27 kwi 2017

Nowy Molier na scenie BCK

  
      Uczone białogłowy Moliera to kolejna propozycja komediowa, wyreżyserowana przez Marylę Olejko. Trzeba przyznać, tekst w tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego dla dzisiejszego widza dość trudny. Trzeba więc było w zrozumieniu zawiłości języka dopomóc odpowiednią mową ciała i plastycznością gestów, z czego większość aktorskiej obsady wywiązała się znakomicie. Treść pseudopoetyckich sonetów Trysotyna została tak groteskowo przerysowana gestykulacją, że znaczenie słów było zgoła nieistotne. Rzecz cala została sprowadzona do egzaltacji słuchaczek: Filaminty, Armandy i Belizy oraz rozkoszowania się własnym głosem przez autora owego dziełka. Sławomir Pluta  grający Trysotyna pokazał, nie pierwszy raz zresztą, że nie straszna mu żadna postać i doskonale poradzi sobie nawet w konwencji groteskowej.
      Na docenienie zasługują także role Chryzala (Adam Kozera) i Filaminty (Elżbieta Kłosek) zbudowane na wyrazistym kontraście charakterów: dominującej silnej osobowości żony i ugodowym, wycofanym nieco zachowaniu męża "pod pantoflem". Rysem nadrzędnym Filaminty jest ponadto mocny, wręcz kontraltowy głos przenikający na wskroś przestrzeń sceniczną. Na tym tle postać siostry Chryzala, Belizy, zagranej brawurowo przez Dorotę Balicką w konwencji ezoterycznej muzy odbierającej wyimaginowane hołdy wielbicieli, wprowadza na scenę niemal absurdalną poetyckość. Czerwony szal Belizy i taneczne przemykanie po scenie narzucają skojarzenia z postacią Racheli z Wesela w reż. Andrzeja Wajdy.
       Dla uproszczenia monologowych dłużyzn tekst został skrócony na tyle, by intryga i relacje między postaciami pozostały nadal czytelne. Spektakl grany jest bez przerwy, prowokując do humorystycznego odczytania, zgodnie z tytułem, pozornej uczoności. Co prawda tyrada Marcyny o tym, że "nie babska rzecz przewodzić (i ja, choć kobita,/Wiem, że chłop ma we wszystkim górą być) i kwita" trąci myszką, ale pseudouczoność nadal ma się dobrze w różnych kręgach społecznych i środowiskach. Internet sprzyja popularności "uczoności", gdy prawdziwa mądrość, jak w każdej epoce, prezentuje się skromnie i nie zabiega o zaszczyty. Popularność pozornych autorytetów pewnie i dzisiaj mogłaby być inspiracją dla niejednej molierowskiej satyry.

Molier: Uczone białogłowy
Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński
Reżyseria: Maryla Olejko
Obsada:
Chryzal - Adam Kozera
Filaminta - Elżbieta Kłosek
Armanda - Aneta Kwiatkowska
Henryka - Lidia Grabowska
Aryst - Piotr Bazan
Beliza - Dorota Balicka
Klitander - Sławomir Niemiec
Trysotyn - Sławomir Pluta
Wadius - Grzegorz Kubik
Marcyna - Ewa Niedźwiecka
Rejent - Andrzej Mazurek

Premiera 21 kwietnia 2017 r. 

21 kwi 2017

Magdalena Abakanowicz - rzeźba i wiersz

       Zmarła autorka słynnych abakanów - Magdalena Abakanowicz. Urodzona 20 czerwca 1930 roku, była jedną z najbardziej znanych w świecie polskich artystek. Jej wielkie przestrzenne dzieła w wielu miejscach świata, trwale wpisane w przestrzeń ludzkiego życia, będą nadal skłaniać do refleksji.  
       W 1996 roku, zainspirowana jedną z jej konstrukcji, napisałam wiersz "tłum", za który otrzymałam III nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "Inspiracje" w Sosnowcu.


Magdalena Abakanowicz - Tłum


tłum

nogi twardo stoją
torsy murem rosną
kręgosłupy pionowo
czekają
na gwizdek
do dzieła
jeszcze krok
jeszcze raz
łopatą kilofem świdrem
w kamienie
niech kruszą się bryły
niech kręci się ziemia
pod stopami tłumu
a głowy
ciągle w chmurach

(Opublikowany w tomiku poetyckim "Poziom trawy. Wiersze", Biłgoraj 1997.
 

5 kwi 2017

Koncert francuski w BCK

  2 kwietnia Yaga Jadwiga Kowalik wraz z muzykami: Walentynem Dubrowskim na akordeonie i skrzypkiem Michałem Półtorakiem sprowadzili do Biłgoraja ducha paryskiej kawiarnianej cyganerii i secesyjnej awangardy. Brakowało tylko stolików, przy których można by palić opium i popijać zielony absynt.  Od "Padam... padam..." do "La Boheme", czyli Edith Piaf, Charles Aznovour, a po drodze jeszcze piosenki Juliette Greco. Yaga od lat wykonuje piosenki z repertuaru francuskich pieśniarzy. Miała okres Edith Piaf, przechodziła fascynację twórczością Barbary, czyli Monique Andrée Serf, a teraz słuchamy programu złożonego z utworów Piaf, Greco i Aznavoura. Aranżacje nacechowane zostały indywidualnym rysem artystycznej osobowości wykonawczyni, słyszalnym zwłaszcza w teatralizacji sposobu śpiewania. Piosenka aktorska bardziej niż estradowa. Dla niektórych tekstów to lepiej, do niektórych może pasowało mniej, ale nie da się ukryć, że całość utrzymana w jednolitym klimacie noir. Nawet gdy rytm muzyki zachęcał słuchaczy do klaskania. 
        Artystka również ubrana na czarno, z podkreślającymi aurę detalami, jak czarne siatkowe rękawiczki, czarne boa, czarna oczywiście peruka ze wstążeczkami czy czymś, nastroszona stosownie. Image mroczne. Bo też te piosenki sielankowe nie są. Ale wciągają. I dlatego pamięta się jak śpiewali Piaf czy Aznavour. Nie wszystkie piosenki rozpoznałam, ale tych kilka sprawia, że wraca wspomnień czar. Kiedyś się tego słuchało. Na widowni była jednak połowa wolnych miejsc. Biłgoraj nie powsiada zbyt wielu wielbicieli klimatów wysublimowanej francuskiej piosenki. 



31 mar 2017

konkursowe haiku wiosenne

Konkurs Eddiego - haiku klasyczne

moje haiku klasyczne (7 punktów)

łąka w dzwoneczkach
fioletowe kielichy 
pełne brzęczenia

Konkurs Eddiego - haiku nowoczesne

moje haiku nowoczesne - 13 punktów, III miejsce

przedwiośnie
pszczelarz nasłuchuje
gwaru z ula


Wielkie podziękowanie dla Eddiego za reaktywowanie konkursowej zabawy:-D

25 mar 2017

aforyzmy 10

Najłatwiej walczyć z wymyślonym wrogiem; znasz wszystkie jego słabości jak własne.

Im dłużej człowiek rządzi innymi ludźmi, tym bardziej upodabnia się do zwierzęcia.

Politycy przemawiają do tłumów. Nigdy do człowieka.

Szczerość nie wynika z umiłowania prawdy, lecz zakochania w sobie.

Zachowujemy milczenie przed narodzinami i po śmierci. Pomiędzy nimi trwa bełkot.

Potakiwanie i negowanie jednakowo zawęża horyzonty.

Im dłużej żyję w teraźniejszości, tym bardziej obawiam się przyszłości.

Życie jest jak kryminał: po wieloletnim śledztwie przestępca zostaje złapany i osądzony - Ty.

Żeby powstał świat, Bóg musiał stworzyć światło; aby przyspieszyć jego koniec, wystarczy wyłączyć elektrownie.

Chodzenie na skróty nie sprawi, że zaoszczędzimy czas na dłuższe życie. 

28 lut 2017

Poetycki dialog

       W dobie ogromnego zindywidualizowania procesu twórczego, skoncentrowania się na własnych przeżyciach i manifestowania osobistej nieskrępowanej wyobraźni, pisanie wierszy na styku dwóch osobowości, w wyniku wzajemnej inspiracji i fascynacji, bywa rzadkie. Toteż cieszę się, że znajdujemy, mimo dzielącej nas odległości, czas na długie telefoniczne rozmowy, w których i z których rodzą się wiersze będące dalszym ciągiem twórczej wymiany myśli. Czymże jest bowiem poetyckie (duchowe, intelektualne, emocjonalne) powinowactwo, jeśli nie wzajemnym inspirowaniem się i motywowaniem do sięgania tam, gdzie wzrok nie sięga.
       Poetycki dialog między wierszami.

