre z nich rozumieją i potrafią wskazać źródła powstania. Niemniej wyśledzenie owych źródeł wymaga często zagłębienia się w przeszłość nie tylko językoznawczą. Zwłaszcza gdy wywodzą się z dziejów dawnych mieszkańców, zjawisk przyrodniczych czy obyczajów współcześnie nazywanych inaczej lub po prostu zanikłych. 
      Nazwy miejscowości bywają przedmiotem badań, a ich genealogię można wyprowadzić na podstawie prawideł rozwoju polszczyzny, odowłując się do sklasyfikowanych w onomastyce kategorii. Zdecydowanie mniej źródeł podpowie nam, skąd natomiast pochodzą i co oznaczają nazwy ludowe utrwalone w potocznej świadomości mieszkańców, a nieobecne w źródłach pisanych, dokumentach czy mapach. Do takich należą zwyczajowe nazwy działek leśnych w okolicach Janowa Lubelskiego i podjanowskich wsi.  Należą do nich np.: Caban, Sapy, Kiełbasionka, Osowce, Sadzonka. 
      Nazwa ostatnia, Sadzonka, zapewne jest pozostałością nasadzeń podejmowanych w minionych latach. Akcję zalesiania podjęto zaraz po wojnie w celu odbudowania stanu lasu zniszczonego działaniami wojennymi. Nie tak prosto natomiast wyjaśnić pochodzenie pozostałych nazw. Niektóre, jak Sapy czy Caban pojawiają się na bardziej szczegółówych mapach. 
       Sapy oznaczone są na mapach jako osada złożona z kilku budynków. Administracyjnie stanowią one część Branwi podzielonej obecnie na Branew Ordynacką i Branew Szlachecką. Sapy powstały w 1852 roku jako skutek wykarczowania lasu, w 1921 roku składały się z 5. domów z 28. mieszkańcami. W "Słowniku etymologicznym" Brucknera czytamy, że "sapa" to inaczej graca, rodzaj motyczki, stąd powiedzenie okopywać gracą. Słowo pochodzące z języków romańskich "sapa" z pochodnym czasownikiem "sarpere", od którego pochodzi znany wyraz "saper". Inna etymologia wskazuje na związek z wodą, sapa to także niewielki wodotrysk, bulgoczące źródła, które "sapią". Nieprzypadkowo wyraz kojarzy się z sapaniem, ciężkim oddechem, sykiem czy parą. Sapowiskami nazywano tereny bagniste, nad którymi z bulgoczących miejsc unosiła się para. Toteż Sapy jako miejscowośc powstały na terenach wykarczowanych obok bagien, a lasy obok do dzisiaj w zwyczajowej nomenklaturze tak są nazywane.  Miejscowości Sapy znajdziemy także w innych regionach Polski, np. na pograniczu województwa mazowieckiego i łódzkiego na terenie Bolimowskiego Parku Krajobrazowego.  Lechosław Herz zalicza je do unikatowego nazewnictwa ludowego podobnie jak Chrapy czy Kierz. 
      Na dokładnych mapach z trasami rowerowymi na południe znajdziemy też Caban i Osowce. Caban jest oboczną formą do "czaban" - nazwy pasterza owiec lub wołów w Rumunii, Mołdawii, na Węgrzech i części Ukrainy. W obu formach funkcjonuje w Polsce również jako nazwisko. Wskazuje wóczas na zawód i pochodzenie protoplasty. Dlaczego jednak Caban przetrwał jako nazwa obszaru leśnego, na którym prywatne działki mają okoliczni mieszkańcy? W dodatku otoczony dookoła niewielkimi obszarami uprawnymi i bezleśnymi. Z kolei Osowce występują także w województwie wielkopolskim jako nazwa wsi, a na Śląsku spotykamy Osowiec. Najsłynniejsza jest chyba Twierdza Osowiec położona w woj. podlaskim, zbudowana w II poł. XIX wieku i nigdy niezdobyta. Nazwa jest typowo topograficzna i oznacza miejsce porośnięte osiną.
      Kiełbasionki jako nazwy własnej nie udało mi się znaleźć nigdzie indziej, spotyka się za to w takiej formie słowotwórczej nazwiska. Zapewne podobnie jak one rdzeń kiełb- wywodzi od dawnego kiełbasić, czyli gmatwać, jak podaje Aleksander Bruckner. Do dzisiaj przecież w języku potocznym funkcjonuje zwrot "coś się pokiełbasiło", czyli zagmatwało,  pokomplikowało. Być może chodzi o zagmatwaną drogę dojścia, plątaninę leśnych dróg i ścieżek, albo sam charakter niejednorodnego lasu, złożonego z gmatwaniny drzewostanu, zarośli, krzewów. 

