29 mar 2023

Powieść końca

     Różnica między powieścią młodego autora a pisaną w jesieni życia, nawet gdy to ten sam autor, a może  nawet właśnie dlatego, że ten sam, polega na tym, że powieść młodości mnoży wątki i niemal żadnego nie kończy, a powieść starości kończy wszystko: każde jej zdanie jest jak pointa, podsumowanie, jak epitafium. Tak było zawsze, od samego początku, czyli od Homera. W "Iliadzie", mimo wszechobecnej śmierci, wre życie, a bogowie i ludzie działają, jakby mieli przed sobą wieczność, a przynajmniej te trzy tysiące lat aż do dzisiaj. W "Odysei" bogowie są zmęczeni, dlatego podróż tak się dłuży przez dziesięć lat, a bohater co rusz żegna się z życiem. Po drodze zaś z życiem rozstają się jego towarzysze. Odyseusz dociera do swojej Itaki, ale z przepowiednią, z nadejdzie dzień, w którym wyruszy znowu i już nigdy nie wróci. To pożegnanie. Pożegnanie bohatera i pożegnanie samego Homera - z tej literackiej podróży już nie wrócił. Przynajmniej niczego na ten temat nie wiadomo. 
      "Ucho igielne" opublikował Myśliwski (ur. w 1932) w wieku osiemdziesięciu sześciu lat. To właściwy wiek, aby mieć coś do powiedzenia, do napisania tak, aby można było zawrzeć w tym podsumowanie życia. Wątki się przeplatają i jak klamrą spina je doświadczenie i perspektywa powtarzalności. Akcja indywidualnych losów schodzi na dalszy plan. To w młodości człowiek sobie wyobraża, że jego los jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Dopiero w odpowiednim późnym wieku, przeżywszy tyle, ile nam dano, dochodzimy do prawdy zapisanej w Księdze Koheleta: Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy.  Fizycy współcześni co prawda twierdzą, że Ziemia też trwać wiecznie nie będzie, ale dopóki trwa, wydaje się nam, że jest wieczna. Na pewno perspektywa jej trwania jest znacznie dłuższa niż nasze życie, możemy więc sądzić, że oszczędzone nam zostanie jej zniknięcie. Tymczasem perspektywa ludzkiego życia musi nam wystarczyć. 
      Wiesław Myśliwski wykorzystuje perspektywę ponadosiemdziesięcioletniego życia do syntetycznego ujęcia życiowych wątków - w sensie wątków, jakie mogą przydarzyć się każdemu, mimo że w powieści przydarzyły się tylko bohaterowi - do zbudowania olbrzymiej sentencji na temat życia w ogóle. Życia, pamięci, miłości, języka... Utwór jest naszpikowany sentencjami. Można by ułożyć antologię. 

Pustka to coś najgorszego, co nas może spotkać. A zaradzić jej tylko można, żyjąc w czyimś życiu.

Nie powinno się odwiedzać dawnych miejsc, bo to nie są już te same miejsca.

Prawdę trzeba wiedzieć , komu mówić i kiedy. Za prawdę już niejeden poszedł za kratki. 

Wiedza to nie tylko zyski, lecz i straty.

Współczesność to nie historia, to walka o historię, gdyż każdy chciałby wznieść się na jej szczyt.

Na wojnie nie ma sumień, są tylko rozkazy.

Życie człowieka obliczone jest najwyżej na dwie, trzy wojny, a to i tak za wiele jak na jego pamięć, toteż nieraz mu się mieszają, która była którą.

Poza młodością cała reszta jest przymuszaniem się do życia, w najlepszym razie przyzwyczajeniem.

Cóż, nikt nie żyje tylko własnym życiem. Można by nawet powiedzieć, że powtarzamy to, co inni już przeżyli, począwszy od swojego urodzenia aż po śmierć. Może dzięki tej powtarzalności udaje nam się przetrwać. Bo trudno sobie wyobrazić, że to od nas zaczynałby się świat.

Ślady są ważniejsze od wszelkich kierunków.