        

wiersz pierwszy

Orfeusz (Iwona Startek)

wsłuchać się aż do powierzchni oceanu
do granic wybrzeży podążać za głosem
wychodząc z ramion śmierci
czy krople słone we włosach
to morze czy łzy
motyl na dłoni rozpostarł skrzydła
Eurydyka śpi


wiersz drugi, odpowiedź


XXX (Hanna Fogel)

zagrał flet Orfeusza
ból siły wypala
wstrzymuje łzy
czystsze niż on sam 

gdyby tak móc przeskoczyć
granice wytrzymałości
spopielić mur
wyrzucić z siebie żałobne pieśni
oczy życiem rozpalić
ciepło dłoniom przywrócić
ostatnią godzinę oszukać
dogonić pragnienia
lub
pogodzić się z nieuniknionym
wyżebrać ułaskawienie


wiersz trzeci, odpowiedź

płacz (Iwona Startek)

podobno płacz dobrze działa na oczy
stają się bardziej błyszczące i uwodzące
oczyszcza ostrość widzenia z drzazg i bierwion
może ranić innych bezradnością
miękkie łzy na policzku żłobią skórę
w bezpośrednim dotyku powstają koleiny
bruzdy doświadczeń i jaskinie uczuć
nie uciekniesz od łez kiedy uwierzysz
w sens tej chwili która cię zdradzi
zostawiając na pastwę mijającego czasu
jedyne życiodajne źródło które masz na własność
twoje słone morze





20 lut 2017

w niedoczekaniu odchodzimy

        Czwartkowe (16 lutego) poetyckie spotkanie odbyło się, jak poprzednie, w kawiarni Pożegnanie z Afryką w piwnicach Muzeum im. Czechowicza. Na wspólny wieczór z Ewą Bajkowską, poetką z Lublina, wybrałam wiersze w dwóch zestawach. W pierwszym po jednym z kolejnych tomików, a w drugim utwory nowe, jeszcze niepublikowane, nawet nieczytane publicznie. 
        Niewielkie pomieszczenie kawiarni wypełnione po brzegi nie tylko mieszkańcami Lublina, jak się okazało. Co prawda moi znajomi z Warszawy nie dotarli, pogoda nam nie sprzyja - czytałam przecież wiersz z tomiku Siedem świtów, ale Biłgoraj był reprezentowany silnie. Była okazja poznać nowe osoby, mam nadzieję, że też wielbicieli poezji, no bo chyba inaczej by nie przyszli ;-)
        Pani Hanna Olszewska zadbała o oprawę muzyczną zgodnie z moimi zainteresowaniami, a więc była opera: Habanera z carmen Bizeta i Va, pensiero z Nabucco Verdiego. Po takiej muzyce trudno cokolwiek czytać, albo przeciwnie, trzeba wejść w inny rytm. Toteż, zabawne, ale na bieżąco, słuchając arii naniosłam poprawki w jednym wierszu, zmieniając rytm wierszowanej frazy. Tak więc czytanie wierszy nowych miało pewne znamiona improwizacji ;-) Czy okazało się to bardziej czytelnie? Nie wiem, ponieważ nie bawię się w wyjaśnianie genezy swoich wierszy, ich znaczenia, ukrytych sensów, idei. To zadanie dla czytelnika.
        Nie umawiając się wcześniej z Ewą Bajkowską co do wyboru tekstów i tak obie mamy wiele podobnych tematów, a jednym z nich jest przemijanie, odchodzenie, pamięć o przeszłości, odczuwanie marności istnienia. Ewa zdradziła, że ma materiał na kolejny tomik, ja jeszcze nie, dopiero gromadzę pomysły. A z pomysłów już zrealizowanych czasem trzeba wygarnąć śmieci, co ostatnio zrealizowałam, wyrzucając bezpowrotnie kilkanaście tekstów. I dobrze! Ostatnio czytałam tomik Jacka Dehnela, w którym przyznaje, że z całego dorobku wybrał swoje najlepsze teksty i wyszło ich około dwudziestu. Po lekturze stwierdziłam, że zostawiłabym jeszcze mniej ;-) Ale zasada jest dobra: zostawić najlepsze i nie bawić się w nadmiar.
       Na koniec padło pytanie, czy piszę wiersze o Biłgoraju. Owszem, tak, mam takie... dwa ;-) No cóż, jeśli miasto mnie inspiruje, to raczej jako forma społeczno-przestrzenna w ogóle, a nie to konkretne, w którym mieszkam. I niech już tak zostanie :-)

