6 sie 2026

sierpień

południe
milczą drzewa wykute z kamienia 
ciemny kształt bociana jak błysk
przeciął podwórze i znikł
kura złotym okiem spogląda w niebo
nic
nie mąci błękitu
żar powietrza broni dostępu
do chłodnych zaułków cienia
cisza
narasta z daleka pochłania
wyschnięte wodopoje 
przepaść dalekiej drogi rozpala
podeszwy stóp 
ten dzień spłonął
drzazgą 
w popiele wieczoru

4 komentarze:

Andrzej Włodarczyk pisze...

Ten wiersz ma w sobie coś z letniego zatrzymania czasu — niby nic wielkiego się nie dzieje, a jednak każdy szczegół mocno zostaje w głowie. Najbardziej podoba mi się to, jak cisza tutaj nie jest spokojem, tylko czymś ciężkim, prawie namacalnym, jakby sama upał i pustka miały swój własny głos. Przypomniały mi się te dawne wakacyjne popołudnia na wsi, kiedy człowiek tylko patrzył przed siebie i czekał, aż słońce trochę odpuści.

emberiza pisze...

Tak jest i teraz, mam tutaj w tej chwili 41 stopni w cieniu

NotSooMinimal pisze...

Ogromnie podoba mi się zarówno treść, jak i cała konstrukcja Twojego wiersza! Czytanie go było prawdziwą przyjemnością :))

emberiza pisze...

To ja z przyjemnością czytam Twoje komentarze :-) Dostrzegasz to, co istotne. Mało kto zwraca uwagę na konstrukcję wiersza, a ona niesie tak samo treść jak i słowa.