20 wrz 2019

zwyczajny dzień

nogi niosą w deszcz i niepogodę
tymczasowo pod niebem nie unosi się kurz
tylko parasolki płyną na fali głów
w wąskiej szczelinie pomiędzy ciałami
Euphoria w objęciach Armani Eau de Cedre
odkładam kapelusz w Zaczarowanej Dorożce
za oknem milknie gwar wędrowców
realizujących ambitne zamierzenia
zdobywcy celów nie ustają w dążeniach
żegnam ich bez żalu za straconymi złudzeniami
kimkolwiek są nie znają chwili wahania
gdy włochaty trzmiel na pierwiosnku
do ziemi przygniata milczący podziw
zanim znowu nogi poniosą gdzieś
w deszcz i niepogodę nad oceany kałuż
łykami kawy przeplatam słowa
na krosnach zwyczajnego dnia
któregoś roku w epoce bez nazwy







13 wrz 2019

Śpiew i gitary w muzeum

      Słuchałam już koncertów w Muzeum Narodowym w Warszawie, czemu nie miałabym posłuchać w Muzeum Ziemi Biłgorajskiej? Na pożegnanie lata 12 września wystąpili w duecie panowie Adam Jarząbek i Jarosław Jurkiewicz z Lublina. Duet działający od 2014 roku wydał już dwie płyty z nagraniami polskich wersji piosenek Jaromira Nohavicy: "Lublin - Ostrava 0:30" i "Grzebienie".  Panowie szczególnie upodobali sobie twórczość czeskiego barda, którego teksty z upodobaniem wykonują i popularyzują. Na wczorajszy koncert złożyły się ponadto utwory Boba Dylana i Jacka Kaczmarskiego z niewielkim dodatkiem piosenek własnych.
        Adam Jarząbek dysponuje elastycznym głosem, którym potrafi wyrazić chropawość prostest songów Dylana czy gorzką prawdę o polskiej historii z ballad Jacka Kaczmarskiego. Niemniej, gdy teskt był liryczny, słyszeliśmy wokal bardziej wyciszony i nastrojowy pięknie zestrojony z dźwiękiem gitary. Przejmujące słowa, przemyślana, dopasowana aranżacja i plastyczna interpretacja głosowa wprowadzała słuchaczy w nastrój zadumy i wzruszenia. Dynamicznymi solówkami popisywał się Jarosław Jurkiewicz, z zawodu filozof, wykładowca na uczelni. A także, jak się dowiedzieliśmy z dopowiedzeń występujących artystów, tłumacz niektórych prezentowanych tekstów, zwłaszcza Boba Dylana. 
      O piosence poetyckiej napisano już wiele i wciąż cieszy się ona zainteresowaniem kolejnych pokoleń. Świadczą o tym festiwale, płyty, nagrania, coraz to nowe nazwiska na scenach. Ogromna popularność Nohavicy, przez niektórych nazywana wręcz chorobą, pokazuje, że dobrej poezji w czasach betonowych miast nigdy za wiele. Stąd też w jednej z ballad za czeskim bardem Adam Jarząbek powtarzał "O poezję wołam". 
       Szczerze mówiąc, tytuł "Poetyckie pożegnanie lata" niewielkie znalazł odbicie w doborze repertuaru. Poezja to była bezsprzecznie, ale jeśli pożegnalna, to raczej w odniesieniu do historii. Mocną i trudną w treści "Balladę wrześniową" Jacka Kaczmarskiego można potraktować jako pożegnanie bezpiecznego świata sprzed 17 września 1939 roku, pożegnanie świata wartości. Dopełnieniem wątku były również Kaczmarskiego utwory "Jałta" i "Odpowiedź na ankietę "Twój system wartości".  Prędzej można by było całość zatytułować "Poetycka lekcja historii", bowiem i pieśni Nohavicy "To, co wymówione" oraz "Gdy wcielali nas do armii" nawiązują do dramatycznej przeszłości Czechów. Więc kiedy w jednym z końcowych utworów panowie już we własnym tekście zgodnie przypominali, że "człowiek z człowieka się rodzi, a nie z huku dział", było to już postawienie kropki na "i". 
       Na szęście panowie nie pzostawili nas w minorowych nastrojach straconych historycznych szans i złudzeń w gorzkim świecie materializmu i ambicjonalnej rywalizacji. Przepiękne "Sarajewo" Jaromira Nohavicy w podwójnym bisie na pewno i w Biłgoraju przysporzyło duetowi fanów na przyszłość. Ja na pewno pójdę na każdy koncert, jeśli tylko panowie Jarząbek-Jurkiewicz zawitają w okolicy. Mimo że nie lubię gitary (ale to już inna historia ;-). 