23 mar 2023

Świadectwo poezji



Centrum Kultury Powiatu Słupskiego wydało antologię poezji wiejskiej "Słowa bezsilne".  Jest to inicjatywa o tyle ważna, że znaleźli w niej swoje miejsce nie tylko lokalni poeci z powiatu słupskiego, ale i z innych miejsc w kraju, z zagranicy oraz autorzy ukraińscy, którzy jak wielu innych uchodźców znaleźli się w Polsce po wybuchu wojny w lutym ubiegłego roku. Siedemdziesięcioro zamieszczonych w antologii autorów z powodzeniem można uznać za reprezentatywny przegląd współczesnych tematów i emocji budujących poetycki ogląd świata. Zostałam poproszona do napisania wstępu do antologii, co poczytuję za zaszczyt, mając na dzieję, że będzie on zachętą i inspiracją do sięgnięcia po wiersze zebranych w niej poetów. Pozwolę sobie zacytować fragmenty mojego wstępu:
    "Słupska antologia jest przedsięwzięciem ogromnym. Siedemdziesięcioro autorów na prawie czterystu stronach prezentuje twórczość poetycką pisaną sercem, wyobraźnią, wspomnieniami i poruszającą obserwacją historii. Na pozór jest to antologia regionalna, jej trzon stanowią wiersze poetów działających w słupskiej grupie Wtorkowe Spotkania Literackie. Jednakże słupskie antologie już w poprzednich edycjach przekraczały granice geograficzne, a obecna 18. już w dorobku dobitnie pokazuje, że poezja łączy autorów w ponadregionalnej przestrzeni słowa. Nowoczesne zaś technologie łączności pozwalają na obecność w słupskim gronie nawet twórców zza oceanu. Znajdziemy więc w antologii wiersze poetów powiatu słupskiego, ale też z Kielc, Poznania, Gdańska, , Koszalina, Szczecina oraz amerykańskiej Polonii z Chicago. Na szczególną uwagę zasługują poeci z Wileńszczyzny oraz Lwowa. Ich obecność z jednej strony jest wynikiem historycznych związków mieszkańców Pomorza z kresowym rodowodem, a z drugiej poeci ukraińscy to znak naszych czasów i wojny trwającej za naszą wschodnią granicą od 24 lutego 2022 r.
    Podtytuł antologii wprowadza kulturę ludową jako kontekst interpretacyjny zamieszczonych w niej utworów. Niewątpliwie w wielu wierszach obrazy życia na wsi, czy to współczesnego, czy przywołanego we wspomnieniach, są istotnym elementem postawy życiowej ich autorów. U wielu z nich wiejskie korzenie ukształtowały system wartości i wrażliwość na naturę. Spektrum tematów zawartych w utworach mieści się w wyodrębnionych przez Stanisława Pigonia kryteriach ludowego piśmiennictwa: specyficzne elementy wiejskiej kultury, mentalność człowieka związanego ściśle z pracą na roli, światopogląd ukształtowany mocnymi religijnymi wartościami i język wskazujący na związek piszącego ze swoim wiejskim środowiskiem.
    Należy zauważyć, że pojęcie poezji ludowej nie jest tożsame z poezją wiejską. Do poezji ludowej bowiem przynależą, zgodnie z przyjętą w literaturoznawstwie klasyfikacją, testy o charakterze obrzędowym,  magiczno-rytualne czy utwory funkcjonujące w sferze przekazu ustnego, jak dożynkowe, pogrzebowe,  weselne.  Poezja ludowa pierwotnie był z natury „antyziemiańska”, rozwijała się w opozycji do literatury pierwszego obiegu, literatury wysokiej. Z drugiej strony podniesienie przez romantyków kultury ludowej do wartości narodowotwórczych sprawiło, że wyszła ona poza lokalność i tymczasowość. Stąd coraz szerzej obecna tematyka wiejska i postawy refleksyjne weszły do uniwersalnego obiegu. Pozwoliło to na późniejsze, już dwudziestowieczne chociażby wyodrębnienie wątków ludowych w twórczości takich poetów,  jak Ernest Bryll czy Tadeusz Nowak, autorów bezsprzecznie należących do głównego, tzw. wysokiego nurtu polskiej poezji.
