1 sty 2026

Serce krwawi, ręka drży...

       Dla kogo te uproszczenia? Chyba dla tych, którym i tak nie chciało się zaglądać do słownika. O świadomym poznawaniu zasad ortograficznych nie wspominając. Tylko dlaczego lenistwo populacji współczesnych użytkowników języka ma być normą dla wszystkich? 
       Jeszcze zrozumiem zamianę biłgorajanina na Biłgorajanina, warszawiaka na Warszawiaka. Tutaj może faktycznie będzie to ułatwienie, ujednolicenie, skoro nazwy mieszkańców regionów i krajów pisało się wielką literą. Teraz skoro mieszkaniec (kraju, regionu, miasta, wsi, dzielnicy...), to zawsze wielka litera. 
        Ale małego fiata pisanego jako Fiat nie rozumiem. Czyli pojadę do sklepu na przykład Rometem? Jak to dumnie brzmi, chociaż to tylko rower. Jakbym co najmniej z całym zakładem produkcyjnym się poruszała. O, chyba w poprzednim zdaniu według nowych norm będzie błąd: nie jakbym, tylko jak bym
        A już całkowitą akceptacją lenistwa i bylejakości jest dopuszczenie rozdzielnej pisowni cząstek eko, super, mini, ponieważ "obserwujemy powszechną pisownie rozdzielną" - jak powiedziała prof. Monika KresaA co to za argument, skoro wychodzi bezsens?! Czy istnieje samodzielne słowo eko,  żeby pisać eko żywność? Albo super oferta? Na szczęście w tych przypadkach pozostawiono możliwość pisowni łącznej i ja przy niej pozostaję. 
        Nie akceptuję też uzasadnienia, które padło z ust pani profesor, że "nie będziemy musieli się zastanawiać nad stopniem przymiotnika". Chodzi o pisownię łączną nie z przymiotnikami w stopniu wyższym i najwyższym. Do tej pory obowiązywała pisownia rozdzielna, a teraz jest łączna. Mam pytanie zasadnicze: dlaczego mamy się nie zastanawiać? Dlaczego w ogóle mamy się nie zastanawiać nad tym, jak piszemy? Jak używamy języka? Może całkowicie zrezygnujmy z myślenia i niech każdy pisze tak, jak słyszy, jak postulowali futuryści w Mańifeście w sprawie ortografji fonetycznej. A ponieważ każdy słyszeć może po swojemu, to będziemy mieli formy całkiem osobiste. Co za przestrzeń dla wolności! Raj dla umysłów leniwych, bałaganiarskich i ortograficznych dyletantów. 
       No i kuriozalne zrównanie nazw odimiennych: wiersz Miłoszowski, czyli Miłosza i wiersz miłoszowski, czyli w stylu Miłosza. Będzie wszystko jedno - zawsze małą literą. Całe szczęście, że nazwy od imion zakończone na -owy pozostawiono bez zmian, bo Olga Tokarczuk musiałaby zmienić tytuł swojej książki Księgi Jakubowe, a cały nakład poszedłby na przemiał jako niepoprawny.
         Pisownia łączna cząstki niby nie będzie wyglądać dobrze, bo kto to jest nibyprzyjaciel, nibywróg? Dostaję oczopląsu, widząc coś takiego. Teraz to dopiero język ojczysty będzie wyglądał jak zupełnie obcy. 

30 gru 2025

na zakończnie roku

     Jeszcze na początku listopada ukazał się 13. numer "Ypsilonu", w którym znalazły się moje wiersze. Do umieszczenia tutaj linku czekałam aż zostaną poprawione moje imiona.  Ale jak widać, nadal brakuje mojego drugiego imienia, którym podpisuję całą twórczość literacką. Redakcja niezbyt staranie podeszła do zagadnienia właściwego podpisywania autorstwa. 
      W numerze znalazło się pięć moich wierszy, z których kilka już tutaj zamieszczałam, choć przed wysłaniem do publikacji nanosiłam poprawki. Mogą więc różnić się od wersji pierwotnej. 