        Z wierszy prezentowanych na spotkaniu autorskim w Lublinie:

nokturn

ciemność otwarła paszczę połknęła lampy
zimno świateł pogasłych w płatkach śniegu
przedziwny furkot rozpiętych futerałów strachu
oczy otwiera coraz szerzej na niewidoczny kształt
przyczajone gdzieś zerwą się pod stukotem
gałęzie drzew nagich o szyby tłukąc staccato
nieruchomieją nogi oplątane strumieniami wiatru
strzępy reklam plakatów i nekrologów zdarte
niewidzialną dłonią w ostatnim wyścigu po ulicy
gonią czasu swojego zapomnianym śladem
groszowej monety księżycowy błysk rozpali
zmarznięte palce rąk w dziurawej kieszeni
kuliste gniazda wron w koronach parku
zasłonią gwiazdy zbyt jaskrawe dla bezdomnych
w kłębach dymu stygnących kominów

osiada miasto z bagien wyrwane wiedźmom


jeden wiersz

jeden wiersz codziennie na wieczór
czytany w wannie nad kieliszkiem wina
na stosie książek w płonących polanach
blizną się stanie ten wiersz w popiele
łapczywych oddech bez powietrza rani płuca
wrzaskliwy dzień cichnie w przeczuciu
mrocznej strony gasnących monitorów
w zgasłych uśmiechach węże 
ogonami na oślep biją przerażone
nagłą ciszą swojej niemoty
codziennie wieczorem jeden wiersz
na ratunek

7 lut 2017

Zaproszenie

Iwona Danuta Startek

serdecznie zaprasza
na spotkanie autorskie
„w  niedoczekaniu…”

Kawiarnia Pożegnanie z Afryką
(Muzeum Literatury im. Józefa
Czechowicza), Lublin ul. Złota 3,
16 lutego 2017 r. godz. 17:00


14 sty 2017

Ziemia Chełmska dba o swoich poetów

      Róże z Pierii  to czwarty tomik poetycki Haliny Graboś z Kamienia koło Chełma. Tomik wydany w 2014 roku, ale otrzymałam go niedawno i dopiero teraz przeczytałam. Jest to zbiór wierszy wysmakowanych, czasami wręcz erudycyjnych, ale przy tym niezwykle prostych, w których może się odnaleźć człowiek owładnięty zwątpieniem, poszukujący odpowiedzi, dążący do harmonii. Zgodnie z tytułem są jak róże w wielu kolorach. Nie chcę snuć analiz formalnych ani rozbierać na drobne ukrytych treści. Wiersz ma przemawiać całością. I tak właśnie w przypadku utworów Haliny Graboś odbieram. Owszem, zatrzyma jakaś świetna fraza, jakaś metafora, mogłabym wymieniać sposoby budowania nastroju, opisywania przestrzeni wewnętrznej, wskazywać tropy i nawiązania, aluzje literackie. Ale po porostu szkoda. Szkoda na to miejsca na blogu i czasu. Tak rzadko się zdarza, że czytając wiersz, czujemy jak wbija się ostrzem w samo nasze istnienie: w ciało, umysł, emocje i duszę. Nie znaczy to wcale, że wiersze te są w jakiś niewyobrażalny sposób genialne. Nie. One są po prostu poezją. Tylko i aż.                  Tyle już konstruowano definicji poezji, a żadna nie jest satysfakcjonująca. Sprawdzianem dla niej zawsze jest moment czytelniczej recepcji. Wiele zależy od samego czytelnika, ale nie przesadzajmy. skok z mostu wahań zawsze będzie poezją, nawet bez czytelnika, a przedświt, być może, kto wie, kongenialnym zapisem relacji między naturą, pędzlem  a szaleństwem van Gogha. Ja w każdym razie poczułam, że tak właśnie mogły się rodzić jego obrazy. Niekiedy zatrzymuje jakaś pojedyncza fraza, gdy uderza nas odkrywcza prawda o nas samych: trzeba zgubić lęk - żeby poznać siebie, albo ponadczasowa oczywistość, wywiedziona - paradoksalnie - z wątpliwości i podważania obiegowych powiedzeń:
  

"śmierć jest lepsza
(od takiego życia)"
lecz nikt nie wie na pewno
czy nie są
tym samym
istnieniem

      Trudno powiedzieć, dlaczego są słowa, które przenoszą nas w inny wymiar. Ale jeśli poezja ma moc przekraczania granicy życia i śmierci, jak wierzył Horacy, to może już teraz, czytając, czasami dotykamy nieśmiertelności? W wierszach tych można odkrywać,w drodze wielokrotnej nieśpiesznej  lektury, życiowe sytuacje i obrazy przypisane do jednostkowej biografii bohaterki, jednakże niemal automatycznie  stają się one uniwersalnymi znakami ludzkiego istnienia w świecie, który czasami nam umyka, czasem wyprzedza i staje się obcy, niezrozumiały. 