    Uniwersalizacja poezji tradycyjnie kojarzonej z wiejskością i ludowością stała się faktem. Na przyczyny tego zjawiska zwraca uwagę Halina Kurek: „na przełomie wieków na kulturę współczesnej polskiej wsi zaczęły oddziaływać dwie przeciwstawne, ale wzajemnie uzupełniające się tendencje: globalizacyjna i regionalizacyjna. Proces globalizacji sprawia, że do tradycyjnego, wiejskiego systemu kulturowego przenika wiele obcych elementów i stopniowo staje się jego częścią, ale powoduje też, że pewne wyznaczniki tego systemu ulegają uwspólnieniu na poziomie ponadregionalnym, a nawet międzynarodowym, tracąc swój lokalny charakter. Regionalizacja z kolei skierowana jest na lokalność kultury, czyli na wydobycie i pokazanie światu własnych znaków tożsamości” (Kurek, Kultura ludowa przełomu wieków XX i XXI. Tradycja i zmiana). 
    Ludowość czy też inaczej, wiejskość nie jest już powodem zażenowania, lecz dumy, świadomości własnych korzeni i poczucia wspólnoty w znacznie szerszym zakresie niż ściśle rozumiana lokalność, co potwierdzają w słupskiej antologii poeci pochodzący nie tylko z różnych regionów, także miast Polski, ale i obecnie zamieszkujący za granicą. [...]
    Silnie obecny temat wojny w Ukrainie w wierszach zebranych w antologii realizowany jest z jednej strony poprzez analogie biblijno-apokaliptyczne, a z drugiej w formie nawiązań do toposów romantycznych. Jedną z plag egipskich przywołuje choćby skojarzenie ze śmiercionośną szarańczą, a nazywanie rosyjskiego przywódcy szatanem, „królem piekieł” i „panem samozwańczym” przypomina „Redutę Ordona”,  gdzie car, „samowładnik świata połowicy” „jak szatan złośliwy” wyprawia na rzeź swoich żołnierzy.  Wojna przybiera postać groźnego zwierzęcia, apokaliptycznej bestii, „szaleńczego potwora”,  który szczeka metalicznie i groźnie”.  Wszechobecna śmierć „szczerzy żelazne zęby,/ warczy dysząc ogniem” podobnie jak w wierszu Mickiewicza kula armatnia „ryczy jak byk przed bitwą”, ”pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija”. [...]
    Do tradycyjnych toposów wojennych należą także postacie wygnańca, tułacza, uciekiniera, a współcześnie także uchodźcy. Autorzy ukraińscy stan wygnania opisują od wewnątrz, przez pryzmat doświadczeń własnych lub bliskich. W utworach poetów polskich akcent jest położony na poczucie solidarności z narodem ukraińskim, współczucie i gościnność wobec tych, którzy stracili bądź opuścili swoje domy. Tułaczka na obczyźnie, tak silnie obecna w polskiej tradycji romantycznej i powojennej, powraca do polskiej poezji jako doświadczenie naszych bliskich sąsiadów. Mit kresowy obecny w polskiej poezji  zyskuje w obecnej sytuacji ponownie walor konfrontacji ze wschodnią „barbarią”: „wyje wschodnia bestia”, „obrońcie nas przed barbarzyństwem”, „albo świat w ciemności zginie,/ albo złamiemy wschodnie zło”.