Jeden z wierszy:


w taki dzień jak dziś

 

w taki dzień jak dziś nie kupisz pomarańczy

ktoś przeszedł drogą ostatni raz zostawił cień

w oknie na pelargoniach na igłach opuncji motyl

buczący trzmiel kołuje nad wielkim łopianem

 

w taki dzień jak dziś nie znajdziesz słów

na wypełnienie ciszy

w piwnicznych bukłakach klaruje się wino

nieśpieszne soki czerwienią oblewają parapety

 

w taki dzień jak dziś policzysz książki na półkach

wiedząc że żadnej nie przeczytasz po raz drugi

i nie spotkasz nikogo z dawnych lat kto pamięta

jak byłaś małą dziewczynką

 

w taki dzień jak dziś nie pomyślisz o jutrze


Pozostałe to: druga strona, gdy świecą snyporanek w hotelowym pokoju oraz mistyka kamieni.

Poniżej link:

Iwona Startek - Ypsilon

28 gru 2025

chodzili kolędnicy

Kajetan Wincenty Kielisiński - Kolędnicy z Turoniem i kozą, grafika, 1839 r.


Edward Gorazdowski - Kolędnicy wiejscy, grafika z 1878 roku na podstawie obrazu Michała Elwiro Andriollego 


Michał Pociecha - Po kolędzie, rysunek, wydanie przedwojenne we Lwowie


Ludwik Stasiak - Kolędnicy, pocztówka, 1929 r.


Oskar Radian-Szewczyk - Opracowanie wiązanki kolęd na kwartet męski - pierwsza strona partytury wydanej z 1946 roku w Brunszwiku


 Wrocławska pocztówka z 1948 roku

19 gru 2025

Dwa wiersze w najnowszych publikacjach czasopiśmienniczych

rocznica

         Józefowi Czechowiczowi


i znowu marzec wpół wiosenny
przecina niebo kluczem żurawi
na błotnych drogach koła odciskają koleiny
orna ziemia faluje skrzydłami wron

polami łąkami rozlane roztopy
budzą się rano otulone mgłą
między deszczami już śpiewa skowronek
wiatr drzewa rozwiewa wyczesuje drzewa

pod leszczynowym złotym okapem
rodzi się natchniony poeta
kresowych kołaczy i pachnących snów
wersami poematu ukołysze miasto
w świat poniesie żal

monotonny stuk kopyt wciąż słychać
w rytmie kół i rżenia koni
księżyc srebrny ogromnieje we łzach


"Lublin. Kultura i Społeczeństwo". Nr 1-2 (130 - 131). Rok XXII. 2025


tamten czas

nad ścieżką przez pola i łąki
powiewały letnie sukienki
ponad kłosami zbóż
ze wschodu i zachodu
niosły się niedzielne dzwony
koniki polne przeskakiwały
między źdźbłami trawy
gotowe zacząć koncert
zielony koncertmistrz przysiadł 
z batutą na liściu łopianu
niewidzialni orkiestranci stroją skrzypce
znad mokradła wdarł się krzyk czajki
powietrze drżało fatamorganą
za przepastną głębią czasu
nikną niewyraźne sylwetki
w kolorowych sukienkach

"Listy z Daleka. Lettres de loin. Letters from far away. Briefe aus der Ferne. Periodyk Społeczno-Kulturalny i Literacki." Nr 152. Listopad - grudzień 2025. Liege - Belgia.

14 gru 2025

Adwentowa wyszukiwarka

        Przeglądając polskie zasoby cyfrowe, można natrafić na ciekawe zapisy adwentowych treści. Pocztówki, zdjęcia, wiersze... Roratnie świece zapowiadają kolejne adwentowe niedziele.

1947 rok

       Władysław Syrokomla (1823 - 1862) napisał na przykład cykl wierszy pod tytułem Staropolskie Roraty.  Pierwodruk w 1858 roku w Wilnie. 


Z tego cyklu drugi wiersz:

A zanim przyjdzie właściwa pora, ośnieżone choinki czekają w lesie.


Pocztówka z 1907 roku

Dziś już nie ma zwykłych świeczek na choinkach jak na jak na grafice z 1933 roku, choć jeszcze pamiętam, jak trzeba było uważać, żeby choinka się nie zapaliła.


1933 rok

9 gru 2025

Co oferuje czas przedświąteczny?

      Okazuje się, ze nawet dużo, nie licząc - rzecz jasna - ofert handlowych, bo te są namolne i zniechęcające. Mam na myśli, co oferuje czas  przedświąteczny w sferze kultury. Sobotnio-niedzielny pobyt w Lublinie miał być muzyczną medytacją adwentową, a okazało się, że natłok wydarzeń przekroczył fizyczną zdolność organizmu bycia wszędzie, gdzie by się chciało. Najpierw jednak drugie w przeciągu dwóch tygodni święto książek. Tym razem XXVI Targi Wydawców Katolickich na KUL. 


Załapałam się na ostatni dzień, 6 grudnia. Akurat mikołajki, to i zakupy mikołajkowe, książkowe prezenty. Bez zbędnej teologii, po prostu to, co fajne, ciekawe... Na przykład reprint książeczki z początku XX wieku: Kantyczki z nutami. Pójdźmy wszyscy do stajenki Wydawnictwa WAM.


      Książeczka wydana w Krakowie w 1911 roku staraniem Jana Kaszyckiego, kierownika Szkoły Ludowej w Krakowie oraz w muzycznym opracowaniu Feliksa Nowowiejskiego, wybitnego kompozytora, autora między innymi muzyki do Roty Marii Konopnickiej oraz opery Legenda Bałtyku. Feliks Nowowiejski w latach 1909 - 1914 mieszkał w Krakowie, pełniąc funkcję dyrektora artystycznego krakowskiego Towarzystwa Muzycznego. Kantyczki zawierają duży zbiór kolęd, pastorałek, dzisiaj już zapomnianych, wyrastających z ludowej tradycji, często humorystycznych. 
     A poza tym na targach - poza stricte religijnymi pozycjami - duży wybór albumów z dziełami sztuki,  klasyka literatury polskiej, dużo atrakcyjnych książeczek dla dzieci, kalendarze, notesy, historyczne publikacje IPN. Zarzuciłam sieć na interesujące rozważania o tym, dlaczego człowiek współczesny nie umie odpoczywać oraz mądrość mnichów z góry Athos. No i w holu obowiązkowo kawiarnia, z czego ochoczo skorzystałam. 
      W dwa dni miały miejsce cztery koncerty z muzyką klasyczną i nawet - gdyby nie fizyczne ograniczenia - dałoby się jakoś na wszystkich być. W bazylice Dominikanów dwa koncerty z cyklu Muzyka polskiego renesansu. Tabulatura Jana z Lublina. W sobotę wieczorem koncert chóru Mus Arietes z Warszawy w repertuarze chóralnym z takimi kompozytorami, jak Josquin des Pres, Dufay, Palestrina, Mikołaj Zieleński, Grzegorz Gerwazy Gorczycki, Jan Sebastian Bach i inni. Z tego samego cyklu organizowanego przez Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego kolejny koncert w niedzielę, tym razem organowy również z Tabulatury Jana z Lublina
       Równocześnie trwa czwarta edycja Ekumenicznego Festiwalu Wokalnego Adventus i także w niedzielę wieczorem zaplanowano koncert chóru "Zoria" w kościele Rektoralnym Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Natomiast tuż po południu, o 13:30 w kościele akademickim KUL Jubilate Deo - specjalny koncert w rocznicę śmierci Mozarta.


Wybór więc duży, tylko czasu i siły nieco mniej. Aczkolwiek muzyczne i w ogóle kulturalne bogactwo propozycji bardzo cieszy. Jeśli zaś ktoś wolałby bardziej świąteczne nastroje, to i kiermasz świąteczny pod Zamkiem można odwiedzić, i przespacerować się po Starym Mieście i Krakowskim Przedmieściem wśród świątecznych iluminacji, a nawet podziwiać bajkowy mapping na Wieży Trynitarskiej. Aż żal, że dla osoby przyjezdnej czas nie jest z gumy i zmusza do drastycznych wyborów. 


1 gru 2025

Poetyckim językiem o miłości


Poetyckie słowo jako azyl dla miłości (fragment)

W zbiorze Jacka Żybury monolog lirycznego wyznania, rozpisany na dwadzieścia dwa utwory z epilogiem „a za rok…”, tworzy opowieść o pewnej relacji między dwojgiem ludzi. Kolejne jej etapy rozgrywają się na realistycznym tle miasta,  ulic, latarni, drzew, wieczornego nieba, polnych kwiatów. Jednak elementy realnego świata nie istnieją samoistnie, ale niejako wyłaniają się z wewnętrznej przestrzeni emocjonalnej bohatera bądź są urealnieniem jego pożądania, jak w wierszu „XI – więc zatrzymuję myśli…”

pod dachem

gdzie często chowamy się przed deszczem

spełniam żądania twojej skóry

(…)

uczę się

jeszcze

twoich pochmurnych dni

kapryśnych łąk

niecierpliwych rzek

(…)    

            Elementy natury (rzeki, wiatr, kwiaty, zielone liście, smak wiśni i inne) tracą w tym zestawieniu swój realistyczny wymiar, stając się metaforami stopnia bliskości między bohaterami oraz nieuchwytnych zmiennych stanów emocjonalnych. W efekcie to nie konkretna przestrzeń potwierdza prawdziwość uczuć, lecz odwrotnie: uczucia dają gwarancję istnienia świata.

            Kolejne wiersze wprowadzają czytelnika w podwójną przestrzeń. Realną przestrzeń miasta i emocjonalną przestrzeń doznań dwojga zakochanych. Wieczorne spacery, stukot butów, zapach chleba z piekarni, świecące latarnie, groźne cienie sosny, chaszcze, ulice wyznaczają granice świata zamkniętego, w którym bohaterowie się spotykają. Na przeciwnym biegunie znajdują się światy wewnętrzne, światy emocji i przestrzenie pozbawione wyrazistych granic. Jak zauważa Dorota Korwin-Piotrowska w „Poetyce. Przewodniku po świecie tekstów”: „nawet jeśli prezentowany świat wydaje się nam pod wieloma względami znajomy, zupełnie realny, to tym bardziej wpadamy w pułapkę – jakbyśmy wierzyli, że można się potknąć o opisany kamień” (Str. 242). Tymczasem jest to wynik określonego sposobu opisu, językowego obrazu świata, któremu bliżej do „imaginacyjnej przestrzeni snu, wyobraźni, przenośni czy mitu, niż do trójwymiarowego świata, w którym żyjemy” (Tamże, str. 242). W wierszu „II – wciąż słyszę butów twoich stukot…” bohater opisuje ukochaną konkretyzując to, co nieuchwytne: „spod twoich rzęs wyfrunął zielony motyl snu”, a w wierszu „V – tamtego wieczoru…”: nam się nie spieszyło/ jakbyśmy z oczu nagle stracili czas”. [....]

         Pomiędzy pierwszym a ostatnim wierszem cyklu następuje kondensacja czasu, w którym rozgrywa się kilka porządków bytu. Porządek mitycznego początku wyznaczony stwórczym spojrzeniem na wzór stwórczej mocy Boga; porządek miłości między dwojgiem ludzi stopniowo odkrywających siebie nawzajem; porządek poznawania siebie przez podmiot mówiący dokonujący introspekcji, w wyniku której odkrywa tajemne zakamarki swojej psychiki; na koniec porządek słowa, poetyckiego języka zorganizowanego w celowe ukształtowanie tekstu. Stwórcza moc pierwszego spojrzenia za sprawą frazy „na początku” wiąże się nierozerwalnie ze stwórczą mocą samego słowa. Na początku bowiem „Bóg stworzył niebo i ziemię”, ale także „na początku było Słowo”. O ile więc początkowe spojrzenie zapowiadało późniejszy nowy porządek świata bohatera, o tyle poetyckie słowo autora jest miarą organizacji wewnętrznej świata przedstawionego. Z tego punktu widzenia nie da się określić stopnia realności ani wspomnianych wyżej elementów przestrzeni, ani nawet samej postaci adresatki, do której skierowane są wiersze. Jej obecność rozmywa się w doznaniach bohatera, który ubiera ją „w różowe mgły zmierzchu/ i dzikich bzów wieczorną woń”, mając przy tym wiadomość, że upływ czasu zmienia perspektywę spojrzenia na drugiego człowieka i na własne uczucia:

na jakich drogach spotkamy się po latach

gdy namiętności codzienność ostudzi

szepty wygasną

oddechy rytm wyrównają

            W coraz szybciej pędzącym świecie, w świecie, gdzie w scenerię miłosną pcha się metropolia, Internet, telefon komórkowy – Jacek Żybura proponuje zwrot do siebie, ucieczkę od zachowań stadnych, poszukiwanie inności uczucia znajduje w powrocie do mikrokosmosu, w tym także do mikrokosmosu sfery uprzywilejowanej dla poety: sfery słowa.

 

Fragment wstępu do tomiku Jacka Żybury Tamtego wieczoru. Biłgoraj 2025. 

28 lis 2025

W królestwie książek

     Lubelskie Targi Książki po raz pierwszy, mam nadzieję, że nie ostatni. 