echo

nie jesteś już moja chwilo
choć byłaś mi bliższa niż skóra i kości
i każdy kochany człowiek
prostota naszych uczuć była bardziej jasna
niż spojrzenie w oczy
zależność bardziej złożona niż struktura kryształu
byłaś mną a ja tobą
i nie pragnęłyśmy niczego więcej
nie chciałaś odejść
lecz czas wyrwał mi ciebie
nie było szans bym pokonała go
w bezpośredniej walce
podchodziłam go podstępnie i nie fair play
biegłam za tobą wołałam
nawet jakiś błędny ognik
pokazywał mi drogę
byłam blisko widziałam cię
lecz ty już mnie nie pamiętałaś
zakotwiczałaś się w kimś innym
szukam cię ciągle takiej samej
a znajduję tylko to samo echo

Nie dziwią nas wcale

W snach, zmarli mają sukienki w grochy,
korale na szyjach, kapelusze i płaszcze
jak w zwyczajnym życiu.
Kolczyki, bransolety i złote pierścionki,
które ze zdjęciami wnuków włożyły do trumien
zabobonne ciotki.
Nie dziwią nas wcale,
zajęci ścinaniem kwiatów, w zwyczajnie kwiatowym,
niemagicznym, ogrodzie, ścieranie  kurzu
w zwyczajnie nieastralnym pokoju.
Jadąc autobusem machają rękoma, nie na pożegnanie, 
tylko z wymownym gestem pozdrowienia.
Przystają, obejmując nas przyjacielsko, patrzą w oczy
radośnie żywi, życiem tryskający.
Rozmawiają zwyczajnie o niezwykłych sprawach,
że dzisiaj słońce zamieniło się miejscem z księżycem,
lub, że za trzy minuty odwiedzą nas goście
z Galaktyki Andromedy.
I zupełnie nas to nie dziwi.
Jemy razem czereśnie, przeskakujemy kałuże.
Przez moment coś nam chodzi po głowie,
chcemy o coś zapytać, ale zaraz odrzucamy tę myśl:
chyba nie o to...? to niedorzeczne,
przecież się wcale nie boimy,
że mogliśmy się u nich zasiedzieć,
tak zwyczajnie, po prostu
jakby na zawsze.

       Dwa motywy  przewijają się w tomiku jako dominanta kompozycyjna: miłość i samotność. O samotności spowodowanej odejściem, śmiercią,ucieczką, zerwaniem  poeci piszą nieustannie, szukając niebanalnych rozwiązań formalnych. W zbiorze Haliny Graboś takim utworem jest Samotność domu, w którym rzeczom pozostawionym w pustych pokojach towarzyszą ulotne spojrzenia, uśmiechy, błyski dawnych jego mieszkańców. Z kolei w motywie miłości na uwagę zasługuje piękny wiersz ja i ty jesiennie o miłości dojrzałej, miłości ludzi, którzy przez wiele lat wspólnego życia dojrzeli już do tej ciszy/ co nie czai się po kątach/ nie wybucha/ nie rani
         Tomik opatrzony został pięknymi grafikami nawiązującymi do tytułowego motywu róży. Całość tworzy wysmakowany estetycznie pejzaż dla oka i ucha - jeśli się zechce poczytać na głos, jak przecież wynika z genezy poetyckiego słowa przeznaczonego do melicznej realizacji. Róże z Pierii Haliny Graboś to nie tylko świadectwo artystycznego wzrastania poetki w kunszcie lirycznego słowa. To także piękny dowód na to, jak  cenne i jak potrzebne są przejawy wsparcia udzielanego poetom przez władze lokalne,w tym wypadku władze gminne w Kamieniu i powiatowe w Chełmie. Nie jest to bowiem pierwsza publikacja indywidualnego twórcy wspierana przez tamtejszych włodarzy. Widać, że Ziemia Chełmska ceni swoich poetów! 

PS Halino, dziękuję za tomiki. Twoje Róże z Pierii są przepiękne:-)

6 sty 2017

(Prawie) wszystkie błędy Internetu ;-)

Przykłady nagłówków wiadomości ze stron internetowych, które nie zachęcają do czytania :-(

"Stoch wyprzedził Tande.." - kogo? Tandego
"Stoch wygrywa z Tande..." - z kim? z Tandem
"Skasował swoje auto i spowodował strat na kilkadziesiąt tysięcy..." - spowodował co? - straty 
"Uśmiechnięte, i otwarte." - co tutaj robi przecinek???
"Oto co się stało" - a tu dlaczego przecinka brak?
"Wszystko, co musisz wiedzieć o social media.." - o czym? o social mediach
"Był torturowany i uznany za zabitego" - ... i został uznany za.. 
"Wuefista został trenerem uznanej firmy.." - znanej... (uznanym można zostać za kogoś... patrz wyżej)