 
Słowa bezsilne. Antologia poezji wiejskiej. Wybór Zbigniew Babiarz-Zych. Centrum Kultury Powiatu Słupskiego. Słupsk 2022. 

PS. Swoją drogą, szkoda, że w powiecie biłgorajskim nie ma podobnej inicjatywy wspierania poetów poprzez publikowanie ich w regularnie wydawanych antologiach. Ciekawe, że niektórzy z naszych lokalnych autorów znajdują uznanie w różnych miejscach w Polsce, za to lokalne instytucje i komórki odpowiedzialne za kulturę raczej nas nie widzą. 

15 mar 2023

Historia do rozbiórki

    Jakiś czas temu toczyła się batalia o słynny biłgorajski punkt gastronomiczny z zapiekankami, który przeszkadzał w nowym projekcie zagospodarowania placu przy dworcu. "Buda" przeszkadzała, nie pasowała, były plany rozbiórki. Obrońcy się oburzyli, ze to kultowy lokal i słynny także poza miastem, nawet dalej niż najbliższa okolica. Fakt, pamiętam i ja swoje wizyty po zapiekankę - dawno temu to było, a już kolejne pokolenia tam się stołowały. Ostatecznie budynek został ocalony, tylko zmienił miejsce. Przy użyciu specjalistycznego sprzętu przewieziono go w inną lokalizację. Cała operacja odbiła się echem nawet w lokalnych mediach. Zrobiono to nocą, żeby za bardzo nie zatrzymywać ruchu na ulicach. 
     Teraz czytam o kolejnej planowanej rozbiórce - drewniany kiosk handlowy, który jeszcze w moich czasach licealnych nazywano "u Banachowej". W sklepiku było wszystko, artykuły konfekcyjne, ciuchy,  trochę dodatków do ubrań. Potem wielokrotnie zmieniało się przeznaczenie. Był sklepik spożywczy, był lokal firmowy jakiejś piekarni. Nie wiem, czy kiedyś i lodziarnia?...Teraz jest zamknięty. Stoi na rogu dwóch ulic i widok kierowcom zasłania. Kiedy go mijam, wracają wspomnienia z liceum. I pewnie dwie trzecie mieszkańców ma z tym miejscem swoje wspomnienia. 
     Trochę byłoby smutno widzieć tu pustkę, gdy wspomnienia zostaną razem z budką rozebrane. Czy unowocześnianie miasta zawsze musi pociągać za sobą niszczenie wspomnień? Coraz mniej miejsc w tym mieście rodzi wspomnienia, coraz więcej miejsc jest nie do rozpoznania. Taka konieczność rozwoju, czy raczej taka niewrażliwość na przeszłość i wspólne korzenie? Czy patrzenie w przyszłość musi łączyć się z dekonstrukcją historii i usuwaniem z przestrzeni jej materialnej obecności? 

3 mar 2023

Tak się spotkaliśmy

     Biłgorajska bohema artystyczna wróciła do kawiarnianego życia. Po oficjalnych uroczystościach podsumowania roku 2022 w kulturze, sporcie i działalności społecznej dwie laureatki uhonorowane nagrodą w dziedzinie literackiej zaprosiły przyjaciół do kawiarni "Jak w domu...".  Biłgorajska Plejada Literacka i przyjaciele aż do zamknięcia lokalu okupowali największy stolik, rozkoszując się wspaniałą herbatką z rokitnika.  Świętując nagrodę Ewy Bordzań i moją, planowaliśmy już następne kroki na niwie literackiej i kulturalnej. Cieszy, że czujemy się dobrze w swoim towarzystwie i mamy mnóstwo pomysłów na przyszłość. 
    W relacjach z południowej uroczystości w BCK podsumowującej rok 2022 nie zabrakło akcentów satyry i humoru, chociaż Biłgorajska Plejada Literacka jest dumna, że aż dwie osoby z jej grona otrzymały nagrody, co jest zasługą Haliny Ewy Olszewskiej silnie lobbującej w środowisku na rzecz naszego nieformalnego stowarzyszenia i będącej ambasadorką naszych literackich osiągnięć. 
     Grono sympatyków Plejady skupia nie tylko poetów. Są wśród nas aktorzy amatorskiej sceny teatralnej (UWAGA! W przyszłym tygodniu premiera "Moralności pani Dulskiej"),  organizatorzy spotkań literackich, recytatorzy, czytacze i opowiadacze, jednym słowem, miłośnicy słowa. A że także poeci, nawet najbardziej uduchowieni, potrzebują czasami coś zjeść, całe spotkanie zakończyło się wizytą w... piekarni.  
        A tu nasze sympatyczne grono:

                                  Biłgorajska bohema artystyczna
                                  w kawiarni "Jak w domu..."

