10 cze 2026

Pasamonik i inni

      Technologia zmienia nie tylko warunki życia, rzeczywistość, która nas otacza, ale i język. To, co kiedyś istniało, przestaje istnieć w dawnej formie, więc słowa także zanikają. Przechodzą w czas przeszły, zapomniane jak zaginione cywilizacje. Rzecz dotyczy zawodów, niegdyś powszechnie obecnych, a dziś, za sprawą rozwoju technologii produkcji, nieistniejących. Niektóre z nich nie występują nawet jako relikt dawnych umiejętności w skansenach czy przy okazji historycznych rekonstrukcji. 
      O ile pasjonatów kowalstwa wciąż można spotkać, a kowalstwo artystyczne zdobywa uznanie i podziw, tak inne już z samej nazwy są kompletnie nieznane. Czasami ktoś natknie się na niektóre czytając dzieła naszej literatury. Mamy treserów, behawiorystów i groomerów, a przeciętny czytelnik nie rozumie, kim byli szczwacze w "Panu Tadeuszu". Szczwacz pełnił ważną rolę w obyczajowości myśliwskiej, układając psy do polowań. Krótko mówiąc, szczwacze tresowali ogary i charty, aby wystawiały zwierzynę myśliwym. 
       Wiele zajęć i ich nazw wywodzi się właśnie z kultury dworskiej, stąd też ich zanik w czasach współczesnych. Nie jeździmy karocami, więc nie ma forysiów. Foryś - to jeździec, konny pachołek, który poprzedzał karetę. Czasami jechał w przedniej parze konnej, gdy zaprzęg był cztero- lub sześciokonny. Z końmi związana był także fornal, który w majątku dworskim zajmował się konnym zaprzęgiem służącym do pracy na woli. Opiekował się końmi, dbał o wóz, przygotowywał je prac polowych. Odpowiadał za dobrą kondycję koni, łączył w swoich zajęciach funkcję stajennego i woźnicy, zarządzał też organizacją prac polowych. 
       Wśród zaginionych słów szczególne miejsce zajmują nazwy zawodów usługowych, czyli rzemieślników. Całkowicie zapomnianym zawodem był tytułowy pasamonik, czyli producent ozdobnych elementów pasmanteryjnych: frędzli, pomponów, tasiemek, wstążek, galonów. Frędzle wszelkiego rodzaju możemy dzisiaj kupić na metry w każdym sklepie pasmanteryjnym, a kiedyś wyrabiano je ręcznie. Ozdobne guzy, naszycia, taśmy - to był efekt zręczności pasamonika. 
       W zasadzie nie spotkamy też dzisiaj rymarza, czyli rzemieślnika wytwarzającego skórzane końskie uprzęże i siodła. Rymarz szył uździenice, szory, zajmował się też ich naprawą. Szycie uprzęży nie było łatwe, gdyż rymarz robił  to ręcznie, co wymagało specjalistycznych narzędzi i zręczności. Wyrobami ze skór zajmował się też kuśnierz, z tym, że szył ubrania dla ludzi: futra, buty, czapy, rękawice. W zasadzie kuśnierz pracował nad ubiorem od samej podstawy, czyli sam też skóry najpierw wyprawiał. Była to więc kompleksowa działalność, począwszy od przygotowania materiału, wykrojenia go i szycia. 
       I na koniec jeszcze przypomnijmy folusznika. Bez niego nie byłoby wielu ubrań, zwłaszcza takich, jak kapelusze i palta. Folusznik zajmował się zagęszczaniem materiału. Jednym z efektów pracy folusznika był między innymi filc. Dzisiaj filcowanie stało się działalnością pasjonatów rękodzieła, którzy bawią się w wytwarzani artystycznych ubrań z elementami filcu. Zakres prac typowego folusznika był jednak znaczni szerszy i o wiele bardziej wymagający. 

Brak komentarzy: