W ogóle miałam szczęście do wykładowców filozofii. Udało mi się jeszcze bywać na wykładach o. prof. Krąpca, słuchać jak fascynująco opowiada o niuansach myślenia filozoficznego. Miał energię dwudziestolatka, co objawiało się w szerokiej i obrazowej gestykulacji, od której czasami coś spadało z katedry. Jego przeciwieństwo - ks. prof. Józef Herbut (urodzony na Podolu w 1933 r.!): skupiony, zamyślony, pozornie wycofany, niepatrzący na salę i studentów - wykłady z logiki i metodologii głosił chodząc od ściany do ściany, niemal beznamiętnym tonem, ale niechby ktoś się tego nie nauczył!
Wiele mam do tej pory książek ówczesnej silnej lubelskiej grupy filozoficznej. Od "Ja, człowiek" ojca prof. Mieczysława Krąpca poczynając, przez podstawy filozofii prof. Antoniego Stępnia, podręczniki do retoryki prof. Piotra Jaroszyńskiego, etyczne rozważania ks. prof. Andrzeja Szostka i oczywiście książki siostry profesor Zofii Zdybickiej. Kawał dobrej wymagającej lektury!
4 komentarze:
To bardzo przykra wiadomość... Wspołczuję :( Zostaną chociaż miłe wspomnienia, które zawsze warto zachować. Pozdrawiam serdecznie!
Zawsze to przykre żegnać kogoś, kogo się znało nawet tak krótko, z każdym takim pożegnaniem żegna się także jakąś część swojej przeszłości, swoich wspomnień... Dziękuję i pozdrawiam!
Piękna lekcja wdzięczności. Takich wykładowców, którzy traktują egzamin jak rozmowę dwojga ludzi, pamięta się całe życie.
Miałam szczęście do kilku takich wykładowców i kilku takich egzaminów, pozostały osadzone w ciepłych wspomnieniach.
Prześlij komentarz