24 lut 2023

Poezja i wojna

      


       Na rocznicę rozpoczęcia wojny w Ukrainie Polskie Stowarzyszenie Haiku wydało trójjęzyczną antologię utworów, w których poeci poetyckim słowem zamkniętym w trzech wersach haiku dają świadectwo wrażliwości i solidarności z narodem ukraińskim. W niewielkim tomiku "Ciężar pyłu" znalazły się utwory trzydziestu autorów z całej Polski. Wielu z nich znanych jest już z dotychczasowych antologii haiku, wydawanych w ubiegłych latach. Biłgorajską Plejadę Literacką reprezentowały w nich dwie poetki: Halina Ewa Olszewska i autorka tego blogu. W obecnej antologii znalazło się moje haiku napisane pod wpływem medialnych doniesień i relacji o tym, jak cywile, matki z dziećmi uciekały w zaciemnionych pociągach w stronę granicy z Polską.

nocny pociąg
odliczanie przystanków
do granicy

нічний поїзд

вона рахує зупинки

до кордону

        tłum. Nadzieja Jaruchowska

      Na niespełna pięćdziesięciu stronach, w czterdziestu siedmiu utworach zapisane zostały pierwsze emocje zdziwienia, niedowierzania, współczucia, rozpaczy i nadziei uchwycone w prostych obrazach poetyckiego oglądu wojennej tragedii. Ciężar pyłu wyniesiony z pozostawionych miast, miasteczek i wsi będzie może nieco lżejszy, gdy będzie się go niosło razem. 


Ciężar pyłu. Haiku dla Ukrainy. The weight of the dust. Haiku for Ukraine. Важка вага пилу. Хайку для України. Wydawnictwo Kontekst. Poznań - Warszawa 2023.


16 lut 2023

Biłgorajscy poeci z humorem przy pączku

      Po raz trzeci poetów z Biłgorajskiej Plejady Literackiej i sympatyków zgromadziła Ludwika Dolina w siedzibie PCK. Tłusty Czwartek zaowocował pączkami i satyryczną weną twórczą. Czytaliśmy fraszki, aforyzmy, anegdoty, satyryczne wiersze, zabawne anegdoty nie tylko własne, także autorów, których lubimy i cenimy, jak Mirona Białoszewskiego czy Edwarda Marszałka, leśnika z zawodu, zdobywcy tytułu Mistrz Mowy Polskiej w 2014 r. 
       W kameralnym i przyjaznym gronie swój dowcip i celność aforyzmów i fraszek prezentowali Ewa Bordzań, Maria Gęborys, Feliks Kuna, Barbara Malczenko, Halina Ewa Olszewska, Iwona Startek i Jan Szulc. Humor dopisywał, pączki i ciasta znikały, a domowa wiśniówka dodawała pikanterii. Poeci znani z całkiem poważnej twórczości pokazali tym razem inne oblicze swojej twórczości. 

Była krytyka polityczna:

Politycy przemawiają do tłumów. Nigdy do człowieka.

krzywe zwierciadło ludzkich przywar:

Ludzie dzielą się a dwie kategorie: tych, którzy chcą władzy i na tych, którzy chcą mieć święty spokój.
Wielu żyje tylko po to, żeby mieć nagrobek piękniejszy niż sąsiedzi.

i damsko-męskie dylematy:

Zdradzony mężczyzna z zemsty żąda krwi, zdradzona kobieta - duszy.






Zdjęcia dzięki uprzejmości redakcji "Gazety Biłgorajskiej. Nowa".



5 lut 2023

Czy można poprawić legendę?