        Podobno 130. wystawców. Nie liczyłam, ale obeszłam prawie wszystkie stoiska. Trzymając się przy okazji za kieszeń, żeby nie wydać za dużo. Już nawet nie o wydawanie chodzi, a raczej o brak miejsca na nowe książki. Więc z żalem ogromnym odwracałam głowę. Przechadzałam się, słuchałam rozmów i szelestu przewracanych kartek. Targi Książek to wciąż dowód na prymat książek drukowanych nad wersjami elektronicznymi. Niektórzy pokonują kilkaset kilometrów, żeby spotkać się z ulubionym pisarzem i kupić jego książkę z autografem. Ja co prawda nie poluję na autografy, ale rozmawiałam z osobami, które w tym celu przyjadą jutro i pojutrze. 
        Przyjazd w piątek był szczęśliwą decyzją, ponieważ nie ma tłoku i bez pośpiechu można spacerować od stoiska do stoiska. Większe tłumy spodziewane są w sobotę i niedzielę. Tymczasem dzisiaj spokojnie zanurzyłam się w królestwo książki. Naprawdę cieszy oko widok młodych ludzi szukających ulubionych pozycji i ulubionych autorów. Mnie co prawda bardziej cieszył Giedroyć i Chopin w Brytanii Petera Willisa niż literatura młodzieżowa, ale to naturalne różnice pokoleń. Istotne jest wspólne zamiłowanie do czytania.  Dłużej przystanęłam przy stoiskach Instytutu Europy Środkowej, Oficyny Wydawniczej Kontynenty, Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, CSK w Lublinie oraz stoisk bibliotek: Pedagogicznej i Łopacińskiego. 
         Ochłonąć po pierwszych wrażeniach można w miejscach kawowo-kulinarnych. Zebrać myśli, przeanalizować zasoby, potrzeby i ... własną zachłanność na słowo drukowane, żeby podjąć ostateczną decyzję. Z bólem serca wykreślić z listy jedno, zostawić inne. Nie ma jednak gwarancji, że się podjęło słuszną decyzję. Już w drodze powrotnej żałowałam, że czegoś nie kupiłam, rezygnując zbyt łatwo pod wpływem wizji po sufit zapełnionych półek. Niestety, w pewnym wieku przestaje się kupować książki do jednorazowego przeczytania. Teraz trzeba już się mocno zastanawiać, ile razy po nią sięgnę, żeby warto było ją mieć na własność. Chłodna kalkulacja wygrywa z porywami serca. 
          Targi to mimo wszystko wspaniała sprawa. Jeszcze jedna okazja, aby się przekonać - wbrew ponurym przewidywaniom - że papierowa książka wciąż ma się dobrze. I, o dziwo, nadal przyciąga rzesze czytelników w każdym wieku. 

21 lis 2025

patrzę przez okno

patrzę przez okno
jednostajnie sypie śnieg
ostatnie kępy zielonej trawy
chowają się pod czapką niewidką
znajoma ścieżka straciła kierunek
nie ma początku ani końca
patrzę przez okno
kamienna statyczność drzew
wysoko unosi obnażone gniazda
w nagich konarach czas się zatrzymał
zegary zamknięte w starych szafach
nie ruszą dziś ani jutro
patrzę przez okno
ta chwila rozrasta się w ciszy
tylko z daleka dzwon komuś bije 
ogłasza wieczne odpoczywanie








16 lis 2025

powiało chłodem

powiało chłodem

listopadowe deszcze biczują ziemię
wiatr niesie zapach liści butwiejących w stertach 
zniknęły klucze odlatujących ptaków
tylko wrony wierne płaskim krajobrazom
żerują na świeżej roli kracząc
na pustych polach powiało chłodem
szklą się kałuże nad ranem
słoneczny żar dogasa na chmurnym niebie
jak w spopielałym ognisku wypalona gruda
wczesne zmierzchy zaglądają do okien 
wpraszają się do mieszkań
jak bezdomni szukający schronienia
już pora odłożyć do starych szuflad pamięci
dni wypełnione odkrywaniem świata
gdy dziecięce zabawy prowadziły latem
nad wartkie strumienie w nienazwane morza
cokolwiek było nieznane wtedy
dziś ma imię: minęło nie wróci
chłodem zaciąga noc coraz dłuższa
w bujanym fotelu zasypia podróżnik