11 wrz 2019

I znowu jesteśmy

       Chyba stękniliśmy się  za sobą, bo nikt nie marudził na zaproponowany termin i godzinę. Tym razem Halina Ewa Olszewska - stało się już tradycją, że jesień należy do niej - gościła w swoich progach biłgorajską grupkę poetów. Stawiliśmy się w składzie: Ewa Bordzań, Elżbieta Sokołowska, Iwona Startek i Jacek Żybura. Pięcioro ludzi pióra. Każde z nas pisze inaczej, ma swoje upodobania, inne sposoby na poezję. Mogło być ostro, ale udało się ominąć niebezpieczeństwa różnicy zdań za sprawą zbawczego humoru. Sięgając do przepastnych szuflad biurka Telimeny opowiadaliśmy najciekawsze historie. Własne i zasłyszane. Każda opowieść to inny temat możliwy do przerobienia na lieraturę. Od sensacji, kryminału, przez przygodę na okręcie wojennym i obyczajowy romans, po triller medyczno-policyjny i groteskę. W każdym razie tematy są, trzeba tylko odpowiedniego pióra. 
        Właśnie najnowszymi dokonaniami pióra podzieliła się z nami gospodyni spotkania, która obdarowała nas pachnącym z drukarni tomikiem "Pośrodku horyzontu. Poezja i proza". Poezji jest więcej, z prozy trzy opowiadania. Koleżanka zrobiła nam niespodziankę nie tylko nowym tomikiem, ale i zawartością. Samo się otworzyło na aforyzmach i fraszkach. Ho, ho, takie pióro w ręce naszej Halinki?

***
niejeden ma parcie na szkło
większe od zatwardzenia

      Pośmiawszy się z tych i owych, także z samych siebie, na koniec wróciliśmy na tory prawdziwej poezji - swoje najnowsze erotyki przeczytał nam Jacek. Rzuciłyśmy się - my, same baby -  z krytycznymi uwagami. Jacek, jak to Jacek, słuchał i swoje myślał, czasem tylko korygował nieścisłości: "motyle pojawiły się tylko dwa razy". Ale w porządku, powstaje nowy cykl. Czekamy na pozostałe utwory i publikację.

25 sie 2019

Lato się kończy, przed nami jesień

haiku letnie - sianokosy

wóz za wozem
stodoły pełne zapachu
skoszonych łąk

(6 punktów)



kolia z diamentów
rosa na pajęczynie
błyszczy jaśniej

(2 punkty)

16 sie 2019

Taki rustykalizm


rustykalizm roztoczański

28 lip 2019

w moim ogrodzie

w moim ogrodzie żywioły wybuchły gwałtowne
na skalniaku w cieniu gdzie oczko błyszczy wodne
lecą pióra i wrzaski pod drzewa dach zielony 
dwa szczygły z czyżami furkotały wkurzone
tuż pod oknem wzniecając popłoch niejaki
umilkły na chwilę na gałęzi sikorki modraki
zakołował spłoszony drozd i na trawie
przysiadł nieruchomo jakby w obawie
że i jemu oberwie się piórem po głowie
na murku z wysoka zięba spogląda ciekawie
kto zwycięstwo odniesie w zawiłej tu sprawie
chciał się napić kopciuszek z rdzawym ogonkiem
schował się spłoszony pod ogrodowym dzwonkiem
pokrzewka nakryła się czarną czapeczką
i skryła w gałązkach krzewu porzeczki
aż przyleciał czarny kos powagą strojny
sprawdzić przyczynę i zakończyć tę wojnę
w sam środek sadzawki przysiadł i chlupnął
umilkło towarzystwo roziskrzone kłótnią















2 lip 2019

w taki dzień jak dziś

w taki dzień jak dziś
nie kupisz pomarańczy
ktoś przeszedł drogą
ostatni raz zostawił cień
na oknie w pelargoniach
na igłach opuncji motyl
rozklada skrzydła
buczący trzmiel kołuje
nad wielkim łopianem
w taki dzień jak dziś
nie znajdziesz słów
na wypełnienie ciszy
w piwnicznych słojach
klaruje się wino
nieśpieszne soki czerwienią
oblewają parapety
w taki dzień jak dziś
policzysz książki na półkach
wiedząc że żadnej
nie przeczytasz po raz drugi
i nie spotkasz nikogo
z dawnych lat kto pamięta
jak byłaś małą dziewczynką
w taki dzień jak dziś
nie pomyślisz o jutrze