      Czy jest rzeczywiście konieczne, aby młodsze pokolenia powtarzały i poprawiały - według swojego mniemania - osiągniecia poprzedników? Nie da się po jednej, dwóch, trzech czy więcej dekadach zrozumieć, "co autor miał na myśli", jeśli nie 'przetłumaczy" się na współczesny slang? Chodzi mi szczególnie o filmy, a temat się pojawił z powodu przygotowywanej nowej ekranizacji "Znachora" na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (to informacja dla tych, którzy nie czytają książek).  
      Akurat w przypadku ekranizacji co jakiś czas pojawiają się nowe, weźmy takie "Quo vadis": nie potrafię policzyć, ile miało ekranizacji. Nie da się jednak ukryć, że pewne ekranizacje są tak doskonałe, że upływ lat im nie szkodzi. Wszelka próba unowocześniania będzie, owszem, w jaki sposób technicznie lepsza, ale... to już nie to samo. Można na nowo zekranizować "Potop", no można, ale.... No właśnie: ale! Wołodyjowski zawsze już będzie miał twarz Łomnickiego i obsadzenie w tej roli Zamachowskiego w ekranizacji "Ogniem i mieczem" było raczej groteskowe. Choć tu akurat Hoffman nie miał za bardzo wyboru, na kogoś zdecydować się musiał, skoro Łomnickiego już nie miał pod ręką. 
       Tyle się mówi o kultowości wytworów kultury: książek, filmów, nawet seriali. Jeśli "kultowy" ma znaczyć to, co znaczy,  nie da się przedmiotu kultu wymienić na inny, nowocześniejszy. Straci wówczas swoją kultowość, stanie się produktem masowym. Czy ktoś wyobraża sobie nową ekranizację "Przeminęło z wiatrem"? Można, czemu nie? I kto będzie którą bardziej wspominał? Ze "Znachorem" rzecz ma się podobnie. Ekranizacja z Bińczyckim i Dymną z 1982 r. nie jest oczywiście pierwszą i jedyną, ale kto jej nie zna? I kto nie płakał, gdy w sądzie Fronczewski ogłasza: "Wysoki Sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur"?
        Na czym mogłaby polegać nowoczesność nowej ekranizacji, której dokonać ma Michał Gazda? Nie można unowocześnić plenerów, miasta, urzędów, młyna, strojów, bo rzecz dzieje się w latach międzywojennych.  Co się zmieni? Bardziej spektakularnie przedstawią wypadek? Nie on decyduje o atmosferze i legendarności tamtej ekranizacji. Podobnej rangi obsady aktorskiej odtworzyć się nie da. Ja już nie będę się pastwić nad wyborem aktorki do roli Marii Wilczurówny, która ma być piękna, a Dymna była piękna, ani młodego Czyńskiego, w którym zakochać się trudno, a w Stockingerze można było się zakochać od pierwszego wejrzenia, ani o innych pomniejszych rolach, których obsady nie znam, a nawet pośród wymienionych połowy aktorów kompletnie nie kojarzę. No bo kto zagra arystokratę tak jak Igor Śmiałowski? To już mniejsza, jednakże czy reżyser, producenci i inni decydenci zdają sobie sprawę, że młynarza w filmie Hoffmana grał Bernard Ładysz?! I kogo oni chcą w to miejsce? Może Tomasza Koniecznego poproszą? Śpiewak Wagnerowskiego Wotana w sam raz by pasował. Tylko wątpię, żeby się zgodził. 
        Może tylko Leszek Lichota jako tytułowy znachor nie wzbudza wątpliwości. To bardzo dobry aktor i tutaj jestem spokojna. Aktorsko poradzi sobie na pewno. Co nie znaczy, że film będzie dobry, bo przecież jest cała reszta, włącznie z pomysłami reżyserskimi. W ekranizacji Hoffmana każda scena jest doskonała i chce się oglądać. Scena kradzieży dokumentów Antoniego Kosiby przez Wilczura cierpiącego na amnezję w wykonaniu Bińczyckiego jest po prostu bezbłędna. A rozmowa Czyńskiego z lokajem o ścięciu róż? A później rozmowa hrabiostwa o synu? Genialny każdy niuans. 
        Są zjawiska, których nie powinno się tykać. No bo czy można wyobrazić sobie remake "Rejsu" albo "Misia"? Ktokolwiek by się na to poważył, miałby zapewne wiele odwagi, ale niezbyt rozwinięte wyczucie stosowności i stylu. 
       

28 sty 2023

Katedry nie płoną? Malarstwo Zdzisława Beksińskiego

              Zdzisław Beksiński stworzył w swoich obrazach odrębny, rozpoznawalny świat. Świat nieustannej apokalipsy. Człowiek karłowacieje, kurczy się, usycha na szkielet, zmienia się w kupkę poskręcanych kości obciągniętych skórą lub przeobraża w rachityczny owadzi zewłok. Zanim dosięgnie go ostateczna zagłada, czasami zdąży jeszcze założyć kombinezon podobny do stroju płetwonurka z rurką dostarczającą tlen. Gdyby chciał zaś spojrzeć na świat, zobaczy wokół pustkę, jak postać stojąca na balkonie na jednym z obrazów. Obraz jak negatyw sceny balkonowej z Szekspira. Tam pożegnanie kochanków, tutaj ostatni rzut oka na pusty świat, w którym już nie ma z kim się żegnać. 
            W rekwizytorni Beksińskiego roi się od znanych kulturowych toposów: trumna, medalion, skrzydła (anielskie?), maska z dziobem ptaka - obraz dżumy, Doktora Plagi, inne maski rodem z greckich tragedii, piszczel, krzyż, sznur, czerwona wstęga ... Zestawione razem lub jako pojedynczy element kształtujący określoną wizję martwej natury w skali kosmicznej. Czasem zwielokrotnione, tworzące perspektywę nieskończoności. Zawsze niepokoją, zawsze wciągają widza w głąb odniesień prowadzących do własnych odczuć i własnych skojarzeń. Na styku artystycznej wizji wyłaniającej się z obrazu i odkodowania znaczeń przez widza dochodzi do porozumienia malarza z odbiorcą w poczuciu, że oto widzimy jak na naszych oczach dokonuje się codzienna apokalipsa, codzienne unicestwienie trwałych podstaw ludzkiej cywilizacji. 
            Ciemne korytarze nieznanych budowli pokrywają wydarte kartki i rachityczne owadzie stworzenia, grube mury i strzeliste wieże katedr rozwiewają się w dymie, rozpływają w falującą przestrzeń sinych smug, architektoniczne bryły tracą ostrość, wybebeszone krzyże odsłaniają nietrwałą strukturę belkowania lub zwiesza się na nich ażurowa konstrukcja korpusu z owadzimi długimi kończynami, ale pozbawionego dolnej części ciała, między mury katedry pozbawionej dachu wpada deszcz kamieni. Trudno oprzeć się wrażeniu, że już to widzieliśmy: w opowieściach proroków wieszczących koniec świata, w pradawnych mitach, w wierszach barokowych poetów lubujących się w gromadzeniu okropności, w sennych koszmarach. Być może nawet pewne sceny rozpoznamy jako widziane naocznie tu i teraz, tuż obok, w naszej rzeczywistości. 
            Płonące kościoły średniowiecza, gdy najczęściej drewniane narażone były na zniszczenie podczas każdej burzy, każdego wojennego konfliktu i każdej nieostrożności, wydawały się zamkniętą przeszłością przemawiającą jedynie do wyobraźni do czasu, gdy w 2019 r. dzięki transmisji na żywo mogliśmy patrzeć jak płonie katedra Notre Dame w Paryżu. Obraz ten nie dlatego był tak niecodzienny, że współcześnie kościoły nie płoną, lecz dlatego, że był to pożar symbolu europejskiej kultury. I dopiero ten spektakularny widok uświadomił wielu, że pewne wartości są bezcenne, a ich zniszczenie jest nieodwracalne. Notre Dame zostanie odbudowana, a mimo to zniszczone zostało coś, co wydawało się wiecznotrwałe. Myśl, modlitwa i praca: niematerialne fundamenty tego dzieła. Anonimowe osiągnięcie ludzkości, kogoś, "kto wymyślił tę przepaść i odrzucił ją w górę".  Ludzka praca, ludzki wysiłek włożony w zbudowanie stropu i więźby dachowej, na które przeznaczono 1300 dębów.  O wycinkę nowych dębów przeznaczonych do odbudowy trwa cały czas batalia ze środowiskami ekologicznymi, chociaż już pozyskano dwustuletnie drzewa o wymaganych wymiarach. 
           Na obrazach Beksińskiego katedry nie płoną. Ich mury i wieże nikną, rozpływają się we mgle i dymie, tracąc kontury. Tracą swój materialny wymiar. Zamieniają się w nicość. Z niematerialnego źródła - zalążka architektonicznej wizji zbudowanej na fundamencie wiary i dążenia do Boga - katedra powraca znowu w wymiar niematerialny. Kosmiczny dym zasnuwa jej wieże, filary, rozety i strzeliste mury. Zostajemy sami. Bez katedry, bez materii, bez przeszłości. Obrazy Zdzisława Beksińskiego wcale nie są fantastyczną wizją tego, co nastąpi. Przeciwnie, to wierna, niemal drobiazgowo-realistyczna dokumentacja tego, co dzieje się z nami dzisiaj. Co dzieje się z człowiekiem, w co przemienia on swój świat, swój cywilizacyjny, kulturowy dorobek i swoje dziedzictwo. 

Beksiński w Lublinie. Wystawa malarstwa w Centrum Spotkania Kultur. 9 listopada 2022 r. - 29 stycznia 2023 r. 






22 sty 2023

Obok tematu właściwego

    W książkach obok właściwego tematu zawsze pojawiają się zdania tak uniwersalne, że można je traktować jak wyimki z traktatu filozoficznego. I konia z rzędem temu, kto się domyśli, z jakiej właściwie książki pochodzą. na przykład: Pożytek z historii i historyków polega na tym, że przedstawiają nam i opowiadają rzeczy, które swój sens mogą ujawnić dopiero po setkach czy tysiącach lat. Pomijając wątpliwość, czy to akurat pożytek czy raczej paradoks, cytat ten nie pochodzi wcale z żadnej książki o historii. Roberto Calasso w "Zaślubinach Kadmosa z Harmonią" rozważa relacje między bogami greckiej mitologii a ludźmi, poruszając się bardziej w sferze niebiańskiej niż ziemiańskiej. Toteż o historii, w znaczeniu dziejów człowieka osadzonej w ściśle określonym czasie, nie ma tutaj mowy. Autor mógł więc posłużyć się hiperbolą tysięcy lat, choć żaden historyk nie zmierza przecież opisywać dziejów dla aż tak odległych pokoleń. Pisząc bowiem o historii, ma się na myśli odbiorcę (czytelnika) obecnego, aktualnie żyjącego. Perspektywa tysięcy lat dotyczyć może świadectw dawnych epok, zapisów uczestników wydarzeń, ale nie historyków sensu stricte. Refleksja Calasso pasuje więc do Tukidydesa, w mniejszym zaś stopniu do takiego choćby Galla Anonima, który pisze z określonym zamiarem to coś przemilczając, to wyolbrzymiając, to zmyślając. 

7 sty 2023

Nowy Rok bieży, w jasełkach leży

        Bieży, owszem, ale nie leży, tylko wzywa do oglądania najnowszego przedstawienia w Biłgorajskim Centrum Kultury. Jasełka według scenariusza Karola Konrada Masztalerza (przyznaję, nie znam gościa) w wersji skróconej (bo jednak znalazłam tekst w necie - tu jest wszystko), ale za to osadzonej regionalnie, w równym stopniu były śmieszne, co i kolędowo rozśpiewane. Chyba jednak na przyszłość widzom trzeba teksty rozdać, nie wszyscy znali słowa. 
        Regionalizm polski w jasełkach uobecniał diabeł Boruta - rewelacyjny stały aktor biłgorajskiej Sceny Amatora Sławomir Pluta - regionalizm w węższym zakresie przywędrował gdzieś w okolice Janowa Lubelskiego, gdzie znajdowało się Betlejem. A sala widowiskowa BCK zamieniła się w drogę tradycyjnych kolędników z Gwiazdą i zarazem w ziemsko-niebiańską przestrzeń Bożego Narodzenia. Było piekło, było niebo i była ziemia. Bóg stał się Dzieciątkiem, Człowiekiem, młody Diabeł stał się człowiekiem, a potem aniołem, młody Anioł zgubił drogę,  a Śmierć (energiczna Dorota Balicka), jak zwykle, robiła swoje, choć na początku pomyliła godziny. No ale kto by się nie pomylił, skoro bez przerwy nam czas przestawiają: z letniego na zimowy, z zimowego na letni...
       Tak właśnie w kuluarach po przedstawieniu rozmawialiśmy: gdzie jest takie drugie miasteczko w Polsce, gdzie burmistrz wraz z uczestnikami wykonuje na scenie hymn poezji śpiewanej i czasami zdarzało mu się grać na fortepianie, dyrektor jednej ze szkół średnich gra w orkiestrze dętej, polonistka z jednej ze szkół średnich gra w Scenie Amatora, a polonistka z innej szkoły pisze wiersze i wydaje tomiki. No miasto kultury pełną gębą! 
         Ech, żeby jeszcze ludzie tą kulturą byli zainteresowani!...